Jak architektura tworzy tożsamość

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Plac Macedoński z pomnikiem Aleksandra Wielkiego w Skopju, czerwiec 2019 r. (DARIUSZ KUROWSKI / REPORTER)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 8 minut

„Kiedy władza wtrąca się w sztukę i planowanie urbanistyczne, architektura, zamiast służyć organizacji przestrzeni, zaczyna pouczać ludzi i wpływać na ich poglądy” – mówi w rozmowie z Holistic.news Monika Rydiger, współkuratorka wystawy „Skopje – miasto, architektura i sztuka solidarności” w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie

26 lipca 1963 r. Skopje znalazło się w epicentrum trzęsienia ziemi, które zniszczyło miasto w prawie 80 proc. Rozmiary tragedii poruszyły świat, a odbudowa macedońskiej stolicy jest nieco już zapomnianym przykładem międzynarodowej solidarności. Dziś Macedonia odcina się jednak od tego dziedzictwa i kreuje swój wizerunek, odwołując się do antycznej historii. Skopje w ciągu zaledwie kilku lat zapełniło się „nowymi zabytkami”, takimi jak np. Most Sztuki czy nowa siedziba ministerstwa spraw zagranicznych. Na głównym placu miasta króluje natomiast gigantyczny pomnik Aleksandra Wielkiego.

JUSTYNA BORYCKA: Czy architektura, w której otoczeniu się wychowujemy i żyjemy, wpływa na to, jacy jesteśmy?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK*: Myślę, że architektura ma zasadniczy wpływ przede wszystkim na jakość  życia. Otoczenie układ urbanistyczny, możliwość korzystania z terenów zielonych, dojazdu do pracy i obecność wspólnych przestrzeni to kluczowe kwestie związane z projektowaniem miasta. Urbanistyka, która jest częścią architektury, odgrywa w tym przypadku rolę najważniejszą, ale również jakość samych budynków jak najbardziej ma wpływ na człowieka.

MONIKA RYDIGER*: Architektura generuje naszą komunikację w przestrzeni, pomaga w orientacji. Na przykład wieże kościołów w starych miejscowościach umożliwiają odnalezienie ich centrum  – podpowiadają kierunek, w którym powinniśmy się udać. Architektura uczy w ten sposób odczytywania otoczenia, rozpoznawania miejsc znaczących i tych mniej ważnych.

Archiwalna pocztówka z widokami Skopja (POCZTÓWKA Z KOLEKCJI MUZEUM MIASTA SKOPJE)

Pytam o to w kontekście tożsamości, na której rozumienie składa się wiele koncepcji. Jedną z nich jest tożsamość przestrzenna, która wiąże człowieka z konkretnym miejscem, budynkami oraz zbiorowością. Czy w czasach globalizacji, ujednolicania kultury, taki związek ma jeszcze znaczenie?

MONIKA RYDIGER: Każdy z nas doświadcza takiego psychicznego i tożsamościowego związku z otoczeniem. Przede wszystkim musimy lubić miejsce, w którym mieszkamy. Musimy tę przestrzeń, która jest ukształtowana przez architekturę, dobrze odbierać. Jest na ten temat ciekawa rozprawa geografa i urbanisty Yi-Fu Tuana o topofilii – umiłowaniu miejsca. Człowiek po prostu reaguje emocjonalne na pewne przestrzenie. Jestem akurat po wizycie w rodzinnym Przemyślu. Dla mnie to miasto zawsze będzie najpiękniejsze, bo mam do niego sentyment, ale dla kogoś innego może być ono dziurą. Tak właśnie naturalnie buduje się związek z przestrzenią.

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Tożsamość możemy definiować lokalnie, miejsko, regionalnie, ale też oczywiście narodowo. Najważniejsze jednak, by architektura była dobra, ponieważ te okresy w historii, kiedy miała z założenia nieść konkretne treści ideowe, nie kończyły się szczęśliwie. Myślę, że częścią naszej tożsamości w kontekście architektury europejskiej są dobrze zorganizowane miasta założone na prawie magdeburskim. Z centralnym placem, siatką ulic… To jest rodzaj naszego DNA. Inaczej jest we Włoszech, gdzie miasta mają znacznie dłuższą historię i antyczny rodowód. Ktoś z południa Europy może mieć zupełnie inne przywiązanie do układu miasta. Przypadek Skopja i nachalnej przebudowy architektury, która ma nieść narodowe, macedońskie treści, pokazuje, że nie tędy droga.

Skopje rzeczywiście kreuje na nowo swoją tożsamość, ale żeby zrozumieć, co obecnie dzieje się w tym mieście, trzeba cofnąć się do 26 lipca 1963 r. Skopje nawiedziło wtedy potężne trzęsienie ziemi, które spowodowało zniszczenie ok. 80 proc. zabudowy. Jakie były tego konsekwencje?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: W wyniku katastrofy zginęło ponad tysiąc skopijczyków, a tysiące straciło swoje domy. Oznaczało to konieczność zbudowania miasta od nowa. Toczyły się nawet dyskusje, czy ze względu na zagrożenia sejsmiczne nie należałoby stolicy Macedonii przenieść. Historia bowiem pokazuje, że średnio raz na 500 lat miejsce to jest nawiedzane przez wstrząsy. W pewnym sensie jednak tragedia Skopja stworzyła niepowtarzalną od czasu II wojny światowej możliwość zaplanowania miasta od początku.

MONIKA RYDIGER: To był wymóg chwili. Trzeba podkreślić, że zdecydowano się odbudować Skopje w inny, nowoczesny sposób. Nie tak, jak w przypadku Warszawy, gdzie położono nacisk na odwołanie do przeszłości. W Skopju postawiono sobie bardzo awangardowy i niekonwencjonalny cel zbudowania miasta od nowa.

Czy powstająca koncepcja odbudowy miasta w jakiś sposób uwzględniała dziedzictwo skopijczyków, a szerzej – Macedończyków?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Dużą część centrum miasta – turecką Czarsziję – zachowano bez zmian. Miał w tym swój udział Adolf Ciborowski, jeden z polskich architektów zaangażowanych w proces odbudowy.

Z jakim odbiorem wśród mieszkańców Skopja spotkała się nowa, brutalistyczna wizja miasta? Pojawiały się jakieś sprzeciwy?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Przede wszystkim odbudowa miasta nie wydarzyła się w ciągu roku czy dwóch lat, to był proces rozciągnięty na dekady. Nie wiem, czy przeprowadzono jakiekolwiek badania na temat ówczesnego odbioru społecznego nowej architektury. Pamiętajmy, że wydarzenia te miały miejsce raptem 20 lat po II wojnie światowej. Ludzie wierzyli w nowoczesność i postęp oraz w to, że pokojowe współistnienie po tak strasznej tragedii jest jeszcze możliwe. Chociaż trwała zimna wojna, a zagrożenie było podsycane przez obie strony świata politycznego, ludzie po prostu pragnęli spokoju i życia w normalnych warunkach.

Budynek Macedońskiej Opery i Baletu (ARCHIWUM MARTINA GULESKIEGO / DIMITRIJEGO GOLUBOVSKIEGO)

Plan urbanistyczny to jedno, ale sama odbudowa była długim procesem, w którym wzięło udział wielu architektów z całej ówczesnej Jugosławii. Wtedy architektura operowała surowymi bryłami, to były czasy późnego modernizmu. Jednym z dominujących trendów był brutalizm wykorzystujący głównie surowy beton. Przykłady tego stylu mamy również w Polsce. Brutalistyczne budynki w Skopju powstawały mniej więcej do początku lat 90. XX w. Oczywiście nie oznacza to, że całe miasto tak wyglądało, ponieważ wiele budynków odbudowano w oryginalnej formie.

Najważniejsze było jednak myślenie o całym mieście i jego rozwoju przez następne kilkanaście lat. Musiano zaplanować, w jaki sposób będzie się ono zmieniać, przewidzieć funkcję przemysłową, wpleść zieleń, która zdaniem urbanistów pomaga obniżyć poziom codziennego stresu, a także daje więcej przestrzeni między budynkami, zbawiennej w razie kolejnego wstrząsu. Odejście od tramwajów i postawienie na komunikację autobusową też miało znaczenie w takim miejscu – tramwaje potrzebują bowiem dodatkowej infrastruktury. W przypadku wstrząsu byłaby ona nie do użycia.

Nieocenioną pomoc w tym niezwykle trudnym zadaniu zapewnili polscy architekci, m.in. wspomniany Adolf Ciborowski. To dziś dosyć zapomniana historia. Jaki wpływ miała polska myśl architektoniczna na odbudowę Skopja?

MONIKA RYDIGER: Do Adolfa Ciborowskiego zwrócono się już na samym początku powstawania planów. Uważano wówczas, że polscy urbaniści po działaniach związanych z odbudową Warszawy mają ogromne doświadczenie w tej kwestii. Ciborowski został zaproszony do grupy eksperckiej. Zaraz po pierwszych rozmowach spotkał się ze Stanisławem Jankowskim, który kierował Pracownią Urbanistyczną Warszawy. Wtedy powstał spontaniczny, wstępny projekt. Obaj pojechali z nim na drugie, ważniejsze posiedzenie ekspertów w Ochrydzie w lipcu 1964 r. Plan zyskał uznanie i pojawił się pomysł przyłączenia Polaków do wspieranego przez ONZ zespołu, złożonego z jugosłowiańskich i greckich architektów.

Ciekawym wątkiem jest to, że taka współpraca miała miejsce w czasach zimnej wojny. Solidarność w obliczu tragedii skopijczyków okazała się silniejsza od podziałów?

MONIKA RYDIGER: Trzęsienie ziemi w Skopju i tragiczna sytuacja jego mieszkańców, którzy w ciągu kilkunastu sekund zostali bez dachu nad głową, stracili bliskich, odbiły się ogromnym echem w całej Europie i wśród społeczności międzynarodowej. Na naszej wystawie mamy ścianę, tzw. prasówkę, gdzie pokazujemy, ile reportaży i artykułów ukazało się wtedy na ten temat. Mieszkańcy Skopja przez pierwsze miesiące mieszkali w namiotach, potem przenoszono ich do tymczasowych baraków. Ludzie byli naprawdę poruszeni tą tragedią.

Wystawa „Skopje – miasto, architektura i sztuka solidarności” w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie (PAWEŁ MAZUR)

Wystawą w MCK chcemy przypomnieć o tych wydarzeniach, ale także o tym, jaki udział w odbudowie miasta mieli polscy architekci. Dla wielu osób przypomnienie naszych wybitnych urbanistów, Adolfa Ciborowskiego i Stanisława Jankowskiego, jest również odwołaniem do czasów przedwojennych, kiedy krystalizowała się polska szkoła urbanistyki i była już doceniana na forum międzynarodowym, jak choćby koncepcja Warszawy funkcjonalnej Szymona Syrkusa i Jana Chmielewskiego. Polska myśl urbanistyczna wiele znaczyła w latach 60. XX w.

Nadeszły jednak lata 90., czyli czasy brutalizmu, który ustąpił w architekturze miejsca ruchom postmodernistycznym. W 1991 r. Macedonia odzyskała upragnioną niepodległość. Z czym wiązała się ta zmiana?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Macedonia rzeczywiście odzyskała niepodległość, jednak trzeba pamiętać o tym, że jej sąsiedzi – Grecja i Bułgaria – nie chcieli zaakceptować pewnych zmian. Grecy byli przeciwni nazwie państwa, a Bułgarzy uznaniu macedońskiego jako odrębnego języka. Macedonia jeszcze do początku tego roku była zmuszona na forach międzynarodowych używać nazwy FYROM (ang. Former Yugoslav Republic of Macedonia, od 12 lutego 2019 Macedonia Północna – przyp. red.).

Spór z Grecją bardzo mocno rzutował na politykę wewnętrzną tego kraju. Kiedy w związku ze sprzeciwem Grecji odmówiono Macedonii rozpoczęcia procesu akcesyjnego do Unii Europejskiej, nastąpił odwrót polityki kraju w kierunku narodowym. Myślę, że ówczesny rząd w jakimś sensie chciał zachować twarz i pokazać, że skoro odmawiają, to udowodnimy, że nasz rodowód jest antyczny. To my pochodzimy od Aleksandra Wielkiego i tutaj są źródła tej cywilizacji. Podejście władz zakładało, że trzeba dać temu wyraz w przestrzeni publicznej, bo tylko architektura od razu komunikuje miasto i to, czym jest.

Z drugiej strony, w każdym kraju Europy Środkowej przeżywaliśmy to samo. Architektura lat 60. i 70. w późniejszych dekadach była traktowana jako brzydka, kosmopolityczna i naznaczona komunizmem. Jak pięknie powiedział Filip Springer, były to „budynki źle urodzone”, czyli powstałe w złych czasach. Dopiero teraz przywracamy właściwe znaczenie i wartość architekturze tego okresu. Realizowanie tych projektów w trudnych czasach komunizmu ma znaczenie tylko z tego powodu, że najczęściej używano materiałów słabej jakości. Przez to budynki źle się starzeją, ale to nie znaczy, że są z gruntu złe.

W 2010 r. macedońskie władze ogłosiły ogromny projekt „Skopje 2014”, który zakładał przebudowę wielu obiektów modernistycznych oraz wzniesienie nowych gmachów w stylu nawiązującym do starożytności. W efekcie we współczesnym Skopju królują kiczowate pałace i gigantyczne pomniki, a to wszystko ma przecież związek ze wspomnianym wcześniej konfliktem politycznym. Architektura bywa czasem narzędziem propagandy?

MONIKA RYDIGER: Oczywiście, takich przykładów jest mnóstwo. Jeśli ograniczymy się tylko do XX w., niewątpliwie wszystkie totalitaryzmy lat 30. korzystały z takiego narzędzia. Kiedy władza wtrąca się w sztukę i planowanie urbanistyczne, architektura, zamiast służyć organizacji przestrzeni, zaczyna pouczać ludzi i wpływać na ich poglądy. W Skopju nie tylko wybudowano nowe „zabytki”, ale też zniszczono bardzo dobre przykłady modernizmu i brutalizmu. To straszne, bo taka strata jest nie do odrobienia. Teraz nastąpił kolejny zwrot w macedońskiej polityce, ale publiczne pieniądze już wydano i wciąż pozostaje pytanie, co zrobić z tym „pomysłem” z 2014 r.

Dokładnie. Budżet programu „Skopje 2014” pochłonął już do tej pory ponad 684 mln euro. Jak to się ma do sytuacji ekonomicznej i społecznej kraju?

MONIKA RYDIGER: Jeśli chodzi o kręgi profesjonalistów i intelektualistów, są oni przeciwni takiej polityce przebudowy miasta. Niestety, poprzednie władze Macedonii przemówiły do ludzi prostym językiem, wskazując Aleksandra Wielkiego, narodowych bohaterów, klasyczne porządki. To coś, co stereotypowo kojarzy się z pięknem, bez względu na wykonanie. Dla przeciętnego Macedończyka być może taki wizerunek miasta jest atrakcyjny i estetyczny.

Jednak nie wszystkim mieszkańcom nowy styl przypadł do gustu. W 2016 r. kolorowa rewolucja sprawiła, że wiele „starożytnych” budynków oblewano farbami w geście protestu.

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Tak, ale to był protest studencki, który miał miejsce wśród bardziej świadomej społeczności, wspieranej przez organizacje pozarządowe. Ten bunt m.in. doprowadził do zmiany rządu. Niewątpliwie Macedończycy mają teraz dylemat, co zrobić nie tylko z nowymi „zabytkami”, ale też z przestrzenią.

Jak więc powinno wyglądać Skopje przyszłości?

AGATA WĄSOWSKA-PAWLIK: Trudno jednoznacznie powiedzieć, co w tej sytuacji należałoby zrobić. Problem z tzw. dziedzictwem kłopotliwym jest taki, że warto je postrzegać jako rodzaj znaku czasu. Z właściwą interpretacją i świadomością, dlaczego coś było budowane w taki, a nie inny sposób. Pojawia się jednak pytanie, czy kolejne przebudowy i zacieranie tych najnowszych zmian ma sens. Oczywiście jest część architektury Skopja, którą jeszcze można jakoś uratować i odzyskać. W przypadku nowo powstałych „zabytków” klamka już zapadła. Mimo to warto zauważyć, że Skopje tworzy teraz wybuchową, ale też szalenie wciągającą opowieść, która ma nawet swój potencjał turystyczny.

Kuratorki wystawy – Monika Rydiger i Agata Wąsowska-Pawlik

*Agata Wąsowska-Pawlik – wicedyrektor ds. programowych Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, odpowiada za współpracę międzynarodową m.in. w zakresie zarządzania instytucjami dziedzictwa kulturowego oraz organizacji wystaw o charakterze muzealnym. Członkini Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Międzynarodowej Rady Muzeów ICOM, od 2013 r. zasiada w Radzie Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

*Monika Rydiger – historyk i krytyk sztuki, kurator w galerii Międzynarodowego Centrum Kultury. Członek Polskiej Sekcji AICA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki) oraz wiceprezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES