Prawda i Dobro
Dziedziczą nie marzenia, lecz koszmar. System zostawia dzieci same
29 sierpnia 2025
Bycie tym, który zawsze ratuje innych, brzmi jak zaleta. Ale psychologowie ostrzegają: syndrom białego rycerza to jeden z najczęstszych wzorców toksycznych relacji. Może prowadzić do uzależnienia emocjonalnego i niszczyć życie prywatne szybciej, niż się spodziewasz
Jak miło jest spotkać osobę, która więcej z siebie daje niż bierze od innych. Pośród nas żyje wielu ludzi, którzy w pomaganiu innym, wspieraniu ich, często własnym kosztem, odnajdują cel i sens swojego życia. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć: cóż za altruizm, dobre serce, wrażliwość na innego. Godne najwyższego szacunku. Ale ostrożnie. Przy bliższym poznaniu może się okazać, że nie wszystko jest tutaj takie szlachetne i bezinteresowne, jakim się wydaje być. Czym więc jest syndrom białego rycerza?
Któż z nas nie kojarzy sceny, tak często przywoływanej w kulturze i literaturze europejskiej: rycerz na białym koniu ratujący niewiastę w opałach. Ów rycerz, i towarzysząca mu dama serca, to niemal symbol czasów średniowiecza, ukazujący z jednej strony bohaterstwo, odwagę i gotowość do poświęceń, a z drugiej: uległość, słabość, oczekiwanie na ratunek. Baśnie i legendy do dziś przekazują nam tamten symboliczny kontekst, który uwiecznił czystość intencji, szlachetność i bohaterską misję obrony tych, którzy nie mają siły, możliwości czy zasobów, aby samemu sobie poradzić w trudnych sytuacjach.
W czasach współczesnych ten średniowieczny wzorzec znalazł nowe zastosowanie i odmienną interpretację, od tej znanej nam jeszcze z czasów szkolnych. Psychologia zaczęła używać tej symboliki do opisania bardzo popularnego dziś typu relacji: ofiara-wybawca, który funkcjonuje właśnie pod nazwą syndromu białego rycerza, często zwanego także kompleksem wybawiciela.
Co ciekawe: odrzucono tutaj tradycyjny podział ról: rycerz — silny mężczyzna, księżniczka — słaba kobieta. Chodzi przede wszystkim o wzorzec zachowań psychologicznych, w którym jedna strona kieruje się silną potrzebą ratowania, chronienia lub brania odpowiedzialności nawet kosztem siebie, a druga — godzi się na to bez słowa protestu. Istotną rolę ogrywa tu także potrzeba „naprawiania” tej słabszej strony poprzez kierowanie jej działaniami.
W życiu codziennym taki model zachowań możemy obserwować w różnego rodzaju relacjach: rodzic-dziecko, ale także dziecko-rodzic, mąż-żona, ale i odwrotnie; przyjaciółka-przyjaciółka. Nie chodzi o płeć, ale o rolę, jaką sobie przypisujemy w konkretnej znajomości. Syndrom białego rycerza może pełnić żona próbująca ratować męża alkoholika, czy nastolatek przejmujący opiekę i odpowiedzialność za zachowania rodzica z chorobą afektywną dwubiegunową, czy borderline.
Psychologowie zwracają uwagę przede wszystkim na doświadczenie odrzucenia pojawiające się w okresie dzieciństwa. W dorosłym życiu u takiego człowieka dominuje przekonanie, że na przyjaźń, miłość, akceptację drugiego człowieka trzeba zapracować Nic nie jest bezwarunkowe i bezinteresowne. Trzeba sobie zasłużyć. Wyniesiony z dzieciństwa brak uwagi i uczucia ze strony najbliższych sprawia, że młody człowiek wkracza w życie z poczuciem wewnętrznego deficytu, który w jakiś sposób trzeba „nadrabiać”.
A najłatwiej to osiągnąć nadmiarową postawą opieki, troski, odpowiedzialności za innych. Poświęcanie się dla innych, często kosztem własnych potrzeb, daje takiej osobie poczucie sensu życia, wypełnia poczucie pustki egzystencjalnej i w iluzoryczny sposób odbudowuje niskie poczucie własnej wartości.
Warto jednak uświadomić sobie, że pomoc niesiona innym jest cenna i wartościowa, ale wymaga równowagi. Stawianie granic, dbałość o własne potrzeby i pozwalanie ludziom na branie odpowiedzialności za ich własne wybory, są niezbędne do budowania zdrowych relacji.
