Nauka
Nadciąga niezwykle rzadka kometa. Kiedy i jak zobaczyć PanSTARRS?
10 stycznia 2026

Dobrowolne lekcje w domu i w szkole nie sprawdziły się. Rośnie za to liczba uczniów, która w ogóle nie chodzi na lekcje. I nie chodzi tylko o nieobecności, ale o rosnącą popularność edukacji domowej. Polska szkoła szuka nowego kompasu. A musi jeszcze dogonić technologiczne zmiany i nowe trendy.
Najpierw była radość uczniów, sceptycyzm nauczycieli i niepokój rodziców. Brak obowiązkowych prac domowych miał odciążyć dzieci zmęczone całodniowymi lekcjami, pozwolić na bardziej wszechstronne spędzanie wolnego czasu, a nie z nosem w książkach, zeszytach i przy ekranach komputerów. Rezultatem było osłabienie pilności i systematyczności uczniów. Efekt? ministerstwo oznajmiło powrót do prac domowych w nieco bardziej okrojonej formie niż wcześniej i zostawiając samym szkołom decydowanie o tym w jakim zakresie prace domowe powinny być realizowane.
Dobrowolna miała być również edukacja zdrowotna. Nowy przedmiot zastąpił przygotowanie do życia w rodzinie i miał być ofertą nowoczesnej, praktycznej edukacji z życia codziennego. Wywołał za to łatwe do przewidzenia emocje polityczne. A ostatecznie nie podbił serc i umysłów uczniów w szkołach. Umieszczany gdzieś na początku lub na końcu dnia lekcyjnego kusił… by się na nim nie pojawić. I wiele osób z tej pokusy skorzystało.
W całej Polsce na zajęcia edukacji zdrowotnej chodzi tylko 30 proc. wszystkich uprawnionych. Innymi słowy: ponad dwie trzecie polskich dzieci nawet nie pojawia się na tych zajęciach. W rezultacie Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło, że przedmiot będzie w przyszłości obowiązkowy, być może jeszcze w tym roku szkolnym. Jednak zanim do tego dojdzie, ministerstwo zapowiada gruntowną ewaluację tego przedmiotu, by zrozumieć stosunek i oczekiwania wobec niego.
Pozostaje pytanie – czym w rzeczywistości jest dobrowolność w systemie przymusowego nauczania z odgórnie określanym programem? Wydaje się, że uczniowie wskazali odpowiedź: to wybór między pójściem na lekcje a zostaniem w domu.

To głosowanie nogami przejawia się na dwa sposoby. Pierwszym jest coraz większa absencja uczniów w szkołach. Problem jest na tyle poważny, że ministerstwo zaostrzyło kryteria przyzwalania na opuszczanie lekcji. Limit nieobecności dziecka w szkole od września 2026 roku ma wynosić 75 proc., a nie jak obecnie – 50 proc. Każda nieobecność będzie musiała być uzasadniona. Ministerstwo chce ukrócić praktykę zwalniania dzieci z lekcji w celu np. wyjazdu na wakacje.
Lekcje w szkole opuszczane są na dłużej także w celu… uczenia się. Coraz więcej rodziców wybiera opcję edukacji domowej, czyli realizacji obowiązku szkolnego poza budynkiem szkoły.
„Od 2020 roku nieustannie notuje się coraz większą liczbę pozytywnie rozpatrzonych wniosków o edukację domową (ED). Na początku pandemii liczba uczniów wynosiła 11 tysięcy. W ciągu czterech lat wzrosła ponad pięciokrotnie. Tak gwałtowny skok liczby wniosków rodzi pytania o kryzys systemu edukacji w Polsce oraz przyczyny, które skłaniają uczniów do rezygnacji ze szkoły” – pisała w Holistic News Agata Zielińska.
Choć popularność tej formy uczenia się rośnie, nie wynika to ze wsparcia ze strony państwa. Wręcz przeciwnie. Od przyszłego roku zmniejszony zostanie poziom subwencji na uczniów w danej szkole, jeśli liczba dzieci uczących się w domu przekroczy 96. Jak podsumowała w Holistic News Patrycja Krzeszowska: „Szkoły będą mogły przyjąć mniej dzieci uczących się w domu, a to ograniczy dostępność edukacji domowej. A w efekcie część uczniów może zostać zmuszona do powrotu do nauki stacjonarnej lub nauki w szkołach bardzo oddalonych od ich faktycznego miejsca zamieszkania”.
W samej szkole uczniowie coraz chętniej wybierają naukę w klasach mundurowych. Nowa moda czy znak czasów – zainteresowanie klasami mundurowymi bezspornie rośnie. Wyboru takiej ścieżki szkolnej edukacji dokonało już 30 tysięcy uczniów. W Polsce wydano już 230 pozwoleń na prowadzenie klas mundurowych. Najwięcej powstało w województwach śląskim, wielkopolskim i mazowieckim. Mundur to nie tylko społeczny szacunek i ciekawa, odmienna forma lekcji, być może bardziej ekscytująca niż niegdysiejsze przysposobienie obronne. To także możliwa perspektywa pracy w służbach mundurowych, co ma znaczenie w epoce zwiększających się geopolitycznych napięć.
Zdrowy rozsądek powinien kształtować jeszcze inny trend – większe zainteresowanie szkołami branżowymi. Tak wynikałoby z publikowanych przez MEN list zawodów strategicznych z punktu widzenia rozwoju państwa. Być może perspektywa w takim zawodzie jak cieśla, dekarz, elektryk, betoniarz-zbrojarz, monter stolarki budowlanej, technik spawalnictwa czy technik transportu kolejowego nie kojarzy się dziś młodzieży zbyt atrakcyjnie, to przyszłość może pokazać, że właśnie dobry fach w ręku, nie wymagający wielu lat studiów, może dawać bardziej satysfakcjonujące zajęcie w przyszłości. A przynajmniej na to wskazywałyby sygnały z rynku pracy.
Wciąż jednak wokół szkoły, zamiast rzeczowej debaty, częściej można usłyszeć emocjonalne spory o podłożu politycznym i ideologicznym. Taka dyskusja dominowała wokół kwestii tzw. edukacji zdrowotnej. Choć coraz więcej badań nad edukacją wskazuje, że uczniowie w krajach OECD mają coraz słabsze kompetencje fundamentalne – czyli w zakresie podstawowej matematyki czy czytania ze zrozumieniem – nie nad tym pochylają się reformatorzy.
I nie nad tym jak w proces edukacji wpisać umiejętności łączące kreatywne wykorzystanie sztucznej inteligencji z krytycznym myśleniem, czy umiejętnościami interpersonalnymi.
Ideologiczna wojna nad głowami dzieci nie jest tym samym co debata o wartościach, jakich szkoła powinna uczyć. A jest ona potrzebna, bo edukacja pozostaje jednym z najistotniejszych narzędzi, które mogą sprostać współczesnym wyzwaniom cywilizacyjnym. Szkoła będzie tym mniej skuteczna w tym zadaniu, im bardziej będzie polem polityczno-ideologicznej walki.
W takich okolicznościach powstaje nowa reforma polskiej edukacji. Pojawiają się nowe propozycje ocen – uwzględniające potrzeby uczniów z chorobami i zaburzeniami, tzw. ocen funkcjonalnych. Oprócz takich „punktowych” zmian MEN zarysowuje całościową koncepcję rozwoju edukacji szkolnej, jaką jest „Reforma 26. Kompas jutra”. Obejmuje ona stopniowy proces zmian, począwszy od podstawówek w przyszłym roku, po szkoły średnie w 2027.
Bazą dla niej jest z jednej strony propozycja nowej podstawy programowej dla szkół podstawowych, a punktem dojścia – realizacja postulowanego przez Instytut Badań Edukacyjnych profilu absolwenta polskiej szkoły. Reforma zakłada nie tylko przekazywanie uczniom wiedzy, ale również kształtowanie ich postaw w życiu społecznym. Celem edukacji ma być budowanie sprawczości uczniów, obok wzmacniania ich kompetencji fundamentalnych, edukowanie ich w obszarze takich umiejętności jak krytyczne myślenie, komunikacja i empatia.
W kończącym się roku 2025 to wciąż zapisy w dokumentach. Zwłaszcza po zawetowaniu przez prezydenta ustaw oświatowych, które miały stopniowo wdrażać proponowane zmiany. Minister edukacji zapowiedziała, że reforma będzie wdrażana mimo weta. Niezależnie od polityki, to szkolna rzeczywistość i edukacyjna codzienność będzie dla wszelkich nowych pomysłów z pewnością najsurowszym i najbardziej wymagającym sprawdzianem.
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News