Poprzedni
Następny

Rakija, korupcja i Złote Piaski. Jaka naprawdę jest Bułgaria?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Obchody Dnia Koguta w we wsi Krivini. Według tradycji, celem święta jest zapewnienie zdrowia i płodności (PETAR PETROV / IMPACT PRESS GROUP / NURPHOTO)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 9 minut

„Młodzi Bułgarzy albo uciekają dziś do Sofii, albo za granicę, bo wsie przypominają geriatryczne skanseny. Widać to też w statystykach dotyczących zarobków. I to się pogłębia” – mówi bułgarystka Magdalena Genow, autorka książki Bułgaria. Złoto i rakija

ŁUKASZ GRZESICZAK: Pisze pani, że „Niemcy po dwóch piwach przechodzą na „ty”, a Bułgarzy „na rakiję”. Rakija to symbol Bułgarii i Bułgarów?

MAGDALENA GENOW*: U mnie ten trunek budzi same dobre skojarzenia, ale pewna Bułgarka skrytykowała mnie za to, że umieściłam rakiję w tytule książki. Mówiła, że to jakby wydać książkę o Polsce z wódką na okładce. Byłam w szoku, bo nigdy nie myślałam o rakii w ten sposób. To alkohol, który nie służy do upijania, raczej sączy się go, zagryzając sałatką czy mięsiwem. Używa się go zresztą również w celach leczniczych i ma ważne miejsce w kulturze ludowej – moja babcia, chodząc na grób dziadka, polewała go rakiją. Ten zwyczaj już nie jest wszędzie praktykowany, ale ciągle jest w Bułgarii znany.

Dla mnie rakija to symbol bułgarskiej kultury. Oczywiście wszystkie narody bałkańskie spierają się, skąd ten trunek pochodzi, ale najstarszą inskrypcję o rakii na Bałkanach odnaleziono właśnie w Bułgarii, w Wielkim Tyrnowie – piszę o tym w swojej książce.

Mężczyźni produkujący rakiję we wsi Priselci w pobliżu Sofii, wrzesień 2014 r. (PETAR PETROV / IMPACT PRESS GROUP / NURPHOTO / GETTY IMAGES)
Rakija jest dla Bułgarów także symbolem zbliżenia?

Tak. Każda rodzina w Bułgarii, nawet jeżeli sama nie pędzi, ma własnego „dostawcę” rakii – kogoś z rodziny lub inną zaufaną osobę. Bułgarzy wręczają sobie rakiję w prezencie, by wymienić się doświadczeniem, sprawdzić, jak smakuje u innych.

Mój dziadek też eksperymentował – do dziś zachowała się u nas rakija, która barwą przypomina whisky, bo trzymał ją w beczce z drzewa morwowego. Dziadek nie żyje od wielu lat, ale ta butelka po nim pozostała, wciąż jej nie otworzyłam. Może poczekam, aż mój syn dorośnie, napijemy się razem, powspominamy dziadka? W ten sposób rakija połączy nas nawet ponad czasem.

M. Genow, Bułgaria. Złoto i rakija,
Wydawnictwo Poznańskie (2019)
Wspomniała pani o oburzeniu znajomej rakiją w tytule książki. To chyba dobry punkt wyjścia do rozmowy o tym, jak Bułgarzy widzą sami siebie…

Sporo na ten temat mówi chyba odbiór mojej książki. W Polsce żyje liczna diaspora bułgarska, dlatego dostałam sporo głosów od Bułgarów. Większość moich bałkańskich rodaków dziękowała mi za tę książkę, która krytycznie, ale z sercem podchodzi do Bułgarii i oswaja stereotypy. Pojawiły się też głosy negatywne. Zarzucano mi na przykład, że egzotyzuję bułgarskie łazienki. Przekonywano, że w Sofii już tak nie jest, to nowoczesne miasto – ale przecież Sofia to nie cała Bułgaria.

Spróbujmy to wytłumaczyć czytelnikom – chodzi o specyficzny rodzaj odpływu, który jest pośrodku łazienki, prawda?

Tak. Nie ma kabiny prysznicowej, gałka jest umieszczona centralnie w ścianie, przez co kąpiel w takiej łazience może skończyć się małą powodzią. Bułgarzy zarzucali mi, że piszę o ich kraju, wytykając mu jego dziwactwa, ale ja pisałam o państwie, które się europeizuje, westernizuje, a te „dziwactwa” powoli zanikają. Sama siebie pytałam, czy ta książka za 20–30 lat byłaby jeszcze aktualna, bo tak wszyscy będziemy do siebie podobni.

Te zarzuty od Bułgarów potwierdzały w moim odczuciu stereotyp kraju, który ma kompleksy, który nie chce mówić o słabościach, raczej je maskuje. Doskonale pokazała to także reakcja na pokazaną w Brukseli wystawę czeskiego rzeźbiarza Davida Černego, który prezentował kraje wspólnoty przez pryzmat stereotypów. Rzeźba bułgarska, która przedstawiała toaletę kucaną, wywołała wielki skandal dyplomatyczny – ówczesny prezydent Georgi Pyrwanow kazał zdjąć tę instalację, ostatecznie została zasłonięta czarną płachtą. Moim zdaniem to stworzyło nowy stereotyp – kraju zakompleksionego, który wstydzi się stereotypów na swój temat.

Kontrowersyjna część przygotowanej przez Davida Černego wystawy dotycząca Bułgarii. Bruksela, styczeń 2009 r. (MARK RENDERS / GETTY IMAGES)

Równocześnie Bułgarzy mają silne aspiracje proeuropejskie. Potwierdziło to wejście do Unii Europejskiej. Bułgaria chce być częścią Europy. Trzeba jednak zauważyć, że ostatnie sondaże Eurobarometru, przeprowadzone w lipcu, pokazały, że grupa eurosceptyków w Bułgarii rośnie. Ale to nie znaczy, że Bułgarzy chcą wyjść z Unii. O ile Bułgarzy zdają sobie dziś sprawę, że członkostwo we Wspólnocie niekoniecznie oznacza korzyści, nie widzą siebie poza nią. W kraju dominuje poczucie ogólnej beznadziei.

Skąd ono się bierze?

O tej beznadziei, czy może raczej nostalgii – po bułgarsku tyga – pisze Georgi Gospodinow, najpopularniejszy dziś bułgarski pisarz, autor powieści Fizyka smutku, która w tym roku w tłumaczeniu Magdaleny Pytlak zdobyła Nagrodę Angelusa. Według niego źródłem tej bułgarskiej melancholii jest fakt, że kraj przez wiele wieków omijały najważniejsze wydarzenia historyczne. Mówię o czasach panowania osmańskiego, które trwało prawie pięć wieków. Już po odzyskaniu niepodległości, w XX wieku, Bułgaria przeszła cztery wojny i podobnie jak Polska znalazła się w bloku komunistycznym.

W stosunku do innych narodów Bułgarzy jednak nie buntowali się, nie mają swojego roku ‘68, nie wykształcili tak szerokiego ruchu sprzeciwu jak Solidarność. Jeśli już rodził się w nich bunt, to gdzieś wewnątrz, nie mieli tyle determinacji, by wyjść z nim na ulice. To poczucie braku, nieuczestniczenia w najważniejszych wydarzeniach światowych, według Gospodinowa, wciąż jest w bułgarskiej duszy bardzo silne.

A sytuacja ekonomiczna kraju nie jest dodatkowym źródłem poczucia beznadziei?

Młodzi Bułgarzy albo uciekają dziś do Sofii, albo za granicę, bo wsie przypominają geriatryczne skanseny. Widać to też w statystykach, bo Bułgaria ma najwyższy w UE poziom nierówności między miastami a wioskami, jeśli chodzi o zarobki. I to się pogłębia, co wyróżnia Bułgarię na tle innych państw europejskich. Mówi się, że Unia wspiera rolnictwo, ale w Polsce rolnicy mają się relatywnie dobrze, a tam jest tak źle, że ludziom nie pozostaje nic innego, jak się wyprowadzić.

Podróżny przed niszczejącym budynkiem stacji kolejowej w wiosce Oboriszte w pobliżu bułgarskiej stolicy (PETAR PETROV / IMPACT PRESS GROUP / NURPHOTO / GETTY IMAGES)

Przyczyną tego niestety w dużej mierze jest korupcja, która szerzy się na wszystkich szczeblach władzy. Bułgaria zajmuje również najniższą pozycję w Europie w rankingu wolności mediów. Nikt nie robi jednak za wiele, by rozwiązać te problemy. Bułgarzy wolą się zamknąć w sobie, nie wychylać. Podobno to przejaw poddańczej psychiki, która, jak uważa bułgarski pisarz Lubomir Kotew, została w tym narodzie przez wieki wykształcona – bo zawsze był jakiś okupant, a nawyki pozostały.

W polskich mediach niewiele słychać o Bułgarii. Jednym z głośnych wydarzeń było jednak zabójstwo bułgarskiej dziennikarki Wiktorii Marinowej, która w jednym ze swoich ostatnich programów przed śmiercią zajmowała się problemami korupcji. Ostatecznie uznano, że śmierć dziennikarki nie była związana z jej pracą. Pani w to wierzy?

Mam dużo wątpliwości. Marinova została zgwałcona i zamordowana zaraz po emisji programu, w którym bada kulisy malwersacji sięgających najwyższych szczebli władzy. Każdy, z kim o tym rozmawiam, utrzymuje jednak, że to przypadek.

Kiedy rok wcześniej doszło do  morderstwa dziennikarki na Malcie, byłam później na wyspie i pamiętam, że na miejscu były tablice, zdjęcia. Daphne Caruana Galizia szybko stała się bohaterką dziennikarzy na świecie, a Europa do dziś o tym mówi. Tak samo było z morderstwem Jána Kuciaka na Słowacji. A sprawa bułgarska szybko ucichła.

Ludzie palą świece w trakcie zgromadzenia upamiętniającego zamordowaną dziennikarkę Wiktorię Marinową. Sofia, październik 2018 r. (JODI HILTON / NURPHOTO / GETTY IMAGES)
Naprawdę pani bułgarscy znajomi wierzyli w te wyjaśnienia władz?

Wierzyli. Nie rozmawiałam o tym co prawda z wieloma osobami, ale nie wiem, czy nie jest tak, że tego tematu po prostu się w Bułgarii unika. Jak już mówiłam, Bułgarzy się nie buntują, nie drążą. U nas w Polsce lubimy sobie pogdybać, zastanowić się nad kilkoma scenariuszami, wziąć różne opcje pod uwagę. Tam natomiast, ile razy chciałam o tym porozmawiać, napotykałam na mur.

Przepaść między Sofią a resztą kraju zdaje się ogromna. To dlatego niechęć prowincji do mieszkańców stolicy jest większa niż w innych krajach?

O Sofii mówi się, że to duża głowa w małym ciele, bo miasto dobija do dwóch milionów mieszkańców – w kraju o liczbie ludności poniżej siedmiu milionów. A dysproporcja w zarobkach między Sofią a resztą kraju jest, jak wspomniałam, ogromna, co budzi frustrację. To naturalne.

Przygotowania do wyścigów konnych odbywających się w czasie Wielkiego Postu we wsi Manastir (IMPACT PRESS GROUP / NURPHOTO)

Osobiście pokochałam Sofię, przede wszystkim za bliskość gór, które widać od razu po wyjściu z dworca kolejowego. To jedna z niewielu europejskich stolic, gdzie na narty można pojechać autobusem miejskim.

Jest pani zanurzona i w kulturze polskiej, i bułgarskiej. Jak pani zdaniem Polacy widzą Bułgarów i Bułgarię?

Żeby to ocenić, musiałam odbyć sporo rozmów z Polakami – sama byłam zbyt związana z Bułgarią. Poprosiłam kiedyś o opisanie stereotypu Bułgara koleżankę, kulturoznawczynię. Szczerze i wprost powiedziała, zacytuję: „O ile Rumun to w potocznym, polskim rozumieniu Cygan, złodziej, cwaniak, biedak, to Bułgar, mam wrażenie, jest uosobieniem chaosu, brudu, biedy”.

Zrobiło mi się bardzo przykro. Podobny obraz wynikał jednak i z komentarzy pojawiających się pod artykułami o Bułgarii – jacyś brudni wieśniacy, którzy piją rakiję… Silne jest też skojarzenie z wczasami w PRL-u. Dziś wyjazdy do Bułgarii znów są popularne, więc często jest ona synonimem tanich wakacji.

To ciągle jedna z najpopularniejszych zagranicznych destynacji, jeśli chodzi o wakacyjne wybory Polaków.

W 2018 r. trzecia. Śledziłam jednak na bieżąco doniesienia, jak wygląda w tym roku sezon w Bułgarii, i Bułgarzy narzekali, że duża część turystów wróciła do Turcji, Tunezji czy Egiptu.

Tanie wakacje w Bułgarii, ale poza tym – doniesień o Bułgarii w polskich mediach jest niewiele. Bułgarskich książek czy filmów na polskim rynku jak na lekarstwo. Czy to oznacza, że Bułgarzy nie mają nic, co mogłoby Polaka zainteresować?

Jeśli chodzi o literaturę, coś zaczęło się dziać. Wspomniana Fizyka smutku, wydana nakładem Wydawnictwa Literackiego, zdobyła Angelusa, książką tą zachwycała się też sama noblistka Olga Tokarczuk, zaprzyjaźniona z Gospodinowem. Tłumaczka książki Magdalena Pytlak za inny przekład – Wzniesienia Milena Ruskowa – otrzymała dwa lata temu nagrodę „Literatury na Świecie”.

To wciąż niewiele. Jedna jaskółka wiosny nie czyni.

A czy nie dotyczy to wszystkich tzw. małych kultur? Być może to małe zainteresowanie wynika po prostu z tego, że żyjemy zachłyśnięci kulturą anglosaską. Kilka lat temu analizowałam dane, zgodnie z którymi większość tłumaczeń książek w Polsce stanowią przekłady z języka angielskiego. W porównaniu z innymi krajami europejskimi byliśmy liderami w liczbie tłumaczeń z języka angielskiego w stosunku do publikacji rodzimych autorów. Pracuję w wydawnictwie i obserwuję, że w Polsce wydawcy boją się innych języków – nawet niemieckiego czy francuskiego.

Kukierzy w tradycyjnych strojach szykują się do wykonania tańca, który ma odstraszać złe duchy. Rytualna maskarada odbywa się każdego roku w trakcie Wielkiego Postu. Varnenci, 11 marca 2018 r. (EMILY PLAMENOVA / IMPACT PRESS GROUP / NURPHOTO)

To temat rzeka, jak wygląda dziś kultura i jak się unifikujemy przez to, że wszyscy czytamy wielkie amerykańskie powieści czy angielskie hity. Dla mnie to przykre, bo lubię włoskie seriale i francuskie filmy, nie mówiąc o bułgarskich powieściach, i chciałabym, by więcej ludzi je zauważyło. Ale jedyne, co się u nas przebija, to Skandynawia ze swoimi kryminałami.

W filmie też to widać?

Powiedziałabym, że tak jak lubię bułgarską literaturę i poezję, to filmu nie jestem wielką fanką. Z najnowszych filmów polecam wzruszającą Irinę Nadejdy Kosevej, która zdobyła dwie nagrody na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

Starsze pozycje literackie, jak powieści Georgija Markowa – przynajmniej te dostępne po polsku – chyba nie obroniły przed upływającym czasem.

To prawda – poza granicami Bułgarii znany jest przede wszystkim z faktu, że zginął potrącony tzw. bułgarskim parasolem, tj. jego śmierć była gotowym scenariuszem dla filmów z Bondem.

Czy są jakieś starsze tytuły, które pani zdaniem warto by było przypomnieć?

W rankingach najpopularniejszych książek i filmów dominują opowieści o czasach, kiedy Bułgaria była pod jarzmem, jak choćby właśnie Pod jarzmem Iwana Wazowa, ale nie są to książki, które bym komuś podsunęła na wolny wieczór – są ciekawe raczej z perspektywy badacza, nie czytelnika.

Poleciłabym za to powieść Matki Teodory Dimowej. Jest hipnotyczna, urzekająca, do tego oparta na prawdziwej historii i mocno zaskakuje zakończeniem. Właśnie ukazała się świetna Wyspa Krach Iny Wyłczanowej w tłumaczeniu Hanny Karpińskiej. I ta Fizyka smutku… Śmieję się trochę, że tym Gospodinowem ewangelizuję, bo ilekroć idę gdzieś opowiadać o swojej książce, kończy się opowieściami o Fizyce smutku. Ale czytałam ją już kilka razy i naprawdę uważam, że warto. Nawet gdyby Bułgarzy mieli do zaoferowania światu tylko jedną powieść, to z Fizyką smutku wygrywają.

Magdalena Genow (MATERIAŁY PROMOCYJNE WYDAWNICTWA)
Powiedzieliśmy sporo o polskim postrzeganiu Bułgarii, może więc na koniec powie pani, jakie są bułgarskie stereotypy o Polsce?

Dla Bułgarów każdy Polak to blondyn. Do tego lubi wódkę i pije na umór, zupełnie inaczej niż w Bułgarii pije się rakiję.

Kiedyś spytałam mojego kuzyna o to, jak postrzega Polaków. Maluje portrety w Złotych Piaskach, a więc ma stały kontakt z turystami. Mówił, że przyglądają się, ale rzadko zamawiają, a jeśli już, to się targują, i to najmocniej ze wszystkich nacji. To też było dla mnie ciekawe – zastanawiałam się, skąd u Polaków taka skłonność do targowania się, czy to jeszcze z czasów, kiedy społeczność żydowska była liczna w Polsce?

Prawda jest taka, że Bułgarzy wiedzą o nas tyle samo, co my o nich. Czyli niewiele.

* MAGDALENA GENOW – urodzona w Bułgarii, wychowana w Polsce. Filolożka bułgarystka, politolożka i wydawczyni książek. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jej książka „Bułgaria. Złoto i rakija”. Prowadzi na Facebooku profil: bulgarka.pl

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES