Synaj – półwysep tajny przez poufny

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Działania zbrojne na obszarze Synaju Północnego. Egipt, grudzień 2017 r.(MOHAMED ABD EL GHANY / REUTERS)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 4 minut

Półwysep Synaj to jedno z najpiękniejszych miejsc na wypoczynek. Z jednej strony Morze Czerwone, z drugiej Morze Śródziemne, z trzeciej Zatoka Akaba. Pośrodku skaliste szczyty z najbardziej znaną Górą Świętej Katarzyny. Na północy zachwycają oliwne gaje, na południu niezwykłe rezerwaty przyrody. Cudowne miejsce do życia? Kiedyś może i tak. Dziś Synaj przeraża

Turyści wypoczywający na egipskich plażach w Szarm el-Szejk, Dahabie czy Tabie zapewne nie zdają sobie sprawy, że zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od ich wygodnych leżaków trwa wojna. To zacięta walka z terrorystami, do której prowadzenia Egipt oficjalnie się nie przyznaje, a ościenne państwa ją tolerują, dostrzegając w tym swój interes.

Kilka dni temu władze w Kairze przedłużyły  – o trzy miesiące – stan wyjątkowy wprowadzony w 2017 r. Na terenie Synaju Północnego trwa on permanentnie od pięciu lat. W tamtejszych górach bazy założyły organizacje terrorystyczne sprzymierzone ze zdziesiątkowanym dziś Państwem Islamskim. Walka z nimi jest nie tyle trudna, co niemożliwa.

Znakomicie zorganizowane i wysoce mobilne oddziały terrorystów są w zasadzie nieuchwytne. Pojawiają się nagle, podkładają bomby, mordują lub zastraszają cywilów, po czym znikają wśród górskich szczytów jak kamfora. Cierpią na tym mieszkańcy Synaju, którzy od lat nie mogą zaznać spokoju.

Akcja przesiedleńcza trwa

Jeszcze w 2014 r. na terenie całego Synaju mieszkało pół miliona osób. Dziś to niewiele ponad 350 tys. Przestraszeni ludzie albo uciekają z terenów ogarniętych partyzancką wojną, albo są przymusowo wysiedlani przez władze. Przeciętny Egipcjanin może mieć poważny problem ze zrozumieniem tego, co dzieje się wokół.

Znakomitym przykładem jest budowany w Arisz – stolicy prowincji Synaju Północnego – zakład odsalania wody. Kosztem 100 mln dolarów powstaje gigantyczna stacja, która zapewni wystarczającą ilość wody dla 750 tys. osób. „Dla kogo to budują? Przecież nas jest o połowę mniej” – pytają w mediach społecznościowych ci, którzy jeszcze pozostali w swoich domach.

Ofiary zamachu na meczet w Al-Arish. Synaj, listopad 2017 r. (AGENCJA STRINGER / ANADOLU / GETTY IMAGES)

Władze Egiptu prowadzą systematyczną politykę przesiedleńczą głównie w graniczących z Autonomią Palestyńską miastach Rafah oraz Asz-Szajch Zuwajjid. W tych okolicach zniszczono 90 proc. wiosek, by stworzyć obszar buforowy Egiptu ze Strefą Gazy.

Mieszkańcy południowych dzielnic Arisz zostali zwyczajnie wypędzeni ze swoich domów na mocy prezydenckiego dekretu, który pozwolił na konfiskatę wszystkiego, co przeszkadza w rozbudowie miejscowego lotniska, skąd startują bombowce.

Wet za wet

Pod pretekstem trwającej od 2018 r. antyterrorystycznej operacji „Synaj” egipskie wojsko, służby specjalne i policja aresztowały każdego podejrzewanego o współpracę z ISIS. Przez siedem miesięcy w Północnym Synaju trwały przeszukania domów, a w razie uwięzienia mieszkańców – burzenie ich i konfiskata dobytku. W wyniku takich akcji kilka niewielkich, górskich miasteczek i wiosek zniknęło z powierzchni ziemi.

Operacja „Synaj” oficjalnie została zakończona, ale dekret prezydenta Abd al.-Fattaha as-Sisiego nadal obowiązuje. Drastyczne rozwiązania zastosowane przez rząd nie złamały jednak terrorystów. Tylko w ciągu ostatnich trzech tygodni zabili oni ośmiu żołnierzy egipskich, a czterem cywilom odcięli głowy. Ich okaleczone ciała porzucili – ku przestrodze – przy drodze.

Tutaj nie da się żyć

Na całym Synaju panuje chaos i terror. Siły bezpieczeństwa stale niszczą dom za domem, uniemożliwiają żałobę na pogrzebach zmarłych lub zabitych. Nakazały także wszystkim właścicielom domów instalowanie na własny rachunek kamer, które przekazują obraz bezpośrednio do służb specjalnych.

Chrześcijańskie rodziny, które opuściły Al-Arish z powodu zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego, znalazły schronienie w Świętym Kościele w Ismailii. Egipt, luty 2017 r. (AMR ABDALLAH DALSH / REUTERS)

Na Synaju Południowym zakazane jest używanie motocykli i pojazdów z napędem na cztery koła. Zabronione jest także korzystanie ze wszelkich elektronarzędzi i środków chemicznych w rolnictwie. Zasady nie dotyczą tylko miast turystycznych, takich jak Szarm el-Szejk. Jednak i tu władze Egiptu nie próżnują.

Wokół „turystycznej perły Synaju” kończy się budowa wysokiego na pięć metrów muru, który ma utrudnić dostęp do miasta z jednej strony, a z drugiej – zamknąć jak w klatce wypoczywających tam turystów. Na początku lipca mieszkańcy półwyspu dowiedzieli się, że ci z północy nie będą mogli swobodnie przemieszczać się na południe bez opiekuna, który na posterunku policji zagwarantuje na piśmie, że zna taką osobę i weźmie za nią odpowiedzialność.

Upokarzająca, smutna atmosfera

W całym Synaju, z wyłączeniem miast turystycznych, obowiązuje godzina policyjna, która trwa od 18 do 6 rano. W samych kurortach pojawiły się nowe wojskowe posterunki kontrolne, których i tak było już bardzo dużo. Od wczesnej wiosny osoby pracujące w hotelach, drobni biznesmeni i rybacy muszą występować o specjalne przepustki, dzięki którym mogą dostać się do pracy. 

Molo w popularnym kurorcie Szarm El-Szejk. Egipt, październik 2013 r. (ED GILES / GETTY IMAGES)

„Trudno opisać obecne sytuację i klimat. Są smutne i upokarzające. Przede wszystkim sytuacja finansowa jest bardzo zła. Niektórzy miesięcznie zarabiają zaledwie 100 dolarów, kiedy kilogram mięsa kosztuje 10” – mówi Ahmed, jeden z pracowników hotelowych w Szarm el-Szejk. „Ludzie mieszkający w górach nie mają dość pieniędzy, by zapłacić za i tak subsydiowane przez państwo worki z mąką. Ludzie po prostu głodują” – dodaje.

Na terenie całego Synaju rejestrowane są wszystkie zakupy benzyny, a nalewanie paliwa do kanistrów jest niedozwolone. Oznacza to, że mieszkańcy nie mogą uruchomić swoich domowych generatorów prądu. W wyniku zamachów bombowych na linie wysokiego napięcia w miastach Al-Hasana i Nahl prądu nie było przez ostatnie dwa tygodnie.

Nikt nie wie, co się dzieje…

Bardzo trudno dowiedzieć się, co tak dokładnie dzieje się na Synaju. Egipski rząd wprowadził bowiem całkowitą blokadę informacyjną. W ostatnich tygodniach zamknięto wiele kont w mediach społecznościowych, które dostarczały istotnych informacji. Te, które przedostają się do opinii publicznej, są wstrząsające.

„To wszystko idzie w takim kierunku, że nie można nawet zaufać sąsiadowi” – mówi Ahmed. „Nikt nie ośmieliłby się rozmawiać z prasą, urzędnikiem czy nieznajomym” – dodaje. Według innych informacji pod płaszczykiem walki z terroryzmem rząd Egiptu prowadzi na Synaju przesiedlenia i niszczy całe miasta, by zrobić miejsce bogatym inwestorom ze Strefy Gazy i Izraela, którzy budować tu będą luksusowe osiedla, rezydencje i hotele.

Padają także oskarżenia skierowane wprost do prezydentów: Egiptu – Abd al-Fattaha as-Sisiego i USA – Donalda Trumpa. Według szerzącej się wśród mieszkańców półwyspu plotki podczas spotkania w Waszyngtonie obaj politycy mieli podpisać „transakcję stulecia”, w wyniku której Egipt przekaże część Synaju Palestyńczykom, gdzie ci mieliby zbudować swoje nowe państwo.

Źródła: Middle East Monitor, Mada Masr

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Zobacz również

IN THE ARTICLES