Coraz krócej i chłodniej. AI zmienia sposób, w jaki mówimy do ludzi

Mężczyzna w minimalistycznej kuchni wydaje komendę głośnikowi smart, obok stoi kawa; zdjęcie ilustruje jak język sztucznej inteligencji wpływa na naszą mowę.

Wydajesz komendy smartfonom, a potem nieświadomie przenosisz ten chłód do relacji z bliskimi. Naukowcy zauważają, że drastycznie upraszczamy język, by maszyny nas rozumiały. Czy język sztucznej inteligencji niepostrzeżenie zmienia nasze relacje?

Mówimy do ludzi jak do maszyn?

Wyobraźmy sobie poranek. Mężczyzna wchodzi do kuchni, gdzie żona krząta się przy zlewie, i zamiast powiedzieć „kochanie, nastawiłabyś mi kawę?”, rzuca sucho: „Kawa. Czarna. Teraz.” Nie jest nieuprzejmy. Po prostu mówi tak, jak od miesięcy rozmawia z asystentem Google. Tryb rozkazujący wyszedł z jego telefonu i zajął miejsce przy stole. Ten przykład nie jest utopią. To tendencja, którą zmierzyli badacze.

W listopadzie 2025 roku w czasopiśmie Spectrum of Engineering Sciences ukazało się badanie trojga naukowców – Umaira Parachy, dr Naeem Fatimy i Amny Ikram – poświęcone temu, jak asystenci głosowi zmieniają ludzką mowę. Przeanalizowali 500 nagranych dialogów z Siri, Alexą i Google Assistantem od 200 uczestników i otrzymali dane, które trudno zbagatelizować.

Język sztucznej inteligencji nas zmienia

Średnia długość zdania kierowanego do asystenta spada o 39,4 proc. – z 14,2 do zaledwie 8,6 słowa. Zdania podrzędnie złożone niemal znikają: ich liczba redukuje się o dwie trzecie. Najbardziej uderzająca jest jednak zmiana w typach wypowiedzi: prośby pośrednie, czyli kulturowe „czy mógłbyś…”, stanowiły dawniej 42 proc. interakcji. Dziś to tylko 12 proc. Za to komendy bezpośrednie wzrosły z 18 do 64 proc.

Paracha i współautorzy nazywają to zjawisko anticipatory communication behavior – użytkownicy z wyprzedzeniem upraszczają składnię, bo nauczyli się, że maszyna i tak nie zrozumie subtelności. Piszą wprost: użytkownicy „strategicznie modyfikują akty mowy, by dopasować się do transakcyjnej natury asystentów, poświęcając społeczny i relacyjny wymiar rozmowy„. Język sztucznej inteligencji przenika do ich sposobu mówienia.

Innymi słowy: to nie maszyna uczy się nas. To my się dostosowujemy, by być dla niej czytelni. To pomaga w użytkowaniu maszyny, ale też zmienia nasz sposób komunikowania się, nawet kiedy miejsce technologii zajmuje drugi człowiek.

Takie wnioski mogą się zrodzić z tego pojedynczego studium przypadku, choć warto pamiętać, że było to jedno badanie na próbie 200 użytkowników.

Zaczynamy mówić jak do AI

Jeszcze dalej idą językoznawcy z uniwersytetów w Szwecji i Danii, których artykuł programowy z 2025 roku opublikowany na arXiv (platforma naukowych preprintów) opisuje mechanizm zwany socjoindeksacją. Akcent, intonacja, styl wypowiedzi – to nie tylko środki komunikacji, lecz sygnały tożsamości społecznej. Kiedy rozmawiamy z kimś przez dłuższy czas, nieświadomie upodabniamy się do rozmówcy. Problem w tym, że naszym nowym rozmówcą coraz częściej jest głos wygenerowany przez algorytm.

Autorzy artykułu piszą, że „mówcy mogą aktywnie, choć często nieświadomie, włączać cechy języka sztucznej inteligencji do swojego nawykowego stylu mówienia”. Krótkoterminowe dostosowanie, powtarzane wystarczająco często, prowadzi zaś do „długoterminowych zmian na poziomie jednostki i całej społeczności”.

Projektując głos asystenta – jego płynność, pewność, zero wahań i pauz – korporacje technologiczne niepostrzeżenie definiują nową normę komunikacyjną. Nie pytając nas o zgodę. Oczywiście asystenci odwzorowują naszą mowę coraz lepiej i może się okazać, że z czasem zaczną ją wręcz wzbogacać – zwłaszcza jeżeli ich producenci postawiliby sobie taki cel. Póki co jednak wnioski naukowców są mniej optymistyczne.

Język sztucznej inteligencji oczami prof. Bralczyka

Prof. Jerzy Bralczyk, jeden z najważniejszych polskich językoznawców, od lat obserwuje, co dzieje się z językiem pod presją zewnętrznych wzorców. W jednym z wywiadów powiedział:

Najbardziej wiarygodni są ci, którzy mówią spontanicznie.

Kiedy uczymy się formułować zdania pod dyktando algorytmu – krótko, komendowo, bez dygresji – zaczynamy mówić z pełną świadomością techniki. Staramy się, a stąd już tylko krok do udawania.

Bralczyk ostrzega też przed innym niebezpieczeństwem: inflacją słów

Każda inflacja rodzi dewaluację – jeżeli za dużo mówimy o miłości, miłość powszednieje 

– mówi językoznawca. Algorytmy generujące tekst są z natury inflacyjne: produkują słowa w nadmiarze, gładko, bez ciężaru wyboru. Każde zdanie brzmi pewnie. Żadne nie kosztuje.

Język sztucznej inteligencji a relacje

Optymistyczna wykładnia głosi, że język zawsze ewoluował pod wpływem nowych narzędzi. Pismo zmieniło mowę, telefon zmienił pismo, SMS skrócił zdania. Można więc uznać, że komenda „Kawa. Czarna. Teraz.” to po prostu nowy rejestr – funkcjonalny, efektywny, mieszczący się w logice pragmatycznej – esencja języka sztucznej inteligencji.

Ale przywołane wyżej dane ze Spectrum of Engineering Sciences ujawniają coś niepokojącego: 82 proc. uczestników badania doświadczyło problemów z pamięcią asystenta o poprzednich rozmowach, co ocenili jako wysoce frustrujące. Uczymy się zatem mówić jak roboty, a roboty i tak nas nie rozumieją.

Zostaje pytanie, które zadał pośrednio prof. Bralczyk, opisując mowę jako przestrzeń prawdy: czy język „bezbłędny”, pozbawiony pauz, wahań i zbędnych słów – język zoptymalizowany – to wciąż mowa ludzka? A może już tylko kod transmisyjny: skuteczny, sterylny i ostatecznie pusty?

AI nie rozumie emocji

Jeśli nasze „staranie się”, by mówić językiem sztucznej inteligencji, odbiera nam wiarygodność – to tracimy więcej niż styl. Tracimy to, co język robił na długo przed wynalezieniem alfabetu: budował bliskość. Nie przez precyzję, lecz przez niedoskonałość. Przez zawahanie w połowie zdania, które mówi „szukam słów, bo zależy mi na tym, żebyś zrozumiał”. Przez dygresję, która mówi „chcę przy tobie zostać chwilę dłużej”. Przez pytanie zadane nie po to, by uzyskać odpowiedź, lecz by utrzymywać relację.

Asystent głosowy nigdy nie zapyta „jak się czujesz?” bez powodu. Nie zostawi ciszy, w której możesz powiedzieć więcej, niż planowałeś. Nie pomyli słów ze wzruszenia. Właśnie te niedoskonałości – pauzy, potknięcia, zdania urwane w pół – są językiem miłości, przyjaźni i obecności. I właśnie je tracimy, kiedy uczymy się mówić coraz sprawniej, coraz krócej, coraz bardziej do rzeczy  – językiem sztucznej inteligencji.

Warto przeczytać: Sztuczna inteligencja nie zna empatii. Blisko jej do psychopaty


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Jarosław Kumor

Starszy redaktor


Dziennikarz i autor podcastów specjalizujący się w tematyce psychologicznej, społecznej i religijnej. Twórca Dobrego Podcastu oraz założyciel i redaktor naczelny portalu Siewca.pl. Na co dzień analizuje media cyfrowe i trendy w komunikacji. Doświadczenie zdobywał w Polskim Radiu Kielce, Tygodniku Niedziela oraz w portalu Aleteia, Łączy rzetelność informacyjną z umiejętnością prowadzenia pogłębionych rozmów oraz tworzenia angażujących treści audio i online. Odpoczywa przy książkach – od popularnonaukowych po literaturę faktu – przemierzając mazowieckie trasy rowerowe oraz kibicując Koronie Kielce, Liverpoolowi i Barcelonie.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.