Humanizm
Mroczny cień ludzkości. Dlaczego ludzie ufają silnym liderom
07 kwietnia 2026

Wywiad z Przemysławem Wójtowiczem – byłym zawodowym żołnierzem, snajperem i weteranem rannym na misji – nie był kolejną rozmową o wojsku i patriotyzmie. Ten odcinek Dobrego Podcastu na kanale YT Holistic News to moment, w którym były snajper mówi o tym, jak funkcjonuje głowa żołnierza w cywilu, dlaczego weteran w Polsce jest sam – i skąd wziął siłę, żeby wstać z wózka inwalidzkiego.
Wójtowicz przez lata trenował i dowodził snajperami. Obecność na stanowisku ogniowym oznacza permanentne skupienie – obserwacja przedpola, nasłuchiwanie, gotowość na każdy sygnał. To stan, który nie wyłącza się po zakończeniu służby.
Kiedy po raz pierwszy w życiu trafił do klubu nocnego – na urodziny koleżanki – musiał dosłownie usiąść i się przegrupować.
Miałem za dużo bodźców, za dużo sygnałów. Musiałem sobie usiąść na chwileczkę. Przemyślałem, uporządkowałem i dopiero byłem w stanie wyjść na parkiet.
Nie był w tym sam. Większość ludzi, którzy przeszli takie szkolenia, ma podobne doświadczenie – nieustanna detekcja zagrożeń, ocenianie otoczenia, skanowanie przestrzeni. To nie jest trauma. Tak działa mózg ukształtowany przez wojsko.
Jak mówi Wójtowicz, odejście z wojska po latach służby to zderzenie z innym rodzajem rzeczywistości. W armii wszystko jest proste: wiadomo kiedy przychodzi wypłata, gdzie jest twoje miejsce, kto stoi za twoimi plecami.
Zawsze mówię: życie tak naprawdę zaczyna się po wyjściu z biura przepustek na zewnątrz. Tam jest prawdziwy świat i trzeba umieć się w nim odnaleźć.
Przemysław Wójtowicz przyznaje wprost, że do dziś ma nawyki stricte wojskowe i nieraz gubi się w świecie, który przez lata był mu obcy. Ale nie chce się ich pozbywać – to szacunek do starszych, punktualność, panowanie nad emocjami, analiza przed działaniem. Nawyki, które w cywilu wyglądają jak charakter, a które wojsko po prostu wymusza.
To jeden z najtrudniejszych fragmentów rozmowy. Wójtowicz cytuje rosyjskiego pisarza Suworowa, który pisał, że w wojennym PTSD jest coś szczególnego: ranny żołnierz czuje ulgę. I potwierdza to własnym doświadczeniem.
Kiedy zostałem ranny i kiedy ewakuacja się udała, poczułem po prostu ulgę. Dopiero potem przyszedł stres, że przecież zostałem inwalidą. I wtedy dopiero się rozpłakałem.
Ulga nie bierze się z masochizmu. Bierze się z tego, że żołnierz na pierwszej linii żyje w permanentnym wyczekiwaniu na coś złego. W końcu to złe się stało – i napięcie opada. Tak działa przeciążony układ nerwowy.
Polski ranny żołnierz wraca do kraju i – jeśli nie ma szczęścia do kolegów i prywatnych kontaktów – zostaje sam. Wójtowicz mówi o tym bez emocji, ale precyzyjnie.
Przez lata oczekiwałem, że będę miał kontakt z psychologiem. Ani razu do mnie nie przyszedł żaden wojskowy psycholog. Nigdy.
Leżeli na salach szpitalnych na Szaserów – ranni, po operacjach – bez psychologa, bez kapelana. Tymczasem w bazie Ramstein w Niemczech pierwszą osobą, która Wójtowicza przywitała, był kapelan szpitalny armii amerykańskiej. A kiedy obok niego na stole operacyjnym umierał ranny Amerykanin, towarzyszył mu inny kapelan – przez cały czas odwracając uwagę Wójtowicza, rozmawiając z nim, żeby nie musiał patrzeć na śmierć człowieka obok.
Przemysław Wójtowicz jako były snajper i weteran jeździł na wózku inwalidzkim. Chodził o kulach. Komisja wojskowa powiedziała mu, że z odłamkami moździerza w ciele – 12 odłamków – ludzie żyją od II wojny światowej. Pojechać do wojskowego sanatorium? Niedostępne. System? Nie istniał. Wójtowicz zrobił to sam.
Ja tylko dzięki autorehabilitacji funkcjonuję. Dużo uprawiam sportu, ćwiczę, trenuję i to mnie postawiło na nogi.
Dziś od ponad 12 lat organizuje turnusy rehabilitacyjne dla rannych żołnierzy – nurkowe, górskie, strzeleckie, wyprawy na Arktykę, biathlon, pływanie. Brał udział w Invictus Games, reprezentował Polskę. Prowadzi dwie organizacje. Robi to, co powinno robić państwo.
Kiedy pada pytanie o patriotyzm, Wójtowicz nie sięga po patos. Odpowiada jednym słowem, a potem je rozwija:
Ojczyzna to dla mnie jest odpowiedzialność. Odpowiedzialność za spuściznę przodków.
Mówimy po polsku tylko dlatego, że ludzie, którzy byli przed nami, chcieli być Polakami i za to płacili życiem – mówi były żołnierz. Za nami ciągnie się łańcuch milionów ludzi. To zobowiązanie.
Przemysław Wójtowicz to człowiek, który wie, co to jest strach, ból, samotność i bezradność – i który mimo to wybrał odpowiedzialność zamiast żalu. Jest przykładem człowieka, który nauczył się żyć z tym, co dostał – i który teraz pomaga innym zrobić to samo.
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: