Nauka
Rzadkie meteory rozświetlą niebo. Kosmiczny pokaz nad Polską
22 lutego 2026

Oficjalne dane Eurostatu pokazują, że polskie firmy zostają w tyle za Europą w wyścigu o wdrażanie sztucznej inteligencji. Tymczasem w biurach pracownicy na własną rękę korzystają z chatbotów, omijając firmowe blokady i procedury. Czy brak odwagi menedżerskiej sprawi, że polska gospodarka utknie w „dolinie śmierci” pilotażowych projektów wprowadzających AI?
W otwartej przestrzeni warszawskiego biura finansowego pracownica działu analiz ma na ekranie dwa okna. W pierwszym – firmowy system raportowania, w drugim – okno przeglądarki z interfejsem chatbota. Oficjalnie organizacja nie zezwoliła na używanie generatywnej AI. Nieoficjalnie robi tak połowa piętra. Nikt tego nie mówi głośno, nikt nie pyta. To nie jest historia o nieposłuszeństwie, ale o tym, jak technologia wyprzedza zarządzanie o całą epokę.
Wygląda na to, że Polska jest dziś areną jednego z najbardziej fascynujących napięć w europejskiej gospodarce cyfrowej. Napięcia między tym, co widać w oficjalnych danych, a tym, co dzieje się naprawdę za zamkniętymi drzwiami gabinetów i na ekranach laptopów.
Zacznijmy od liczby, która wywołuje dreszcz u każdego, kto śledzi europejskie rankingi cyfryzacji: 8,4 proc. Tyle polskich przedsiębiorstw (zatrudniających co najmniej 10 osób) korzysta z technologii sztucznej inteligencji według danych Eurostatu za 2025 rok. Dla porównania – unijna średnia wynosi 20 proc. Jesteśmy więc poniżej połowy tego, co robi reszta Europy. Zacofanie? Cyfrowa peryferia? Niekoniecznie.
Eurostat i GUS stosują rygorystyczne, techniczne kryteria. Biorą pod uwagę systemowe zastosowanie uczenia maszynowego w analizie danych, integrację robotyki z procesami produkcyjnymi, biometrię. Pytają nie o to, czy pracownik otwiera chatbota, ale czy firma wbudowała AI w swoje procesy biznesowe w sposób, który można wykazać w dokumentacji i sprawozdawczości.
I tu pojawia się pęknięcie. Raporty komercyjne mierzą inną rzeczywistość. Według EY Polska (międzynarodowej firmy doradczej i audytorskiej) już 34 proc. średnich i dużych firm wdrożyło pierwsze rozwiązania AI. To wzrost o 9 punktów procentowych rok do roku. Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje z kolei, że inicjatywa wdrożenia rzadko pochodzi ze strategii zarządu. Częściej – od samych pracowników, którzy sięgają po dostępne narzędzia z własnej inicjatywy. Jak ujął to jeden z kierowników przebadanych przez PIE:
Chyba z ciekawości, co możemy zyskać… A że [niektóre narzędzia AI] są bezpłatne, to nic nie stało na przeszkodzie, żeby zacząć testować.
Mówiąc wprost: polskie firmy używają AI, ale nie potrafią jej jeszcze wpisać w odpowiednie rubryki oficjalnych raportów. Za niskim wskaźnikiem Eurostatu kryje się nie tyle technologiczne zacofanie, co deficyt instytucjonalizacji – brak procedur, polityk i języka, który pozwoliłby organizacjom opisać to, co i tak już robią ich pracownicy.
Ale skoro pracownicy testują, a narzędzia działają – dlaczego (jak wynika z raportu PIE) aż 77 proc. firm, które jeszcze nie wdrożyły AI, deklaruje, że nie zrobi tego, dopóki nie będzie to absolutnie konieczne?
Odpowiedź leży nie w technologii, lecz w psychologii zarządzania. Piotr Ciepiela, Partner EY Polska i lider doradztwa technologicznego, identyfikuje wspólny mianownik obaw polskich menedżerów:
Firmy nie kwestionują samej technologii, ale martwią się o to, co stanie się z ich danymi. Wspólnym mianownikiem obaw jest infrastruktura towarzysząca modelom AI – bezpieczeństwo, jasne zasady i przewidywalność.
Bezpieczeństwo danych jako główna bariera wskazywane jest przez 39 proc. firm. To reakcja na realną niepewność regulacyjną w środowisku, gdzie europejski dokument AI Act, mający zabezpieczać te kwestie, dopiero zaczyna wkraczać na scenę.
