Prawda i Dobro
Samotni i wściekli. Kryzys męskości widać w sieci
23 kwietnia 2026

To, że często się spieramy, nie znaczy, że jesteśmy skazani na wzajemne zabijanie się. Nowe badania wskazują, że kłótnie i zbrodnie biorą się z różnych źródeł. Wojna i przemoc nie są nieuchronnym przejawem ludzkiej natury.
Czy człowiek jest z natury skłonny do zabijania a codzienne kłótnie to już przedsionek wojny? Najnowsze wyniki badań opublikowane na łamach Evolution Letters przeczą temu obrazkowi. Naukowcy z University of Lincoln w Wielkiej Brytanii dowodzą, że drobne konflikty i śmiertelna przemoc mają odrębne ewolucyjne ścieżki. To odkrycie każe nam inaczej spojrzeć na to, co filozofowie od wieków mówią o źródłach przemocy.
Gdy w połowie XVII wieku angielski filozof Thomas Hobbes opisywał w Lewiatanie stan natury jako „wojnę wszystkich przeciwko wszystkim”, stworzył obraz, który na stulecia zdominował myślenie o człowieku. Według tej wizji to strach przed gwałtowną śmiercią i nieustanna rywalizacja miały być naszym pierwotnym dziedzictwem. Dopiero silna władza – w postaci państwa – mogła tę agresję poskromić. Przeciwstawił mu się Jean-Jacques Rousseau. Francuski filozof widział w człowieku istotę z natury dobrą, a źródła zła upatrywał w cywilizacji i własności.
Przez długi czas debata toczyła się między tymi dwoma biegunami: natura czy kultura, wrodzona skłonność do zła czy pierwotna niewinność zepsuta przez cywilizację. Współcześni filozofowie jednak dawno przestali zadawać to pytanie. Bo okazuje się, że było ono źle postawione.
Badanie z Lincoln pokazuje dlaczego. Zespół pod kierownictwem prof. Bonaventury Majolo, we współpracy z dr Samanthą Wakes i prof. Marcellem Rutą, przeanalizował wzorce agresji wśród stu gatunków naczelnych – w tym człowieka. Kluczowe pytanie brzmiało: czy gatunki, które częściej przejawiają codzienną, łagodną agresję, są tymi samymi, które sięgają po przemoc śmiertelną?
Wnioski są zaskakujące. Jak informuje portal Phys.org, który omówił wyniki badania, naukowcy odkryli, że różne formy przemocy śmiertelnej – zabijanie dorosłych rywali czy zabijanie młodych – nie wykazują istotnego związku z przejawami łagodnej agresji. Innymi słowy, to, że jakiś gatunek często się spiera, nie oznacza, że częściej zabija.
To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie. Jeśli codzienna sprzeczka i morderstwo nie leżą na jednym ewolucyjnym kontinuum, to pytanie „czy człowiek jest z natury brutalny, czy nie” traci sens. Bo wprawdzie mamy w sobie zdolność do agresji, ale to, czy przekształci się ona w coś śmiertelnego, zależy od czegoś zupełnie innego. A konkretnie od tego, w jakich warunkach społecznych i politycznych się znajdziemy.
I tu współcześni filozofowie wnoszą coś, czego nie było w klasycznym sporze Hobbesa z Rousseau. Zwracają uwagę, że kluczowe nie jest to, co tkwi „w nas”, ale to, jak budujemy relacje między sobą.
Judith Butler, amerykańska filozofka, przekonuje, że przemoc bierze się z tego, kogo uznajemy za „swojego”. Jeśli komuś odmawiamy człowieczeństwa – wykluczamy go poza granicę osób, których strata miałaby znaczenie – wtedy można mu zrobić wszystko. To tłumaczy, dlaczego najgorsze zbrodnie nie wybuchają z codziennych kłótni, lecz pojawiają się tam, gdzie społeczeństwo dzieli się na „my” i „oni”. Badanie z Lincoln potwierdza, że przemoc śmiertelna wymaga odrębnych warunków – a tym warunkiem jest często właśnie owo odczłowieczenie przeciwnika.
Z kolei René Girard, francuski antropolog i filozof, wskazywał na mechanizm kozła ofiarnego. To swego rodzaju rytuał, który od wieków służy do rozładowywania napięć społecznych. Kiedy społeczeństwo jest skonfliktowane wewnętrznie, często wystarczy wskazać ofiarę, którą można obarczyć winą – mniejszość, sąsiada, inaczej myślących. Wszyscy skupiają na niej swoją frustrację, a tym samym odzyskują jedność kosztem wykluczonego.
Wreszcie Byung-Chul Han, koreański filozof mieszkający w Niemczech, zwraca uwagę, że współczesna przemoc ma często zupełnie inny charakter niż ta, którą opisywali Hobbes czy Rousseau. Dziś nie chodzi już tylko o fizyczną siłę i strach przed śmiercią. Równie ważna jest przemoc, która działa przez presję, samotność, nadmiar obowiązków, brak wsparcia. To również jest przemoc – tyle że nie ta, którą łatwo zmierzyć w badaniach nad naczelnymi.
Wszystkie te ujęcia łączy jedno: odchodzą od pytania o „naturę ludzką”. Nie szukają w naszym ewolucyjnym bagażu prostej odpowiedzi na to, dlaczego zabijamy. Zamiast tego pytają: jakie instytucje, jakie podziały, jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że jedne konflikty gasną, a inne przeradzają się w tragedię?
Badanie z Lincoln nie przesądza tych filozoficznych debat, ale dostarcza im mocnego argumentu. Bo jeśli naukowcy mają rację, że łagodna agresja i przemoc śmiertelna to ewolucyjnie odrębne zjawiska, to znaczy, że nie jesteśmy skazani na nieuchronną eskalację. Wojna nie jest po prostu „kłótnią, która wymknęła się spod kontroli”. Jest czymś, co wymaga szczególnych warunków – odczłowieczenia, bezkarności, instytucjonalnego chaosu. A skoro wymaga warunków, to znaczy, że można jej zapobiegać.
Jak podkreśla prof. Majolo w wypowiedzi przytoczonej przez portal Phys.org, zrozumienie ewolucyjnych korzeni przemocy jest ważne nie tylko dla biologii. Ma ono znaczenie dla całości naszego myślenia o ludzkim zachowaniu. I tu filozof mógłby dodać: ważne zwłaszcza wtedy, gdy uwalnia nas od starego sporu między Hobbesem a Rousseau. I kieruje uwagę tam, gdzie należy. Czyli ku instytucjom, które czynią pokój możliwym, oraz ku warunkom, które spokój zamieniają w pogrom.
Przeczytaj także: Wojna zaczyna się w głowie. Skąd bierze się zgoda na przemoc
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: