Humanizm
To zniknęło razem z listami. I prawie nikt tego nie zauważył
11 kwietnia 2026
34 miliony złotych, wielkie nazwiska i ambicja, by stać się prawdziwą Polską Stolica Kultury 2026. Ale za tym projektem kryje się pytanie, którego nikt nie chce zadać głośno: czy to inwestycja w przyszłość, czy kosztowny spektakl, który zgaśnie po jednym sezonie? - zastanawia się Andrzej Kucybała, znany dyrygent
Program „Polskie Stolice Kultury” zainicjowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla miast, które aplikowały w konkursie Europejska Stolica Kultury i zgodnie z decyzją międzynarodowego jury zakwalifikowały się do czwórki finałowej konkursu, rozpoczął swój „żywot” w naszym mieście 17 stycznia 2026 roku.
W konkursie na Europejską Stolice Kultury zwycięża tylko jedno miasto i tak się również w tym konkursie stało. Zwyciężył Lublin, który w 2029 roku stanie się Europejską Stolicą Kultury. Dla miast, które znalazły się w finale konkursu, ministerstwo kultury wymyśliło formułę, aby w kolejnych latach każdy z finalistów odgrywał rolę Polskiej Stolicy Kultury i taki tytuł w 2026 roku otrzymało Bielsko-Biała.
Ministerstwo Kultury wspiera te projekty dotacją w wysokości 1 miliona złotych. Dla potrzeb wynikających z programu, które owe miasta przedstawiły do realizacji, ta dotacja wydaje się śmieszną kwotą. I chyba rzeczywiście tak jest.
Trudno przecież porównać zasoby finansowe laureatów tego pomysłu, a więc Bielsko-Białą, Katowice i Kołobrzeg. Każde z nich to inna „bajka”. Katowice – z mocnymi instytucjami finansowanymi z budżetu centralnego – patrz NOSPR, Filharmonia Śląska oraz z dużym budżetem zasilającym instytucje miejskie i porównaj to zestawienie z Kołobrzegiem, a nawet dość bogatym miastem, jakim jest Bielsko-Biała.
Przeglądając projekt budżetu Bielska-Białej z dedykacją na imprezy związane z tytułem Polskiej Stolicy Kultury 2026 widzimy kwotę 32-34 miliony. Proporcjonalnie w stosunku do dotychczasowych wydatków miasta to kwota zawrotna i bez zewnętrznych sponsorów niewyobrażalna dla sfinansowania imprez wplecionych w program PSK 2026. Spróbujmy więc znaleźć argumenty przemawiające za finansowaniem tego projektu i porównać je z planowanymi efektami.
W 2026 roku budżet miasta uchwalony na wszystkie wydatki z dziedziny kultury w Bielsku-Białej to ponad 80 milionów zł. W tym: domy i ośrodki kultury: ~32,5 mln zł, teatry: ~18,2 mln zł, biblioteki: ~14,2 mln zł, ochrona zabytków: ~5,76 mln zł, galerie i wystawy: ~3,2 mln zł.
Porównując te kwoty z planowanymi wydatkami, dedykowanymi na imprezy związane z Polską Stolicą Kultury wydaje się, że mieszczą się w zasobach finansowych miasta. Ale PSK to nie tylko imprezy, to przede wszystkim codzienne życie lub śmierć — w przypadku niedofinansowania — wszystkich miejskich placówek kultury, a tu tych dodatkowych środków jakoś nie widać.
A więc pozostają sponsorzy — Totalizator Sportowy i Orlen. To potężni gracze na rynku sponsoringu, ale czy zabezpieczą wszystkie potrzeby wynikające z wydatków na BB PSK 2026? Gdzie szukać reszty? To chyba główne zmartwienie włodarzy miasta. Jak z próżnego nalać do pełna.
Oczywiście trzeba jasno i dobitnie podkreślić, że sam program Polskiej Stolicy Kultury 2026 nie jest złym pomysłem. Dobrze zarządzany spowoduje, że poniesione wydatki mogą przysporzyć miastu konkretne, nie tylko materialne korzyści, ale źle zarządzany „przepali” budżet wyłącznie na pozyskanie wątpliwego i chwilowego prestiżu.
Bielsko-Biała to miasto z bardzo mocnymi fundamentami. Teatr Polski – duża instytucja z własnym repertuarem i pomysłem na rozwój. Teatr Lalki „Banialuka”, który jednak wymaga pilnie wielkich inwestycji, Bielskie Centrum Kultury – który w BB odgrywa ważną rolę organizatora dużych koncertów i wydarzeń kulturalnych. Cała sieć osiedlowych domów kultury na czele z wiodącym przewodnią rolę Domem Kultury im. W. Kubisz czy Domem Kultury Włókniarzy. I wreszcie Książnica Beskidzka.
W tym zestawie instytucji kultury trudno pominąć festiwale jazzowe ze słynną „Zadymką Jazzową”, imprezy o międzynarodowym zasięgu, takie jak „FotoArt” czy Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej, nie zapominając o Festiwalu Kompozytorów Polskich i „Jesieni jazzowej”. Nie zapominajmy także o roli bielskiej szkoły muzycznej i jej sali koncertowej.
Przeglądając listę miejskich instytucji i ich osiągnięć w krzewieniu kultury wydaje się, że PSK 2026 ma szanse stać się nie tylko „fajerwerkiem”, a Bielsko-Biała ma potencjał, by stać się rzeczywistą stolicą kultury, może nie w znaczeniu ogólnopolskim, ale na pewno regionalnym i ponadregionalnym.

Analizując program PSK 2026 przygotowany przez władze kulturalne miasta rzuca się w oczy jedno nazwisko mocno promowane – Zbigniew Preisner. Wyciągnięty, jak „królik z kapelusza” w ubiegłym roku, jako wybitny mieszkaniec Bielska-Białej (trochę to naciągane – tylko tu się urodził i kilka lat jako dziecko tu mieszkał), stał się w PSK 2026 postacią czołową.
Temu, zresztą wybitnemu kompozytorowi muzyki filmowej, poświecono aż trzy imprezy.
W marcu koncert w kościele św. Stanisława w Starym Bielsku prezentujący utwór Z. Preisnera poświęcony pamięci Krzysztofa Kieślowskiego Requiem for My Friend (1998). Szkoda tylko, że wykonany w bardzo zubożonej wersji i zamiast orkiestry symfonicznej prezentowano wersję na kwintet smyczkowy.
W maju mają być ogłoszone wyniki konkursu kompozytorskiego zaproponowanego przez Z. Preisnera (Preisner Scoring Competition) na temat obrazu niderlandzkiego renesansowego malarza P. Brougla „Wieża Babel”. A pod koniec czerwca koncert finałowy połączony z prezentacją nagrodzonej kompozycji kwotą 25000 Euro w Hali „Pod Dębowcem”, a drugiej części koncert poświęcony twórczości Z. Preisnera.
Znając warunki akustyczne tej sali, trzeba zapytać o koszty przystosowanie jej do tak poważnego koncertu. To chyba będą jednak gigantyczne kwoty. Firma obsługująca ten koncert pochodząca z Londynu na pewno nie robi tego po kosztach własnych.
Sama instalacja systemów dźwiękowych Surround i Lisa pochłonie sporo pieniędzy. Reżyserem dźwięku będzie Simon Henry. Same ceny biletów wstępu już robią wrażenie, a koszty sprowadzenia dodatkowo orkiestry symfonicznej w Warszawy (najprawdopodobniej będzie to Polska Orkiestra Radiowa) na pewno nie obniżą wysokich wydatków organizacyjnych tego koncertu.
Tu taka mała uszczypliwość. Mając (w opinii zewnętrznych krytyków i artystów na miejscu orkiestrę symfoniczną o znakomitej renomie artystycznej) w żadnej z imprez łączących się z planowanymi imprezami PSK 2026 do współpracy nie zaproszono Cavatina Philharmonic Orchestra. Na inaugurację PSK tworzy się pseudosymfoniczną orkiestrę przy teatrze „La Nostra Banda”, pomijając zupełnie w programach tej imprezy naszą bielską CPO.
Na koncerty prezentujące wyniki tego konkursu zaprasza się nową orkiestrę, a na koncerty związane z Festiwalem Kompozytorów Polskich także zapomina się o istniejącej znakomitej orkiestrze CPO, zapraszając orkiestry z Katowic i Warszawy.
Takie postępowanie również rodzi pytanie dlaczego? Czy wyrugowanie CPO z programu PSK 2026 i tworzenie wokół tej orkiestry w mediach publicznych niezdrowej atmosfery może stać się pozytywnym elementem w jej postrzeganiu przez mieszkańców miasta? W co gra miasto? Niszczyć, czy tworzyć i wspierać. Z jednej strony wspieranie dotacją a z drugiej strony? Nie potrafię tej polityki władz miasta „rozgryźć” i zrozumieć!
Nie zakładajmy, że nagle w 2026 roku Bielsko-Biała stanie się Krakowem, Wrocławiem, czy nawet, jak lubimy to miasto określać „małym Wiedniem”. Efektu skali trudno nie zauważyć, ale trzeba również uważać, aby wydatkowane pieniądze nie szły na tzw. eventy, ale na rozwój wzmacniający istniejące instytucje kultury.
Przy wydatku ponad 30 milionów na PSK 2026 wkład MKiDzN to wkład wysoce symboliczny. Miejmy nadzieję, że rok 2026 w bielskiej kulturze nie będzie rokiem, w którym dużo się dzieje, aby w następnych latach „wrócić do normy”, czyli znów „klepać biedę”.
Przeczytaj również: Kultura przestaje być ważna. A to może nas dużo kosztować
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: