Koniec barier? Biznes otwiera się na niepełnosprawnych

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Getty Images
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 4 minut

„Misja naszej firmy wpisuje się w trend związany ze społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw. Klienci uważają, że jest to etyczne, czyli w zasadzie wywierają na pracodawcach pewnego rodzaju presję” – mówi w rozmowie z Holistic.News Albin Falkmer, rzecznik prasowy firmy Samhall AB. Zatrudnienie znajduje w niej wiele osób niepełnosprawnych, społecznie wykluczonych i imigrantów. „Nie skupiamy się na przeszkodach i problemach, lecz na zdolnościach i mocnych stronach naszych pracowników” – podkreśla

DR SONIA CAPUTA: Dlaczego część szwedzkich firm nie chce zatrudniać osób z niepełnosprawnością?

ALBIN FALKMER*: Połowa firm, które nie zatrudniają ludzi niepełnosprawnych, zwyczajnie nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat. Niestety, wśród społeczeństwa wciąż panuje ignorancja oraz uprzedzenia.

Wam jednak udaje się te uprzedzenia skutecznie obalać.

My nie skupiamy się na niepełnosprawności, przeszkodach i problemach. Koncentrujemy uwagę przede wszystkim na zdolnościach i mocnych stronach naszych pracowników. Nie zatrudniamy nikogo tylko na podstawie naszych potrzeb, lecz bierzemy pod uwagę potrzeby społeczeństwa.

Zatem – kim są wasi pracownicy?

Samhall to miejsce pracy dla osób, które są najdalej od rynku pracy. Ogólnie rzecz ujmując, naszymi pracownikami są ci, którzy przez długi czas byli bezrobotni, którzy zostali pozbawieni możliwości zatrudnienia ze względu na stan zdrowia, oraz ci, dla których wsparcie okazało się niewystarczające. Zatrudniamy więc między innymi osoby z niepełnosprawnością. Jednak przyjmując pracownika, tak naprawdę nie wiemy, na czym polega jego schorzenie. Urząd Pracy nie udostępnia nam takich informacji.

Zatrudniacie osoby z niepełnosprawnością jedynie fizyczną?

Nie, zatrudniamy osoby zarówno z niepełnosprawnością fizyczną, jak i mentalną. W przeszłości braliśmy pod nasze skrzydła osoby tylko z tej pierwszej grupy. Jednak czasy się zmieniły i ci, którzy mieli problemy np. z biodrem czy plecami, radzą sobie zdecydowanie lepiej dzięki sprzętowi pomocniczo-rehabilitacyjnemu. Operacje, o których nie śniło się w latach 80., dzisiaj są przeprowadzane bez problemu. W związku z tym ograniczenia ruchowe nie stanowią aż tak dużej przeszkody w zdobywaniu pracy w dzisiejszych czasach.

Obecnie mamy do czynienia z coraz większą liczbą osób dotkniętych chorobami psychicznymi, kognitywnymi, czy upośledzeniem mentalnym. W 2018 r. ok. 60 proc. naszych nowych pracowników należało do tej właśnie grupy.

Jak przebiega proces zatrudniania osoby z niepełnosprawnością w waszej firmie?

To odwrócony model biznesowy. Po pierwsze, publiczny urząd pracy przysyła nam osoby poszukujące zatrudnienia. Są to pracownicy, którym inne firmy odmówiły przyjęcia. Dowiadujemy się, jakie dana osoba ma potrzeby oraz zdolności, i na tej podstawie dobieramy zadania. Jednym z naszych celów jest znalezienie każdego roku 1500 miejsc pracy dla takich osób. Są one zatrudniane przez nas, jednak docelowo mają otrzymać stanowiska w innych firmach. Dzięki temu, że jesteśmy olbrzymim przedsiębiorstwem państwowym i mamy placówki w całej Szwecji, łatwiej nam znaleźć i stworzyć miejsca pracy dla osób z niepełnosprawnościami.

Czy rzeczywiście łatwo znaleźć później zatrudnienie dla takiego pracownika?

To zależy od tego, na czym polega dana niepełnosprawność. Oczywiście łatwiej jest wybudować podjazd dla kogoś, kto porusza się na wózku inwalidzkim niż znaleźć miejsce pracy dla pracownika cierpiącego na różnego rodzaju intelektualne, kognitywne czy mentalne przypadłości.

Znalezienie czy stworzenie środowiska pracy i przypisanie zadań komuś, kto ma problemy z nauką lub posiada ograniczenia natury społecznej, stanowi dla nas nie lada wyzwanie. Często zidentyfikowanie ograniczeń zabiera nam bardzo dużo czasu. Podobnie jest z wprowadzeniem udogodnień natury funkcjonalnej.

Kolejnym wyzwaniem, z którym musimy się zmierzyć, jest zaakceptowanie tego, że upośledzenie umysłowe nie jest łatwo rozpoznawalne, a w społeczeństwie istnieje wiele uprzedzeń wobec takich osób.

Z jakich innych grup społecznych pochodzą wasi pracownicy?

W firmie mamy bardzo dużą liczbę obcokrajowców. Ludzie, którzy pracują dla Samhall, są reprezentantami 152 różnych narodowości. Około połowa z zatrudnionych to reprezentanci mniejszości etnicznych, a 35 proc. pracowników urodziło się poza Szwecją.

Ponad 150 narodowości w jednej firmie. Czy jest to źródło inspiracji, czy może raczej pole do konfliktów? 

Praca z mieszaniną różnych ludzi, o odmiennym zapleczu kulturowym lub etnicznym, sprzyja większej kreatywności i dostarcza nowych pomysłów do rozwiązywania problemów. To szansa na wzajemne uczenie się. To, że nasi pracownicy mają różne pochodzenie etniczne czy zaplecze kulturowe, działa na naszą korzyść. To dla nas wielki atut, bowiem mamy do czynienia z osobami z różnych części świata, które władają rozmaitymi językami.

Jeśli chodzi o kontekst finansowy firmy – w jaki sposób widać te korzyści?

Aktualnie realizujemy zlecenie, które postrzegamy jako wielki sukces i w którym różnorodność naszej firmy jest niewątpliwym plusem. Zostaliśmy bowiem dostawcą usług sprzątających na lotnisku Arlanda w Sztokholmie. Lotnisko to miejsce spotkań ludzi z wielu zakątków świata. W takiej sytuacji różnorodność, na którą tak mocno stawiamy, jest nieoceniona. Z drugiej strony, język szwedzki stanowi podstawę do porozumiewania się w firmie, dlatego ważne jest, by wszyscy porozumiewali się w tym języku lub uczyli się go w okresie zatrudnienia.

To spore wyzwanie dla tak dużej firmy. Czy jako państwowa firma rzeczywiście skupiacie się na tym aspekcie?

To prawda – język stanowi największe wyzwanie. Jest on niezbędny do stworzenia bezpiecznego środowiska pracy i zapewnienia nadzoru kierowniczego. Pracownicy muszą rozumieć przekazywane informacje i są zobowiązani przyswajać wiedzę związaną z wykonywaniem określonego zadania. Nie trzeba chyba dodawać, że kontakt z klientem będzie ograniczony, jeśli nie zna się języka szwedzkiego. Mimo że polepszenie zdolności językowych z pewnością poprawia jakość pracy, oferowanie kursów językowych obecnie nie mieści się w misji naszej firmy. W pracy stawiamy na tzw. Yrkessvenska, czyli podstawowy język szwedzki wykorzystywany do celów zawodowych.

A czy wprowadzenie zagranicznych pracowników w kontekst szwedzkiej kultury wpisuje się w założenia waszej firmy?

Samhall jest firmą państwową. Naszym zadaniem nie jest więc uczenie szwedzkiej kultury pracowników o obcym pochodzeniu. Jednakże zdajemy sobie sprawę, jaką wagę ma znajomość realiów rynku pracy w naszym kraju, dlatego przekazujemy pracownikom wiedzę chociażby z zakresu struktury (np. szwedzkich instytucji). Jest to jednak wpisane w ramy zwykłej pracy rozwojowej. Z pewnością istnieją różnice kulturowe, ale gdy w grę wchodzi współpraca międzyludzka, schodzą one na dalszy plan.

Obsługujecie duże firmy państwowe oraz międzynarodowe. Czemu wykupują one usługi właśnie u was? Przecież mogłyby wynająć firmy, które dostarczą takie usługi taniej.

Obecnie panuje pewien trend, związany ze społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw. Nasz ostatni sondaż pokazał, że 33 proc. pracodawców zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami wykupuje nasze usługi, ponieważ ich klienci uważają, że jest to etyczne. Czyli w zasadzie wywierają oni na pracodawcach pewnego rodzaju presję. Dlatego też coraz więcej firm chce nawiązywać z nami współpracę.

Czasem słyszymy, że te przedsiębiorstwa mogłyby równie dobrze wykupić te same usługi za niższą cenę u innych dostawców. Wolą jednak pracować z nami i przyczyniać się tym samym do tworzenia lepszego społeczeństwa, w którym ludzie z niepełnosprawnościami mają swoje stanowiska pracy.

*Albin Falkmer – rzecznik prasowy Samhall AB, wiceprezydent Workability International, były szef gabinetu szwedzkiego ministra pracy.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Zobacz również

IN THE ARTICLES