Nauka
Szczęśliwy związek to nie transakcja wymienna. Liczą się emocje
12 marca 2026

Arthur Laffer, słynny ekonomista, który pół wieku temu położył podwaliny pod politykę gospodarczą administracji Ronalda Reagana nie ma dobrych wieści dla Starego Kontynentu. Ostrzega, że podatki w Europie zabijają motywację do pracy.
Doradca Reagana stał się legendą dzięki sformułowaniu prawa dotyczącego podatków, co uczynił na… serwetce. Był wrzesień 1974 roku. Ameryka dusiła się w stagflacji – wysokiej inflacji połączonej z niskim wzrostem. Prezydent Gerald Ford planował podnieść podatki, by opanować kryzys. Jego współpracownicy, Dick Cheney (późniejszy wiceprezydent) i Donald Rumsfeld (późniejszy sekretarz obrony), spotkali się w waszyngtońskiej restauracji Two Continents z Lafferem i dziennikarzem Jude’m Wanniskim, by przedyskutować alternatywy.
Laffer miał wtedy prostą, ale radykalną tezę: podwyżka podatków nie tylko nie pomoże, ale wręcz zaszkodzi. Cheney nie do końca rozumiał, jak rząd może obniżyć podatki i jednocześnie zebrać więcej pieniędzy. Wtedy Laffer sięgnął po serwetkę (podobno materiałową) i narysował na niej prosty wykres – dwie osie i krzywą w kształcie odwróconej litery U.
Punkt wyjścia: podatek 0 proc. oznacza dochód państwa 0 proc. Druga skrajność: podatek 100 proc. to też 0 proc. Bo nikt nie będzie pracował za darmo. Gdzieś pomiędzy leży optymalna stawka, która maksymalizuje wpływy do budżetu. Laffer przekonywał, że Ameryka jest po prawej stronie tej krzywej – czyli podatki są tak wysokie, że ich dalsze podnoszenie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Wniosek? Obniżka podatków może paradoksalnie zwiększyć dochody państwa, bo rozkręci gospodarkę.
Cheney był pod wrażeniem. Rumsfeld zabrał serwetkę na pamiątkę. Dziś oryginał (lub jego wierna kopia) znajduje się w zbiorach Smithsonian Institution, narodowego muzeum historii Ameryki. Wanniski ochrzcił wykres mianem „krzywej Laffera” i spopularyzował go na łamach Wall Street Journal. Kilka lat później teorie Laffera stały się intelektualnym fundamentem reaganomiki – gigantycznych obniżek podatków, które zmieniły oblicze ówczesnej amerykańskiej prawicy. Laffer współcześnie był doradcą Donalda Trumpa w kampanii prezydenckiej 2016 roku. Trzy lata później został przez niego odznaczony Medalem Wolności.
Krzywa Laffera budzi też kontrowersje. Krytycy (a jest ich niemało) wskazują, że w praktyce obniżki podatków rzadko kiedy „same się finansują”, a eksperymenty w Kansas czy Luizjanie zakończyły się dziurami budżetowymi i politycznymi klęskami. Sam Laffer przyznawał zresztą, że nie pamięta dokładnie tamtego wieczoru, a matka uczyła go, by nie bazgrać po ładnych, materiałowych serwetkach. Niemniej, historia ta na stałe weszła do kanonu ekonomii politycznej.
Obecnie Arthur Laffer wciąż ma mocne zdanie na temat polityki gospodarczej. Tym razem jego celem jest Europa. I choć minęło 50 lat, jego diagnoza brzmi znajomo: podatki w Europie są za wysokie, państwo za duże, a ludzie tracą motywację.
Zdaniem amerykańskiego ekonomisty, Europa jest „bardzo blisko bycia gospodarką niewolniczą”. To mocne porównanie ma ilustrować system, który – w jego opinii – odbiera obywatelom i przedsiębiorcom motywację do wysiłku, innowacji i podejmowania ryzyka. W wywiadzie dla brukselskiego think tanku IES Europe, przeprowadzonego na kanale YouTube sieci EPICENTER, Leffer nie pozostawia suchej nitki na europejskim modelu gospodarczym.
Jego diagnoza jest brutalnie prosta: europejskie rządy stały się zbyt duże, zbyt drogie i zbyt mocno ingerują w gospodarkę. W ten sposób duszą własny potencjał wzrostu. Poziom podatków w Europie i stopień skomplikowania systemów podatkowych stanowią w jego analizie nierozerwalną parę – bez radykalnej obniżki tych drugich, gospodarka nie jest w stanie się rozwijać.
Laffer argumentuje, że wysoki poziom wydatków publicznych, skomplikowane regulacje i ogromne podatki tworzą system, w którym bardziej opłaca się administrować i redystrybuować, niż faktycznie tworzyć wartość. Przedsiębiorcy, inwestorzy, a nawet zwykli pracownicy napotykają na swojej drodze więcej przeszkód niż szans.
Kluczowym wskaźnikiem jest dla niego wysokość opodatkowania. – Podatki w Europie powinny oscylować wokół 10 proc. PKB – twierdzi Laffer, wskazując, że obecnie są drastycznie wyższe. Jego zdaniem, wysokie krańcowe stawki podatkowe bezpośrednio zniechęcają do pracy, inwestowania i przedsiębiorczości. W dobie globalnej mobilności kapitału i wykwalifikowanej siły roboczej, Europa ryzykuje, że najbardziej dynamiczne jednostki i firmy po prostu wyniosą się z kontynentu.
Co proponuje ekonomista?
Jeden podatek, niski i prosty – Zamiast skomplikowanego systemu podatków dochodowych (PIT, CIT), składek społecznych i innych danin, Laffer proponuje jeden, szeroki, płaski podatek VAT w wysokości około 10 proc. To on miałby być głównym źródłem dochodów państwa. Całkowite obciążenie podatkowe nie powinno przekraczać wspomnianych 10 proc. PKB. Celem jest maksymalne uproszczenie i wyeliminowanie zniekształceń na rynku pracy i kapitału.
Urzędnik na akord – płacić za wzrost, nie za biurokrację. Ekonomista krytykuje system, w którym ministerstwa i agencje rządowe są nagradzane (większym budżetem, etatami) za tworzenie nowych regulacji i zwiększanie biurokracji. Postuluje, by płace w sektorze publicznym powiązać z mierzalnymi efektami gospodarczymi, takimi jak wzrost PKB, poziom inwestycji czy zatrudnienia. Innymi słowy: urzędnik ma zarabiać więcej, gdy dobrze radzi sobie gospodarka, a nie gdy spłodzi nowy, skomplikowany formularz.
Wolna konkurencja, nie ujednolicenie. Laffer jest zdecydowanym przeciwnikiem ujednolicania podatków i regulacji w całej UE. Według niego, „wyścig do dna” (obniżanie podatków, by przyciągnąć firmy) jest zjawiskiem pozytywnym. Konkurencja podatkowa między krajami wymusza poszukiwanie najlepszych rozwiązań. Kraje, które stworzą bardziej przyjazne warunki, przyciągną inwestycje i talenty, zmuszając pozostałe do reform. To samo tyczy się regulacji, zwłaszcza w nowych dziedzinach jak sztuczna inteligencja – zamiast sztywnych, unijnych dyrektyw, lepiej pozwolić państwom eksperymentować.
Laffer nie neguje całkowicie roli państwa. Uznaje jego funkcje w obszarach takich jak edukacja, sądownictwo czy obrona. Przestrzega jednak przed nadmierną redystrybucją dochodów. Jego teoria transferów mówi wprost: opodatkowanie jednych, by dać drugim, osłabia motywację po obu stronach. Ci, którzy płacą, widzą, że ich wysiłek jest mniej opłacalny. Ci, którzy otrzymują wsparcie, mają mniejszy bodziec, by zwiększać własną produktywność. Efektem jest co prawda niższa (na papierze) nierówność, ale kosztem niższego wzrostu gospodarczego dla wszystkich.
Co ciekawe, Laffer dopuszcza wyjątek – opodatkowanie produktów szkodliwych, takich jak tytoń. Opowiada się za podejściem polegającym na redukcji szkód: wyższe stawki na najbardziej niebezpieczne produkty, niższe na bezpieczniejsze alternatywy, jak e-papierosy czy saszetki nikotynowe. Cel powinien zachęcać konsumentów do przechodzenia na mniej szkodliwe opcje, a nie karać uzależnionych czy obciążać grupy o niższych dochodach. I tu również jest przeciwnikiem jednolitych unijnych regulacji. Ekonomista woli, by państwa członkowskie eksperymentowały i dostosowywały swoje podejścia w oparciu o rzeczywiste wyniki.
Podsumowując, wizja Laffera to Europa ograniczonych państw, niskich i prostych podatków oraz ostrej konkurencji między krajami. Jego słowa z pewnością dostarczą argumentów zarówno zwolennikom wolnego rynku, jak i przeciwnikom liberalizmu gospodarczego.
Czy tak radykalna – w obliczu dzisiejszego stanu Europy – wizja ma szansę na realizację? Nawet jeśli nie, diagnoza Laffera zmusza do refleksji. Bo jeśli podatki w Europie w obecnym kształcie mają doprowadzić gospodarkę UE do poziomu „gospodarki niewolniczej”, to czas na poważną debatę o przyszłości modelu społecznego Starego Kontynentu.
Przeczytaj także: Rozliczenia PIT za 2025 rok. Nowe odliczenia, mało znane ulgi
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Nauka
12 marca 2026


Zmień tryb na ciemny