Nauka
Einstein jednak nie miał racji. Spór fizyków rozstrzygnięty
07 stycznia 2026

Od kłótni w sklepie po śmiertelne ataki na przypadkowych ludzi. Badania i głośne przypadki z ostatnich lat pokazują, że frustracja potrafi stać się zapalnikiem agresji. Co sprawia, że u jednych kończy się na gniewie, a u innych na tragedii?
Frustracja to zespół nieprzyjemnych lub nawet bolesnych emocji związanych z brakiem spodziewanego efektu usilnych starań. Samo słowo – frustratio – jest pochodzenia łacińskiego i oznacza „zawód”, „rozczarowanie”, a więc uczucie, które potrafi szczególnie dać się we znaki. Co więcej, są to emocje związane z każdym równie nierozłącznie jak poczucie porażki. Różnice w indywidualnym podejściu do frustracji polegają na intensywności odczuwania i reakcji na jej skutki.
Nasze sfrustrowane reakcje są instynktowne. Tym intensywniejsze, im bliżej byliśmy celu i większego doznaliśmy zawodu, gdy nie udało się go osiągnąć. Mogą to być zupełnie codzienne sytuacje. Wystarczy przyjrzeć się świątecznym wyprzedażom w supermarketach. Im droższe towary zostały przecenione, tym większe zaangażowanie w „upolowanie” produktów, na które na co dzień nas nie stać.
Nasza frustracja i reakcje z nią związane pogłębiają się, gdy na przykład od kupna wymarzonego komputera dzieli w kolejce kilka osób i w tym momencie ktoś pakuje się przed nas biorąc ostatni egzemplarz. W wielu co bardziej krewkich konsumentach frustracja przeradza się w agresję, o którą wcześniej się nie posądzali.
Pod koniec lat 30 John Dollard, profesor Uniwersytetu Yale, sformułował brawurową teorię, zgodnie z którą każda frustracja powoduje agresję lub gotowość do takiej reakcji. Według Dollarda każda agresja jest powodowana frustracją. Intensywność, z jaką zachodzi ta relacja jest zależna od szeregu czynników. Biorąc pod uwagę wspomnianą promocyjną sprzedaż komputera, frustracja i w konsekwencji agresja kupującego byłaby o wiele mniejsza, gdyby ten sprzedaż ostatniego egzemplarza obserwował z końca kolejki.
Siła frustracji wzrasta natomiast, gdy oddalający się cel jest dla nas szczególnie ważny. Co więcej, gdy w jego osiągnięcie włożyliśmy dużo pracy. Podobne emocje znosimy gorzej, gdy rozczarowanie spotyka nas nieoczekiwanie albo w sposób dla nas niezrozumiały lub niesprawiedliwy.
Związki frustracji z agresją potrafią być nieprzewidywalne, a nawet wybuchowe. Agresja dziecka, któremu nie wytłumaczy się przyczyny odmowy spełnienia zachcianki, może ograniczyć się do krępującej sceny w sklepie. Jednak w świecie dorosłych rażąca niesprawiedliwość może pociągnąć już dużo poważniejsze skutki.
Chiny borykają się ze sfrustrowanym społeczeństwem, którego agresja przejawia się w sposób szczególnie bolesny. Tylko w listopadzie doszło do dwóch zdarzeń, których nie dało się ukryć.
W mieście Zhuhai, na południu kraju, 60-letni mężczyzna wjechał w tłum rozpędzonym autem. Zginęło 35 osób, a ponad 40 zostało rannych. Według policji jego zbrodniczy rajd był wyrazem skrajnej frustracji. Kierowca w akcie rozpaczy przeniósł swoją agresję na przypadkowych przechodniów, a powodem miał być niesprawiedliwy podział majątku po rozwodzie.
Wkrótce potem na wschodzie Państwa Środka, w mieście Wuxi, zginęło kilka osób pchniętych nożem przez jednego z uczniów, który uznał, że dostał za niskie wynagrodzenie po ukończeniu szkoły zawodowej. Kilka dni później kolejny kierowca auta postanowił wjechać w grupę ludzi.
Z pozoru to tylko pojedyncze oznaki szaleństwa lub zwyrodnienia. Jednak sprawą zajęły się najwyższe władze państwowe. Uznały, że w ciągu najbliższych miesięcy muszą jeszcze bardziej zwiększyć kontrolę nad społeczeństwem, w którym coraz częściej dochodzi do prób naruszenia stabilności. Według obserwatorów agresywni frustraci byli ofiarami systemu, urzędniczej polityki, w starciu z którą zwykli obywatele nie mają najmniejszych szans.
Agresja spowodowana frustracją najpewniej doprowadziła do śmierci Briana Thompsona, prezesa UnitedHealth, potężnej ubezpieczalni zdrowia w USA. O tę najgłośniejszą zbrodnię ostatnich tygodni oskarża się Luigiego Mangione, pochodzącego z bogatej rodziny 26-latka. Jego pobudki nie są do końca jasne, ale z dotychczasowego śledztwa wynika, że mężczyzna był sfrustrowany dolegliwościami fizycznymi i bezdusznością systemu zdrowotnego w USA. Narastającą agresję wyładował strzelając w plecy człowiekowi, w którym widział symbolicznego sprawcę swojego cierpienia.
Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez następców prof. Johna Dollarda, frustracja nie musi od razu powodować agresji, ani nie każda agresja jest powodowana frustracją. W końcu w zdecydowanej większości ludzie próbują najpierw walczyć z objawami złych emocji, mimo stanu gotowości do agresji. Ponadto, gdy walka kończy się fiaskiem, agresja jest tylko jedną z reakcji, ponieważ może dojść również do apatii czy regresji.
Ponadto istnieją rodzaje frustracji, które dają się łatwo zracjonalizować i dzięki temu, poza wyjątkowymi sytuacjami, nie budzą agresji. Matka, zmęczona systematycznym niedosypianiem i wstawaniem do dziecka w nocy, może odczuwać swego rodzaju frustrację, jednak z reguły nie budzi to w niej agresji wobec dziecka.
Jedną z emocji charakterystycznych dla agresji jest gniew. Jednak nie powinno się utożsamiać tych pojęć. Mimo, że gniew może zwiększać ryzyko agresji, nie powoduje jej automatycznie. Według psychologów, by doszło do zachowania agresywnego, muszą zaistnieć odpowiednie czynniki. Może to być jedynie gniew spowodowany frustracją, ale też nawyk reagowania w sposób agresywny.
Do podobnego zachowania mogą również skłaniać bodźce kojarzone automatycznie z gniewem lub agresją.
W latach 60. amerykańscy psycholodzy Leonard Berkowitz i Anthony LePage zbadali wpływ wspomnianych bodźców na gniew prowadzący do agresji. W eksperymencie ochotnicy byli autorami esejów. Biorący udział w badaniu asystent starał się ich rozgniewać nisko oceniając ich pracę, a co więcej karał ich dawką niegroźnych wstrząsów elektrycznych. Potem role zostały odwrócone i dotychczas oceniani autorzy mieli wystawić ocenę swojemu „krytykowi” i „prześladowcy”, karząc go przy tym w podobny sposób.
Okazało się, że intensywność kary wyznaczanej przez autorów zależała od poziomu gniewu i frustracji, do których wcześniej zostali doprowadzeni. Jednak bardzo ważne okazały się także bodźce, w tym przypadku rzeczy kojarzone automatycznie z agresją. Jeśli na przykład w pomieszczeniu, gdzie wymierzona była kara, znajdował się pistolet lub nóż, wówczas uczestnicy eksperymentu zwiększali poziom wstrząsów.
By potwierdzić tę zależność, powtarzano eksperyment zostawiając w pomieszczeniu rzeczy absolutnie niekojarzące się z agresją. Mógł to być młynek do kawy lub rakieta do tenisa. Wtedy poziom wstrząsów, jakimi był traktowany asystent, był zdecydowanie niższy.
Rozwinięcie badań Berkowitza i LePage’a skłoniło do sformułowania twierdzenia: „Nie tylko palec pociąga za spust, także spust może pociągać palec”.
Frustracja nie może jednak usprawiedliwiać jakiejkolwiek zbrodni. Skrajne emocje i bodźce sytuacyjne mogą łatwo wpływać na nasze postępowanie i można je nimi tłumaczyć. Nie zmienia to jednak w niczym odpowiedzialności za efekty decyzji podjętych pod wpływem podobnych uczuć.
Przeczytaj również: Strój to język. Co mówią dziś nastolatkowie?
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News