Jak więc odróżnić w praktyce osoby nadmiarowo pomocne i ratujące każdego człowieka od osób po prostu chętnych do ofiarności i bezinteresownych w zdrowy sposób?
Możemy wyróżnić kilka cech charakterystycznych dla osób z syndromem białego rycerza.
Przede wszystkim ten typ ludzi często wybiera budowanie relacji z osobami, które mają poważne problemy typu uzależnienia, niestabilność emocjonalną, czy w jakiś sposób wykazują słabość, zagubienie, niepewność swoich zachowań. To budzi w rycerzu potrzebę „naprawiania” partnera relacji zamiast przyjęcia go i zaakceptowania takim, jakim jest. Pojawia się myśl: „On/Ona beze mnie sobie nie poradzi”.
Biali rycerze (rycerki?) biorą na siebie odpowiedzialność za błędy i złe decyzje innych ludzi, bo nie potrafią uszanować autonomii drugiej strony i jego/jej prawa do życia według własnego scenariusza. Osoby dotknięte tym syndromem mają też duże problemy w odejściu od takiej toksycznej znajomości, bo przecież „on/ona mnie potrzebuje i beze mnie sobie nie poradzi”.
Charakterystyczny jest także stosunek do samego siebie prezentowany przez takie osoby. Dominuje u nich silne przekonanie, że wartość człowieka wyznacza to ile z siebie daje, a raczej: poświęca innym ludziom, z zaznaczeniem, że miara „wystarczająco” nigdy nie nadchodzi. Przecież zawsze można dać z siebie jeszcze więcej, zrezygnować z siebie po raz kolejny, żeby poświęcić się jeszcze bardziej.
Rezygnowanie z własnych marzeń, potrzeb, by nieustająco zaspokajać cudze, prowadzi do zbudowania toksycznej relacji opartej na zależności a właściwie: uzależnieniu od drugiej osoby. Takie osoby nie potrafią stawiać granic innym, czyli w praktyce nie potrafią odmawiać. Jeśli się na to decydują, to automatycznie pojawia się poczucie winy i wyrzuty sumienia w postaci myśli: „Jestem egoistą/egoistą”, „On/Ona nie poradzi sobie beze mnie”, „Miałem/-am ją/jego chronić”.
Jeśli częściej ratujesz innych, zamiast budować równowagę w relacji, to znak ostrzegawczy. To właśnie syndrom białego rycerza. A jeśli wciąż rezygnujesz z własnych potrzeb, by żyć dla innych – czas zatrzymać się i zapytać: dokąd cię to prowadzi?
Jeśli zaciekawił Cię ten tekst: polecamy również nasz kanał YouTube
Bardzo często pod maską ratowania, pomagania i wspierania drugiego człowieka może kryć się także potrzeba kontroli. Osoby z syndromem białego rycerza mają zaniżone poczucie własnej wartości a poczucie mocy, wpływania na decyzje innych, kierowania nimi i finalnie kontrolowania, dają im poczucie ważności. „Wreszcie coś znaczę”. Nierówność panująca w takiej relacji: wybawcy na poziomie siły (ten, który działa, bo pomaga) i ofiary (ten, który jest w potrzebie, więc bierze) tworzy ukrytą przewagę rycerza.
Ratowanie innych dostarcza mu wrażenia, że sytuacja jest pod kontrolą i dzięki temu uniknie się odrzucenia. W takiej znajomości ratowanie drugiego w swojej istocie jest sterowaniem tą drugą osobą. To rycerz decyduje co jest dobre, właściwe i potrzebne księżniczce.
Właśnie dlatego stawianie granic ze strony księżniczki, podejmowanie przez nią odpowiedzialności, asertywność i samodzielność wydają się najważniejszymi drogowskazami do wydostania się z takiej relacji. Czasami jedynym rozwiązaniem okazuje się odejście.
Warto na koniec wyraźnie zaznaczyć, że zdrowa pomoc zachowuje albo wręcz: ofiarowuje wolność drugiemu człowiekowi. Jeśli chcę pomóc w zdrowy sposób, to szanuję granice drugiego człowieka, a więc także daje mu prawo do błędów, złych wyborów, nietrafnych decyzji. Jeżeli pomoc w praktyce oznacza „uwięzieni” lub „uwiązanie” drugiego człowieka – żeby mnie potrzebował/-a – to nie jest autentyczną pomocą ani ratunkiem, ale zaspokajaniem własnych deficytów.
Przeczytaj również: Czujesz wstyd i żal po wybuchu złości? Jest sposób, by tego uniknąć