Humanizm
Z nosem w smartfonie. Uzależnienie rodziców odciska się na dzieciach
17 listopada 2024
Amerykańskie zetki i młodsi milenialsi dzielą się jak na szkolnej potańcówce – chłopcy na prawo, dziewczynki na lewo. Jak zauważa Daniel A. Cox, od dekady z każdym rokiem młode kobiety stają się bardziej liberalne. Mężczyźni albo zostają na prawicy, albo w ogóle tracą zainteresowanie polityką. Czy ten podział jest odzwierciedleniem głębszych rozpadów w zachodnich społeczeństwach, czy stoi za nim coś więcej?
Daniel A. Cox, statystyk i dyrektor Survey Center on American Life, zajmuje się badaniem trendów społecznych, politycznych i ekonomicznych wśród amerykańskich młodych ludzi. Na podstawie statystyk zgromadzonych przez wspominany instytut Cox podsumowuje, że przepaść dzieląca poglądy młodych mężczyzn i kobiet w Stanach Zjednoczonych jest najgłębsza od 25 lat. Amerykanki w wieku 18–30 lat są bardziej skłonne niż mężczyźni (różnica wynosi 30 punktów procentowych), aby głosować na partie lewicowe i liberalne. Badacz przyznaje, że każde pokolenie podlega zmianom i nowym trendom społecznym, każde kolejne jest bardziej liberalne od poprzedniego, ale przepaść polityczna w tym przypadku jest niebywała. Podobne podziały obserwuje się wszędzie na świecie, od Niemiec po Koreę Południową.
Polecamy: Lewica postkomunistyczna. Dwie drogi ludzi reżimu
Według badań Coxa podział płciowy nie przebiega wyłącznie na linii lewica–prawica, ale uwidacznia się także w zainteresowaniu polityką w ogóle. Młodzi mężczyźni nie są równie żarliwie zaangażowani w kwestie klimatyczne czy społeczne. Dyrektor Survey Center on American Life zauważa, że kobiety miały okazję zjednoczyć się wokół wspólnych kwestii – na przykład wokół ruchu #metoo czy kwestii aborcji. Młodzi mężczyźni nie mają jednoczącej ich sprawy, o którą mogliby wspólnie walczyć. Co więcej, według statystyk organizacji Equimundo z 2023 roku, są mniej skłonni do pozytywnego oceniania feminizmu niż poprzednie pokolenie – tylko 47 proc. osób płci męskiej w wieku 18–23 lat w Stanach Zjednoczonych zgadza się ze stwierdzeniem, że „feminizm uczynił USA lepszym miejscem”, w porównaniu do 56 proc. przedstawicieli starszej grupy (w wieku 38–45 lat).
Albert Esteve Palós, ekonom i demograf z Uniwersytetu Barcelońskiego, ogłosił koniec hipergamii na Zachodzie. Kobiety są dużo lepiej wykształcone od mężczyzn, często lepiej od nich zarabiają. Naturalna skłonność do tego, by wybierać mężczyzn o wyższym statusie społecznym i materialnym, zanika. Palós przyznaje, że oczywiście ludzie mają tendencję do wybierania partnerów z własnego przedziału ekonomicznego albo o podobnym poziomie wykształcenia. Ale w przypadku związków, w których pojawia się rozbieżność, w przyszłości możemy oczekiwać więcej tych, w których to kobieta jest lepiej wykształconą partią. Tak jest już w krajach, w których jest więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn. To naturalna konsekwencja odwrócenia podziałów edukacyjnych płci.
W czasie, gdy kobiety błyszczą na politechnikach, młodzi mężczyźni nie radzą sobie najlepiej. Są bardziej podatni na uzależnienie od narkotyków, alkoholizm i częściej przejawiają skłonności samobójcze. Richard V. Reeves bije na alarm w książce Of Boys and Men: Why the Modern Male is Struggling, Why It Matters, and What to Do About It, przekonując, że podczas gdy współczesne trendy uczyniły życie lepszym dla kobiet, to mężczyźni pozostali daleko w tyle. Ich zarobki są niższe, są częściej bezrobotni. Reeves wini instytucje państwowe, system edukacyjny i zanik „tradycyjnych” męskich prac. Podkreśla, że nie ma dowodu na to, że to lepsza sytuacja kobiet przyczyniła się do pogorszenia sytuacji mężczyzn.
Polecamy:
Z Reevesem nie zgodziliby się popularni autorzy podcastów „maskulinistycznych”. Opinia publiczna usłyszała o Andrew Tate, byłym bokserze, „guru” tak zwanej manosfery, przy okazji jego aresztowania przy podejrzeniu o współudział w handlu ludźmi w Bułgarii. Tymczasem manosfera (zwyczajowa nazwa treści internetowych, przede wszystkim w postaci podcastów i filmików na platformie YouTube, poświęconych w najlepszym wypadku kwestiom męskości, a w najgorszym szerzeniu najniższych lotów mizoginii) pełna jest podobnych do Tate’a, na poły anonimowych twórców kreujących wizerunek twardych, „tradycyjnych”, a przede wszystkim agresywnych mężczyzn.
Młodzi mężczyźni radykalizują się, konsumując treści, które przekonują ich do nienawiści do tak zwanych współczesnych kobiet. Według kanałów takich jak Manosphere albo podcastu @whatever współczesna kobieta reprezentuje wszystko, co najgorsze w liberalnej kulturze. Guru manosfery dopatrują się konkretnego schematu: Młoda piękna dziewczyna, zamiast dać szansę tradycyjnemu mężczyźnie, który się nią zaopiekuje, woli oddawać się liberalnym wartościom i imprezuje. Rodzi dzieci przynajmniej trzem napakowanym mięśniakom, z których żaden nie jest nią zainteresowany. A kiedy już jest stara, niepotrzebna i ma „dużo na liczniku”, pani szuka frajera, który zajmie się nią i gromadką jej dzieci. Ikony manosfery przekonują, że każda kobieta zdradza, kłamie i szuka naiwniaka, aby ogołocić go z pieniędzy i godności.
Polecamy: Dobre żony, mądre matki – tradycyjny ideał kobiecości w Chinach, Japonii i Korei a nowoczesność
Czy to, że mężczyźni skręcają na prawo, to tylko wynik oddziaływania fali antyfeministycznej reakcji? Media społecznościowe są jak komory pogłosowe, w których dzięki algorytmom odbijają się i amplifikują te same głosy. Pokolenie Z oraz młodsi milenialsi wychowali się w świecie, w którym wiele (czasami większość) interakcji społecznych odbywa się online. Komunikacja przez internet może być dehumanizująca. Dużo łatwiej traktować z góry, lekceważyć i demonizować kogoś, kto nie stoi przed nami. Podziały polityczne i płciowe są bardziej wyraźne, gdy tak łatwo stworzyć w głowie obraz „wroga”. A że zetki nie randkują i uprawiają dużo mniej seksu niż poprzednie generacje, to nic dziwnego, że nie ma okazji, by swoją wizję świata skonfrontować z rzeczywistością.
W mediach społecznościowych liczą się najbardziej donośne głosy. Młodym ludziom nie pozwala się pozostawać neutralnym, są zmuszeni do opowiedzenia się po jednej ze stron. Problem leży w samej naturze obu ideologii. Esencja wartości konserwatywnych i religijnych może być bardzo antykobieca. Współczesne kobiety stawiają na niezależność i wolność, postrzegają siebie jako osoby, a nie poprzez pryzmat funkcji społecznej, i dlatego odrzucają ideologię, która mówi im, jakie powinny być. Tymczasem według ruchu Social Justice, określanego mianem woke, świat dzieli się na prześladowców i prześladowanych. Linie podziału wyznaczają cechy takie jak płeć, tożsamość płciowa, rasa czy orientacja seksualna. Z marszu kobiety otrzymują w nim „punkty”, a mężczyźni są na przegranej pozycji.
Kryzys dzietności sięga wszystkich krajów rozwiniętych. To, że przedstawiciele pokolenia Z nie są zainteresowani poszukiwaniem partnera, a zamiast tego dryfują w stronę dwóch krańcowych biegunów, może być powodem do niepokoju. Mężczyźni zwracają się w stronę wartości konserwatywnych i poszukują partnerki, która reprezentuje amerykański ideał lat 50. Tymczasem kobiety pragną mężczyzny liberalnego, feministy, prawdziwego partnera w życiu codziennym. Jeśli zredukujemy te postawy do ich istoty, to można powiedzieć, że mężczyźni szukają kobiet, których już nie ma, a kobiety – mężczyzn, których jeszcze nie ma.
Daniel A. Cox uważa, że podziały płciowe nie tylko uniemożliwią młodym mężczyznom i kobietom znalezienie płaszczyzny porozumienia i stworzenie związku partnerskiego, ale że problem leży głębiej – obie płcie wzajemnie obwiniają się za swoje problemy. Niestety, światowa gospodarka ma to do siebie, że w dużym stopniu opiera się na trendach demograficznych. Płciowe podziały polityczne i wzajemną niechęć zetek do siebie nawzajem musimy traktować poważnie – od nich zależy nasza emerytura.
Może Cię także zainteresować: