Humanizm
Psujesz to, na czym ci zależy? To może nie być przypadek
05 lutego 2026

Gdy zapada ciemność w grobowcu faraona, a nad pustynią szaleje potężna burza, nie ma miejsca na błąd. Prof. Teodozja Rzeuska i dr Krzysztof Radtke opowiadają, jak naprawdę wygląda codzienność polskiej misji badającej mastabę faraona Szepseskafa w Sakkarze.
Patrycja Krzeszowska: Jakie mają państwo najbardziej przerażające wspomnienia ze wszystkich dotychczasowych prac archeologicznych?
prof. Teodozja Rzeuska*: Sytuacji przerażających było wiele, ale najbardziej zapadł mi w pamięci dzień, może nie tyle tragiczny, co niezwykły, w którym otworzyliśmy grobowiec Merefnebefa. Profesor Myśliwiec, kierownik misji, polecił mi nadzór nad eksploracją wejścia do grobowca. Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy, kiedy uda nam się wreszcie go otworzyć. Na stanowisku, jak zawsze pracowało wielu naukowców, więc panował naukowy rwetes.
Tego dnia, jak nigdy odwiedziły nas jednocześnie trzy wycieczki znajomych i Polonii z Kairu, które oprowadzał Profesor. Jedna z wycieczek przywiozła wiadomość, że kolega z misji rozbił nasz samochód. Czekała nas zatem organizacja przewozu ludzi i sprzętu z pustyni, co sprawiło, że sytuacja i tak już napięta, stała się jeszcze bardziej nerwowa.
W pewnym momencie zerwał się silny wiatr, rozpętała się burza piaskowa, widoczność była na kilkanaście metrów, ale my jakby nigdy nic, pracowaliśmy nadal. Sceneria iście z horroru. W pewnym momencie inspektor, który pracował przy eksploracji ze mną, powiedział: » Musicie sobie kupić nowy namiot «. Odpowiedziałam: » Wiesz co, kończymy misję już za parę tygodni, kupimy w przyszłym roku«, a on na to: »Nie, nie, wy musicie kupić go teraz« zapytałam: »ale jak to teraz?« On mówi: »no to zobacz, co się dzieje «. Wyjrzałam z wykopu i zobaczyłam scenę przypominającą pandemonium.
Nasz namiot fruwał, trzymając się na jednym kołku, sprzęt był porozrzucany wokół, studenci biegali po pustyni, próbując zebrać rzeczy. Pośrodku tego chaosu na krześle stała geolożka, prof. Barbara Woronko (wtedy jeszcze magister), podtrzymywana przez prof. Elżbietę Dowgiałło-Mycielska (jej promotorkę). Basia trzymała w ręku plastikowy worek, a pani profesor krzyczała „Pani Basiu, niech pani łapie lekkie frakcje piasku!”.
Miałam wrażenie, że znalazłam się (w środku – przyp.red.) totalnego szaleństwa. I w tym momencie przybiegł robotnik, że otworzyliśmy grobowiec. To właśnie tego rodzaju doświadczenia pozwalają nam zrozumieć, że praca archeologa wymaga ogromnej samodyscypliny i cierpliwości. Nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać po drodze, i co możemy znaleźć. A następnego dnia, żeby dopełnić obrazu, jak to po burzy, panowała piękna, słoneczna pogoda.
dr Krzysztof Radtke*: Gdy po raz pierwszy schodziłem do grobowca Szepseskafa, zauważyłem, że w korytarzu, z sufitu wystają trzy pionowe płyty. Pod nimi znajdowały się niewielkie kamienie, które blokowały możliwość zamknięcia przejścia do wnętrza komory.
Będąc już po drugiej stronie, człowiek uświadamia sobie, że te trzy płyty mogłyby spaść za nim i zablokować możliwość wyjścia z grobowca. Grozy dodawał fakt, że w grobowcu nie było wtedy instalacji elektrycznej, więc przebywaliśmy tam w kompletnych ciemnościach przyświecając sobie latarką lub telefonem komórkowym. To było doświadczenie, które głęboko zapadło mi w pamięci.
Jakie są największe problemy, z jakimi mierzą się archeolodzy w trakcie badań?
prof. Rzeuska: Archeologia jest nauką, która ma w celowniku wielką niewiadomą. Stawiamy pytania badawcze i staramy się znaleźć na nie odpowiedzi, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co znajdziemy.
dr Radtke: Pamiętam, jak w lutym rozpoczęliśmy prace oczyszczające po południowej stronie mastaby. Jednego dnia oczyszczamy spory fragment wykopu, a następnego widzimy, że piasek, który odsypaliśmy, w dużej mierze wypełnił wnętrze wykop. Na domiar złego na powierzchni tego dosypanego piasku wyraźnie były widoczne ślady pustynnych stworzeń oraz kogoś kto właśnie przemierzał pustynię, W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak ponowne wykonanie wcześniejszych prac.

Ile kosztuje przeprowadzenie misji archeologicznej w Egipcie?
prof. Rzeuska: Budżet misji zależy od wielu czynników: długości, liczebności, tego czy przeprowadzone będą specjalistyczne badania laboratoryjne, ilu robotników się zatrudni, czy przewidziane są prace konserwatorskie. Pierwszy sezon wykopaliskowy w Mastabie Faraona kosztował około 250 tysięcy, co wynikało choćby z tego, że musieliśmy zakupić sprzęt, którego do tej pory nie mieliśmy.
dr Radtke: Największe koszty nasza misja poniosła na początku. Kupiliśmy namiot, stoliki, stoły, krzesła itp. – rzeczy niezbędne do funkcjonowania w terenie. Wtedy koszty rzeczywiście były wyższe. Na przełomie lat 2024–2025 próbowaliśmy szukać pieniędzy m.in. w serwisie Patronite. W międzyczasie pojawili się także biznesmeni z Polskiej Rady Biznesu. Proszę wziąć pod uwagę jedną rzecz: finansowany jest nasz udział, ale obejmuje on również udział pracowników egipskich a niektórych trzeba wynagradzać przez cały rok.
Proszę zdradzić: jak wygląda dzień pracy archeologa?
prof. Rzeuska: Praca zaczyna się między 6.00 a 7.00 rano; im dalej dom misji znajduje się od stanowiska archeologicznego, tym wcześniej jest pobudka i śniadanie. Na stanowisku praca jest bardzo różna. Każdy wykop (miejsce, gdzie prowadzi się wykopaliska) ma swojego archeologa lub archeologów, którzy nadzorują prace.
Geolodzy, specjaliści od badania nieinwazyjnych, geodeci pracują w terenie, zaś naukowcy opracowujący obiekty pochodzące z wykopalisk np.: ceramikę, lampki, kości zwierzęce i ludzkie, pozostałości organiczne, fajans pracują w namiocie na stanowisku lub w magazynie misji. Nie można zapomnieć też o architekcie, fotografie, rysowniku, konserwatorach i wielu innych specjalistów, których praca jest istotną częścią misji.
Między 10.30–11.00 jest drugie śniadanie. Bardzo ważnym elementem życia towarzyskiego misji archeologicznych w Egipcie jest herbata serwowana podczas pracy. Zwyczajowo przygotowuje ją jeden z robotników, zwany przez nas „herbaciarzem”. Gotuje ją na żywym ogniu, w metalowym czajniku na pustyni. Jest bardzo mocna, aromatyczna i słodka, czasami z miętą lub cytryną, i co ważne, serwowana jest przez cały dzień pracy.

Do domu wracamy o 14.00 lub 16.00, w zależności od potrzeby. Szybki prysznic, mała przekąska, odpoczynek i powrót do pracy, tym razem przy biurku. Około godziny 18.00–19.00 jest główny posiłek. Później pracujemy nad dokumentacją mniej więcej do godziny 20.00. Około 22.00–23.00 większość osób już zasypia. Pracujemy sześć dni w tygodniu, piątek jest dniem wolnym od pracy, jak to w kraju muzułmańskim.
dr Radtke: Praca archeologa wymaga dużej dyscypliny. Nie można również zapominać, że przez kilka miesięcy w roku żyjemy z dala od rodzin, w obcym kraju, w warunkach dość spartańskich, gdzie wszystko może się zdarzyć. Dla przykładu w czasie tegorocznej, jesiennej misji dotkliwie pogryzły mnie pchły pustynne. W związku z tym musiałem opróżnić cały pokój, zdezynfekować materac i wyprać wszystkie swoje rzeczy.
Przez dwa dni kątem mieszkałem w pokoju jednego z kolegów, który dowiedziawszy się o kłopotliwych pchłach, obchodził mnie szerokim łukiem. Oczywiście pojawiają się także inne problemy zdrowotne, szczególnie żołądkowe. Pewnego dnia na śniadanie zeszła połowa naszego składu. Okazało się, że pozostałych dotknęły na tyle poważne problemy, że nie byli oni w stanie wyjść z pokoju przez cały dzień. Po tych kilku tygodniach jesteśmy po prostu zmęczeni fizycznie.
Jak wygląda współpraca z egipskimi specjalistami? Czy są różnice metodologiczne albo kulturowe? Czy pani profesor jako kobieta spotkała się z innym traktowaniem niż pozostali?
prof. Rzeuska: Różnice kulturowe są, ale nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek zachowaniem ze strony współpracowników egipskich, które mogłabym uznać za niewłaściwe. Co więcej, fakt, iż szefem misji jest kobieta, w wielu sytuacjach, ułatwia współpracę, łatwiej jest określić zasady, granice, poprosić o pomoc. Jeśli zaś chodzi o metodologię – każdy naukowiec stara się przestrzegać etyki i metodologii, również nasi egipscy współpracownicy. Niewątpliwie mają trudniejszy strat, podobnie jak my Polacy jeszcze nie tak dawno, ale sytuacja w Egipcie zmienia na korzyść.
dr Radtke: Traktujemy się z szacunkiem i po partnersku. To są dla nas fundamentalne zasady, które współtworzą naszą codzienną wspólnotę i mają istotny wpływ na jakość wykonywanej przez nas pracy. Takie partnerstwo często przeradza się w bardziej zażyłe relacje, a niekiedy w wieloletnie przyjaźnie. Trzeba także podkreślić, że Egipcjanie korzystają z naszej wiedzy, zadają pytania i w efekcie podnoszą swoje kwalifikacje. Na przestrzeni lat obserwujemy ogromny postęp w jakości prowadzonych przez nich samodzielnych badań.

Jak prowadzone są badania archeologiczne i jakie trudności napotykają państwo w trakcie pracy?
prof. Rzeuska: Największą trudnością jest brak czasu i możliwości przewidzenia tego, co się znajdzie, na jakie problemy możemy natrafić. Niekiedy bezlitośnie działa prawo Murphiego: najważniejsze odkrycia mają miejsce pod koniec misji, kiedy wszyscy myślą już o powrocie do Polski. Zdarza się, że konserwatorzy zostają po misji z kierownikiem, by zabezpieczyć nowo odkryty obiekt.
dr Radtke: Dostosowujemy narzędzia do miejsca i zakresu prac, które są wykonywane. Oprócz najbardziej oczywistych narzędzi typu łopata, szpachelka, czy kielnia murarska w badaniach korzystamy z nowoczesnych, interdyscyplinarnych metod archeofizycznych, czy archeometrycznych. Rzeczywiście chyba naszym największym naszym problemem jest brak czasu. Podejmowanie szybkich, ale i najlepszych z możliwych decyzji jest sporym wyzwaniem i wymaga od nas dogłębnej oceny zaistniałej sytuacji. To nie jest proste, ponieważ każdy z nas ma świadomość, że skutki takich decyzji są najczęściej nieodwracalne.
Czy jest odkrycie archeologiczne, którego pragnęliby państwo dokonać najbardziej?
prof. Rzeuska: Dziś archeologia nie jest nastawiona na znalezienie konkretnego artefaktu budowli lub miasta. Tak było kiedyś. Choć warto wspomnieć, że w Sakkarze wszyscy archeolodzy żartują, że każda misja, niezależnie od tego, gdzie pracuje, szuka grobowca genialnego architekta i twórcy pierwszej piramidy – Imhotepa. Ale tak na serio, to naszym celem jest zbadanie Mastaby Faraona, odkrycia jej tajemnic, zrozumienia, kim był Szepseskafa, dlaczego porzuciła Gizę i zbudował swój grób w Sakkarze i dlaczego jest on tak dziwnego kształtu. Ani piramida ani masta.
Który etap prac w grobowcu Szepseskafa był najbardziej przełomowy?
prof. Rzeuska: Trudno jeszcze mówić o przełomach, dopiero zaczęliśmy pracę, ale były dwa magiczne momenty. Pierwszy w 2024 roku, kiedy pierwszy raz weszliśmy do grobowca. Miałam wrażenie, że nasi poprzednicy, którzy pracowali dokładnie 100 lat wcześniej, właśnie z niego wyszli pozostawiając po sobie klosze lamp naftowych, pudełka po zapałkach i negatywach szklanych. Czas się zatrzymał, jakby Szepseskaf czekał na nas.
Drugi moment miał miejsce, gdy zamykaliśmy misję i po raz ostatni wyszliśmy z mastaby. W górze nad nami szybowała para dorosłych sokołów z trójką młodych. Te sokoły towarzyszyły nam przez całą misję, pojawiały się prawie codziennie, ale po raz pierwszy z młodymi – jakby przyleciały się z nami pożegnać. A trzeba pamiętać, że sokół w symbolice starożytnego Egiptu zajmuje wyjątkową pozycję i symbolizował władzę królewską.
dr Radtke: Wydarzenie, które poruszyło moją wyobraźnię, miało miejsce w lutym tamtego roku, kiedy prowadziliśmy prace oczyszczające po południowej stronie mastaby. W trakcie rutynowych czynności na głębokości około 40–60 cm znaleźliśmy świetnie zachowane naczynie ceramiczne, prawdopodobnie pochodzące z okresu Starego Państwa. Wtedy ogarnia człowieka myśl, że ma kontakt z obiektem wykonanym przez kogoś ponad 4000 lat, że zbliżyliśmy się do czasów budowniczych Mastaby a to niewielkie naczynie nie było przez nikogo dotykane od wieków. Takie chwile potrafią przyprawić o ciarki.
Czy mogą państwo zdradzić cele następnej misji?
prof. Rzeuska: W planach jest przede wszystkim dokończenie prac archeologicznych wewnątrz Mastaby, prawdopodobnie wykopaliska świątyni po wschodniej stronie oraz prace geofizyczne, czyli nieinwazyjne.
dr Radtke: Fundamentalną sprawą w 2026 roku jest opublikowanie wyników przeprowadzonych przez nas badań.









*Prof. Teodozja Rzeuska – Jedna z najwybitniejszych polskich egiptologów i archeologów z 30-letnim doświadczeniem. Wykładowczyni, autorka kilkudziesięciu publikacji naukowych i kierownik polsko-egipskiej misji archeologicznej w mastabie faraona Szepseskafa w Sakkarze.
*Dr Krzysztof Radtke – Czołowy polski egiptolog i historyk sztuki starożytnego Egiptu, specjalista w analizie ikonografii i proporcji królewskich wizerunków. Adiunkt PAN, autor licznych publikacji naukowych i zastępca kierownika polsko-egipskiej misji archeologicznej w mastabie faraona Szepseskafa w Sakkarze.
Warto przeczytać: Od „polskich piramid” po Egipt. Odkrycia archeologiczne 2025 roku
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: