Mroczny cień ludzkości. Dlaczego ludzie ufają silnym liderom

Fałszywi prorocy. Psychologia Junga o uwielbieniu tłumów dla władzy

Carl Gustav Jung nie wróżył. Zajmował się psychologią, fałszywymi prorokami i tym, dlaczego tłumy ich potrzebują. Jego wnioski tłumaczą, dlaczego dziś znów żyjemy w cieniu obaw o wojnę atomową.

Fałszywi prorocy: psychologia tłumów i miłość do władzy

Gdy po II wojnie światowej większość ludzi była przekonana, że raz na zawsze zrozumieliśmy bezsens mordowania się nawzajem, pojawiło się zagrożenie wojną nuklearną. Bezwzględność Putina wobec Ukrainy i nieprzewidywalność Trumpa, ożywiły lęki przed zagładą ludzkości. Oliwy do ognia dolewają takie osoby jak Paula White-Cain, pastorka reformowanego Kościoła pentekostalnego, osobista doradczyni duchowa Donalda Trumpa, która mówi, że „sprzeciw wobec prezydenta Trumpa to jest sprzeciw wobec Boga, a Biały Dom jest Ziemią Świętą”. 

Kompleks mniejszej wartości. „Naród znalazł swojego Mesjasza”

Budowanie postaci nieomylnych ze śmiertelnych ludzi, nigdy nie przyniosło światu nic dobrego. Znakomicie wychwycił sens zaistnienia fałszywych proroków Carl Gustaw Jung, szwajcarski psychiatra, który przyjrzał się osobowościom dyktatorów i przeanalizował znaczenie pojawienia się ich dla wyznawców. Tak mówił po dojściu Hitlera do władzy:

„Wydaje się, że naród niemiecki znalazł swojego Mesjasza. Pod tym względem sytuacja Niemców przypomina ongisiejszą sytuację Żydów. Od czasów klęski w I wojnie światowej Niemcy oczekiwali Mesjasza, Zbawiciela – to charakterystyczne dla ludzi z kompleksem mniejszej wartości. Kompleks niższości u Żydów wziął się z ich sytuacji geograficznej i politycznej, przyszło im bowiem żyć w zakątku świata traktowanym przez okupantów z obu stron świata niczym plac manewrowy. Kiedy zaś po pierwszej niewoli babilońskiej Żydzi wrócili na swe ziemie i spotkali się z niebezpieczeństwem eksterminacji przez Rzymian, wynaleźli napawającą otuchą ideę Mesjasza, który jeszcze raz zjednoczy i zbawi naród żydowski. Niemiecki kompleks mniejszej wartości zrodził się w podobnych warunkach. Niemcy za późno wyszli z Doliny Dunaju, za późno zaczęli kłaść fundamenty poczucia tożsamości narodowej – wzięli się za to dopiero wtedy, gdy Francuzi i Anglicy byli już na drodze do stworzenia własnych narodów. Za późno przystąpili do wyścigu o kolonie. A kiedy już utworzyli jeden naród, rozejrzeli się i spostrzegli, że Brytyjczycy, Francuzi i inni mają kolonie i wszystko to, co stanowi o bogactwie ekspansywnych narodów. To właśnie wtedy Niemców zaczęła zżerać zawiść, owładnął nimi resentyment. Stali się podobni do młodszego brata pozbawionego przez starsze rodzeństwo lwiej części spadku”.

Jeden człowiek jak cały naród

Zdaniem Junga, nie sposób mówić o Hitlerze, nie mówiąc o całym ówczesnym narodzie niemieckim, bowiem człowiek ten był jedynie uosobieniem narodu niemieckiego.

„Hitler nie przejawiał ani śladu ludzkich uczuć. Na jego twarzy malował się prostacki upór typowy dla ludzi owładniętych dążeniem do jasno określonego celu. Nijak nie można było w nim dostrzec oznak poczucia humoru. Patrząc na niego człowiek wiedział, że nigdy nie będzie w stanie porozmawiać z nim jak z drugim człowiekiem, albowiem mając go naprzeciw siebie, znalazłby się w obliczu nicości. Hitler nie jest człowiekiem – to zbiorowość. Hitler nie jest indywiduum – to cały naród”.

