Skoro nosisz dżinsy, to zagłosujesz na naszego kandydata

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
USA, cowgirl with USA shirt and champion belt buckle
East News
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 2 minut Sztab Donalda Trumpa przeczesał miliony kont na Facebooku, żeby znaleźć ludzi ubierających się w dżinsy Wranglera. I uderzył do nich z propagandą, zakładając, że mają poglądy raczej prawicowe

Christopher Wylie, kiedyś zatrudniony przez Cambridge Analytica, ujawnia coraz więcej pikantnych szczegółów skandalu, który wybuchł w zeszłym roku. Firma – wykorzystując fortel, czyli internetową ankietę – zdobyła personalne dane 87 mln użytkowników Facebooka (m.in. nazwisko, miejsce zamieszkania, zainteresowania). A następnie wykorzystała te dane do przygotowania kampanii wyborczej dla dwóch kandydatów na prezydenta USA: Donalda Trumpa i republikańskiego senatora Teda Cruza.

Okazuje się, że jedną z kluczowych informacji o przechwyconych użytkownikach Facebooka były polubione przez nich marki odzieżowe. Wylie mówił o tym podczas niedawnej konferencji Business of Fashion.

Jaki związek ma upodobanie do konkretnych marek z podatnością na populistyczne prawicowe hasła?

Otóż osoby lubiące tradycyjne amerykańskie marki, takie jak Wrangler, zostały zaklasyfikowane jako konserwatywne, a więc potencjalnie jako osoby otwarte na protrumpowski przekaz. Z kolei upodobanie do marki Kenzo czy Abercrombie & Fitch miało świadczyć o liberalnych poglądach.

Do pierwszych z punktu widzenia Trumpa warto uderzyć, np. zmotywować ich, żeby poszli głosować i przekonywali do jego kandydatury. I można do nich uderzyć, skoro ma się ich nazwiska i miejsca zamieszkania. Z kolei do fanów Abercrombie & Fitch nie ma sensu (statystycznie rzecz biorąc) się zwracać.

Model opracowany przez Cambridge Analytica był w rzeczywistości jeszcze bardziej skomplikowany – analizowano upodobania modowe fejsbukowiczów, opracowując matrycę korelacji między markami odzieżowymi i cechami osobowości ich fanów.

Kiedy sprawa wyszła na jaw – jeszcze bez szczegółów modowych – wartość akcji Facebooka w ciągu zaledwie kilku dni spadła o ponad 100 mld dol., a Mark Zuckerberg musiał tłumaczyć się w Kongresie i publikował w największych gazetach wielu krajów reklamy z przeprosinami dla użytkowników portalu.

Warto zdawać sobie sprawę, że w całej sprawie skandaliczne było wykorzystanie personalnych danych (nazwisko, miejsce zamieszkania). Bo to, że Facebook sprzedaje dane i upodobania swoich użytkowników – ale bez ujawniania ich personaliów – nie jest żadną niespodzianką, tylko przeciwnie, powszechnie znanym modelem biznesowym Marka Zuckerberga.

Jeśli np. firma X chce pokazać swoją reklamę wszystkim fejsbukowiczom z Warszawy, którzy interesują się hip-hopem, to może to sobie załatwić kilkoma kliknięciami. Wystarczy zapłacić Facebookowi, a on pokaże reklamę tym właśnie ludziom (ale nie przekazując firmie X ich nazwisk i miejsc zamieszkania).

]]>
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Zobacz również

IN THE ARTICLES