Nauka
Organizm niepodobny do niczego na Ziemi. Myśleli, że to grzyby
07 lutego 2026

Gdyby ktoś urządził zabawę z przebierańcami w mundurach SS, wybuchłby skandal międzynarodowy. Tymczasem w Radomiu rocznicę Czerwca ’76 „uczczono” zdjęciami z milicjantami i pałkami. Pisarz Jacek Piekara w swoim felietonie stawia brutalne pytanie: czy naprawdę straciliśmy wrażliwość na własną historię?
„Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary”
Polska Rzeczpospolita Ludowa, nazywana w zależności od epoki oraz źródła, państwem socjalistycznym, państwem komunistycznym, krajem demokracji ludowej czy sowiecką kolonią, była z całą pewnością opresyjną, a w wielu przypadkach krwawą, dyktaturą. Epoka stalinowska i rządy Bolesława Bieruta to dziesiątki tysięcy ofiar – zamordowanych, czy wywiezionych do Rosji, epoka Władysława Gomułki to już „zaledwie” setki zabitych.
Kiedy w 1970 roku szefem komunistycznej partii (a co za tym idzie całego państwa) został Edward Gierek, obiecał, że nigdy nie użyje broni przeciwko robotnikom. I rzeczywiście liczba ofiar represji politycznych za jego czasów była najmniejsza. Co nie oznacza, że nie było ich wcale.
Pierwsza połowa lat 70. była w Polsce czasem nadziei. Nadziei nie tylko na skok gospodarczy i cywilizacyjny, który zapowiadały nowe władze PZPR, ale również na większą wolność życia politycznego i kulturalnego. Wiele osób wyobrażało sobie wtedy, że możliwe jest takie ucywilizowanie socjalizmu, by zaczął, chociaż w pewnym stopniu przypominać kraje demokracji zachodniej.
Wszystkie te nadzieje runęły bardzo szybko, gdyż już na początku drugiej połowy lat 70. rozpoczął się kryzys gospodarczy (spowodowany wieloma czynnikami: od wejścia w spiralę zagranicznego zadłużenia poprzez nieudolne zarządzanie aż po idące w miliardy dolarów okradanie Polski przez ZSRR).
Polacy mamieni wizją bycia „dziesiątą gospodarką świata” nagle zobaczyli, że rzeczywistość wcale nie jest taka piękna, jak opisuje to medialna propaganda. W odpowiedzi na rosnące ceny żywności doszło do wybuchu społecznego niezadowolenia. W czerwcu 1976 roku rozpoczęły się strajki i demonstracje. Między innymi w Radomiu oraz Ursusie.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Gierek nie pozwolił na używanie broni palnej przez oddziały milicji (w czasie zamieszek zginęły więc tylko trzy osoby), co nie oznacza jednak, że demonstracje przebiegały bez represji ze strony władzy.
Było wręcz przeciwnie. Brutalność służb była drastyczna. Setki demonstrantów bito i torturowano, a po stłumieniu zamieszek doszło do masowych aresztowań oraz wyrzucania z pracy. Między innymi z powodu tych represji zawiązała się jedna z najsłynniejszych i najbardziej skutecznych organizacji opozycji antykomunistycznej – Komitet Obrony Robotników.

W obecnym, 2026 roku przypada 50-lecie radomskiego „Czerwca 1976”. Jak postanowiły uczcić to wydarzenie władze Radomia? Otóż urządzono wesołą potańcówkę w stylu PRL, gdzie można było zrobić sobie zdjęcia z roześmianymi milicjantami w strojach bojowych, którzy w zabawny sposób pozowali razem z uczestnikami imprezy, trzymając w dłoniach pałki.
Przypomnijmy, że tę zabawę urządzono z okazji robotniczego buntu, w czasie którego zginęły trzy osoby, tysiące ciężko pobito (właśnie takimi pałkami), a wśród ofiar były kobiety i dzieci, ponieważ milicja biła nie tylko uczestników demonstracji, ale dopadała również zwykłych, całkowicie niezaangażowanych w protesty, przechodniów.
Słusznie więc pytali internauci, co więcej, jakie jeszcze, atrakcje mogą być zaplanowane? Przebieranie się za esesmanów i zabawa w zabijanie Żydów? Łapanka na wesoło? A może imprezka z komorami gazowymi w tle?
Warto zaznaczyć, że w epoce PRL do tłumienia demonstracji i manifestacji używano jednostek ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej). Były to specjalnie szkolone oddziały szturmowe, często złożone z pozbawionych zasad moralnych psychopatów, a mówiło się też powszechnie o tym, że do walki z tłumem wysyłano ich oszołomionych wódką i narkotykami.
Czy alkohol i narkotyki były im naprawdę podawane przed akcjami, czy była to zaledwie miejska legenda, element „czarnego pijaru”, tego nie wiem (na pewno dostawali przydziały wódki po akcjach).
Wiem jednak (bo kilka lat po Czerwcu 76, w latach stanu wojennego, widziałem te oddziały w akcji), że zachowywali się z wyjątkowo brutalnością, atakowali niewinnych przechodniów, potrafili bić kobiety wracające do domu z małymi dziećmi. To oni wreszcie słynęli z urządzania zatrzymanym tak zwanych „ścieżek zdrowia”, co polegało na tym, że ofierze kazano przebiegać wzdłuż długiego szpaleru milicjantów, którzy w czasie tego biegu okładali ją pałkami.
Skandaliczna i haniebna impreza w Radomiu świadczy nie tylko o historycznej ignorancji, ale o ogromnej społecznej znieczulicy. Oto, niedawna przecież, wielka tragedia ludzi zabijanych, bitych, wyrzucanych z pracy, pozbawianych środków do życia zostaje „uczczona” za pomocą radosnej potańcówki, gdzie okrutni oprawcy zostali przedstawieni jako fajne, wesołe chłopaki.
Jak muszą się czuć w takim momencie nie tylko ofiary represji z tamtych lat, ludzie już przecież starzy i często schorowani, jak czują się rodziny uczestników tamtych wydarzeń, dzieci, wnukowie, którzy słyszeli od ojców i dziadków o przerażającym dramacie tysięcy ludzi, a teraz obserwują, jak władze ich miasta wesoło „bawią się na grobach”, drwiąc z traumatycznych wspomnień?
Zarówno państwo, jak i społeczeństwo powinny stać na straży pamięci narodowej, zwłaszcza kiedy pamięć ta dotyczy wydarzeń tragicznych. Brak szacunku dla ofiar, niezależnie od tego, czy chodzi o ofiary systemu nazistowskiego, czy komunistycznego, czy chodzi o ofiary Niemców, Rosjan, czy Ukraińców, jest absolutnie niedopuszczalne.
Niedopuszczalne jest nie tylko zakłamywanie i zacieranie historii (tak jak to miało miejsce przez lata w przypadku Zbrodni Wołyńskiej), ale również banalizowanie oraz infantylizowanie tragedii. Poza tym, jeśli chcemy, aby szanowali nas inni, aby doceniali zarówno polską martyrologię, jak i polski bunt przeciwko komunistycznej tyranii, to musimy sami szanować narodową pamięć.
Bo, zastanówmy się, chociażby, jakie wrażenia wyniósłby z radomskiej imprezy obcokrajowiec? Pomyślałby, że komunizm nie był taki straszny, skoro obywatele i władze nie tylko bawią się na tańcach w stylu epoki, ale fotografują się z milicjantami, niczym z Białym Misiem na Krupówkach.
A przecież za suchymi datami, takimi jak Czerwiec 56, Grudzień 70, Czerwiec 76, Grudzień 81 kryją się właśnie dramaty całych rodzin, zapisana na pokolenia trauma. I hańbą dla obecnej Polski jest to, że pozwala, aby dzisiaj z tej traumy bezkarnie drwiono.
*Fajnopolak — wg Słownika Slangu Miejskiego — Człowiek, którego cała osobowość sprowadza się do ostentacyjnie manifestowanej „fajności”, w rzeczywistości rozumianej jako poprawność, przesadna tolerancja i uległość wobec status quo. Wszystkie działania fajnopolaka podporządkowane są de facto dopasowaniu się do innych i zaskarbieniu sobie akceptacji.
Przeczytaj również: Przeminęło z dymem. Jacek Piekara o zapomnianym obyczaju
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: