Nauka
W Chinach powstają „szkoły dla robotów”. Trenują przyszłych pracowników
10 lutego 2026

Nowe technologie miały być nową jakością w edukacji. Dziś uznawane są za zagrożenie. Kolejne zakazy używania social mediów czy smartfonów w szkole mają na celu odciąganie uczniów od ekranów. Czy to jednak dobry sposób, by zapewnić im prawdziwą cyfrową odporność?
Wiadomo jakie są skutki tego, kiedy dziecko codziennie zjada na śniadanie paczkę cukierków. Chwilowy zastrzyk energii, a potem ospałość, rozdrażnienie i brak apetytu na prawdziwy posiłek. A jednak wielu dorosłych pozwala na to, by coś bardzo podobnego działo się z umysłami ich dzieci.
TikTok, YouTube Shorts, bezmyślne scrollowanie – to cyfrowe cukierki. Puste kalorie dla mózgu, które nie budują, tylko rozleniwiają. Gdy cały świat – od Australii, przez Francję po polskie szkoły – sięga po prostą receptę w postaci zakazu social mediów czy smartfonów, warto zapytać: czy to wystarczy? Czy odcinając źródło „cukru”, da się rzeczywiście nauczyć dziecko, czym jest zdrowa, pożywna dieta dla umysłu?
Problem nie jest nowy, ale dopiero teraz przybiera skalę kryzysu. Hannah Frankman Hood, założycielka renegade Educator w tekście The Kids Can’t Focus pisze wprost: zdolność dzieci do koncentracji jest „pod pełnoskalowym atakiem”. I nie chodzi tylko o gorsze oceny. W świecie, gdzie sztuczna inteligencja przejmie rutynowe zadania, najcenniejszą walutą stanie się umiejętność głębokiego, niepodzielnego skupienia. To ona będzie oddzielać wykonawcę od twórcy, konsumenta od innowatora.
Problem nie leży w tym czy ekrany są złe czy dobre. Jak zauważa autorka, klucz leży w jakości, nie w samym medium. Porównuje cyfrową przestrzeń do supermarketu. Środkowe alejki, pełne przetworzonej, słodkiej żywności, to właśnie krótkie formy video i algorytmy social mediów. Ale są też półki przy ścianach: z warzywami, owocami, pełnoziarnistym chlebem. Tu mieszczą się lekcje programowania, wirtualne zwiedzanie muzeów, rozmowy z rodziną przez komunikator. Jedno odżywia, drugie tylko zapycha.
Różnicę tę doskonale ilustruje kontrowersyjna teza Raya Girna, eksperta edukacyjnego cytowanego przez Hood. Mówi on wprost, że wolałby, aby jego dziecko obejrzało pełnometrażowy film Disneya, niż spędziło ten sam czas na mediach społecznościowych. Dlaczego? Bo 90-minutowa animacja, choć to rozrywka, jest treningiem skupienia. Wymaga śledzenia fabuły, pamiętania postaci, angażowania się w losy bohaterów.
To jak zjedzenie pożywnego, złożonego posiłku. Social media to zaś seria niepowiązanych, słodkich przekąsek. Są to szybkie strzały dopaminy, które nie dają organizmowi ani składników odżywczych, ani trwałej siły.
To zjawisko stare jak świat, które przybiera nową formę. Można je porównać do mitologicznych syren z Odysei Homera, które swym śpiewem wabiły żeglarzy, by ci rozbili swoje okręty o skały. Współczesne platformy są zaprojektowane tak, by ich algorytmiczny „śpiew” był nieodparty, by wciągał uwagę i prowadził ją na mieliznę bezproduktywnego scrollowania.
Odyseusz, by przetrwać, kazał się przywiązać do masztu. Dziś, zamiast uczyć dzieci takiej samokontroli, sięga się po prostsze rozwiązanie – zatkanie im uszu. Tym jest bowiem zakaz korzystania ze smartfonów.
I tu pojawia się główny paradoks, na który zwraca uwagę amerykańska autorka.
Szkoła, która zabrania telefonów, ale pozostaje w rytmie 45-minutowych lekcji przerywanych dzwonkami, sama jest wrogiem prawdziwego skupienia
– pisze Hood.
Jej zdaniem, szkolny system to trening do życia w świecie pełnym spotkań i powiadomień, a nie do głębokiej pracy. Dzieciom potrzebne są nie tylko strefy wolne od smartfonów, ale i długie, nieprzerywane „posiłki” dla intelektu. Wśród nich takie jak czas na swobodną zabawę, czytanie książek czy realizację wielodniowych projektów.
Rozwiązanie problemu może zatem leżeć nie w prohibicji, ale w edukacji i równowadze. W tym procesie potrzeba nie żandarmów, lecz przewodników.
Zakazy bywają potrzebne. Szkoła bez telefonów to bezpieczna przystań, konieczny pierwszy krok. Ale sam zakaz social mediów nie wystarczy. Prawdziwa zmiana zacznie się, gdy ekrany i smartfony przestaną być postrzegane jako dobre czy złe, a zaczną być traktowane jak narzędzia, np. kuchenne.
Nożem można ukroić chleb, ale i zrobić krzywdę. Rolą dorosłych nie jest jednak chowanie noży przed dziećmi, lecz nauczenie ich jak bezpiecznie i celowo z nich korzystać, by przygotować sobie pożywny, wartościowy posiłek. W świecie pełnym cyfrowych cukierków, umiejętność dłuższego skupienia uwagi staje się najcenniejszą kompetencją.
Przeczytaj także: Nowe zmiany w szkołach. Pierwszaki przejdą testy sportowe
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: