Poprzedni
Następny

„Ostatni dzwonek”: Dlaczego edukacja? Dwa argumenty

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Na obrazku ostatni dzwonek, rysunek dzieci z plecakami
A-DIGIT / GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 4 minut

Nie wiem do końca, czemu mogę zawdzięczać rozumienie faktu, że edukacja jest Świętym Graalem ludzkości. Zgromadzone doświadczenia? Intuicja? Uważne obserwowanie rzeczywistości? Oświecenie przez jakiś wyższy byt? Chyba nie odpowiem na to pytanie. Jedno natomiast mogę powiedzieć: jestem wdzięczny temu, co to spowodowało. Jestem wdzięczny, że nie mam żadnych wątpliwości, że wszystko się zaczyna od edukacji i wszystko na niej się kończy

Jednakże bycie w tym gronie szczęśliwców nie czyni mnie „z automatu” szczęśliwym. Nie jest bowiem łatwo chodzić po świecie i pokazywać innym piękno kolorów, jeśli otaczający mnie ludzie są niewidomi. A ja chcę, by te piękne kolory widzieli. I jestem przekonany, że istnieje droga do ich zobaczenia, a tą drogą jest dobranie właściwego narzędzia. Dlatego ja, gdy piszę o roli i ważności edukacji, wybieram jedno z tych, które uważam za najlepsze i możliwe do zrealizowania tekstowo.

Rzetelną argumentację.

Chciałbym zatem przedstawić dwa argumenty – metaargumenty, pokazujące krótko, dlaczego edukacja jest absolutnym fundamentem naszego istnienia w świecie. Zacznę od tego, który wielu może wydawać się nieco szokujący, ale o ile pokładam ufność w człowieka w zakresie jego możliwości wyboru dobra, średnio ufam naturze ludzkiej. Możemy zostać święci, ale rodzimy się egoistami.

Argument z własnego interesu

Pamiętam niektóre reakcje ze strajku nauczycieli – na zasadzie „A po co?”, „W d*** się poprzewracało”, „Nauczyciele pracują śmiesznie mało”. Zawsze wtedy fascynowała mnie dostrzegalna w tych hasłach krótkowzroczność. Z kim bowiem pracuje nauczyciel? Z młodymi ludźmi. Z ludźmi, którzy za jakiś czas dorosną i zaczną być tymi, którzy będą mieli zasadniczy wpływ na kształt rzeczywistości. Rzeczywistości, w której my również będziemy żyli. I nie tylko my. Nasi bliscy, nasi przyjaciele, nasze dzieci.

Będziemy żyli w świecie rządzonym, sądzonym, leczonym, tworzonym przez obecnych młodych ludzi, kształtowanych w systemie, jaki widzimy, przez nauczycieli, których część z nas nie miała oporów wyśmiać podczas strajku. Mówiąc krótko, jeśli masz gdzieś edukację, masz gdzieś siebie i swoich bliskich.

Teraźniejszość uczniów i nauczycieli jest naszą przyszłością. Dlatego nawet jeżeli nie mamy w sobie jakichś wielkich pokładów empatii albo po prostu nie interesujemy się specjalnie edukacją, warto mieć świadomość, że strzelamy w kolano i sobie, i swoim bliskim. Jeśli chcemy, nie ma sprawy. Jednakże pamiętajmy, że nie chodzi tylko
o przyszłość. Może bardziej chodzi nawet o teraźniejszość, bo… no właśnie. Pora na argument drugi.

A-DIGIT / GETTY IMAGES

Argument z empatii

Ktoś może zarzucić, że cały powyższy wywód jest tak naprawdę niesamowicie egoistyczny. Nie, nie jest. Jest po prostu wynikiem prostej konstatacji: ludzie często myślą o własnym interesie bardziej niż o czymkolwiek innym. Jeśli nie przemawiają do nich argumenty związane z troską o drugiego człowieka, należy jasno i dobitnie uświadomić ich, jak sami na czymś mogą stracić.

Jednakże tak jak napisałem wyżej – jestem ufny w stosunku do ludzkich możliwości wybierania dobra. I dlatego właśnie uważam, że na argumencie własnego interesu poprzestać nie mogę i absolutnie nie chcę. Wierzę bowiem, że jest nas wielu – wielu wrażliwych na ból i krzywdę drugiego człowieka. A nawet gdyby wielu nas nie było, jestem przekonany, że równać należy do najlepszych. Także argumentów. I apelować nieustannie do ludzkich serc, umysłów i sumień, wskazując zawsze to, co leży u fundamentów naszej cywilizacji – niekrzywdzenie innego istnienia. Tak się powinno ostatecznie uzasadniać, by każdy mógł wybierać, za kryterium obierając uniwersalne wartości, a nie lęk przed zaszkodzeniem sobie.

Dlatego właśnie argument, który preferuję najbardziej, to argument z empatii.

Nie żyjemy na bezludnej wyspie

Nad fenomenem zła pochylało się wielu myślicieli i naukowców, dochodząc do różnych wniosków. Ale bardzo często, w taki czy inny sposób, podobnie wskazywali oni jego przyczynę: brak przyjęcia perspektywy drugiego człowieka, czy w ogóle innego istnienia, i wiążące się z tym brakiem niewchodzenie w jego buty, niepatrzenie na świat jego oczyma, nieużywanie jednej z kluczowych ludzkich zdolności – empatii. Jeszcze gdybyśmy żyli na bezludnej wyspie, to w porządku. Można by machnąć na to ręką. Ale nie żyjemy na bezludnej wyspie, tylko na świecie, na którym jest nas kilka miliardów, nie jesteśmy na tej planecie sami i nieustannie nasze ścieżki przecinają się ze ścieżkami innych ludzi.

Brak umiejętności i/lub chęci empatycznego wejrzenia do czyjegoś wnętrza więzi nas w matni świata, poza którym istnieją ci, którzy potrzebują pomocy, a my ich nie widzimy, nie słyszymy, nie odczuwamy, a oni – parafrazując Camusa – wołają o pomoc, dostając w odpowiedzi jedynie milczenie świata. Zamknięcie na drugiego jest najbardziej nieludzką z nieludzkich decyzji, jakie możemy w życiu podjąć.

I właśnie dlatego, gdy podkreślam istotę edukacji, jej kluczową i fundamentalną rolę, odwołuję się do empatii. Pomyśl o dziecku, które rozpada się w środku, bo jest zaledwie trybikiem w jakimś chorym, bezdusznym, nieludzkim systemie. O dziecku, które marzy i myślami sięga gwiazd, które kocha i pragnie być kochane, ale jego świat jest brutalnie sprowadzony do  parteru, parteru zalanego szambem w postaci sprowadzenia całej jego wyjątkowości do beznadziei z powodu złych ocen z matematyki.

Mamy tutaj zwielokrotniony dramat braku edukacji – nauczyciel nie wie, że krzywdzi, uczeń nie wie, jak się przed krzywdą bronić, a całość rozgrywa się w systemie edukacji, który do tej krzywdy dopuszcza. Dziecko to idzie potem przez życie, mając poczucie, że „nie umie w życie”, bo nauczyło się, że jego wartość jest zależna od jego wyników.

Zapobiec czynieniu zła

Jednakże empatia znajdzie drogę. W trakcie badań nad pilotami myśliwców zauważono, że tkwiąc w kabinach swoich maszyn, zrzucają bomby na miasta, nie mając wewnętrznych rozterek. Ale gdy pokaże im się cierpienie ludzi, gdy doznają tego bezpośrednio, coś się w nich bezpowrotnie zmienia. I nie są w stanie już tego robić. Empatia rozrywa skostniałe struktury, które umożliwiają czynienie zła. Empatia jest Levinasowską epifanią twarzy Innego, która bezpośrednio, naocznie jest nam dana w doświadczeniu, która krzycząc „proszę, nie rób mi krzywdy!”, nie pozostawia nam wyboru i skazuje nas na doznanie współczucia, po którym nic już nie będzie takie samo.

Gdy zatem będziesz miał wątpliwości, dlaczego edukacja jest tak ważna, pomyśl o własnym interesie albo pomyśl o tym, że Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem samobójstw nieletnich. W latach 20112016 liczba prób samobójczych wzrosła niemal dwukrotnie. Od kilku lat wzrasta liczba zgłoszeń dotyczących depresji i myśli samobójczych, a 7 mln polskich dzieci może skorzystać z pomocy 415 psychiatrów dziecięcych (raport Komendy Głównej Policji). No generalnie to z pewnością przez te smartfony i generalnie że się dzieciakom w d*** poprzewracało!

Tymczasem jedenaste przykazanie brzmi Nie bądź obojętny, jak powiedział niedawno Marian Turski, i wygrał tym wszystko. 

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES