Prawda i Dobro
AI nauczyło się kłamać. I nie chce dać się wyłączyć
09 kwietnia 2026

Wpływ słów na psychikę jest realny. Ale ci, którzy najbardziej odczuwają ból słów, mogą chcieć je ograniczać. I przez to chętniej popierać cenzurę.
Mówi się, że słowa mogą ranić bardziej niż czyny. Okazuje się, że ta teoria ma swoje przełożenie także w badaniach naukowych. Eksperci m.in. z Harvardu i Uniwersytetu Kalifornijskiego sugerują, że osoby, które sądzą, że wypowiedziane słowa mogą przynieść wymierną szkodę w psychice, zwykle mają większe problemy ze zdrowiem psychicznym.
Aby się dowiedzieć, jaki jest wpływ słów na psychikę, badacze stworzyli skalę punktową 1-100. Prawie 1000 Amerykanów miało wskazać, jak bardzo zgadzają się z różnymi zdaniami. Eksperci pytali, czy według nich można zostać emocjonalnie zranionym przez to, co się przeczyta/usłyszy. Inne pytanie brzmiało, czy wrażliwe osoby powinny być chronione przed niektórymi wypowiedziami. Wyniki badań dają nowy ogląd na konsekwencje użytych słów.
Badanie wykazało, że wrażliwość na potencjalnie raniący charakter słów częściej pojawia się w określonych typach ankietowanych. Mowa tu głównie o osobach młodych, kobietach, a także tych o liberalnych poglądach politycznych. Podobna tendencja miała miejsce w przypadku osób o innym kolorze skóry niż białym. Warto mieć na uwadze fakt, że to tylko różnice wynikające ze statystyki, a nie sztywne reguły.
Te osoby, które wierzyły, że słowa mogą źle wpływać na zdrowie psychiczne, prędzej popierały ograniczanie wolności słowa i pojawianie się ostrzeżeń o trudnych treściach. Tym samym badanie pokazało inne powiązanie.
Jak czytamy w artykule opublikowanym w czasopiśmie naukowym Personality and Individual Differences ankietowani, którzy gorzej sobie radzą z przykrymi słowami, uważają się za bardziej życzliwych oraz empatycznych. Chętniej też pokazują to publicznie. Warto jednak zaznaczyć, że równolegle ci sami ankietowani częściej zgłaszali trudności w radzeniu sobie ze stresem oraz niższą stabilność emocjonalną, a także postrzegają samych siebie jako ofiary.
To przekłada się na korelację między wrażliwością a problemami psychicznymi. Według amerykańskiego badania ci, którzy wierzą w szkodliwość słów, o wiele częściej cierpią na lęk i depresję oraz mają mniejszą odporność psychiczną. Co równie istotne, są bardziej wrażliwi na objawy lęku, np. silniej reagują na własny stres. Postrzegają też siebie i innych jako tych bardziej podatnych na traumę po trudnych wydarzeniach oraz wykazują większe kłopoty z kontrolowaniem emocji. Mimo wszystko trzeba pamiętać o jednej ważnej kwestii.
Eksperci sugerują związek, nie przyczynę. Przez to nie wiadomo, czy zdrowie psychiczne pogarsza się przez przekonania, czy też osoby, które mają problemy natury mentalnej, częściej myślą w ten właśnie sposób.
Znaczenie mocy słów i ich wpływu na ludzi wielokrotnie omawiano w literaturze. George Orwell w swojej książce Rok 1984 przedstawia język nie tylko jako forma komunikacji, ale też narzędzie kontroli. Pokazuje sytuację, kiedy władza eliminuje niewygodne dla siebie słowa i zastępuje je nowomową. Ma to za zadanie nie tylko wprowadzić zakaz mówienia źle o partii, lecz też ograniczyć zasób słownictwa. To z kolei prowadzi do zubożenia języka.
Efekt? Ludzie nie mogą swobodnie wyrażać swoich wątpliwości, emocji ani sprzeciwu, ponieważ brakuje im odpowiednich słów. Nowomowa ogranicza wolność słowa oraz powoduje, że krytyczne myślenie staje się praktycznie niemożliwe. To sprawia, że nie trzeba już palić gazet i książek, by uchronić partię przed negatywnymi osądami. Wszystko przez to, że przez brak odpowiednich słów, zanika też możliwość ich formułowania.
Czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić.
– czytamy w książce George`a Orwella.
Fabuła Orwella odnosiła się do dystopijnego świata, w którym ograniczano wolność słowa. Choć jego literacka wizja ma charakter metaforyczny, to pokazuje, jak istotną rolę słowa mogą odgrywać w kształtowaniu percepcji ludzi.
Badania amerykańskich naukowców w pewnym sensie ukazują echo tego mechanizmu we współczesnych społeczeństwach. Ich wyniki sugerują, że istnieje związek pomiędzy tym, jak ludzie postrzegają wpływ słów na psychikę a ich podejściem do manipulowania treściami w przestrzeni publicznej. Osoby, które wierzą, że słowa realnie ranią, częściej narzucają sobie pewną formę autocenzury w komunikacji z innymi.
W teorii czynią to w trosce o własne zdrowie psychiczne. Niekiedy budują wokół siebie rzeczywistość, w której trudna prawda jest na bieżąco łagodzona, by ograniczyć stres, ból i napięcie. Jest to oczywiście tylko jedna z możliwych interpretacji takich zachowań. Nie można też wykluczyć, że wynikają one po prostu z potrzeby ochrony dobrostanu psychicznego, zarówno własnego, jak i innych.
Warto przeczytać: Szczęśliwy związek to nie transakcja wymienna. Liczą się emocje
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: