Poprzedni
Następny

Produkcja szczęścia po fińsku

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 6 minut

„W Finlandii dba się o każdą jednostkę, bo wtedy zyskuje na tym społeczność, a więc zyskujemy wszyscy. Wychodząc z pozytywnie egoistycznych pobudek, dążymy więc do jak największej produkcji szczęścia. Ten system wymyślono w Szwecji, ale Finowie go udoskonalili” mówi Małgorzata Sidz, autorka książki Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii

ALEKSANDRA WOŹNIAK: Wkrótce ukazuje się książka, w której piszesz o Finlandii. Na początek chciałabym zapytać, czy Finowie boją się Buki? Dla polskiego pokolenia wychowanego na kreskówce Muminki Buka była jedną z najbardziej przerażających postaci…

MAŁGORZA SIDZ*: Buka, czyli Mörkö, to postać, która wydaje nam się negatywna, ale tak nie jest. To istota bardzo samotna. Przynosi zimę i odpowiada za zmianę pór roku – to jest jej rola, a nie wybór. Po prostu ktoś musi to zrobić. Finowie nie boją się Buki, bo ją rozumieją – rozumieją poczucie samotności, które spada nagle wraz z ciemnością i zimą.

Autorka Muminków Tove Jansson jest chyba najbardziej rozpoznawalną pisarką z Finlandii. Mimo to nie tworzyła w języku fińskim. Czy możemy więc uważać ja za Finkę?

W Finlandii żyje liczna grupa szwedzkojęzycznych Finów. Świadomie używam tego pojęcia zamiast skrótowego „Szwedzi”, bo język nie jest tożsamy z pochodzeniem. 5–7 proc. fińskiej populacji posługuje się szwedzkim, który przez wiele lat był językiem oficjalnym, językiem biurokracji, literatury. W tamtych czasach wiele rodzin zmieniało nazwiska na szwedzkie i zaczynało posługiwać się tym językiem dla społecznej nobilitacji.

Z kolei w XIX w., okresie rozwoju ruchów fennomańskich i fińskiego nacjonalizmu, nastąpiła sytuacja odwrotna – osoby pochodzenia szwedzkiego zmieniały nazwiska na fińskie. Kwestia tożsamości jest więc w Finlandii skomplikowana, a język i pochodzenie często nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Tove Jansson pochodziła z Helsinek, z rodziny szwedzkojęzycznych Finów. Ta grupa zdecydowanie czuje przynależność do Finlandii, i to właśnie Finlandii kibicuje podczas meczu hokeja ze Szwecją – a to wiele znaczy! Istnieje też oczywiście szwedzka mniejszość zamieszkująca Wyspy Alandzkie, gdzie ponad 90 proc. mieszkańców opowiedziało się swego czasu za przyłączeniem do Szwecji.

W książce opisujesz odrębne światy, w jakich żyją Finowie i fińscy Szwedzi. Czy poza Wyspami Alandzkimi te granice są też tak wyraźne?

Są bardzo różne sytuacje. Jest takie powiedzenie, że po szwedzku mówi się nad morzem, a po fińsku – nad jeziorem. Czyli szwedzki dominuje na zachodnim i południowym wybrzeżu, podczas gdy po fińsku mówi się w głębi lądu. W Helsinkach osoby mówiące po szwedzku będą zmuszone się zasymilować, bo tu dominuje język fiński, podczas gdy na północnym zachodzie kraju sytuacja jest odwrotna.

A jak patrzą na to Szwedzi? Czy oni postrzegają szwedzkojęzycznych Finów jako „swoich”?

Sytuacja Szwecji i Finlandii jest trochę taka jak dużego miasta i małych miasteczek – w małych miastach nie przepadamy za stolicą, a w stolicy o małych miastach nie myślimy w ogóle. Finowie mogą więc kochać Szwedów, zachwycać się ich literaturą, doceniać rozwój ekonomiczny, marzyć o emigracji, a równocześnie nie lubić ich z powodu zaszłości historycznych, podczas gdy Szwedzi do Finów nie czują nic. Wielu z nich nie zdaje sobie nawet sprawy z istnienia szwedzkojęzycznej mniejszości.

Na ile więc Finlandia jest krajem jednolitym etnicznie?

Bardzo trudno jest imigrować do Finlandii, nawet z Unii Europejskiej. Liczba imigrantów to poniżej 5 proc., podobnie jak w Polsce, ale jednak to nasza mieszanka etniczna jest bardziej bogata. Gdyby większość z nas zbadała swoje DNA, znalazłaby w nim wpływy nawet pięciu narodowości. W Finlandii nie ma mniejszości etnicznych takich jak w Polsce Romowie czy Żydzi. Saamowie, których jest już niewielu, nie są rozpoznawani jako grupa etniczna, ale językowa. To oznacza, że jeśli otrzymam obywatelstwo fińskie i nauczę się saamskiego, to według prawa jestem etniczną Saamką. Z kolei jeśli ktoś jest Saamem od pokoleń, ale nie zna języka, już nie jest zaliczany do tej grupy.

Wielu bohaterów książki to przyjezdni. Co sprowadziło ich do Finlandii, jak się tam odnajdują?

Wiele z tych osób ma partnerów Finów. Nie tłumaczy to, co prawda, jak się tam znaleźli, ale na pewno to, dlaczego zostali. Jeśli masz partnera Fina, jesteś przyjmowany jako jeden z nas. Chociaż trudno mi się wypowiadać w tej kwestii, bo z blond włosami i niebieskimi oczami wtapiam się w tłum i mogę uchodzić np. za Szwedkę. Osoby pochodzenia chińskiego lub pakistańskiego to zupełnie inna sprawa. Tajska żona Fina czy turecki mąż Finki będą jednak przyjmowani zupełnie inaczej niż ktoś, kto przyjechał z Indii na studia i pracuje dla Foodora, czyli odpowiednika UberEats.

Dodatkową barierą jest język. Fiński jest bardzo trudny, a trudno jest dostać pracę bez jego znajomości, nawet na stanowiskach, na których nie jest potrzebny. Myślę jednak, że sporo tych problemów nie wynika z uprzedzeń, ale z tego, że Finowie bardzo szybko ustanawiają swoje kręgi społeczne – znajomi ze szkoły, studiów, pracy i koniec. Obcokrajowcy nie mieli okazji uczestniczyć w budowaniu tych kręgów, więc pozostają na zewnątrz.

Finlandia ma dość specyficzne położenie geograficzne jest zakleszczona pomiędzy dwoma silnymi sąsiadami. Jaki to ma wpływ na jej kulturę i społeczeństwo?

Dobrze to ujęłaś, bo o ile Rosja jest krajem ogromnym, bogatym w złoża surowców naturalnych, posiadającym dużą armię, to Szwecja jest silna w sensie soft power. Tak sytuacja wygląda obecnie, ale musimy jednak się cofnąć do przeszłości, bo przez wiele wieków Finlandia była okupowana zarówno przez Szwecję, jak i Rosję. To wspomnienie jest obecne w fińskiej mentalności do dziś. Finowie oscylują pomiędzy słowiańską romantycznością i wrażliwością, a skandynawskim pragmatyzmem i pracowitością.

Sporo wiemy już o szwedzkich wpływach, a jak to wygląda z rosyjskimi?

O ile Szwecja zostawiła aparat państwowy, to Rosja na pewno wspomnianą wrażliwość, a także piękną architekturę, kuchnię, wpływy w języku. W Finlandii jest dużo imigrantów z Rosji, a także mieszanych małżeństw.

Czy Finowie czują się więc bliżej którejś z tych kultur, czy też uważają swoją za zupełnie nową jakość?

Mówiąc o tożsamości narodowej, musimy wspomnieć o tym, że fińskojęzyczna literatura zaczęła się tak naprawdę dopiero pod koniec XIX w. Nie możemy zapomnieć o poezji Johana Runeberga, Kalevali Eliasa Lönnrota, Mice Waltarim, Väinö Linnie i jego najważniejszej powieści Żołnierz nieznany, oraz Aleksisie Kivim, autorze Siedmiu braci – pierwszej powieści napisanej w języku fińskim.

Jeśli chodzi o przynależność, myślę, że Finowie bardzo mocno identyfikują się ze wspólnotą nordycką, ale mentalnie wciąż przynależą także do Rosji. Mają nordycki system opieki, biurokrację, edukację, ale gdy rozpoczniemy rozmowę o wartościach, pojawiają się w niej słowiańskie wzorce. Przykładem może być podejście do alkoholu. Umożliwia on wyzwalanie emocji, jest chwilą zawieszenia reguł społecznych. Podobnym miejscem zawieszenia reguł jest sauna. Jesteśmy w niej nadzy, a więc pozbawieni klas społecznych.

Czy to oznacza, że Finowie mają tradycję hierarchii?

Nie, Finowie przez wiele wieków nie władali swoim krajem, więc nie było w nim podziałów w rodzaju „Fin chłop” – „Fin notabl”. Wyższe pozycje zawsze zajmowali Szwedzi, więc Finowie nie mieli potrzeby tworzenia takich podziałów między sobą. Finlandia była wcześniej krajem rolniczym, a po wojnie szybko przeskoczyła do poziomu wysoko rozwiniętego kraju opierającego się na technologiach i usługach.

Jak Finom udało się przebudować kraj w tak krótkim czasie?

Myślę, że w dużym stopniu odpowiada za to zaadaptowana ze Skandynawii protestancka etyka pracy. Finowie nie mieli sztywnej tradycji, więc byli bardzo otwarci na rozwiązania z zewnątrz. Pamiętajmy też o warunkach klimatycznych, w jakich musieli sobie zawsze radzić. Są silni i pracowici. Jeśli mają narąbać drewna, to nie ma znaczenia, że wieje wiatr i leje deszcz. Zrobią to bez narzekania, a gdy wrócą do domu, nie będą opowiadać o swoim poświęceniu. To jest właśnie sisu – siła z trzewi. Robimy, co do nas należy i nie oczekujemy, że świat nas za to nagrodzi, ale jednocześnie mamy duże poczucie przynależności do społeczeństwa.

Sisu do tej pory kojarzyło mi się podobnie jak popularne dziś duńskie hygge czy szwedzkie lagom – czyli jako mało wyszukana filozofia z serii „Jeśli jesteś spragniona, to napij się wody” – takie wrażenie możemy odnieść po lekturze książki Sisu Katji Pantzar. Rozumiem więc, że sisu jest w Finlandii jak najbardziej żywe, ale nie w tej formie.

Wydaje mi się, że sisu nie jest nam jeszcze w ogóle znane. Oswoiliśmy się już z hygge i lagom, ale sisu nie jest tak łatwe marketingowo. Hygge polega na tym, że oglądamy Netflixa, popijamy gorącą czekoladę i palimy świeczki. Nie ma w tym nic złego, natomiast książka, w której ktoś radzi ci zapalić świeczki na pewno łatwiej przyciągnie czytelnika niż ta, w której ktoś każe iść do przodu mimo przeciwności losu, w milczeniu i bez skargi.

Z wykształcenia jesteś japonistką. Czy dostrzegasz jakieś podobieństwa, jeśli chodzi o zasady rządzące społeczeństwami japońskim i fińskim?

W Japonii nie możemy do końca decydować o sobie, bo poświęcamy się, by społeczeństwo miało z nas pożytek, podczas gdy w Finlandii jest odwrotnie – tu dba się o każdą jednostkę, bo wtedy społeczność na tym zyskuje, a skoro społeczność – to zyskujemy i my. W Azji Wschodniej społeczeństwo jest celem samym w sobie, w Finlandii – środkiem.

Finowie są społeczeństwem, w którym rozumiemy, że jeśli każdy będzie zaopiekowany, to przyniesie to korzyści całemu społeczeństwu, a więc i jednostkom. Wychodząc z pozytywnie egoistycznych pobudek, dążymy więc do jak największej produkcji szczęścia. Ten system jest oczywiście zaadaptowany ze Szwecji, ale Finowie go udoskonalają. Wystarczy spojrzeć na politykę. Do tej pory nie było ani jednej szwedzkiej premierki lub prezydentki, a wystarczy spojrzeć na fiński parlament. W tej chwili to Finowie wyznaczają trendy.

Czy jest coś, co w Finlandii cię zdziwiło lub ci przeszkadzało?

Na początku zdziwiło mnie to, że Finowie nie mają tak mocnych więzi rodzinnych jak my. U nich polegają one na tym, że jesteśmy kilkoma jednostkami, które się kochają i wybierają, by być ze sobą, ale nie mają wobec siebie żadnych obowiązków. Finowie nie czują, że mają obowiązki wobec dorosłych dzieci, bo przecież zajmuje się nimi państwo.

Dziwiło mnie, kiedy znajomi, którzy mają zamożnych rodziców, wstydzili się ich poprosić o kurtkę na zimę. To coś w rodzaju „indywidualnego kolektywizmu” – nie oczekuję od kogoś, żeby dał mi swoje zasoby, bo nie chcę być dla innych problemem. Polacy często mylnie odczytują to jako nieśmiałość, myślą na przykład, że Finowie mają opory, by się odzywać w miejscu publicznym, podczas gdy oni po prostu nie chcą nikomu robić kłopotu.

A w odwrotną stronę czy jest jakiś element fińskiej mentalności, który – Twoim zdaniem – warto by zaimplementować w Polsce?

Jest ich wiele, ale przede wszystkim to, że cisza może być czymś pozytywnym. Jeśli milczymy w towarzystwie znajomych, to znaczy, że dobrze się ze sobą czujemy. Fin nie mówi po to, by zapełnić pustkę. Myślę, że także nasze społeczeństwo dużo by zyskało, jeśli nie balibyśmy się ciszy.

*Małgorzata Sidz – japonistka, magister studiów regionalnych o Azji Wschodniej na Uniwersytecie w Turku i absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Sześć lat spędziła kursując między Szwecją, Finlandią i Danią, z przystankami w Japonii i Korei Południowej.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES