Wojna zaczyna się w głowie. Skąd bierze się zgoda na przemoc

Manifestacja antywojenne

Wojna rzadko zaczyna się nagle. Zanim padną pierwsze strzały, rodzi się w przekonaniach, lękach i opowieściach, które nosimy w sobie. Psychologowie sprawdzili, co sprawia, że część z nas łatwiej akceptuje przemoc.

Od czego zależy poparcie dla wojny?

Konflikt na Bliskim Wschodzie przyniósł nam dobrze znany scenariusz: obrazy ataków rakietowych i przemówień o „odwecie” i „obronie” przeplatają się z apelami o natychmiastowe zawieszenie broni. Podział ten błyskawicznie zarysował się w przestrzeni publicznej, gdzie z jednej strony mamy głosy wyrażające poparcie dla wojny, a z drugiej organizacje pacyfistyczne i ekspertów ostrzegających przed eskalacją. Ten schemat powtarza się przy każdej wojnie – niezależnie od tego, czy mówimy o Ukrainie, Strefie Gazy, czy Bliskim Wschodzie.

Ludzka destrukcyjność i fenomen „prawdziwego wyznawcy”

Od lat psychologowie starają się zrozumieć, dlaczego część ludzi w takich sytuacjach instynktownie opowiada się po stronie użycia siły. W pewien sposób nawiązywał do tego Erich Fromm w głośnej Anatomii ludzkiej destrukcyjności. Pisał w niej m.in., że człowiek świadom swej odrębności musi zbudować nowe więzi ze swymi bliźnimi, ale jeśli tego nie będzie umieć — może zaistnieć – „dążenie do zniszczenia wszystkich innych.

W nieco inny sposób rozwinął to Eric Hoffer w Prawdziwym wyznawcy zastanawiając się nad fenomenem populizmu i tzw. wojen plemiennych, analizując mechanizm fanatycznej nienawiści do „wspólnego”, często sztucznie wykreowanego wroga.

Najnowsze badania rzucają jeszcze inne światło, na ten problem sugerując, że nie chodzi tylko o różnice polityczne, poziom wiedzy czy aktualne emocje. Okazuje się, że nasze postawy wobec wojny da się w dużej mierze przewidzieć na podstawie cech osobowości, sposobu wychowania i tego, jak postrzegamy męskość, hierarchię i przemoc.

Co zbadali psycholodzy

Jednym z najnowszych i najciekawszych projektów w tym obszarze jest badanie „Autorytaryzm i psychologia wojny: badanie cech osobowości w legitymizacji konfliktów zbrojnych”. Choć badanie zostało przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, wnioski, jakie z niego płyną, mają charakter uniwersalny.

Autorów badania nie interesuje konkretna wojna, lecz ogólna skłonność do popierania użycia siły zbrojnej. W centrum ich uwagi znajduje się klasyczna koncepcja osobowości autorytarnej oraz nowsze koncepcje psychologiczne, takie jak „ciemne” cechy osobowości (narcyzm, makiawelizm, psychopatia, sadyzm), orientacja na dominację społeczną i normy męskości oparte na przemocy.

Kto najczęściej popiera konflikty zbrojne?

Wyniki badania wprost wskazują, że „uległość autorytarna jest silnie związana z poparciem dla wojny”. Osoby skłonne do podporządkowania się silnej władzy, szukające porządku i sztywnych hierarchii, znacznie częściej popierają działania wojenne. Kluczowy jest również komponent agresji – gotowość do karania tych, którzy łamią normy lub są postrzegani jako zagrożenie. Osoba przekonana, że świat jest niebezpiecznym miejscem, a jedyną odpowiedzią jest „twarda ręka”, łatwiej zaakceptuje bombardowanie „dla bezpieczeństwa”.

Autorzy badania nie ograniczają się tylko do autorytaryzmu, włączając do modelu także „ciemne” cechy osobowości. Istotnym czynnikiem wpływającym na postawy militarystyczne okazał się zwłaszcza sadyzm. Nie oznacza to, że każdy zwolennik ostrej odpowiedzi militarnej jest sadystą.

Badanie pokazuje jednak, że w populacji istnieje podgrupa osób, które czerpią specyficzną satysfakcję z przemocy – choćby symbolicznej – i że w tej grupie poparcie dla wojny jest wyraźnie wyższe. To może być fascynacja bronią, brutalnymi grami czy fantazjami odwetu, a niekoniecznie otwarte przyznanie, że cierpienie innych jest atrakcyjne.

Badanie pokazuje także wagę norm męskości związanej z przemocą. Im bardziej ktoś utożsamia „prawdziwego mężczyznę” z siłą, dominacją i gotowością do walki, tym chętniej popiera rozwiązania militarne. W praktyce oznacza to, że mężczyźni o takim profilu, zwłaszcza o poglądach autorytarnych, są szczególnie podatni na hasła „musimy odpowiedzieć siłą” czy „oni rozumieją tylko przemoc”.

Ciekawie wygląda w tym kontekście rola konspiracyjnego sposobu myślenia o świecie, czyli ogólnej skłonności do widzenia świata w kategoriach spisków i zakulisowych układów. Intuicyjnie można by oczekiwać, że przekonanie o wszechobecnych spiskach i „ukrytych wrogach” zawsze wzmacnia poparcie dla wojny.

Tymczasem w tym konkretnym badaniu okazało się, że osoby bardziej skłonne wierzyć w teorie spiskowe były – po uwzględnieniu autorytaryzmu i innych zmiennych – raczej mniej skłonne do popierania wojny jako ogólnego rozwiązania konfliktów. Zamiast legitymizować działania militarne rządów, częściej patrzyły na nie z podejrzliwością, jako na element gry elit.

Czy poparcie dla wojny wynosimy z domu?

Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: na ile jest to kwestia „charakteru”, a na ile wychowania i doświadczeń z dzieciństwa? Autorzy badania odwołują się do tradycji badań nad osobowością autorytarną, w której dużą wagę przykładano do doświadczeń wczesnodziecięcych – szczególnie do wzorców dyscypliny, obecności (lub braku) ciepła emocjonalnego i sposobów rozwiązywania konfliktów w rodzinie.

Narracje usprawiedliwiające wojnę często odwołują się do dziecięcych doświadczeń dyscypliny i braku ciepła. Z kolei większe wsparcie emocjonalne w dzieciństwie może zmniejszać autorytarne, militarystyczne postawy.

tłumaczą autorzy badania.

Jeśli dorastamy w środowisku, gdzie podstawą relacji jest hierarchia, surowa kara i emocjonalny chłód, uczymy się patrzeć na świat jak na arenę, w której albo dominujemy, albo jesteśmy dominowani. W dorosłym życiu łatwo przełożyć to na politykę: wrogowie „rozumieją tylko siłę”, a ustępstwa są oznaką słabości. To sprzyja zarówno autorytaryzmowi, jak i akceptacji przemocy – także wojennej.

Z kolei dzieciństwo, w którym doświadczamy wsparcia, bezpieczeństwa i uczenia się rozwiązywania konfliktów bez przemocy, sprzyja rozwojowi empatii i nieufności wobec narracji gloryfikujących przemoc. Taka osoba rzadziej uwierzy, że bombardowanie cywilów to „nieunikniony koszt” lub „straty poboczne”.

W tym sensie nie ma prostego podziału na „cechy wrodzone” i „cechy nabyte”. Osobowość może zwiększać podatność na określone ścieżki rozwoju, ale to wychowanie, doświadczenia przemocy, klimat emocjonalny w rodzinie i kultura, w której dorastamy, „ustawiają” nasz stosunek do przemocy i wojny.

Wojna zaczyna się na długo przed pierwszym wystrzałem

Autorzy badania podkreślają, że ich prac pomaga wskazać, które czynniki odgrywają najważniejszą rolę w poparciu dla wojny w społeczeństwach demokratycznych. W demokracjach wojna nie dzieje się tylko „na górze”. Potrzebuje legitymizacji ze strony obywateli, opartej na ich lękach, wyobrażeniach i przekonaniach.

Jeśli wiemy, że osoby o określonym profilu psychologicznym są szczególnie podatne na militarystyczną retorykę, oznacza to także, że propaganda może być kierowana do nich z chirurgiczną precyzją. Język „zdrady”, „piątej kolumny”, „egzystencjalnego zagrożenia” oraz obrazy godzące w „męski honor” stają się narzędziami do mobilizowania poparcia dla eskalacji.

Ta wiedza może działać jednak także w drugą stronę, stając się podstawą działań ochronnych: edukacji medialnej, programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie, wspierania bezpiecznego dzieciństwa i świadomego języka debaty publicznej.

W świecie, w którym konflikt na Bliskim Wschodzie może w każdej chwili przerodzić się w szerszą wojnę regionalną, a linie podziału przebiegają zarówno między państwami, jak i wewnątrz społeczeństw, te wnioski brzmią szczególnie aktualnie. Wojna zaczyna się na długo przed pierwszym wystrzałem – w naszych charakterach, rodzinnych historiach i opowieściach o tym, kim są „my”, a kim są „oni”. Może, zamiast pytać „kto wygra wojnę?”, warto zapytać:jak wychować pokolenie, które nie będzie jej potrzebowało?

Przeczytaj również: Gra w dehumanizację. Tak działa marketing wojny


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.