Polski islam z twarzą młodej dziewczyny

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
JACEK RAJKOWSKI / REPORTER
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 8 minut

„Mężczyźni często sądzą, że miejsce modlitwy, meczet czy centrum muzułmańskie, jest tylko dla nich. Kobiety nie mają obowiązku tam przychodzić i w związku z tym często są traktowane tak, jakby z założenia nie było tam dla nich miejsca” – mówi w rozmowie z Holistic.news Kamila Dudkiewicz, muzułmanka z Polski. W wywiadzie opowiada o swojej konwersji, osobistym doświadczeniu islamu oraz miejscu kobiet w społeczności muzułmańskiej w Polsce

ANNA WILCZYŃSKA: Islam w Polsce postrzegany jest przez pryzmat mężczyzn. Przecież w muzułmańskiej rodzinie, nawet jeśli polskiej, decyzje podejmuje mężczyzna, modlitwę prowadzi mężczyzna, religię przekazuje mężczyzna. Jeśli w debacie publicznej pojawia się temat polskich muzułmanek, to najczęściej jako ofiar, które wychodzą za mąż za muzułmanina i przechodzą na religię męża, bo nie wiedzą do końca, co robią. A potem zaczynają się dramaty – wyjazd do „jego kraju”, znikający paszport, walka o dzieci.

KAMILA DUDKIEWICZ*: Rzeczywiście, krąży u nas obraz głupiej Polki, która „poszła za Araba”, głupiej Polki, która założyła muzułmańską chustę, bo mąż jej kazał, czy w końcu głupiej Polki, która przeszła na religię, która ją znieważa. Niestety, takie poglądy utwierdzają się w społeczeństwie, bo w tym temacie wierzymy osobom, które nie wiedzą, o czym mówią i nie mają doświadczenia wiary muzułmańskiej. Co najważniejsze – bardzo rzadko pytamy same zainteresowane, czyli konwertytki na islam, dlaczego zmieniły religię.

Sama słyszę często na ten temat różne teorie od osób, które lepiej niż ja wiedzą, dlaczego zmieniłam wiarę. Z drugiej strony, nie twierdzę, że w ogóle nie ma kobiet, które przechodzą na islam bez własnych poszukiwań, a mąż, za którym zmieniły wiarę, jest dla nich jedynym źródłem wiedzy o religii. Takie osoby się zdarzają. Niemniej jednak w islamie jest miejsce dla wszystkich kobiet – i dla aktywistek, i dla tych, które nie mają na to czasu, bo zajmują się domem.

Badania przeprowadzone przez dr Blankę Rogowską na grupie 171 konwertytów w Polsce wykazały, że faktycznie częściej na islam przechodzą kobiety. Jednak zmieniają wiarę niekoniecznie z powodu małżeństwa.

Ponieważ w islamie, kiedy muzułmanin bierze za żonę chrześcijankę lub żydówkę, kobieta nie musi zmieniać religii. Może zostać przy swojej wierze. I wiele kobiet korzysta z tego prawa. Ja również jestem żywym dowodem na to, że faktycznie nie zawsze kobiety zmieniają wiarę na muzułmańską dlatego, że wychodzą za mąż. Jestem muzułmanką od 4 lat. Przyjęłam islam podczas rocznego pobytu w Jordanii, a wyszłam za mąż za muzułmanina dopiero dwa lata temu. Mimo to, często kiedy poznaję nową osobę, zamiast pytania o imię czy pochodzenie, jako pierwsze słyszę pytanie o męża – nawet w społeczności muzułmańskiej.

Powiedz mi, jakim muzułmaninem jest twój mąż, a powiem ci, kim jesteś”?

Dokładnie. Takie sytuacje zdarzały mi się, nawet zanim wyszłam za mąż. Wszyscy byli święcie przekonani, że moja konwersja na pewno jest wynikiem czyjejś namowy – najpewniej mężczyzny.

