Nauka
Rzadkie meteory rozświetlą niebo. Kosmiczny pokaz nad Polską
22 lutego 2026

To ona jako pierwsza miękko wylądowała na Księżycu i wysłała zdjęcia, które zmieniły historię podboju kosmosu. A jednak przez sześć dekad nikt nie potrafił wskazać, gdzie dokładnie spoczywa. Dziś jej tropem ruszyła sztuczna inteligencja.
Łuna 9 to radziecka sonda kosmiczna, która 3 lutego 1966 roku dokonała pierwszego w historii miękkiego lądowania na Księżycu. Misja była przełomowa. Lądownik Łuna 9 wysłał pierwsze panoramiczne zdjęcia z powierzchni Księżyca, udowadniając, że bezpieczne lądowanie jest możliwe. Działał przez trzy dni, przesyłając dane, po czym jego bateria się wyczerpała.
Niestety, przez 60 lat nie udało się ustalić, gdzie dokładnie wylądowała Łuna 9. Ówczesne systemy śledzenia pozwalały jedynie z grubsza określić współrzędne lądowania. Oficjalne radzieckie współrzędne wskazywały na region Oceanu Burz (Oceanus Procellarum), ale z niepewnością sięgającą kilku kilometrów.
Margines błędu okazał się za duży, by na zdjęciach z orbity udało się wychwycić obiekt wielkości kilku pikseli. Szanse pokładano w amerykańskiej sondzie kosmicznej Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO), która od 2009 roku fotografuje Księżyc z rozdzielczością do ok. 0,25–0,5 m na piksel. Mimo że odnalazła ona na powierzchni Księżyca wiele lądowników i wraków, lądownika Łuna 9 nie była w stanie zauważyć.
Od dekad na temat zniknięcia radzieckiego lądownika krążyły różne hipotezy. Twierdzono, że lądownik leży tuż obok wskazanych współrzędnych, że przykryły go osuwiska lub produkty uderzeń mikrometeoroidów, albo że po prostu nikt dotąd nie spojrzał we właściwe miejsce pod odpowiednim kątem oświetlenia.
Problemem było też to, że pojedynczy jasny piksel lub smuga mogą być równie dobrze świeżym kraterem, a nie metalowym obiektem. Rozróżnienie wymaga analizy wielu zdjęć przy różnym oświetleniu. Tych niestety brakowało.

Wszystko wskazuje jednak na to, że tajemnica zaginięcia lądownika Łuna 9 jest już bliska wyjaśnienia. W ostatnim czasie dwa niezależne zespoły ponownie przeanalizowały dane z sondy LRO. Oba zespoły korzystały z tych samych danych, ale zastosowały zupełnie inne strategie.
Pierwszy zespół, prowadzony przez Lewisa Pinaulta z University College London, użył algorytmu AI o nazwie YOLO-ETA (You-Only-Look-Once – Extraterrestrial Artefact). Algorytm został wcześniej wytrenowany na zdjęciach znanych lądowisk Apollo i innych sond, tak by rozpoznawać charakterystyczne „sygnatury” sprzętu: kształty, cienie, ślady w regolicie.
Naukowcy „przeskanowali” obszar o wymiarach 5 × 5 km wokół historycznych współrzędnych. W tym rejonie udało im się znaleźć grupę obiektów, które AI konsekwentnie oznaczała jako potencjalny lądownik i fragmenty osłon. Dodatkowo analiza topograficzna potwierdziła zgodność horyzontu ze zdjęciami wykonanymi przez lądownik Łuna 9.
Drugi zespół, pracujący pod nadzorem Witalija Jegorowa, przejrzał setki zdjęć wykonanych przez LRO, szukając krajobrazu identycznego z tym, który uchwyciła kamera Łuny 9. W końcu udało im się znaleźć miejsce, gdzie układ wzniesień, cieni i charakterystycznych głazów odpowiada temu ze zdjęć z 1966 roku. Co istotne, w pobliżu widać też kilka jasnych pikseli mogących reprezentować sam lądownik.
Te dwie różne metody przyniosły jednak różne wyniki. Choć oba nowe typowania znajdują się w regionie Oceanu Burz, nie pokrywają się ze sobą. Lokalizacje wskazane przez oba zespoły oddalone są od siebie o 29 km. Lokalizacja wskazana przez AI, znajduje się ok. 5 km od oficjalnych współrzędnych. Miejsce wskazane przez Jegorowa od oficjalnej lokalizacji oddalone jest o ok. 25 km.
To oznacza, że na razie nie ma konsensusu, gdzie dokładnie leży lądownik Łuna 9. Póki co mamy tylko konkurencyjne hipotezy, z których każda spełnia część kryteriów wiarygodności. Autorzy badań podkreślają, że ich typowanie wymaga weryfikacji, a kluczowe będzie ponowne sfotografowanie regionu przez LRO lub inne sondy.
Wyniki te nie stanowią ostatecznego dowodu na odnalezienie lądownika, ale wskazują wiarygodne miejsce do ukierunkowanego ponownego obrazowania.
– podkreślają badacze z zespołu Pinaulta.
Na szczęście już wkrótce pojawi się szansa na rozstrzygnięcie sporu. W najbliższych miesiącach nad wskazanymi obszarami przelecieć ma indyjska sonda Chandrayaan 2, wyposażona w kamerę o rozdzielczości nieco lepszej niż LRO. Jeśli uda się uzyskać zdjęcia z jeszcze drobniejszym pikselem i pod odpowiednim oświetleniem, niewielki lądownik może zostać jednoznacznie zidentyfikowany.
Równolegle NASA planuje dalsze przeloty LRO nad tym regionem. Oba zespoły liczą, że wskazane przez nich lokalizacje znajdą się na liście priorytetów do ponownego obrazowania. Do tego czasu Łuna 9 pozostaje „znaleziona i nieznaleziona zarazem”. Mamy obiecujące tropy, ale brak zdjęcia, które nie pozostawiałoby wątpliwości.
Przeczytaj również: NASA wraca w okolice Księżyca. Misja Artemis II rusza na początku 2026 roku
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: