Święte miasto wdów

„Po śmierci męża wdowa ubiera białe sari. Wdowy często muszą golić głowy, jedzą tylko ryż. To wszystko dlatego, że tak naprawdę powinny już tylko czekać na śmierć” – mówi Jasmin, działaczka organizacji pomagającej indyjskim wdowom

„Zazwyczaj po śmierci męża wdowa ubiera białe sari. Nie może z nikim rozmawiać ani nosić ozdób. Wdowy często muszą golić głowy, jedzą jak najprostsze posiłki. A to wszystko dlatego, że tak naprawdę powinny już tylko czekać na śmierć” – mówi w rozmowie z Holistic.news Jasmin, działaczka w organizacji White Rainbow Project, która zajmuje się pomocą dla indyjskich wdów

Ponad 700-letnia tradycja samospaleń wdów została zakazana w pierwszej połowie XIX wieku. Od tego czasu dochodzi do nich sporadycznie, jednak wdowieństwo wciąż pozostaje tematem tabu w niektórych stanach, skutkując wykluczaniem takich kobiet ze społeczeństwa. Wiele z nich musi opuścić własne domy i wyruszyć w pielgrzymkę do świętych miast, gdzie pozostają do śmierci.

KATARZYNA RODACKA: Jaki los czeka na wdowę w Indiach po śmierci męża?

JASMIN*: Dawniej, według tradycji zwanej sati, wdowy były posyłane na stos, by spłonąć wraz z ciałami zmarłych mężów. Dzisiaj pielgrzymują, m. in. do Wryndawanu, by tam umrzeć.

Dlaczego wcześniej wdowy musiały umierać wraz z mężem?

Wynikało to z faktu, że po śmierci męża żona nie była uznawana za godną dalszego życia. Była uosobieniem złej karmy czyli swego rodzaju przyczyny, która doprowadziła do śmierci mężczyzny. Natomiast po spaleniu na stosie mogła połączyć się z mężem. Niektóre z młodych wdów wolały dobrowolnie umrzeć na stosie niż ponownie wyjść za mąż. Praktykowanie sati zostało w Indiach zabronione przez Brytyjczyków w 1829 roku, ale po wprowadzeniu zakazu, wdowy nadal były stygmatyzowane. Dzisiaj kobiety chcą żyć dalej swoim życiem.

Czy obecnie wdowa może wreszcie decydować sama o swoim losie?

Nie zawsze i nie wszędzie. Wdowieństwo to w Indiach temat tabu, przede wszystkim w północnych i wschodnich stanach, które są bardziej konserwatywne. To właśnie głównie w tych regionach niektóre wdowy po śmierci mężów są de facto uwięzione w domach swoich dzieci. Nie mają żadnych praw. Te, które chcą wyjść z domu, muszą mieć na tyle odwagi, by udać się w długą drogę. Żyć na ulicy, żebrać.

Według spisu ludności z 1991 roku w Indiach żyje ponad 30 mln wdów. Kiedyś były palone na stosach, a dziś pielgrzymują do „miasta wdów” w Uttar Pradesh, gdzie modlą się w ponad 4 tys. świątyń i żyją w aśramach. Wryndawan, marzec 2009 r. (MAJORITY WORLD / UNIVERSAL IMAGES GROUP / GETTY IMAGES)

Nie mogą zostać w swoich domach?

Wyruszają na pielgrzymkę mówiąc, że jest to zwyczaj religijny. Ale tak naprawdę często są po prostu źle traktowane przez swoje dzieci i ich rodziny. Są postrzegane jako przynoszące nieszczęście, więc żyją jakby poza rodziną. W niektórych wioskach w północnych Indiach zdarza się, że wdowa nie bierze udziału w weselu własnej córki.

Ja pochodzę z południowej części Indii, gdzie teoretycznie nie ma tego problemu. Siostra mojego męża jest wdową, ale wszyscy traktują ją dobrze. Jednak jeśli zostałaby zaproszona na wesele, nie poszłaby, bo sąsiedzi plotkowaliby między sobą na ten temat. Wiele takich kobiet podejmuje jednak decyzję o trzymaniu się nieco na uboczu. Niektóre z nich naprawdę wierzą, że są złymi osobami, co miało – jakoby – być przyczyną śmierci ich mężów.

Jak w takim razie, według tradycji, powinna zachowywać się wdowa?

Zazwyczaj po śmierci męża wdowa ubiera białe sari. Nie może z nikim rozmawiać ani nosić ozdób. Wdowy często muszą golić głowy, jedzą jak najprostsze posiłki. To wszystko dlatego, że tak naprawdę powinny już tylko czekać na śmierć. Wiele z tych kobiet opuszcza swoje rodziny i udaje się na pielgrzymkę do świętych miejsc, takich jak Waranasi czy Wryndawan.

Czyli taka pielgrzymka jest często wyborem samych wdów, które nie chcą żyć w ciągłym poniżeniu przez własne rodziny?

Tak. Chociaż zdarza się, że niektóre dzieci troskliwie opiekują się swoimi owdowiałymi matkami. Ale mimo to kobiety te i tak często wyruszają w wędrówkę do Wryndawanu, bo nie chcą, by ich obecność sprowadziła nieszczęście na ich rodzinę. Przybywają tu z własnej woli.

A wnuki? Mogłoby się wydawać, że w społeczeństwie indyjskim wielopokoleniowa rodzina odgrywa ważną rolę, a osoba babci jest bardzo ważna.

Kobiety, które tu mieszkają, często płaczą z tęsknoty za swoimi wnukami. Tym bardziej, że niektórzy synowe nie pozwalają im się widzieć ze swoimi dziećmi. Jeszcze zanim przybędą dochodzi do różnych spięć w rodzinie, do konfliktów na linii synowa – teściowa. W rezultacie synowe czasem zabraniają wdowom nawet odwiedzin. Najwidoczniej uważają, że ich dzieci nie potrzebują babci.

Ile wdów żyje obecnie we Wryndawanie?

Żyje tu ponad 10 tys. wdów pochodzących głównie z północnych Indii. Przybywają do Wryndawanu, bo jest to święte miasto Kryszny, znajduje się tu około 5 tys. świątyń. Kobiety wierzą, że Kryszna pozwoli im przemienić złą karmę w dobrą, da im siebie poślubić, a następnie umrzeć i pójść do nieba. To dlatego Wryndawan nazywany jest także „miastem wdów”.

Fundacja Sulabh Sanitation Mission z okazji Dnia Wdowy zorganizowała wyjazd dla kilkudziesięciu wdów do katedry św. Pawła w Kalkucie. Międzynarodowy Dzień Wdowy ma na celu walkę z ubóstwem i niesprawiedliwością społeczną. Indie, czerwiec 2016 r. (SAIKAT PAUL / PACIFIC PRESS / LIGHTROCKET / GETTY IMAGES)

Czy zmiana obecnej sytuacji jest w ogóle możliwa?

Mentalność konserwatywnych osób, które wciąż traktują wdowy jako przynoszące nieszczęście, niestety, zmienia się zbyt powoli. Zmienia się jednak to, że wdowy mogą mieć swój telefon, lepiej się odżywiają, ubierają się w kolorowe ubrania, mogą pracować i z własnej woli mogą wyruszyć na pielgrzymkę. Mogą także głosować podczas wyborów, mają dowody osobiste.

Wcześniej były całkowicie wykluczone społecznie. Przykładowo, nie miały prawa brać udziału w święcie Holi – festiwalu kolorów. Teraz istnieje specjalna organizacja, która organizuje obchody Holi właśnie dla wdów. Ale tabu dotyczące wdowieństwa wciąż jest bardzo silne. Wciąż wdowy są traktowane jak niedotykalni. Jeśli taka kobieta idzie lewą stroną ulicy, ludzie przechodzą na prawą stronę. Myślę, że zmiana tego sposobu myślenia zajmie kolejne kilkaset lat.

A jak postrzegają tę kwestię turyści, których nie brakuje we Wryndawanie?

Turyści traktują wdowy jako część folkloru, a nie jako żywych ludzi, którzy mają potrzeby i zostali w pewien sposób wykluczeni ze społeczeństwa. Podobnie Hindusi. Wielu z nich przybywa po to, by otrzymać błogosławieństwo od wdów. Ja sama nie dam rady zmienić takiej mentalności. Staram się jednak nie mieszać w to religii. Nie pytam nikogo, kto wyznaje hinduizm, dlaczego jego religia w taki sposób traktuje ludzi. Mogę tylko powiedzieć, że w Indiach żyją wdowy, które są źle traktowane przez swoje rodziny.

Czy rząd nic nie robi dla tych kobiet?

We Wryndawanie znajduje się kilka dużych schronisk dla wdów wybudowanych przez rząd. W każdym mieszka ok. 500 kobiet. Jednak panujące tam warunki pozostawiają wiele do życzenia. Inne kobiety mieszkają w świątyniach albo w wynajętych mieszkaniach po kilka osób naraz. W centrum miasta znajduje się także specjalne miejsce – Badam Aśram – gdzie wdowy śpiewają przez cztery godziny rano i cztery wieczorem. Wielu turystów przychodzi to zobaczyć. Zostawiają też pieniądze, ale te niestety często nie trafiają do wdów, lecz zasilają kieszeń osób zarządzających centrum.

Wdowy nie mogły wcześniej obchodzić święta wiosny Holi, które jest czasem kolorów i miłości. Mumbaj, marzec 2017 r. (PRATIK CHORGE / HINDUSTAN TIMES / GETTY IMAGES)

W takim razie jak organizacja White Rainbow Project pomaga wdowom we Wryndawanie?

Przede wszystkim chcemy je pobudzić do działania, by uwierzyły, że mają w sobie talenty i że są wartościowymi ludźmi. Uczymy ich konkretnych umiejętności – tworzenia biżuterii lub przerabiania starych sari na szaliki lub torby. W chwili obecnej jest u nas ok. 30 wdów, tworzących rękodzieło, które my potem sprzedajemy, a zysk otrzymuje autorka danego przedmiotu.

Naszym celem jest nauczenie wdów pewnych umiejętności, żeby nie musiały żebrać, tylko by mogły zarobić pieniądze dla siebie. Najlepsze, co możemy zrobić, to udowodnić tym kobietom, że są wartościowymi ludźmi. Że mają talent i mogą same być odpowiedzialne za swój los. Że są rzemieślnikami, pracownikami, artystkami. A nie tylko wdowami.

*Imię rozmówczyni zostało zmienione

Opublikowano przez

Katarzyna Rodacka


Z wykształcenia iranistka, z pasji dziennikarka. Interesują ją nieoczywiste aspekty konfliktów. Pisze przede wszystkim o Iranie i Afganistanie, fotograficznych projektach dokumentalnych oraz o inicjatywach społecznych. Lubi słuchać, co inni mają do powiedzenia.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.