Życie oddane w zastaw, czyli mali niewolnicy w Indiach

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Robotnicy demontujący statki pracują w warunkach zagrażających ich zdrowiu (Simon de Trey-White/EYEVINE/East News)
Przeczytanie artykułu zajmie około 3 minut

Moje dzieciństwo zaczęło się późno. Urodzony w biednej rodzinie w kamieniołomach Radżastanu, jeszcze zanim nauczyłem się literować swoje imię, wiedziałem, jak rozbijać kamienie. Rodzice byli przymusowymi pracownikami, podobnie jak ja odkąd potrafiłem utrzymać młotek

Płacono nam mało, ledwie starczało nam na jedzenie. Najwcześniejsze wspomnienia? Jak być czyimś niewolnikiem. Może mój oddech należał do mnie, ale ciało i dusza – już nie. Tak właśnie wyglądał dramat mojej rodziny i wielu pokoleń naszych przodków. Mnie, jakimś cudem, udało się w końcu uciec – w przeciwieństwie do większości pracowników przymusowych w całych Indiach.

Pułapka długu niszcząca pokolenia

Zniewolenie zawsze jest poniżeniem, jednak niewolnicza praca dziecka, czyli zmuszanie młodego człowieka do pracy, by spłacić rodzinny dług, to jedna z najokrutniejszych form znęcania się. Scenariusz zawsze jest taki sam: ludzie, którzy rozpaczliwie potrzebują pieniędzy, żeby wykarmić głodną rodzinę, zaciągają pożyczki na ogromny procent. Później, kiedy nie są w stanie ich spłacać, w zastaw oddać mogą jedynie siebie i swoją rodzinę.

Kiedy zamyka się pułapka długu, zaczyna się maltretowanie. Pracodawcy są jak szefowie mafii, a najmowane przez nich zbiry nieustannie zagrażają nieszczęsnym niewolnikom. Oczywiście większości tych długów nie da się spłacić, ale zobowiązania – zamiast wygasać wraz ze śmiercią dłużnika – przechodzą na następne pokolenia. Nic dziwnego, że ludzie, którzy żyją w takich warunkach, nigdy nie ośmielają się marzyć o normalnym życiu.

Zamiast chodzić do szkoły, dzieci pracują w fabryce cegieł. Stawka dzienna za 10 -godzinną zmianę to  30 rupii, czyli około 2 złote. Kolkata, Indie, marzec 2014 r. (EAST NEWS)

Niewolniczy system pracy wykorzystywany jest nie tylko w kamieniołomach, ale także w fabrykach produkujących ubrania, buty, biżuterię czy artykuły sportowe. Ludzie są zmuszeni do pracy w klaustrofobicznych warunkach, bez dostępu do światła dziennego i świeżego powietrza. Wypadki zdarzają się często. Słyszałem historie o młodych ludziach, którzy zostali ranni w trakcie pracy przy niebezpiecznych maszynach, i chciwych pracodawcach odmawiających im leczenia, byle tylko nie zwolnić tempa produkcji.

Pracownicy przymusowi nie mogą liczyć na żadne udogodnienia, nie mają prawa się uczyć, a dzieci są często opóźnione w rozwoju z powodu niedożywienia i konieczności tkwienia godzinami w jednej pozycji.

Dramat sprzedanych w niewolę

Handel ludźmi jest trzecim największym źródłem światowych „brudnych pieniędzy” – nielegalnych zysków z oszustw podatkowych, korupcji i przestępstw. Międzynarodowa Organizacja Pracy samą wartość pracy przymusowej wycenia na 150 mld dolarów rocznie! Duża część tych pieniędzy ma źródła w Indiach, gdzie co godzinę znika ośmioro dzieci – handluje się nimi taniej niż bydłem. A kiedy trafiają w ręce kryminalistów, są zmuszane do pracy po 16 godzin dziennie, maltretowane fizycznie i psychicznie, wykorzystywane seksualnie. Dziewczynki zmuszane są do prostytucji albo sprzedawane jako pomoce domowe w największych miastach Indii. Te dzieci są ograbiane nie tylko z wolności – bezpowrotnie tracą także dzieciństwo.

Ja znalazłem się w gronie szczęściarzy. W maju 2001 r., gdy miałem siedem lat, aktywiści związani z Kailashem Satyarthim (w 2014 r. otrzymał pokojowego Nobla za walkę z niewolnictwem dzieci) zrobili nalot na kamieniołomy, w których byłem więziony. Satyarthi pozwolił mi zamieszkać w Bal Ashram, ośrodku rehabilitacji i kształcenia dla małych ofiar pracy przymusowej, prowadzonym przez jedną z jego organizacji, Bachpan Bachao Andolan. Niedługo później pozwolono mi pójść do normalnej szkoły, a w zeszłym roku skończyłem prawo na Janhit College of Law.

Na budowie, za 20 tys. rupii miesięcznie, pracują ojciec, matka i dzieci. Te młodsze bawią się w pobliżu obozowiska. Kolkata, Indie (JACOPO EMMA / SINTESI / EAST NEWS)

Satyarthi podkreśla, że nikt nie może być skazany na życie w niewoli tylko dlatego, że się urodził. Dzięki niemu tysiące dzieci takich jak ja mogły zrobić coś, co kiedyś uważałem za niemożliwe: zacząć marzyć.

Dzieci są podstawą spokojnej i dostatniej przyszłości. Jeśli chcemy budować silne, tętniące życiem Indie, musimy dać każdemu z nich prawo do wolności, nauki i zdrowia.

Ja mam dziś to wszystko, a nawet więcej. A jednak wiele dzieci w całym kraju nadal tkwi w koszmarnej pułapce niewoli. Im też musimy pomóc się z niej wyrwać. Jeśli nam się uda, niewolnicza praca, która przez wieki niszczyła życie milionów ludzi, ma szanse skończyć się na moim pokoleniu.

© Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Amar Lal

Amar Lal

Amar Lal w dzieciństwie był niewolnikiem. Dziś jest prawnikiem i aktywistą broniącym praw człowieka.