Nauka
Myśleli, że to zwykły grób. Odkryli króla sprzed 3500 lat
11 lutego 2026

Dla wielu rodziców Librus stał się codziennym nawykiem, dla części także źródłem stresu. Teraz państwo chce go zastąpić centralnym e-dziennikiem. Co to oznacza dla ocen, prywatności danych i domowych relacji?
Ministerstwo Edukacji Narodowej wraz z Ministerstwem Cyfryzacji pracują nad centralnym, państwowym dziennikiem elektronicznym, który ma objąć wszystkie szkoły w Polsce. Według zapowiedzi pierwsza faza wdrożenia ma rozpocząć się 1 września 2027 r. Co istotne, dostęp do systemu ma odbywać się poprzez aplikację mObywatel. Zapowiadany państwowy e-dziennik ma być darmowy, a prace nad nim prowadzone są m.in. w Centralnym Ośrodku Informatyki.
Nowy e-dziennik ma zastąpić komercyjne platformy, za które dziś wiele szkół i samorządów płaci abonamenty. Wprowadzone mają też zostać jednolite standardy ochrony danych i logowania dla uczniów, rodziców i nauczycieli. Minister edukacji Barbara Nowacka podkreśla, że planowany system jest „bardzo dużym przedsięwzięciem, bardzo wrażliwym, dotyczący danych osobowych”. Dodaje też, że państwo musi podejść do niego „znacznie bardziej odpowiedzialnie, niż podchodzą dzisiaj firmy, które często taki dziennik dostarczają”.
Eksperci od cyberbezpieczeństwa zwracają uwagę, że centralny system – jeśli będzie odpowiednio zaprojektowany – może ograniczyć rozproszenie danych i ułatwić ich ochronę. Równocześnie wskazują jednak, że stanie się atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców.
Dlatego przy wprowadzeniu nowego e-dziennika kluczowe będą m.in. silne mechanizmy uwierzytelniania, audyty bezpieczeństwa oraz jasne zasady migracji danych z obecnych e‑dzienników, które w wielu szkołach działają od lat. Jednocześnie eksperci postulują ustalenie jasnego podziału odpowiedzialności za bezpieczeństwo. Ważne będzie też zapewnienia szkole wsparcia technicznego, by włamania do systemu były mniej prawdopodobne i szybciej wychwytywane.
Impulsem do zmian stała się głośna afera z włamaniem do dziennika Librus w Zespole Szkół Ekonomiczno Gastronomicznych im. Stanisława Staszica w Otwocku. 18 stycznia sprawcy przejęli konto jednego z nauczycieli i uzyskali dostęp do dziennika szkoły.
Według relacji wicedyrektorki Beaty Ćwiek, w e-dzienniku zaczęły pojawiać się masowo nieuzasadnione, negatywne oceny oraz wulgarne wiadomości. Wyglądały one tak, jakby wysyłał je nauczyciel. Jedynki i obraźliwe treści pojawiły się u większości uczniów z różnych przedmiotów.
Szkoła zareagowała, blokując dostęp do przejętego konta, zabezpieczając system i kontaktując się z administratorem dziennika. Wicedyrektorka podkreślała, że placówka natychmiast poinformowała o incydencie uczniów i rodziców. Cała sprawa została dodatkowo zgłoszona na policję.
Afera w Otwocku wywołała falę komentarzy przedstawicieli rządu, a także reakcję samej spółki Librus. Prezes firmy, Marcin Kempka, w liście otwartym skierowanym do Ministerstwa Edukacji tłumaczył, że w Otwocku „nie doszło do przełamania zabezpieczeń systemu, lecz do przejęcia konta nauczyciela i wykorzystania go do działań w dzienniku elektronicznym konkretnej szkoły, czyli upraszczając, do nieuprawnionego wykorzystania loginu i hasła nauczyciela”.
W liście zwrócił uwagę, że „81,37% kont nauczycieli w dzienniku elektronicznym prowadzonym przez tę spółkę nie używa dwuskładnikowego uwierzytelniania przy logowaniu się”. W dokumencie znalazł się również apel, by resort edukacji „odrobił swoje zadanie domowe z przedmiotu, jakim jest »bezpieczeństwo danych uczniów«”.
Na list prezesa odpowiedziała minister edukacji Barbara Nowacka. Publicznie podkreśliła, że obowiązek zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń leży przede wszystkim po stronie dostawcy systemu. W jej wypowiedziach wybrzmiewał postulat, by to nowy państwowy e-dziennik stał się standardem bezpieczeństwa i darmowym rozwiązaniem dla szkół.
Otwock nie był pierwszym przypadkiem, w którym dziennik elektroniczny stał się celem ataku. W ostatnich miesiącach media opisywały serię cyberataków na e-dzienniki w różnych częściach kraju. Polegały na przejmowaniu kont nauczycieli, masowym wystawianiu ocen lub wysyłaniu obraźliwych wiadomości do uczniów.
Eksperci podkreślają, że podobne incydenty wynikają często z połączenia dwóch czynników. Jednym są niewystarczająco skonfigurowane zabezpieczenia systemu. Drugi to tzw. „czynnik ludzki”, czyli słabe hasła, brak uwierzytelniania dwuskładnikowego i łatwe uleganie phishingowi. Dlatego niezależnie od tego, czy szkoła będzie korzystała z prywatnego e-dziennika, czy z państwowego rozwiązania, bezpieczeństwo cyfrowe będzie wymagało zarówno dobrego projektu technicznego, jak i regularnych szkoleń użytkowników.
Librus to jeden z największych w Polsce komercyjnych systemów dziennika elektronicznego. Używany jest przez tysiące szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Platforma umożliwia wystawianie ocen, odnotowywanie frekwencji, komunikację z rodzicami, publikację planu lekcji i ogłoszeń, a także integrację z innymi usługami edukacyjnymi.
System działa w modelu chmurowym. Dostęp do niego odbywa się przez przeglądarkę lub aplikację mobilną, z wykorzystaniem indywidualnych loginów i haseł uczniów, rodziców oraz nauczycieli. E-dzienniki, takie jak Librus, stały się de facto cyfrowym sercem szkoły. To tam trafiają informacje o ocenach, nieobecnościach, uwagach, a często także dane kontaktowe i wrażliwe informacje o uczniach.
Psychologowie i terapeuci coraz częściej zwracają uwagę, że intensywne korzystanie z dzienników elektronicznych może poważnie zaburzać relacje między rodzicami a dziećmi. W gabinetach zdarza się, że specjaliści wprost radzą rodzicom… odinstalowanie aplikacji. Zaczynają oni czuć się przez nią „prześladowani”, reagując na każdy szkolny sygnał natychmiastowym napięciem i pretensjami kierowanymi do dziecka.
Eksperci wskazują, że kiedyś dziecko miało szansę samo opowiedzieć o porażce i jednocześnie o tym, że już umówiło się z nauczycielem na poprawę. Dziś rodzic wie o jedynce przed rozmową z dzieckiem. Wraca do domu już rozgniewany, bez znajomości kontekstu i gotowości do dialogu. Specjaliści podkreślają, że takie sytuacje nie przekładają się na dobre relacje między rodzicami a dziećmi. Zamieniają bowiem codzienny kontakt w ciągły monitoring. Powstaje w ten sposób sytuacja, w której dziecko musi uspokajać dorosłego, zamiast doświadczać od niego wsparcia.
W konsekwencji używanie e‑dziennika jako narzędzia nadmiernej kontroli odbiera uczniom poczucie sprawczości. Sprawy, które mogłyby być załatwione między nauczycielem a uczniem, natychmiast wciągają do gry zdenerwowanego dorosłego. W efekcie dziecko ma mniej okazji, by „załatwić coś samo”, nauczyć się negocjacji, przyznać się w domu do słabej oceny i wspólnie poszukać rozwiązań. Wszystko przez to, że rodzic zna już cyfrowy „wyrok” i patrzy na dziecko przez pryzmat powiadomień.
W relacjach psychologów pojawiają się dramatyczne głosy nastolatków, którzy mówią, że rodzice ich nie kochają, bo ważniejszy od nich jest Librus. Dla części dzieci dziennik elektroniczny staje się symbolem nieufności. Sygnałem, że rodzic bardziej interesuje się średnią ocen niż tym, co dziecko przeżywa, czego się boi i z czego jest dumne.
Przeczytaj również: Jak używać Librusa mądrze albo wcale? Aplikacja psuje relacje
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: