Nauka
Czarna dziura łamie prawa fizyki. Rośnie szybciej niż powinna
24 lutego 2026

Przez lata każdy obiekt kołyszący swoją gwiazdę trafiał do katalogu egzoplanet. Teraz okazuje się, że część z nich może być czymś znacznie ekstremalnym. Pierwotnymi czarnymi dziurami, reliktami z pierwszych chwil po Wielkim Wybuchu
Mimo że od narodzin wszechświata minęło wiele milionów lat, pozostałości z tamtego okresu nadal mogą istnieć w obecnym Układzie Słonecznym. Tajemnicze obiekty kosmiczne krążą w przestrzeni pozaziemskiej niezauważone lub mylone z egzoplanetą. Wszystko przez podobieństwo masy do planet i wpływ grawitacyjny na swoją gwiazdę macierzystą. Teraz jednak naukowcy z Cornell University odkryli, że istnieje inna, znacznie bardziej fascynująca alternatywa.
W nie recenzowanym jeszcze badaniu opublikowanym w General Relativity and Quantum Cosmology, badacze zasugerowali, że tajemnicze obiekty kosmiczne mogą być pierwotnymi czarnymi dziurami. Obiektami, których historia sięga początku kosmosu, kiedy Wszechświat – pogrążony w chaosie – składał się z wysokociśnieniowej „zupy” energii.
Niedawno odkryte małe czarne dziury miały rozmiar grejpfruta, choć masą przypominały Ziemię lub Jowisz. Pomyłka przy identyfikacji wynika z różnic między fizycznym rozmiarem planety, a jej masą.
Nasze obecne metody wykrywania planet są wyjątkowo skuteczne w mierzeniu masy, lecz znacznie mniej precyzyjne w określaniu fizycznego rozmiaru planety.
– czytamy na łamach portalu Livescience.com.
Przykładem może być planeta oraz czarna dziura o masie porównywalnej do Neptuna – oba obiekty wywołują identyczne kołysanie swojej gwiazdy. Z tego powodu łatwo było je ze sobą pomylić. Teraz jednak amerykańscy naukowcy znaleźli skuteczny sposób na ich rozróżnienie.
Wzięli pod lupę egzoplanety wykryte dzięki drganiom gwiazdy, które nie zostały zaobserwowane podczas tranzytu – momentu, gdy obiekt przechodzi na tle ciała niebieskiego i chwilowo go przysłania. A to właśnie wtedy można określić jej faktyczny rozmiar. Jeśli obiekt przejdzie przez tranzyt, ale nie przysłoni gwiazdy – nie mamy do czynienia z pełnoprawną planetą, lecz z czarną dziurą albo malutkim obiektem. Pytanie tylko jakim.
Badacze mają swoje tropy. Wśród nich są m.in.: Kepler-21 Ac, HD 219134 f i Wolf 1061 d. Wszystkie są dla nas niewidoczne, ale mają zarazem wystarczającą masę, by wprawiać swoje gwiazdy w ruch. Eksperci zwrócili uwagę na coś jeszcze.
Mowa o zjawisku mikrosoczewkowania. To krótkotrwałe pojaśnienia gwiazdy znajdującej się daleko od niej. Powstają, kiedy masywny obiekt mija ją na tle nieba. Działa wtedy niczym szkło powiększające i potencjalna kryjówka dla pradawnych obiektów.
Mimo to nie warto nastawiać się, że każdy odkryty w ten sposób obiekt jest pierwotną czarną dziurą. Mało tego, przedstawiona trójka planet faktycznie może być zwykłymi planetami, które mają tylko nachylone orbity. A przez to uniemożliwiają obserwację tranzytu.
Tematu pierwotnych czarnych dziur nie należy porzucać. Już w 2027 roku będzie można je ostatecznie zidentyfikować. Wszystko przez misję NASA, która zbada egzoplanety Kosmicznym Teleskopem Nancy Grace Roman i stwierdzi, czy Wszechświat posiada więcej pierwotnych czarnych dziur, niż sądziliśmy.
Warto przeczytać: Wielka parada planet nad Polską. Zobacz rzadkie zjawisko na niebie
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: