Humanizm
Odnaleźć rytm życia. Lekcja ze starożytnych kalendarzy
14 marca 2026

Żyjemy w epoce, w której informacji jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Paradoks polega na tym, że im większy mamy do nich dostęp, tym trudniej oddzielić wiedzę od opinii. W takim świecie coraz łatwiej przyjąć gotowe wyjaśnienia, a coraz trudniej zatrzymać się i pomyśleć samodzielnie.
Tym razem nie o muzyce, kulturze, nie o budownictwie, ale trochę przemyśleń z pogranicza polityki, socjologii i codziennej obserwacji otaczającego mnie świata.
Wydaje się, że każdy z nas zetknął się kiedyś z takim słowem jak „pustostan”. I wie, że to pusty, niezamieszkały dom, zaniedbany, z oknami zabitymi deskami, z napisem „grozi zawaleniem”. W którym oprócz deszczu i wiatru hulającego po pustych przestrzeniach, z odciętymi mediami (woda, elektryka, gaz), zieje pustką, choć czasami zamieszkują w nim nielegalnie bezdomni alkoholicy i młodzi ludzie nadużywający narkotyków.
To najczęściej również dom, który ma swojego właściciela, ale któremu nie zależy na tej posiadłości, bo chce, zamiast inwestować w remont, sprzedać dobrze teren, na którym stoi ta ruina.
A zetknęliście się ze słowem „pustostan umysłowy”? Może tak, może nie. Ja zacząłem tak określać dość sporą grupę ludzi różnych narodowości, którzy, mając umysły zabite — jak w pustostanie okna deskami — i rozum spustoszony propagandą i pseudo wiedzą lejącą się szerokim strumieniem ze wszystkich stacji telewizyjnych i portali internetowych, są takim pustostanem umysłowym.
Uzależnili całkowicie się od wypowiedzi tzw. mądrych głów, czyli pseudo specjalistów od wszystkiego, z wyłączeniem chęci dostępu do wiedzy naukowej lub nawet chwilowego korzystania z niej. Niestety, obserwując zapisy w różnego rodzaju komunikatorach, słuchając w mediach społecznych wypowiedzi ludzi dotkniętych tą przypadłością, odnajdujemy ich także obok siebie.
Takie osoby można liczyć nie w dziesiątkach, setkach, ale w milionach. Poczynając od większości polityków różnej orientacji, a kończąc na tysiącach ludzi w naszym kraju i w świecie, którzy bez zastanowienia i sprawdzenia źródła wiedzy powielają fałszywą wersję otaczającej nas rzeczywistości, jeszcze często dodając coś głupiego od siebie – kształtują bezmyślnie opinie, później tak ochoczo powielane i dyskutowane w mediach społecznościowych w Internecie.
Tak właśnie obecnie wygląda ta nasza komunikacja interpersonalna, która zamiast uczyć — ogłupia, zamiast pomagać w stawianiu prawidłowych diagnoz politycznych, wyborów i opinii — mąci w głowach i wywiewa resztki rozumu.
Ciągle nie mogę zrozumieć — a staram się mocno — jak przy tych wszystkich przekrętach, straszliwym nepotyzmie, złodziejstwach, kłamstwach, złym zarządzaniu gospodarką, stałym okradaniu tych, którzy na dobrobyt swojego kraju pracują najwytrwalej i najefektywniej, niektóre partie polityczne i politycy je reprezentujący mają nadal tak wysokie poparcie społeczne. Dlaczego ci ludzie, z tym stanem umysłu, nie potrafią posługiwać się prostą, nieskomplikowaną matematyką? Własnymi życiowymi doświadczeniami?
Mogę zrozumieć młodych ludzi wchodzących w dorosłość, którzy karmieni wiedzą czerpaną garściami z zafałszowanych mediów społecznościowych, negujących porządek świata, buntujących się, takimi się stają. Rozumiem, że zamknięci w wirtualnym świecie gier komputerowych, deepfak’ów, phishingu, fake newsów i teorii spiskowych, nie potrafią wyjść z tego zaklętego i zamkniętego kręgu fałszywej wiedzy.
Czy my dorośli doświadczeni życiowo próbujemy coś z tym zrobić? Nie, nas zadowala to, że dając im komputer, laptop, smartfon do zabawy już od najmłodszych lat, zagonieni, zapracowani, dajemy sobie trochę więcej czasu dla siebie. My również, zamiast obcować z książką, nie rozstajemy się ze smartfonem, patrząc bezmyślnie w ekran tego urządzenia, jak przysłowiowe „cielę w namalowane wrota”.
Czy widzimy tam prawdziwe życie? Nie, widzimy, tak jak nasze dzieci, sztuczną rzeczywistość, fantazje, marzenia, zbrodnie, kataklizmy, które uczą znieczulenia, oswajając ze złem i okrucieństwem. Nierzetelną, a czasami przerysowaną rzeczywistość bierzemy za prawdę.
Ale! Właśnie, to, ale jest decydujące. Skupmy się tylko na aspekcie ekonomicznym, choć zjawisko pustostanu rozlewa się na wszystkie inne dziedziny.
Przecież, aby godnie przeżyć, trzeba, oprócz dostrzegania tego, co „oni”, rządzący, nam dają, również widzieć to, co nam zabierają. To przecież proste, jak działanie arytmetyczne, dodać, odjąć, a czasami pomnożyć lub podzielić. Widzę, że niektórym ludziom matematyka w szkole tak dała w kość, że te podstawowe działania matematyczne skutecznie zapomnieli lub tej umiejętności już nie opanują, ze względu na czas, jaki upłynął od otrzymania przez nich ostatniego świadectwa szkolnego.
Z jednej strony doskonale potrafimy dodawać do swojej pensji, emerytury takie dodatki jak 800+. 300+, trzynasta, czternasta emerytura, podwyżka inflacyjna dla emerytów, a nie potrafimy od tych kwot odjąć wydatków, których koszty z dnia na dzień rosną lawinowo, zapominając o inflacji, która już dawno zżarła te profity.
I znów daliśmy się omamiać obietnicami nie do spełnienia. Może czas przypomnieć okres, w którym szło się do sklepu z workiem pieniędzy, a wszystko przeliczało się nie na drobne — do stu złotych — ale na grube tysiące i dziesiątki tysięcy. Może trzeba starszym, tym, którzy w latach 70. i 80. ubiegłego wieku mieli już co najmniej 18-20 lat, a szczególnie tym najmłodszym przypomnieć, że na początku przemian gospodarczych otrzymywało się miesięczne wynagrodzenie liczone w setkach tysięcy złotych, by w następnym miesiącu chwalić się już milionowym zarobkiem, za który nic nie można było kupić.
Może trzeba wciąż przypominać rok 1989 i 1183 proc. inflację, która nie wzrosła skokowo, tylko była jak lawina, która zawsze rozpoczyna się od drobnego kamyczka, a potem porywa całe zbocze i niszczy wszystko, co napotka na swej drodze.
Dzisiaj zapomnieliśmy, jakim kosztem — drastycznych i bardzo bolesnych reform Balcerowicza — udało się po 10 latach doprowadzić do sytuacji, w której inflacja spadła poniżej 10 proc. A do skali poniżej 5 proc. dopiero po prawie 20 latach.
Może to ja jestem idiotą, tym pustostanem umysłowym, który nie potrafi dodać 2+2, żeby wyszło 5. Może to ja nic nie rozumiem i nie widzę dobrodziejstw władzy. A może tylko w moim sklepie i w moim mieście jest taka drożyzna, a dostawca gazu i elektryczności z mojego regionu, tylko mnie po prostu „skubie”.
Chyba jest jednak odwrotnie, ten pustostan umysłowy ogarnął już dużą część kraju, a nawet przyglądając się Europie i USA także większość świata i nic nie wskazuje, aby jakikolwiek kataklizm ekonomiczny otworzył ludziom z tym „pustostanem” jakąś klapkę, przez którą ulecą w niebyt te zatrute myśli.
Może odcięcie dopływu energii elektrycznej za niezapłacony rachunek za prąd wyłączający im Internet, TVP, TVN, POLSAT, Radio Maryja lub TV Trwam, TV Republika spowoduje, że zrozumieją, iż dalsze popieranie pseudo prospołecznych i tzw. propaństwowych partii i partyjek — mimo ostentacyjnie demonstrowanej religijności, która chyba zastąpiła wiedzę, doprowadzi do nędzy.
Sytuacji, w której ten otrzymany ochłap, zwany dodatkiem, w żaden sposób nie zbilansuje się z wydatkami za horrendalnie drogie lekarstwa, drożejące z dnia na dzień podstawowe artykuły żywnościowe, na ogrzanie mieszkania i zagotowanie jakiejś ciepłej potrawy.
To naprawdę „cud na Wisłą”, że tak duża grupa ludzi tego nie dostrzega. Czy do tych dodatkowych pieniędzy dostają jakąś „marychę” i po jej zażyciu zawsze są zadowoleni? Ja też chcę ją dostać. Może wtedy widziałbym korzyści z tego, że jestem wciąż okłamywany pustą propagandą, mamiony powszechnym dobrobytem, który nigdy nie nastąpi.
Jeżeli tak, to także chcę żyć w tym „pseudo dobrobycie” i może zapiszę się do jednej z tych partyjek i będę otrzymywał stały dodatek tej „marychy”, aby bez względu na stan mojego portfela i umysłu śpiewać Alleluja, Alleluja, skandować „niech nam żyją” lub „Bóg, Honor i Ojczyzna”.
Zawsze najtrudniej człowiekowi przyznać się do popełnionego — i to po raz kolejny — błędu. Bo wtedy wychodzimy rzeczywiście na całkowitego ignoranta i idiotę.
Może trzeba spróbować innej drogi, a nie przymusu ekonomicznego. Takiej, na której przynajmniej część z nas sama otworzy ten pustostan umysłowy, wyremontuje, wpuści trochę wiedzy społecznej i ekonomicznej. Nie licząc na to, że ktoś bogaty przyjdzie i wykupi ten nasz pustostan umysłowy i zapłaci nam za naszą bezmyślność kwotę, która zabezpieczy naszą przyszłość.
I niekoniecznie trzeba namawiać do popierania tej lub innej partii, ale żeby zachęcić do policzenia korzyści i strat i prostej analizy, czy teraz, po tych wszystkich dodatkach i profitach otrzymanych od aktualnie „nam panujących” pod koniec miesiąca zostaje nam więcej, czy mniej pieniędzy w portfelu.
Zniewolenie ekonomiczne, intelektualne, społeczne, już nie zostawia nam żadnego pola manewru i musimy, jak ci dawni niewolnicy i chłopi pańszczyźniani podawać się i tylko wierzyć, że jest nam wspaniale.
Wiem, a właściwie domyślam się, jak z jednej strony trudno, a z drugiej, jak łatwo żyć ludziom, którzy zamknęli się na wiedzę, a ich umysły opanowała całkowicie wiara. Ale trzeba za wszelką cenę im tłumaczyć, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a współczesna polityka to zakłamanie.
Jednak bez tej przeklętej polityki nie nauczyliśmy się jeszcze żyć i nie stworzyliśmy systemu, w którym moglibyśmy, my obywatele, wybierając naszego przedstawiciela, mieć na niego większy wpływ, niż jego zwierzchnik partyjny. A dyskusja i tłumaczenie? To jest zawsze potrzebne. I nie trzeba się obrażać ani udowadniać sobie, że jesteśmy mądrzejsi, ale nawet wtedy, gdy ten ktoś nas lekceważy, obraża i nie chce podjąć z nami dyskusji — to warto.
Bo już odniesiemy mały sukces, gdy ten, który nas obraził, odszedł, po powrocie do domu może zastanowi się, dlaczego zabrakło mu właściwych argumentów, a to już mała szczelina niepewności.
Przecież nawet granitu nie trzeba rozkruszać od razu młotem, czasami wystarczy mała szczelinka i woda, żeby ten nienaruszony głaz za jakiś czas sam się rozpadł. To trwa dłużej, ale rodzi się w sposób naturalny i przynosi więcej pożytku niż siłowe kruszenie czyjejś niewiedzy, a czasami zwykłej przekory „nie bo nie”. Ten „pustostan umysłowy” możemy zmienić tylko my, wlewając w niego kropla po kropli wiedzę, nie używając do tego skalpela chirurgicznego ani pneumatycznego młota burzącego.
I to zadanie dla nas, których jeszcze ta choroba społecznego „pustostanu umysłowego” nie zaraziła i nie zniechęciła do szukania prawdy. Nie tej zakłamanej, propagandowej, ale tej wynikającej z nauki i własnego życiowego doświadczenia! Warto jednak odnowić ten pustostan umysłowy, wypełnić go wiedzą, a nie sprzedawać za marne obiecanki polityczne.
Przeczytaj również: Kultura czy „uliczna papka”? Niewygodne fakty o pieniądzach i polityce
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: