Polska odrabia lekcję sprzed prawie 100 lat

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Getty Images
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 5 minut

#Polska2029: „Między zagrożeniami a zaawansowanymi technologiami, zwłaszcza informatycznymi, istnieje wyraźny związek. Stąd dyskusja o działaniach poniżej progu wojny, o wojnie hybrydowej, czego przykładem były zielone ludziki na ukraińskim Krymie. Tak w przyszłości będą wyglądały zagrożenia dla naszego kraju” – mówi w rozmowie z Holistic.news gen. Mirosław Różański, prezes fundacji Stratpoints

JAROSŁAW KOCISZEWSKI: Czy pana zdaniem dobrze przygotowujemy się do wyzwań na najbliższą dekadę?

GEN. MIROSŁAW RÓŻAŃSKI*: Zdecydowanie nie. Jakiś czas temu zdefiniowałem zdolności obronne Polski jako możliwość identyfikowania i oddziaływania na zagrożenia poza granicami kraju. To spojrzenie w przyszłość, tymczasem uważam, że nie wyciągamy wniosków nawet z ostatniej dekady czy dwóch, tylko odrabiamy lekcje z okresu międzywojennego. Przywołujemy zdarzenia z tamtego okresu i chcemy za wszelką cenę zbudować armię masową, by bronić ojcowizny. Stąd chęć zbudowania nawet 200-tysięcznej armii i reperowania starych czołgów.

Natomiast przy dzisiejszym poziomie środków przeznaczanych na obronność moglibyśmy pozwolić sobie na środki, które umożliwią rozpoznanie, czy ktoś np. w jakiejś części Europy ma złe zamiary wobec Polski i chce na nas wpływać. Powinniśmy umieć zidentyfikować takie zagrożenie, co wymaga zebrania wszystkich dostępnych środków gromadzenia informacji, czyli nie tylko wojska, ale choćby także dyplomacji. Dla mnie najważniejsza jest zdolność pozyskiwania i analizy informacji, natomiast w tym zakresie niestety nic się nie dzieje.

Z kolei jeśli chodzi o zdolności do oddziaływania, to sądzę, że nie powinniśmy iść w kierunku posiadania masy czołgów strzelających nawet na kilka kilometrów, tylko uzyskania systemów rakietowych i lotnictwa zdolnego działać na kilkaset czy nawet na ponad tysiąc kilometrów od naszych granic.

Na przykład, zdaniem wielu fachowców, Rosja mogłaby postarać się zmienić rzeczywistość, w której żyjemy. Jeżeli nastąpiłoby naruszenie terytorium naszego kraju, to powinniśmy móc oddziaływać na centra decyzyjne, czyli na punkty dowodzenia przeciwnika, bo nawet posiadając cztery czy pięć dywizji, nie zatrzymamy potencjalnego przeciwnika.

Jak zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski widzi pan w perspektywie dziesięciu lat?

Zagrożenia dla bezpieczeństwa rozwijają się i zmieniają wraz z ewolucją technologii i nauki. Widać wyraźny związek między zagrożeniami a zaawansowanymi technologiami, zwłaszcza informatycznymi. Stąd dyskusja o działaniach poniżej progu wojny, o wojnie hybrydowej, czego przykładem były zielone ludziki na ukraińskim Krymie. Tak w przyszłości będą wyglądały zagrożenia także wobec naszego kraju.

Zmierzamy w kierunku informatyzacji praktycznie w każdym wymiarze naszego życia. Komunikujemy się w zasadzie bez ograniczeń, a do tego mamy też w zasadzie pełny dostęp do dóbr kultury i wszelkiego rodzaju informacji. Na tym polega siła internetu, który jednak, oprócz wielkich możliwości poznawczych czy poprawy jakości życia, niesie ze sobą również zagrożenia i możliwości wrogiego oddziaływania.

To by znaczyło, że zagrożenia nie muszą przychodzić bezpośrednio zza granicy, mogą nadejść z większej odległości.

To spojrzenie w konwencji terytorialnej. Nie zmienimy świata oraz jego podziału administracyjnego i geograficznego. Dlatego nie znikną w najbliższym czasie znane z przeszłości i nadal obserwowane zagrożenia polegające na próbach uzyskania dominacji nad innymi ludźmi czy terytoriami. Jednak oprócz takiego klasycznego podejścia obejmującego, mówiąc umownie, pozyskanie źródeł surowców, pojawiła się także groźba przejęcia kontroli nad informacją. To dwa środowiska, w których obserwować będziemy zagrożenia.

Uważam, że warto pamiętać o opisanym przez Samuela Huntingtona zderzeniu cywilizacji i podziałach kulturowych. Z czasem znane nam z przeszłości podziały na Wschód i Zachód czy Północ i Południe zastąpią podziały na tych, którzy  posiadają zasoby czy rozmaite bogactwa i tych, którzy do ich posiadania aspirują.

#Polska2029

Farmy trolli, pustosłowie na Twitterze, uściski rąk. Przekonywanie przekonanych, mobilizowanie elektoratu, demobilizowanie elektoratu przeciwnika, czyli kampania wyborcza przed wyborami do parlamentu w pełni. Na Holistic.News chcemy inaczej porozmawiać o polskiej polityce. Zapytaliśmy ekspertów jaka ma być Polska w 2029 roku. Teraz pytamy Was o #Polska2029

Opublikowany przez HolisticNews Poniedziałek, 16 września 2019

Ten podział na biednych i bogatych, posiadających i aspirujących, zdeterminuje konflikty w przyszłości, które napędzać mogą nowe technologie oferujące stosunkowo łatwe w obsłudze narzędzia. Widziałem niedawno film pokazujący ludzi w biednym kraju Trzeciego Świata, którzy naprawiali telefony komórkowe i komputery. Sprawnie poruszali się w tych technologiach, mieli całe sterty zepsutych komórek, które potrafili aktywować i używać. To pokazuje, jak powszechnie dostępne narzędzia niosą za sobą nowe technologie.

Kiedyś agresja czy konflikt wymagały kapitału i potencjału finansowego, żeby wyposażyć armię, która miała zająć jakieś terytorium. W dzisiejszym i przyszłym środowisku cybernetycznym te potrzeby są znacznie mniejsze i liczy się przede wszystkim ludzki intelekt. Stąd jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie chcący przejąć kontrolę nad bogactwami w innych częściach świata będą potrafili podejmować wrogie działania bez wielkich inwestycji w duże, pod względem liczebności, struktury militarne, a właśnie z wykorzystaniem takich technologii.

Czyli to już nie będą musieli być aktorzy państwowi?

Miejmy świadomość zmierzchu aktorów państwowych. Systemy bankowe, sieci przesyłające informacje, operatorzy sieci komórkowych, platformy internetowe czy sieci satelitarne funkcjonują już ponad podziałami administracyjnymi czy czysto państwowymi. W ten sposób zacierają się kwestie podziału terytorialnego.

Także podziały narodowościowe czy kulturowe będą traciły na znaczeniu. Spójrzmy na wielonarodowe i wielokulturowe Stany Zjednoczone z ogromną zdolnością do ekspansji w wielu dziedzinach życia. Pomimo oczywistych napięć zarówno władze federalne, jak i stanowe radzą sobie z przyjmowaniem ludzi z zewnątrz.

Takie działania wymuszają też gospodarki krajów o zbyt małym przyroście naturalnym, czego przykładem są Niemcy, które otworzyły się na Turków. Pomimo zachowania odrębności kulturowej i religijnej ci ludzie stali się częścią bytu państwowego. Rosja, mimo problemów z utrzymaniem standardów demokratycznych, też jest wielonarodowa.

Bardzo możliwe, że w wymiarze globalnym i globalnych zagrożeń takie „czyste” podziały na Polaków, Niemców czy Francuzów zwyczajnie zaczną się zacierać, a kwestie sztywnych podziałów administracyjnych będą miały znaczenie drugorzędne.

W takim razie, odchodząc od znanych XIX-wiecznych podziałów i myśli o obronności, może okazać się, że NATO, jako forma ochrony państw, stanie się przestarzałe? Co w zamian?

Te zmiany nie nastąpią w perspektywie kilku czy nawet dziesięciu lat. Mówienie o zmierzchu podziału terytorialnego dotyczy horyzontu przynajmniej dwóch lub trzech dekad. W najbliższej przyszłości stawiałbym na utrzymywanie i doskonalenie aktualnych systemów obrony nazywanych kinetycznymi, czyli fizycznego zabezpieczenia się przed aneksją naszego terytorium przez wroga.

W tym samym okresie będziemy mieć też do czynienia z wymiarem cybernetycznym. Tutaj powinniśmy dążyć do wypracowania narzędzi, które wykryją, czy ktoś nas inwigiluje, powinniśmy także posiadać zdolności do neutralizacji takiej inwigilacji, nawet przez destrukcję.

To jest zadanie dla polityków, którzy muszą precyzyjnie określić cele dla wojska i szeroko rozumianej obronności. Przykładem takiego celu jest zdolność rozpoznawania i neutralizacji zagrożeń, także cybernetycznych, w odległości 1500 km od naszych granic. W takiej sytuacji wojsko zobowiązane będzie określić nie tylko środki potrzebne do osiągnięcia tych celów, ale także sposoby pozyskania odpowiednich możliwości.

Robi się to przez zakupy gotowych rozwiązań, modernizację już posiadanych systemów lub, jeżeli jest dość czasu, opracowywanie własnych technologii. Wtedy politycy otrzymują rekomendacje od wojskowych i podejmują decyzje, przeznaczając pieniądze na wybrane rozwiązania.

Problemem jest to, że w chwili obecnej w Polsce odpowiednie dokumenty są tajne, co powoduje, że ani przemysł, ani uczelnie nie wiedzą, czego tak naprawdę potrzebuje armia. W rezultacie zgadują, proponując rozwiązania lub prace badawcze. Wyobrażam sobie w przyszłości bliską współpracę między wojskiem, przemysłem i nauką, jak dzieje się to w wielu krajach. Dzięki temu, znając wytyczne polityczne i potrzeby wojska, biznesmeni i naukowcy wiedzą, co robić i co ma szanse na finansowanie.

Natomiast już teraz powinniśmy zastanowić się nad zagrożeniami dla dalszej przyszłości wykraczającymi poza podziały terytorialne. Tutaj podstawową formą działania powinna być edukacja w odległych częściach świata. Niektórzy traktują to zagadnienie lekceważąco, ale moim zdaniem budowanie świadomości i edukacja w krajach biednych stanowić będą znaczące elementy systemu bezpieczeństwa. Co więcej, wyobrażam sobie, że będą to działania bardziej kosztowne niż klasyczne zbrojenia. Dlatego musimy mieć tego świadomość i rozłożyć te działania w czasie.

Jak pana zdaniem powinna wyglądać w przyszłości współpraca z naszymi partnerami? Przecież może się zdarzyć, że siła NATO zostanie osłabiona.

Alians z jednym tylko partnerem nigdy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli natomiast istnieje możliwość budowania „rodziny” bezpieczeństwa, to w tym kierunku powinniśmy zmierzać. Dzisiaj naszym partnerem i gwarantem bezpieczeństwa jest NATO, ale czy to oznacza, że będąc w Sojuszu Północnoatlantyckim, mamy być tylko biorcą rozwiązań przyjmowanych na kolejnych szczytach? A może powinniśmy być stroną proponującą i inicjującą rozwiązania?

W Europie jest 46 państw, w tym 28 w UE, podczas gdy w NATO jest ich 29. To daje część wspólną 22 krajów europejskich należących do obu tych organizacji. To jest rdzeń, który mógłby być zaczynem dla czegoś nowego. Moim zdaniem powinno to polegać na standaryzacji oraz rozwoju zrozumienia i komunikacji. Na przykład nasze stanowiska dowodzenia powinny móc łączyć się tak jak rozmawiamy przez różne telefony komórkowe. To oznacza te same procedury i zasady postępowania. Dzięki temu element francuski czy brytyjski mógłby łatwo dołączyć do polskiego dowódcy bez tworzenia nowych procedur. Dlaczego Polska nie może tego zainicjować? Przecież nie jesteśmy gorsi od kolegów z Zachodu.

*Mirosław Różański – jest generałem broni (w rezerwie) Wojska Polskiego, byłym dowódcą generalnym rodzajów sił zbrojnych. Wielokrotnie odznaczany. Jest założycielem i prezesem Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints.

Głosowanie w kapciach też jest OK – przeczytaj wywiad Michała Niepytalskiego w Holistic News

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES