Nauka
Świetny sposób na młodszy mózg. Wystarczą 2 godziny w tygodniu
19 stycznia 2026

Sztuczna inteligencja napędza największy od lat kryzys na rynku chipów pamięci. Producenci kierują dostawy do centrów danych AI, a konsumenci płacą za to wyższymi cenami. W 2026 roku smartfony i laptopy mogą zdrożeć nawet o 20–25 proc.
Jeszcze kilka lat temu znaczna część produkcji pamięci DRAM i NAND trafiała do smartfonów, laptopów oraz klasycznych komputerów osobistych. Dziś priorytetem stały się jednak serwerownie obsługujące sztuczną inteligencję, gdzie potrzebne są ogromne ilości ultraszybkiej pamięci. W ten sposób rozwój sztucznej inteligencji winduje ceny smartfonów i laptopów.
Infrastruktura sztucznej inteligencji pożera pamięć na niespotykaną skalę. Producenci – tacy jak Samsung, SK Hynix czy Micron – stoją dziś przed wyborem: czy dostępne moce przeznaczyć na wysokomarżowe układy HBM do centrów danych, czy na tańsze moduły pamięci do telefonów i laptopów.
Z biznesowego punktu widzenia wybór jest oczywisty: najbardziej opłacalny jest dziś klient budujący farmę serwerów AI, nawet jeśli oznacza to niedobory w segmencie masowym. Efekt jest taki, że podaż chipów pamięci do smartfonów i laptopów spada, a ceny rosną.
Niedobór jest „bezprecedensowy” i będzie miał „nieunikniony” wpływ na konsumentów
– mówi, cytowany przez magazyn Fudzilla, CEO Samsunga, TM Roh.
Smartfony są szczególnie wrażliwe na rynkowe niedobory, bo wymagają pamięci DRAM do płynnego działania aplikacji i systemów operacyjnych. Z powodu ograniczonej dostępności chipów producenci urządzeń konsumenckich płacą więc więcej za ograniczone zasoby, co przenosi się na ceny końcowe.
Według analityków, ceny pamięci DRAM wzrosły w ostatnich miesiącach o 50-55 proc. Kolejne podwyżki spodziewane są w 2026 roku.
Skokowy wzrost cen pamięci przełożył się na koszty produkcji elektroniki użytkowej. Counterpoint Research szacuje, że średnia cena sprzedaży smartfonów w 2026 r. ma wzrosnąć o 6,9% rok do roku, zamiast wcześniej prognozowanych 3,6 proc. Jako główne źródło podwyżek wymienia się właśnie drożejącą pamięć DRAM i NAND. Dla użytkownika oznacza to, że za telefon z tej samej półki co rok wcześniej trzeba zapłacić wyraźnie więcej albo pogodzić się z mniejszą ilością pamięci czy słabszą konfiguracją.
Analitycy nie mają wątpliwości, że podwyżki najmocniej uderzą w segment smartfonów budżetowych. W przypadku najtańszych urządzeń marża producentów jest niewielka i każdy wzrost kosztów komponentów boleśnie odbija się na cenie końcowej. W tej klasie urządzeń koszt materiałów miał już wzrosnąć o 20–30 proc., co pozostawia producentom niewielkie pole do absorbowania podwyżek. Na niektórych rynkach azjatyckich ceny smartfonów już wzrosły o 10-25 proc.
Podobnie wygląda rynek laptopów i komputerów osobistych. Analizy wskazują, że ceny modułów DDR5 w ciągu roku wzrosły nawet dwukrotnie, co przekłada się na podwyżki cen samych urządzeń rzędu 10–15%. Wzrost kosztu zarówno pamięci RAM, jak i dysków SSD sprawia, że producenci ograniczają promocje, a wiele nowych modeli startuje z wyższą ceną niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Kryzys skłonił już firmę Dell do podniesienia cen laptopów biznesowych nawet o 30 proc.
Wszystko wskazuje na to, że taka sytuacja może utrzymać się do 2027 roku. Dla producentów będzie to oznaczać konieczność innowacji lub cięć specyfikacji. Konsumenci z kolei muszą liczyć się z podwyżkami cen nowych urządzeń sięgającymi nawet kilkudziesięciu procent. To z kolei może przełożyć się na większe zainteresowanie rynkiem wtórnym oraz ostrożniejsze podejście do „corocznej” wymiany sprzętu na „nowszy model”, co jeszcze niedawno było standardem w segmencie smartfonów.
Przeczytaj również: AI uczy nas oszukiwać. Naukowcy odkryli niepokojący mechanizm
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News