Psychologia Junga: społeczeństwo i jego Cień

Dlatego niemożliwe jest wyjaśnienie fenomenu Hitlera na płaszczyźnie osobistej. Tak jak nie sposób wytłumaczyć wielkiego dzieła sztuki, patrząc na nie tylko przez pryzmat życia artysty, który jest jego autorem. Wielkie dzieło sztuki jest wytworem epoki, całego świata, w którym przyszło żyć artyście. Milionów otaczających go ludzi, tysięcy krążących wokół niego strumieni myśli i miliardów działań.

Ludzie pozbawieni wglądu we własną psyche, lgną do fenomenów, zwłaszcza fałszywych proroków. Im dłuższy nieuświadomiony Cień, wyparcie własnej brutalności i wszystkich niepochlebnych uczuć, tym większa podatność na manipulację przez ludzi władzy. Tym silniejsze naśladowanie ludzi mających pieniądze i rząd dusz w ręku, a także – ostatecznie i zawsze – bolesne rozczarowanie władzą

Kto wybiera dyktatorów?

Świetnie pokazuje to film Andriej Rublow Andrieja Tarkowskiego (1966 r.) o mnichu i malarzu ikon, który przemierza średniowieczną Ruś, stając się świadkiem wielu okrucieństw, włącznie z bezsensownym ludobójstwem. To tu, jak w żadnym innym arcydziele filmowym widzimy koszt, jaki ponosi jednostka za wyrabianie ponad trzystu procent normy w morderczej pracy, aby przypodobać się władcy. Ten nawet tego nie zauważa, owładnięty własną wizją celu, który kosztuje zdrowie i życie poddanych.

Jednostka, słaba, wyczerpana, odarta ze złudzeń pogrąża się w cierpieniu, które teraz, współcześnie nazwalibyśmy brakiem uznania i szacunku. A stąd już krok do autodestrukcji. Do poczucia, że jest się tylko nic nieznaczącym ludzkim śmieciem. Tak rodzi się człowiek zależny, którego serce wypełnia lęk nie do udźwignięcia w samotności. Pozostaje jedynie czekać na kolejnego Mesjasza.

Ciekawą analogię Jung dostrzegł podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych:

„W Ameryce, gdzieś na Wschodnim Wybrzeżu żyje klasa ludzi określanych mianem „biednego białego śmiecia” – to w większości potomkowie pierwszych osadników. To ludzie, którzy zostali tam, gdzie rzucił ich los, podczas gdy inni – ludzie energiczni i z inicjatywą – wsiedli na wozy i pojechali na Zachód. Na Środkowym Zachodzie spotkałem zatem ludzi, których uważam za najbardziej stabilnych Amerykanów, to znaczy ludzi najbardziej zrównoważonych psychicznie”. 

Skąd to szukanie analogii? Ktoś przecież wybiera dyktatorów, powierza im swoje sprawy, wierzy w ich sprawczość i nieomylność. Nie potrzebuje, a nawet nie jest w stanie już myśleć samodzielnie. Mesjasz zrobi to za niego. Wie lepiej, co potrzebne jest narodowi. Wszystkim tym, którzy stracili wiarę i nadzieję we własną sprawczość.

Remedium według Junga: kontakt z sobą prawdziwym

Carl Gustaw Jung, twórca psychologii głębi, był również mistykiem i artystą malarzem. Za malarskie tworzywo służyły mu najczęściej sny, na podstawie których konstruował niepowtarzalne mandale. Sny przynosiły także wizje, które Jung szczegółowo analizował, a jego wglądy, które przetrwały próbę czasu, do dziś mogą służyć za drogowskaz tym, którzy chcą lepiej pojąć siebie i świat wokół

Jung celebrował kontakt z sobą prawdziwym. I dbał o tę szlachetną więź do końca swojego życia. Ostrzegał wielokrotnie przed projekcją „Cienia”. Twierdził, że ludzkość nie radząc sobie z własną agresją i destrukcyjnymi popędami, projektuje tę mroczną stronę w sobie na wroga, którego upatruje wszędzie tylko nie w sobie samym – Wschód na Zachód i odwrotnie. O wiele bezpieczniej byłoby uznać w sobie Cień, gdyż nieuświadomiony, zawsze stanowi zagrożenie.

Jung o wojnie nuklearnej: dzieci bawiące się zapałkami

Zdaniem Junga wojna nuklearna to „cień” zmaterializowany w technologii. Gdy człowiek rozszczepił atom, zdobył moc „boską”, nie dorastając do niej pod względem moralnym i psychologicznym. Z tak potężną bronią ludzkość stała się jak dziecko bawiące się zapałkami. Tę niedojrzałość człowieka, który niszczy własną planetę i pragnie sięgnąć gwiazd, świetnie pokazuje film Kubricka Kosmiczna odyseja z 1968 r. Odkąd małpa spostrzegła, że można użyć kości do zabijania innej małpy, tylko rozwinęła technologię przemocy i śmierci. I nie będzie temu końca. 

Chyba że człowiek, każdy z osobna, zdecyduje się świadomie pracować nad Cieniem, uświadomić sobie własną agresję. W przeciwnym razie ludzie dążyć będą do samozniszczenia. A już na pewno nie podbiją kosmosu. Zdaniem Junga loty kosmiczne to zaledwie próba ucieczki przed samym sobą. Przecież znacznie łatwiej wylądować na Marsie czy na Księżycu niż poznać istotę samego siebie.

„Niebezpieczeństwo owego nie dającego się powstrzymać pędu do podboju kosmosu polega na tym, że symbolizuje on stan skrajnego lęku”

– tłumaczył Jung w rozmowie z Miguellem Serrano z 1961 roku. Wyznał mu też, że na podstawie snów swoich pacjentów, w których nader często pojawiała się postać Wotana (staronordycki bóg wojny), przewidział wybuch II wojny światowej. Widmo wojny atomowej traktował jako psychiczny „miecz Demoklesa”, który zmusza człowieka do zmierzenia się z mrokiem własnej psychiki. Odmowa uznania własnego Cienia – z całym jego potężnym ładunkiem wszystkiego, czego w sobie nie lubimy – to droga do ostatecznej zagłady.

Co wynika z lekcji Junga? „Nie kapitulować w obliczu lęku”

Jung cieszył się ogromną popularnością jako psychiatra i terapeuta, ale także zyskał wielki szacunek jako komentator bieżącej rzeczywistości i prognoz na przyszłość. A żył w czasach burz i naporów, obserwował przebieg dwóch wojen światowych, które odcisnęły piętno nie tylko na starej Europie. Ich konsekwencje ciągną się za światem do dziś. Jungowskie przemyślenia dotyczące polityków, władzy i indywidualnych losów zdają się być wciąż aktualne. I boleśnie prawdziwe.

Póki co jednak, przeczucia Junga podzielają i pojmują z reguły ludzie, którzy przeszli swoją smugę cienia. Zrozumieli, że mają w sobie – oprócz dobrych cech – także chciwość, zazdrość, nienawiść, bezradność, smutek i autodestrukcję. Akceptują, że te uczucia są w każdym człowieku. Nie dają im jednak pożywki w postaci miłości do wojny pod żadną postacią. 

Choroba własna lub najbliższej osoby, doświadczenie śmierci ukochanych ludzi, utrata tego, co najdroższe. To sytuacje graniczne. Potrafią zmienić człowieka o sto osiemdziesiąt stopni. Doświadczający przemiany, ci, którzy poznali siebie w bólu, nie sięgają po broń. Nie mordują wrogów. Rozpoznali wroga w sobie. Oswoili jungowski Cień. Największą wartością w ich istnieniu staje się spokój. I praca dla dobra innych istot. Jak mówi Jung:

„Nigdy nie powinniśmy kapitulować w obliczu lęku, musimy jednak przyznać, że się lękamy”.

Przeczytaj także: System „wie lepiej”. Tak oddajemy wolność za bezpieczeństwo


Nowy numer kwartalnika „Holistic News” 2/2026 już dostępny

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Karina Obara

Autor


Ukończyła politologię na UMK w Toruniu, Studium dziennikarstwa europejskiego w Centrum Europejskim Natolin w Warszawie oraz Akademię Terapii Transpersonalnej w Warszawie. Dziennikarka, pisarka, autorka sztuk teatralnych, malarka, terapeutka w certyfikacji. Wydała dziewięć książek, m.in. "Jak odzyskać duszę", „Gdy nadwrażliwość wystawia rachunki. Czterdzieści dwa listy o miłości, życiu i śmierci” (wspólnie z filozofem prof. Lechem Witkowskim) oraz „Miłość w Ejlacie”. Wyd. PIW. Publikowała w Twórczości, Odrze, Czasie Literatury, Helikopterze, Dialogu.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.