Atak Trumpa na ofiary przemocy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Donald Trump (EAST NEWS)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 3 minut Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję, której celem jest zwalczanie przemocy seksualnej jako broni w konfliktach zbrojnych. To chwalebny cel, od dłuższego czasu popierany m.in. przez Stany Zjednoczone, ale rezolucja nie wystarczy, by go osiągnąć. I jest to właśnie wina Ameryki

Oprócz samego zwalczania przemocy seksualnej, rezolucja 2467 miała zapewnić potrzebne wsparcie ofiarom. Projekt dokumentu przewidywał dostęp do opieki zdrowotnej pod kątem „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”.

Ten zapis był nie do przyjęcia dla administracji prezydenta USA Donalda Trumpa, ponieważ jego konsekwencją mogło być włączenie w zakres świadczeń również dostępu do aborcji. W związku z tym Stany Zjednoczone zagroziły zawetowaniem rezolucji.

Niebezpieczny trend dla przyszłości praw człowieka

Sojusznicy Ameryki wpadli w furię, ale triumfował jednak Trump. Rezolucja przegłosowania stosunkiem głosów 13:0, przy dwóch głosach wstrzymujących się, nie zapewnia ofiarom gwałtów dostępu do środków wczesnoporonnych, badań z zakresu zapobiegania AIDS czy zabiegów aborcji.

Nie pierwszy już raz międzynarodowa organizacja pokroju ONZ uległa presji skutkującej usunięciem konkretnych zapisów z instrumentów prawnych. Prawdą jest, że antyaborcyjni fanatycy od lat ciężko pracują nad zmianą koncepcji praw człowieka podług ich własnych dogmatycznych przekonań. I osiągają na tym polu sukcesy.

Podczas 63. corocznej sesji Komisji ds. Statusu Kobiet, która odbyła się w marcu, Amerykanie uwikłali się w spór dotyczący używania takich słów jak „płeć” i „zdrowie seksualne” w niemającym mocy wiążącej dokumencie końcowym, zajmując ostatecznie stanowisko, które jeden z delegatów wprost określił mianem „szaleństwa”.

Taki trend zagraża utrzymaniu porozumienia dotyczącego definicji praw człowieka. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie słynie z podejmowania szybkich działań w odpowiedzi na zagrożenia i wyzwania związane z tym obszarem. Określenia w rodzaju „zdrowie seksualne i reprodukcyjne” to wymierny rezultat trwających dziesięciolecia debat oraz rozwiązań prawnych stanowiących dowód na rosnącą świadomość potrzeb ofiar przemocy.

Co gorsza, dzięki polityce nadzoru nad stosowanym w dokumentach językiem ze strony administracji Donalda Trumpa Rada Bezpieczeństwa może zostać zmuszona do ponownego rozpatrzenia przyjętych już norm ochrony prawnej i zapisów prawa międzynarodowego, włączając w to przepisy dotyczące gwałtów i przestępstw pokrewnych uznanych za zbrodnie przeciwko ludzkości. 

Zasada „globalnego knebla”

Choć gwałt przez długi czas był przerażającą cechą konfliktów zbrojnych, społeczność międzynarodowa nie zawsze uznawała go za zbrodnię wojenną. Ta kategoryzacja – jeden z największych sukcesów prawa międzynarodowego  – jest wynikiem wieloletnich wysiłków podejmowanych przez kobiece ruchy i ofiary gwałtów. Świat oraz kolejni amerykańscy przywódcy powinni budować na tym osiągnięciu, by wzmocnić egzekwowanie prawa i wiarygodność takich wysiłków; ale zamiast tego, grozi nam krok tył.

Administracja Trumpa zwiększa to ryzyko przez wykorzystywanie środków finansowych do narzucenia swojej woli organizacjom działającym na rzecz ochrony zdrowia. Jednym z pierwszych kroków podjętych przez administrację było przywrócenie „zasady globalnego knebla” (ang. global gag rule), zgodnie z którą każda organizacja pozarządowa, związana z usługami aborcyjnymi, straci wszystkie amerykańskie fundusze, włączając w to również fundusze przeznaczone na interwencje zdrowotne w takich obszarach, jak np. choroby dzieci.

Zgodnie z tą zasadą sekretarz stanu Mike Pompeo ogłosił niedawno, że USA ograniczą finansowanie Organizacji Państw Amerykańskich, ponieważ jeden z jej organów – Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (IACHR) – wydał orzeczenie związane z aborcją. W odpowiedzi działacze Fundacji Społeczeństwo Otwarte, wraz z grupą ekspertów z 50 organizacji obywatelskich, tak jak członkowie amerykańskiego Kongresu i byli liderzy IACHR, wezwali do utrzymania finansowania dla organizacji.

Głos na rzecz otwartego społeczeństwa

Podejmowane na wysokim szczeblu wysiłki, które miałyby polegać na kontrolowaniu kobiet, to znak ostrzegawczy przed narastającym autorytaryzmem. Nie ma żadnego przypadku w tym, że stanowisko administracji Trumpa stawia go w jednym szeregu wraz z władzami krajów, takich jak Bahrajn, Rosja czy Arabia Saudyjska. Podobnie jak te represyjne reżimy administracja Trumpa wydaje się postrzegać rosnącą rolę kobiet w charakterze zagrożenia dla patriarchalnego status quo.

Ale kobiety, podobnie jak osoby transpłciowe, nie siedzą cicho w obliczu działań ekstremistycznych rządów, które próbują je uciszać, kontrolować i pozbawiać praw. W Indiach dwie kobiety zlekceważyły wspierany przez rządzącą partię stary zakaz zabraniający wchodzenia do hinduistycznych świątyń w czasie menstruacji. W Afganistanie kobiety walczą o silniejszą pozycję w rozmowach z talibami, by móc chronić swoje prawa. Ruchy #MeToo, #EleNao I „zielona fala” w Ameryce Łacińskiej, na czele których stoją kobiety, reprezentują wszystkich, którzy chcą żyć w otwartych społeczeństwach.

Po przegłosowaniu rezolucji 2467 amerykański Departament Stanu zadeklarował zrozumienie dla wysiłków na rzecz powstrzymywania przestępstw seksualnych i udzielania pomocy ich ofiarom. Jeśli ma to być prawda, to Stany Zjednoczone powinny przestać brać udział w powtarzających się atakach na godność i niezależność kobiet oraz osób transpłciowych. Ich prawa są przecież prawami człowieka.

]]>
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES