Prawda i Dobro
Frankenstein wrócił. Czego nauka nie chce wiedzieć
02 kwietnia 2026

Miał pięć lat, gdy przypadkiem wsiadł do pociągu. Kilka godzin później był już setki kilometrów od domu. Sam, bez adresu. Na odpowiedź na pytanie „kim jestem” czekał 25 lat. W każdym z nas mieszka uparty, choć cichy głos, który nieustannie powraca z pytaniami: kim naprawdę jestem i dokąd zmierzam.
Saroo Brierley w autobiografii Lion. Droga do domu jednoznacznie pokazał, że to ważne pytanie nigdy nie cichnie, mimo że ostatecznie jego burzliwe losy doczekały się szczęśliwego zakończenia. Więcej, im częściej ten głos i jego pytania pozostają bez prób znalezienia odpowiedzi, tym częściej powraca.
Ale wróćmy na chwilę do Saroo Brierleya, którego historia dobrze pokazuje, jak długo takie pytania: kim naprawdę jestem oraz co mnie ukształtowało, potrafią w nas żyć.
Mężczyzna miał pięć lat, kiedy zgubił się na stacji kolejowej w jednym z miast w Indiach. Nierozważnie wsiadł do pociągu, który wywiózł go ok. 1,5 tysiąca kilometrów od domu. Nie pamiętał dokładnie nazwy swojej wioski i nie wiedział, jak ma wrócić do bliskich. Tygodniami tułał się po niebezpiecznych i brudnych ulicach Kalkuty, jednego z największych miast w Indiach. Dopiero stamtąd trafił do sierocińca i wreszcie do kochającej, choć obcej rodziny.
Przez lata dorastał w Australii, w dostatku i miłości. Jednak nie zapomniał o swojej biologicznej rodzinie i bracie, z którym rozdzielił się na feralnej stacji ponad 20 lat wcześniej. Nieznany los starszego brata i tęsknota za rodziną nie dawały mu spokoju. Właśnie dlatego przez następne lata, jako dorosły, próbował odnaleźć bliskich i drogę do domu. Korzystał z tego, co miał: resztek wspomnień o wieży ciśnień, moście nad rzeką i dawnym peronie, a także z Google Earth. Każdego dnia, przez kilka godzin, szukał swojej rodziny. Robił to, bo czuł, że musi ich odnaleźć, a wraz z nimi część samego siebie. I w końcu mu się udało.
Wyszli jacyś ludzie, a jeden z nich trochę rozumiał angielski. Miałem ze sobą zdjęcie z dzieciństwa. Powiedział tylko: »Zabiorę cię teraz do twojej matki.« Mieszkała jakieś 50 jardów dalej. Kiedy ją zobaczyłem, czas się zatrzymał. Powietrze nie smakowało jak powietrze. Jakaś mieszanka chemii między nami kompletnie oszalała.
– powiedział Saroo Brierley, autor autobiografii Lion. Droga do domu, w wywiadzie dla Time.
Po 25 latach znów udało mu się spotkać z matką, zobaczyć swoich krewnych i dom, w którym się urodził. Poznał też los swojego brata, który zginął w wypadku niedługo po tym, jak się rozłączyli.
Tym samym Saroo Brierley domknął ważny fragment swojej historii. Uporządkował coś, co przez lata pozostawało niejasne. A cała ta sytuacja pokazuje, że możemy budować własne życie, podejmować decyzje oraz zmieniać kierunek. Ale to, co było pierwsze, było kiedyś, pozostaje częścią całości. I to pierwotne będzie czekać, aż do skutku, nawet i 25 lat.
Znani uczeni od dawna powtarzają, że dogłębne poznanie musi rozpocząć się od samego siebie. Brierley dodaje jednak coś więcej: to samopoznanie jest często niewygodne. Oczekuje odwagi, aby przyjrzeć się miejscom, które bolą. Wymaga pokory, aby przyznać, że nawet życie w najlepszej i najbardziej kochającej rodzinie nie zawsze jest w stanie wypełnić pustkę spowodowaną pytaniem, kim naprawdę jestem i skąd pochodzę.
To dlatego, jak pokazuje życie, często dzieci adoptowane już w dorosłości poszukują swoich rodziców biologicznych. Nie po to by z nimi żyć, ale by zapytać: dlaczego mnie oddałeś i poznać odpowiedź na pytanie, kim naprawdę jestem. Nie dlatego że nowa rodzina nie spełnia wymagań, lecz po to, by „uzupełnić” cenne korzenie, stanowiące fundament.
W obecnych czasach łatwo zmienić miasto, kraj, czy własną tożsamość. Mimo to dzieje życia 5-letniego Hindusa są niczym kotwica. Przypominają nam, że człowiek nie jest projektem, który można dowolnie przerobić. Jesteśmy historią, która czasem jest przerywana w połowie zdania. A mimo to warto dokończyć to zdanie, nawet jeśli wymaga wielu lat poszukiwań przed ekranem komputera.
Każdy z nas nosi w sobie „zaginione dziecko”, w postaci pytania, bólu, tęsknoty, a także wspomnienia, które nie wie, jak nazwać. A życie Saroo Brierley pokazuje nam, że poszukiwanie odpowiedzi to nie słabość, lecz dowód na nasze żywe istnienie i na to, że wciąż nam zależy.
Warto przeczytać: Te książki miały zniknąć. A dziś mogą uratować coś bardzo ważnego
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
01 kwietnia 2026

Zmień tryb na ciemny