System „wie lepiej”. Tak oddajemy wolność za bezpieczeństwo

Ograniczanie wolności dziś. Czy autorytaryzm działa dla dobra ogółu?

Często nie tracimy wolności nagle. Oddajemy ją powoli: w zamian za wygodę, bezpieczeństwo i brak niepewności. Problem w tym, że moment graniczny przychodzi wtedy, gdy jest już za późno.

Kiedy „dobro ogółu” zaczyna nam coś odbierać

Czy autorytaryzm, działając na szkodę jednostki, może działać na rzecz dobra ogółu? Czy stabilność, bezpieczeństwo i dobrobyt większości jest wystarczającym usprawiedliwieniem ograniczenia wolności jednostek? Janusz Zajdel w genialnej powieści Limes inferior pokazuje, jak bardzo kusząca i jak bardzo niebezpieczna może być taka kalkulacja.

Argoland nie jest typową dystopią. To nie jest jawna dyktatura z karabinami na ulicach, lecz subtelny, biurokratyczny totalitaryzm, w którym państwo kontroluje każdy aspekt życia pod pretekstem wyższego celu. To świat poukładany algorytmicznie, którego podstawę stanowi system rang – hierarchia oparta na mierzonej „inteligencji” i klasach społecznych. Ranga decyduje o wszystkim: pracy, mieszkaniu, dostępie do dóbr, a nawet o ilości wolnego czasu.

Ograniczanie wolności dziś zaczyna się niewinnie

Ta nowoczesna forma autorytaryzmu działa przede wszystkim przez inżynierię społeczną i technologiczną. Człowiek ma być jak dobrze dobrany element w układance. Ma pasować do swojego „slotu”. W teorii taki ustrój ma działać na korzyść wszystkich. Skoro ludzie różnią się możliwościami, to – jak twierdzą władze – trzeba ich odpowiednio „ustawić”, aby nikt się nie marnował, a społeczeństwo pozostawało stabilne. System klas, punktów i przydziałów pracy ma zapewniać, że każdy znajdzie swoje miejsce, a całość będzie funkcjonowała bez chaosu.

System, który wie lepiej od Ciebie

W praktyce Zajdel pokazuje coś przeciwnego. Jednostka zostaje sprowadzona do parametru w tabelce. Ci z niższych klas intelektu są z góry skazani na marginalizację, a ponadprzeciętni – odgórnie formatowani do roli trybików, którym nie wolno przekraczać wyznaczonych granic. Zamiast rozwijać talenty i budować zaufanie, system uczy kombinowania, ukrywania się i gry pozorów. „Dobro ogółu” zaczyna znaczyć: sprawnie działająca maszyna, a nie dobre życie realnych ludzi.

Ograniczanie wolności dziś zaczyna się od dobrych intencji

Zajdel pokazuje autorytaryzm jako system, który obiecuje bezpieczeństwo i sprawiedliwość. W praktyce jednak zamienia obywateli w automaty służące „ogółowi”, odbierając im wolność i czas.

Największym bogactwem człowieka jest czas, który pozostaje z życia po odliczeniu wszystkich godzin wypełnionych obowiązkami wobec społeczeństwa i koniecznymi staraniami o zapewnienie sobie możliwości materialnego przetrwania.

– mówi Sneer , główny bohater powieści.

Jednostka jest zmuszana do ciągłego dostosowywania się. Do rangi, do pracy, która nie zawsze odpowiada jej zdolnościom, do rezygnacji z indywidualnych marzeń na rzecz „obowiązków wobec społeczeństwa”. System tworzy iluzję wolności. W rzeczywistości jest to „doskonale kontrolowany bałagan, stwarzający pozory zarówno porządku jak wolności”. Ludzie tracą autentyczność, kreatywność, a nawet prawo do bycia sobą – wszystko w imię wyższego dobra.

Kontrola, która wygląda jak troska

Kluczowe w Limes Inferior jest to, że władze Argolandu nie przedstawiają się jako cyniczni tyrani. Według własnej narracji rządzą po to, by chronić ludzkość przed realnym niebezpieczeństwem – obcymi, którzy mogą zniszczyć lub podporządkować sobie ludzi. System kontroli, selekcji i nadzoru ma być tarczą, a nie biczem. Usprawiedliwieniem dla autorytaryzmu jest tutaj konieczność. To ona stanowi, że lepiej ograniczyć wolność jednostki, niż dopuścić do upadku całej cywilizacji.

W tym świetle odpowiedź na pytanie „czy autorytaryzm działa” wydaje się bardziej skomplikowana. Skoro niebezpieczeństwo jest realne, skoro stawką jest przetrwanie gatunku, to podporządkowanie jednostek może jawić się jako moralnie konieczne. Według zasady: wolność dziś w zamian za życie jutro. Zajdel bardzo konsekwentnie podgryza jednak tę logikę. Pokazuje, że system, który ma „chronić” społeczeństwo, robi to kosztem stopniowego niszczenia wszystkiego, co w tym społeczeństwie żywe.

Adi „Sneer” Cherryson zaczyna jako ktoś, kto w Argolandzie radzi sobie ponadprzeciętnie dobrze. Zna reguły gry i potrafi je naginać. Z początku wydaje się, że to typowy „sprytny cwaniak”, który w każdym ustroju znajdzie dla siebie niszę. Im więcej jednak widzi, tym wyraźniej dostrzega, że fundamenty są fałszywe. Że za fasadą „racjonalnego” porządku kryje się układ, w którym realne decyzje zapadają gdzie indziej. I w którym interes „ogółu” jest tylko zasłoną dymną dla utrzymania kontroli.

Moment, w którym system przestaje chronić

Wraz z tym odkryciem pojawia się pytanie: co właściwie zostaje z tego społeczeństwa, które państwo rzekomo chroni? Czy ludzie, którzy żyją w strachu, w permanentnym stanie zależności od systemu, jeszcze tworzą wspólnotę, czy tylko suchą statystykę? Jeśli „dobro ogółu” wymaga społeczeństwa złożonego z posłusznych, zastraszonych jednostek, to pytanie brzmi: czy to jeszcze ogół, czy tylko wygodna masa do zarządzania?

Kiedy tracimy wolność i tego nie widzimy

Zajdel nie daje prostych odpowiedz. Sugeruje jednak, że autorytaryzm, niszcząc jednostkę w imieniu ochrony ogółu, dochodzi do momentu, w którym nie ma już czego chronić. Bez wolnych, kreatywnych ludzi społeczeństwo traci bowiem sens. W tym kontekście nawet realne zagrożenie nie może stanowić usprawiedliwienia dla budowy ustroju, który dla „wyższego dobra” krok po kroku odbiera ludziom możliwość bycia sobą.

Odpowiedź, jaka się nasuwa, jest gorzka, ale jednoznaczna. Autorytaryzm może zasłaniać się wyższym dobrem, może faktycznie odpierać jakieś niebezpieczeństwa, ale jeśli robi to kosztem wolności i godności jednostek, to ostatecznie zaprzecza idei dobra ogółu. Bo bez jednostek nie ma już ogółu, który warto chronić.

Przeczytaj również: Autorytaryzm ma dwa oblicza. Jedno było długo ignorowane


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.