Do tego dochodzi coś, o czym rzadziej mówi się wprost: AI czyni procesy biznesowe przejrzystymi. Automatyzuje, dokumentuje, uwidacznia nieefektywności. W tradycyjnym modelu zarządzania, gdzie wiele decyzji opiera się na autorytecie stanowiska, a nie na danych – taka przejrzystość może być postrzegana nie jako zysk, lecz jako zagrożenie.
Efekt jest taki, że organizacje trwają w zawieszeniu. Są zbyt ostrożne, by formalnie wdrożyć AI i zbyt powolne, by powstrzymać oddolny ruch pracowników.
I właśnie tu wkracza zjawisko, które można nazwać “cyfrową partyzantką”.
Dane globalnej sieci profesjonalnego doradztwa biznesowego PwC są bezlitosne. 80 proc. polskich pracowników nie posiada formalnej zgody swojej organizacji na używanie generatywnej AI w pracy. Raport konkluduje wprost: „To luka, którą organizacje muszą pilnie wypełnić„. Ale luka ta nie jest pusta. Jest wypełniona – tyle że nieoficjalnie.
Shadow AI, czyli partyzantka AI, to zjawisko oddolnego, nieautoryzowanego korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji przez pracowników, którzy – niezależnie od polityki firmy – po prostu chcą pracować efektywniej. ChatGPT w oknie przeglądarki, Copilot do redagowania maili, narzędzia do transkrypcji spotkań. Wszystko poza oficjalnym radarem IT.
Jest w tym coś znajomego każdemu, kto pamięta lata 90.: oprogramowanie instalowane z dyskietek poza wiedzą szefa, Excele zastępujące droższe systemy. Technologia zawsze wyprzedza organizacyjną gotowość. Różnica polega na skali ryzyka. Shadow AI to bowiem potencjalne wycieki danych klientów, naruszenia RODO, odpowiedzialność regulacyjna.
Jednocześnie – i tu leży paradoks – to właśnie ten oddolny ruch jest dziś głównym silnikiem wzrostu kompetencji AI w polskich organizacjach. PIE zauważa to wprost:
Inicjatywa wdrożenia AI często przychodzi oddolnie, od pracowników i nie wynika ze strategii rozwoju firmy. Wskazuje to na fakt, że realne wykorzystanie AI w firmach może być na wyższym poziomie niż wynikałoby to z danych statystycznych.
Polska firma w 2025 r. to w kontekście wdrażania AI organizacja rozdarta: oficjalnie wstrzemięźliwa, nieformalnie eksperymentująca. Zarząd deklaruje ostrożność, pracownicy – działają.
Gdy organizacje już decydują się na oficjalne wdrożenie, napotykają kolejną ścianę. Badania PwC wskazują, że tylko 33 proc. projektów AI w dużych firmach przechodzi z fazy pilotażu do pełnej produkcji. Dwie trzecie inicjatyw ginie w tzw. dolinie śmierci – gdzieś między pomysłem działającym w laboratorium a narzędziem realnie zmieniającym procesy. To nie jest wyłącznie polska specyfika, ale w środowisku, gdzie brakuje strategicznego przywództwa i wewnętrznych kompetencji AI, ryzyko uwięzienia w fazie testów jest szczególnie wysokie.
Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, dostrzega jednak zmianę tonu i widzi przyszłość w jasnych barwach:
Widzimy wyraźne przejście z fazy deklaracji i analiz do podejmowania faktycznych działań biznesowych. AI przestaje być projektem eksperymentalnym, a staje się częścią standardowych planów rozwojowych.
Wzrost odsetka firm, które zaimplementowały pierwsze rozwiązania AI z 25 proc. do 34 proc. w ciągu roku (wg badań PwC) sugeruje, że coś się rzeczywiście przesuwa.
Żeby dogonić europejską średnią, Polska nie potrzebuje jednak kolejnych narzędzi. Narzędzia są. Są tanie, często bezpłatne, są w kieszeniach i na ekranach pracowników. Potrzeba czegoś trudniejszego do kupienia: odwagi menedżerskiej do oficjalnego zalegalizowania tego, co i tak się dzieje – stworzenia polityk, szkoleń, ram prawnych, które zamienią partyzantkę w regularną, odpowiedzialną praktykę.
Warto przeczytać: AI w firmie na początku może szkodzić. Zyski przychodzą później
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: