Prawda i Dobro
Czy dziś można szukać prawdy? Gdzie są granice wolności nauki
21 marca 2026

Człowiek przez tysiące lat wędrował i odkrywał świat, ryzykując życie, by zobaczyć, co jest za horyzontem. Dziś możemy dotrzeć niemal wszędzie szybciej niż kiedykolwiek, ale Jacek Piekara pyta, czy w tej łatwości nie przestaliśmy naprawdę doświadczać świata.
Ludzie żyjący pokolenia, czy nawet dziesiątki lub setki pokoleń przed nami, w zupełnie inny sposób niż my odczuwali czas oraz przestrzeń. Pochłanianie przestrzeni, eksploracja nowych terytoriów i kolonizowanie ich zawsze były domeną naszego gatunku. Aż ciężko sobie wyobrazić, że jako rasa pojawiliśmy się na afrykańskich wyżynach i stamtąd przeszliśmy na cały świat.
Nękani przez dzikie zwierzęta i katastrofy klimatyczne, zagrożeni głodem, przejmującym zimnem, groźnym gorącem, chorobami, pasożytami itp. itd. A jednak przez tysiące lat obejmowaliśmy coraz więcej przestrzeni we władanie: Europę, bliską i daleką Azję, aż w końcu nawet obie Ameryki, Polinezję i Australię. Można więc powiedzieć, że byliśmy rasą wędrowców. Ciągle niespokojną, przemieszczającą się, szukającą może nie tyle nowych wyzwań, ile nowego, lepszego świata.
Nasza współczesna historia jest jednak historią cywilizacji osiadłych. To one nadawały rytm życiu całego gatunku ludzkiego, to one dokonywały wiekopomnych wynalazków technologicznych, to dzięki nim nauczyliśmy się budować miasta i fortece, uprawiać i przechowywać zboże, to z ich dorobku pochodzą matematyka, geometria i sztuka. Nawet jednak w tych cywilizacjach osiadłych nadal silnie wrzała potrzeba ekspansji. Tym razem jednak realizowana nie przez całe plemiona i narody (jak się działo w przypadku barbarzyńskich nacji), lecz przez wyselekcjonowanych odkrywców, kupców i żołnierzy.
W starożytnym Rzymie podróże ułatwiał niezwykle ważny fakt: cały świat śródziemnomorski należał do jednego państwa, a chociaż kultury czy obyczaje mogły różnić się i różniły się w Galii czy Syrii, to jednak żyło się pod panowaniem tego samego cesarza, obowiązywało to samo prawo i ta sama waluta, a na straży bezpieczeństwa stali ci sami żołnierze. I co być może najważniejsze: przez całe Imperium wiodły wszystkim znane, solidne drogi. Rzymianie chętnie zajmowali się handlem, ale przecież szmat świata przemierzali nie tylko kupcy.
Armie rzymskie słynęły z wielkiej mobilności, a chociaż czasami, w spokojnych czasach, zdarzało się, że legioniści spędzali całe życie w jednej prowincji, to jednak w okresie wojen czy wojen domowych, żołnierze mogli zostać w błyskawicznym tempie przerzuceni z Syrii nad Dunaj, a potem do Hiszpanii czy do Egiptu. Podobnie rzecz się miała jeszcze wcześniej z imperium macedońskim, w którym żołnierze Aleksandra Wielkiego mieli okazję zarówno walczyć z plemionami nad Dunajem, jak i podbić Egipt, czy dzisiejsze Iran, Irak, Afganistan i Pakistan.
A kto wie, może niektórzy z nich dojrzeli nawet malujące się na horyzoncie potężne szczyty Himalajów. Niezła wędrówka dla człowieka z czwartego wieku przed naszą erą, prawda? Od Dunaju aż po Indus.
Jeżeli jednak nie weźmiemy pod uwagę wędrownych kupców, magnatów, żołnierzy czy pielgrzymów, jeżeli nie skoncentrujemy się na konkwistadorach, czy na zorganizowanych akcjach kolonizacyjnych (np. w I Rzeczpospolitej chętnie namawiano rolników z zachodu Europy, by osiedlali się na wschodnich, niemal bezludnych, krańcach naszego imperium, czyli ziemiach dziś należących do Ukrainy), jeżeli przyjrzymy się większości tak zwanych „zwykłych ludzi”, to okaże się, że ich mobilność była znikoma.
Pomijając względy prawne oraz finansowe, podstawowe pytanie brzmiało: po co mam podróżować? Nie było niczym dziwnym, że ludzie przychodzili na świat i umierali w tej samej miejscowości, a w ciągu całego swojego życia nie przebywali dalej niż na granicy własnego powiatu. Podróże były czasochłonne, niebezpieczne i wyczerpujące psychicznie oraz fizycznie. I to nie tylko dla jakiegoś biednego włóczykija, wędrującego z miasta do miasta za chlebem.
O ogromnych kosztach i wielkim wysiłku, z jakim wiązały się podróże mówią choćby ocalałe do dzisiaj pamiętniki i księgi rachunkowe naszych przodków. Nawet dla bogatego szlachcica czy magnata podróż od krańca do krańca Rzeczpospolitej (przypomnijmy, że w chwili swojego szczytu Rzeczpospolita zajmowała powierzchnię niemal miliona kilometrów kwadratowych) była przedsięwzięciem wyjątkowym, do którego starannie się przygotowywano i który nierzadko wpędzał w kłopoty finansowe.
Obywatele dawnego świata mogli nie chcieć ryzykować życia i zdrowia w podróżach, ale chętnie słuchali opowieści o dalekich krainach i o cudownościach, jakie można w nich ujrzeć. Z przyjemnością spotykali ludzi bywałych, zwłaszcza jeśli pielgrzymowali do świętych miejsc i jeśli o różnych cudach i dziwach, jakie widzieli potrafili zajmująco opowiadać. W późniejszych wiekach, w czasach rozwoju i popularności piśmiennictwa, bardzo popularne stały się również książki podróżnicze, a następnie relacje podróżników zamieszczane w gazetach.
Społeczeństwa naprawdę żyły sukcesami, perypetiami i tragediami wielkich odkrywców. Kibicowano zdobywcom Biegunów, entuzjazmowano się poszukiwaniami źródeł Nilu i Amazonki, śledzono wielkie wyprawy prowadzone w poszukiwaniu Przejścia Północnego. Zauważcie, że w tym przypadku nie było to już prowadzenie wypraw mających na celu zdobycie majątku lub magicznych artefaktów tak jak poszukiwanie El Dorado, Złotego Miasta lub źródła młodości.
Na Bieguny, do afrykańskich i amerykańskich dżungli pchała ludzi przede wszystkim chęć zdobycia przestrzeni. Zamienienia pustych, białych obszarów na mapach w obszary pokolorowane, z naniesionymi szczegółami kartograficznymi. To w XIX wieku masowo powstawały towarzystwa geograficzne, to wtedy rządy wielu krajów (a nawet media!) prześcigały się w organizowaniu licznych i dobrze wyekwipowanych wypraw (np. wyprawa Stanleya na ratunek dr Livingstone’a).
Podróże w dawnych wiekach były bardzo utrudnione, zwłaszcza kiedy mówimy o krajach słabiej zindustrializowanych. Ale kolej zmieniła świat. Do dzisiaj pamiętam fragment z powieści „W pustyni i w puszczy”, kiedy dorosły już Stanisław Tarkowski z dorosłą już Nel Rawlison jadą nowo zbudowaną linią kolejową śladami swojej dziecięcej wędrówki. I podróż, która zajęła im całe miesiące, teraz zajmuje im kilka dni. Tak właśnie kurczył się świat.
Przecież to właśnie budowę kolei uznano w Stanach Zjednoczonych za jeden z podstawowych warunków rozwoju państwa, która umożliwiła nie tylko przewóz towarów, ale również w miarę łatwe i pozbawione dawnych niebezpieczeństw przemieszczanie osadników. Na morzach podobną rolę odegrały parowce – brzydkie, toporne, pozbawione wdzięku żaglowców, ale za to konsekwentne, całkowicie przewidywalne i mogące wpływać na wody, na których żaglowce sobie nie radziły.
Jesteśmy w tej chwili tak fantastycznie mobilni, że człowiekowi nie tak bardzo nawet odległemu w czasie moglibyśmy się wydawać istotami magicznymi, które okiełzały siły ziemi, ognia, wody i powietrza. Nasze pociągi potrafią pędzić nawet z szybkością 600 kilometrów na godzinę (chociaż w codziennej praktyce najszybszych linii świata jest to około 300 – 400 kilometrów na godzinę), nasze samoloty przewożą setki ludzi z Ameryki do Europy czy Afryki w ciągu kilku godzin (a takich lotów odbywa się wiele tysięcy każdego dnia). Jesteśmy władcami przestrzeni – czymś, o czym dawny człowiek mógł tylko marzyć i bajać o założeniu siedmiomilowych butów.
Osobne pytanie oczywiście brzmi, czy wykorzystujemy odpowiednio tę wielką władzę nad przestrzenią? Czy korzystamy z niej rozumnie? Do tej pory pamiętam rozmowę z pewnym małżeństwem, które spotkałem w Egipcie i które opowiadało o swoich wakacjach na Mauritiusie. Nie robili tam nic poza leżeniem przy basenie. W Egipcie zresztą również nie wyściubili nosa poza kompleks hotelowy.
Z jednej strony można powiedzieć: skoro taki styl życia sobie upodobali, to ich sprawa. Z drugiej jednak strony, czy trochę nie szkoda, że okiełznaliśmy i oswoiliśmy przestrzeń, by ktoś mógł pokonać tysiące kilometrów tylko po to, by poleżeć przy hotelowym basenie?
Przeczytaj również: Z cyklu „Rozmowy o życiu”: jak jestem
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Edukacja
21 marca 2026


Zmień tryb na ciemny