O wiele częściej moi rozmówcy pytali o rzeczy sensacyjne – na przykład czy nie boję się, że mąż weźmie kolejną żonę albo zacznie mnie bić – niż po prostu o to, dlaczego przeszłam na islam, co mnie w tej religii zainteresowało, że zaczęłam szukać i czytać. Dla mnie osobiście takie założenie jest bardzo irytujące, bo decyzja o konwersji była moim własnym, świadomym i niezależnym postanowieniem. Dlatego gdy odpowiadam na pytanie o męża, staram się sprawić, żeby mój rozmówca krytycznie spojrzał na kalkę, którą ma w głowie. I obserwuję z dużą przyjemnością zdziwienie na twarzy ludzi, którym mówię o moim mężu w samych superlatywach.

Co młodą dziewczynę z Polski pociąga w islamie?

Islam oferował mi odpowiedni balans między wolnością a zaproszeniem do kierowania się zespołem konkretnych zasad w poszukiwaniu sensu życia. Te zasady podlegają z jednej strony pewnej osobistej interpretacji, z drugiej zaś są bardzo klarowne. Wydają mi się dużo jaśniejsze niż zasady w chrześcijaństwie, w którym się wychowałam. W islamie znalazłam odpowiedzi na pytania, których nie udało mi się znaleźć we wcześniejszej religii. To, co mnie ostatecznie przekonało, to spotkanie z tak zwanym żywym islamem – z praktykowaną na co dzień wiarą wyznawczyń islamu.

Meczet Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, kwiecień 2013 r.
(BARTOSZ KRUPA / EAST NEWS)

Czyli islam przyszedł do Ciebie przez kobiety?

Tak, to były palestyńskie uchodźczynie mieszkające w obozie dla uchodźców w Jordanii. Swoim przykładem, siłą charakteru, opiekuńczością, empatią, troską i wrażliwością pokazały mi, jak islam może działać w praktyce. Mimo ogromnej biedy i barier językowych udało im się przekazać mi rzeczy, których nie byłam w stanie sobie wyobrazić. Chociaż nie miały wiele, to umiały dzielić się tym, co miały najcenniejszego. Nie wiedziałam, skąd im się to bierze – skąd mają w sobie tyle dobra, którym chcą się dzielić z obcą dziewczyną. Przez nie zaczęłam szukać informacji i czytać o islamie. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że też chcę mieć takie wartości i takie zasady jak one. Nauczona dobrym doświadczeniem, tworzę teraz swojego bloga Muzułmanka w świecie z trzema młodymi muzułmankami.

Czyli cały czas w dziewczyńskim zespole. Jak narodził się pomysł na bloga?

Pomysł narodził się, gdy mieszkałam przez jakiś czas w Arabii Saudyjskiej. Z początku chciałam pisać tylko o tym, jak się tam żyje, bo wiedziałam, że dla Polaków to dziwny kraj, o którym wszyscy coś wiedzą, ale nikt sam nie widział. Z drugiej strony, na blogu chciałam się dzielić swoimi doświadczeniami nie tylko w związku z mieszkaniem za granicą, ale także z innymi dziedzinami życia, które mnie interesują. Blog wystartował już podczas mojego pobytu w Arabii Saudyjskiej. Po powrocie do Polski zaprosiłam do współpracy przy nim trzy wyjątkowe dziewczyny: Sarę, Karolinę i Tamarę.

Sara jest z Jordanii, ale od kilku lat żyje w Polsce. Tamara jest z Ukrainy, a Karolina jest Polką. Znałyśmy się wcześniej, więc wiedziałam, że mają dużo do powiedzenia. Każda z nas zajmuje się czymś innym. Wszystkie uwielbiamy podróżować, a to przynosi całkowicie nową perspektywę spojrzenia na wiarę i życie muzułmanki w kraju, gdzie islam nie jest dominującą religią. W Polsce studiujemy, pracujemy, mamy rodziny, organizujemy różne otwarte wydarzenia dla szerokiej publiczności, odpowiadamy na pytania i przełamujemy stereotypy.

Jesteś bardzo aktywna i mimo wielu innych obowiązków działasz na rzecz swojej wspólnoty. Czy generalnie w Polsce tak to działa, że głównym motorem napędowym społeczności muzułmańskich są kobiety?

Zdecydowanie. Chociaż w większych miastach w Polsce, gdzie zlokalizowane są największe skupiska muzułmanów, panuje duża rotacja członków wspólnoty, a wiele osób przyjeżdża do nas na krótki czas, to zawsze kobiety odpowiadają za kontakt, opiekę nad nowymi osobami i za dobrą atmosferę. Wychodzi to zupełnie naturalnie. Kobiety organizują nieformalne spotkania integrujące społeczność, odpowiadają za oddolne inicjatywy, czują, że to na nich spoczywa obowiązek troski o ludzi we wspólnocie. One chcą działać i bardzo im na tych wspólnotach religijnych zależy – obojętnie czy są konwertytkami, czy wychowały się w muzułmańskich rodzinach za granicą, a potem przeprowadziły do Polski.

Meczet Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, kwiecień 2013 r.
(BARTOSZ KRUPA / EAST NEWS)

Moim zdaniem siła napędowa kobiet nie dotyczy wyłącznie społeczności muzułmańskiej. Kobiety są źródłem dobrej, twórczej energii – także w innych wspólnotach, innych dziedzinach, w swoich miejscach pracy. Bo przecież oprócz tego, że jestem muzułmanką, interesuję się różnymi sferami życia. W społeczności IT jest na przykład grupa „Programuj, dziewczyno!”, po której widać, jak aktywne są kobiety w tej branży, mimo że są zdecydowaną mniejszością. I niestety, chociaż są o wiele lepiej wykształcone, mają lepsze wyniki w pracy niż mężczyźni, bywają spychane gdzieś na bok. Stają się branżową ciekawostką. Muzułmanki w Polsce mają podobnie. Dlatego, jako kobiety, musimy głośniej mówić – a może nawet krzyczeć –  o sobie wszędzie, gdzie jesteśmy, bo inaczej będziemy zawsze z boku.

W związku z tym, czy w Polsce jest miejsce na takie inicjatywy, jakie są w USA czy w Niemczech? Czyli na meczety tylko dla kobiet?

Wiem, że takie inicjatywy powstają, ale mam w związku z tym mieszane uczucia. Istnieje bardzo wiele meczetów tylko dla mężczyzn. W wielu przestrzeń dla kobiet jest fatalnie zaaranżowana – albo nic tam nie widać, albo słabo słychać. I to jest bardzo niesprawiedliwe. Myślę, że istnieje w społecznościach muzułmańskich coraz większa chęć, by kobiety były bardziej obecne w życiu meczetu. By mężczyźni zrozumieli nasze potrzeby. Może wystarczyłoby lepiej aranżować miejsca dla kobiet we wspólnych meczetach, tak by czuły się tam bezpiecznie i komfortowo. Żeby mogły poprawić chustę, nie stresując się, że ktoś je zobaczy, czy nakarmić dziecko piersią bez potrzeby chowania się po kątach.

W Polsce w miejscach modlitwy muzułmańskiej tworzy się takie przestrzenie przyjazne kobietom?

Kiedy wróciłam do Polski po pobycie w Jordanii, pierwszym miejscem, w którym szukałam nowych znajomych czy osób, z którymi będę mogła się dzielić swoimi doświadczeniem wiary, było centrum muzułmańskie. W związku z tym, że w Krakowie, gdzie mieszkam, mamy tylko jedno takie miejsce modlitwy, nie miałam problemu z tym, żeby je znaleźć. Ale przy pierwszych wizytach zawsze trafiałam na zamknięte drzwi, gdyż nie było ono codziennie otwarte. Teraz to się zmieniło – drzwi są otwarte częściej, jednak pojawiły się inne problemy.

Jakie?

Niestety, mężczyźni często sądzą, że miejsce modlitwy – meczet czy centrum muzułmańskie – jest tylko dla nich. Kobiety nie mają obowiązku tam przychodzić, mogą odbywać wszystkie swoje modlitwy w domu i w związku z tym są traktowane tak, jakby z założenia nie było tam dla nich miejsca. Dodatkowo część kobiet krępuje się tym, że na przykład w Krakowie do centrum muzułmańskiego nie ma dla nich osobnego wejścia i nie ma sali, w której mogą czuć się komfortowo.

Do sali, którą zajmujemy obecnie, zawsze może ktoś wejść, bo nie jest ona wyłącznie dla kobiet. Poza tym jest tam dość ciasno. Modlą się tam również dzieci. Nie da się tam zdjąć czy poprawić chusty, a matki nie mogą nakarmić tam dziecka. Pomijam już to, że podczas kazań rzadko mówi się o prawach i potrzebach kobiet. Bywa tak, że kiedy na modlitwie zgromadzi się bardzo wielu mężczyzn, kobiety są proszone, żeby przenieść się do jeszcze mniejszej salki – tak zwanej biblioteki.

Meczet Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, kwiecień 2013 r.
(BARTOSZ KRUPA / EAST NEWS)

W trakcie spotkania często dostajemy taką informację o przenosinach. Ze strategicznego punktu widzenia jakoś to rozumiem, bo zdarza się, że na modlitwę w piątek przychodzi garstka kobiet, czasem nawet dwie lub trzy. Ale być może kobiety nie przychodzą właśnie dlatego, że nie czują się w tym miejscu dobrze. Albo dlatego, że czasem w tej małej salce przestaje działać głośnik i nic nie słyszymy.

Jak podchodzi się do kobiet, które przychodzą na modlitwę z dziećmi?

Z tym jest różnie. Chociaż w islamie tradycyjnie uznaje się, że opieka nad dziećmi jest obowiązkiem kobiety, zdarzyło mi się spotkać z prośbą, żeby nie przyprowadzać dzieci do meczetu, bo są głośno, płaczą i krzyczą, co przeszkadza w skupieniu. Z jednej strony rozumiem, że płaczące dziecko obok może przyprawić o ból głowy i uniemożliwić modlitwę. Ale z drugiej, to często oznacza, że skoro dziecko musi zostać w domu, to i kobieta musi zostać w domu. Takimi zakazami izoluje się kobietę od wspólnoty. Na szczęście w Krakowie takiego zakazu nie ma. Ludzie zdają sobie sprawę, że meczet bez śmiechu dzieci w tle – za kilkanaście lat będzie pusty.

Czy polskie, aktywne muzułmanki mogą coś zmienić w postrzeganiu islamu w Polsce?

Kamila Dutkiewicz (ANNA WILCZYŃSKA)

Być może. Ale taka zmiana podejścia to długi i stopniowy proces, więc przypuszczam, że będzie to zasługa dopiero kolejnego pokolenia. Mogą w tym pomóc wychowywane w Polsce dzieci z małżeństw mieszanych (Polek i mężczyzn innych narodowości). Dzieci, które będą dzielić wspólne tradycje polskie i muzułmańskie, będą może wyglądały trochę inaczej, ale będą Polakami. Będą mówić po polsku bez akcentu. Nie będą dla nas osobami innymi i dziwnymi. Będą muzułmanami i muzułmankami, ale będą „nasze”. Bo może nie chodzi o jakąś kosmiczną zmianę postrzegania islamu, ale o normalizację stosunków między muzułmanami i niemuzułmanami.

Być może dopiero dzięki naszym dzieciom połączenie muzułmańskości i polskości stanie się czymś normalnym.

*KAMILA DUDKIEWICZ – polska muzułmanka, aktywistka i autorka bloga Muzułmanka w świecie.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES