Poprzedni
Następny

  „Radio Antropocenu”: Jak ratować świat przed katastrofą

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Na obrazku znajduje się okładka radio antropocenu, na okładce widać płonącą Australię niedźwiedzia polarnego na topniejącej krze i slamsy w Indiach.
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 3 minut

Żyjemy w nowej epoce, antropocenie. To czas, który stawia przed nami pytanie: Czy idea ludzkiego postępu musi nieść ze sobą widmo katastrofy? W pierwszym odcinku podcastu „Radio Antropocenu” odpowiedzi na nie poszukują australijski filozof Clive Hamilton oraz profesor Jan Zalasiewicz kierujący pracami brytyjskiej Grupy Roboczej do spraw Antropocenu

„Radio Antropocenu” to autorski podcast Agaty Kasprolewicz.

Antropocen to nowa epoka geologiczna będąca czasem wielkich zmian klimatycznych. Po raz pierwszy w historii naszej planety przekroczyliśmy granice naturalnego cyklu, zmieniliśmy fizyczne, chemiczne i biologiczne procesy Ziemi. Człowiek epoki antropocenu stał się siłą sprawczą przemian na ogromną skalę. Antropocen to czas głębokiego kryzysu systemów politycznych i ekonomicznych, na których opierają się fundamenty nowoczesności. To czas, kiedy widmo katastrofy zagląda nam prosto w oczy. To także czas fundamentalnych pytań i odpowiedzi na kluczowe wyzwania.

Coraz dłuższa lista wyzwań epoki człowieka

Zagrożone przez rosnący poziom wody wyspy na Pacyfiku, kurczące się lasy deszczowe, ekspansja upraw soi w Ameryce Południowej, cyklon w Mozambiku, susza w Gwatemali, karawany migrantów z Ameryki Środkowej na granicy USA, budujący mur Donald Trump, tonąca Dżakarta, pożary w Australii, wymieranie gatunków, wojna domowa w Syrii, ucieczka ludzi ze wsi do miast, rozrastające się slumsy, 140 mln uchodźców klimatycznych w roku 2050, 2 mld uchodźców klimatycznych w roku 2100, bieda i radykalizm, foliówka na dnie Rowu Mariańskiego – to tylko pozornie niezwiązane ze sobą historie, które splatają się ze sobą w opowieść o życiu w epoce człowieka, zwanej antropocenem.

5,5 tys. lat temu, kiedy powstawały pierwsze wielkie cywilizacje, Ziemię zamieszkiwało 5 mln osób. Z nadejściem rewolucji przemysłowej, która zastąpiła pracę ludzkich rąk pracą maszyn, był nas miliard, a napędzany węglem postęp zaczął uwalniać do atmosfery ogromne ilości CO2. Ale świat naprawdę przyspieszył po II wojnie światowej – zaczęliśmy żyć dłużej, produkować na masową skalę, udoskonalać rolnictwo i medycynę oraz rewolucjonizować technologię.

Według większości geologów lata 50. ubiegłego stulecia są początkiem antropocenu, czyli epoki, w której człowiek staje się destrukcyjną dla naszej planety siłą. Czy czas niezachwianej wiary w możliwości człowieka to początek ludzkiej katastrofy? „Antropocen w ogromnej części odnosi się do niezamierzonych efektów ubocznych wszystkich tych rzeczy, które po wojnie były źródłem optymizmu. W pewnym sensie jesteśmy więc ofiarami własnego sukcesu” – mówi profesor Jan Zalasiewicz, który kieruje brytyjską Grupą Roboczą do spraw Antropocenu.

Graniczny punkt dla cywilizacji

Najbardziej niepokojącą i niebezpieczną cechą charakterystyczną antropocenu jest wzrost średniej temperatury Ziemi. Naukowcy ostrzegają, że jesteśmy na drodze do przekroczenia granicy 2 stopni Celsjusza. Co by się stało, gdyby temperatura wzrosła o 3 stopnie? Prawdopodobnie stracilibyśmy wszystkie lodowce, całkowicie zniknęłaby rafa koralowa. Duża część powierzchni planety nie nadawałaby się do życia, a wody mórz i oceanów pochłonęłyby większość przybrzeżnych miast.

Z kolei wzrost temperatury o 4 stopnie Celsjusza, według klimatologów z ONZ oznaczałoby permanentną suszę w Europie, a spore obszary Chin, Indii i Bangladeszu przemieniłyby się w pustynię. Polinezja w całości zostałaby wchłonięta przez Pacyfik. Rzeka Kolorado stałaby się strumykiem, a południowo-zachodnia część USA niemal całkowicie by się wyludniła. Zdaniem wielu naukowców temperatura wyższa o 5 stopni Celsjusza oznaczałaby kres ludzkiej cywilizacji.

Wzrost średniej temperatury Ziemi o 4 stopnie do 2100 r. to nie tylko pesymistyczny, lecz także realistyczny scenariusz. Szacuje się, że do końca tego stulecia liczba ludności wzrośnie do 11 mld. Będzie nas więc o 3,5 miliarda więcej, a ogromne, dziś zamieszkane, obszary Ziemi nie będą nadawały się do życia. A wystarczy przypomnieć, że na wyspach i wybrzeżach mieszka obecnie połowa globalnej populacji.

Jak uchronić się przed katastrofą?

Zdaniem Gai Vince, brytyjskiej dziennikarki i autorki książki  Adventures in the Anthropocene, ogromna część ludzkości nie przetrwa zmian klimatu. „Jeśli temperatura ziemi wzrośnie o 4 stopnie, ogromne obszary naszej planety nie będą nadawały się do życia. Póki co uszczelniamy tylko granice, a rosnący w siłę nacjonalizm i populizm umacnia w nas wrogość wobec uchodźców. Taki niestety jest kierunek, w którym obecnie zmierzamy” – zaznacza.

Antropocen rysuje ponure scenariusze na przyszłość. Nie wszystkie muszą się jednak sprawdzić. Skoro umieliśmy sprowadzić na siebie katastrofę, to możliwe także, że będziemy potrafili się przed nią uchronić. 

Antropocen rzuca wyzwanie obecnie funkcjonującemu ładowi ekonomicznemu, opartemu na kapitalizmie i wydobyciu paliw kopalnych. W grę wchodzą interesy najbogatszych i najbardziej wpływowych tego świata. Czy nadchodzi zmierzch ich władzy? A może to także wielka szansa dla nowego modelu biznesu opartego na ekologicznych postulatach? Pytanie, czy zawsze uczciwie wykorzystywanych?

Antropocen to także era naukowych odkryć, od których być może będzie zależeć przyszłość naszej planety. To czas bohaterów i aktywistów. Ale o tym opowiemy w kolejnych odsłonach „Radia Antropocenu”.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES