Nauka
Brudna strona czystej energii. Grozi nam 250 mln ton odpadów
28 stycznia 2026

Pożary tundry na północy Alaski osiągnęły intensywność nienotowaną co najmniej od 3 tysięcy lat. Winne są temu, rosnące temperatury wysuszające glebę i sprzyjające ekspansji krzewów. Naukowcy ostrzegają, że ocieplająca się Arktyka wchodzi w niebezpieczną erę pożarów, które mogą dodatkowo sprzyjać globalnemu ociepleniu.
Przez tysiące lat pożary w arktycznej tundrze zdarzały się rzadko. Tłumione były przez zimno, wilgoć i brak paliwa. Teraz naukowcy alarmują, że na północnych krańcach Alaski ogień pojawia się częściej, pali się intensywniej i obejmuje większe obszary niż kiedykolwiek w ostatnich tysiącleciach. Zdaniem naukowców, to pokłosie ocieplenia klimatu, które w Arktyce postępuje czterokrotnie szybciej niż w pozostałej części globu.
Wzrost temperatury w Arktyce bezpośrednio wpływa na opady deszczu i śniegu, zmniejszając wilgotność gleby i czyniąc krajobraz bardziej łatwopalnym. Jednocześnie coraz częściej tak daleko na północy pojawiają się wyładowania atmosferyczne, będące główną naturalną przyczyną pożarów.
Aby sprawdzić, czy współczesne pożary rzeczywiście są czymś wyjątkowym, międzynarodowy zespół naukowców sięgnął po „archiwum” ukryte w tundrowych glebach. Na podstawie dokładnej analizy rdzeni torfowych z północnej Alaski, naukowcy zrekonstruowali historię pożarów, dominującej roślinności i warunków wilgotności na przestrzeni ostatnich trzech tysiącleci.
Materiał z rdzeni sięgał ok. 1000 roku p.n.e.. Złożony zapis węgla drzewnego wskazuje, że przez pierwsze 2 tysiące lat pożarów było niewiele. Ich liczba nieco wzrosła w okresie od 1000 r. n.e. do roku 1200, gdy tundrowe gleby zaczęły wysychać. Następnie nastąpił kolejny spadek i sytuacja taka utrzymywała się przez kolejne siedem stuleci. Gwałtowna zmiana nastąpiła po 1900 r., osiągając maksimum między rokiem 1950 a 2015. W okresie tym aktywność pożarowa przekroczyła wszelkie poziomy obserwowane w poprzednich trzech tysiącleciach.
Zdaniem badaczy, za taki stan rzeczy odpowiada przede wszystkim pogłębianie się poziomu wód gruntowych i wysychanie torfowisk związane z rozmrażaniem wiecznej zmarzliny. To z kolei ułatwia ekspansję roślinności drzewiastej, zwłaszcza łatwopalnych krzewów z rodziny wrzosowatych.
Stawiamy hipotezę, że niedawny wzrost częstotliwości pożarów w północnej Alasce jest związany z obniżeniem warstwy wiecznej zmarzliny i pogłębieniem zwierciadła wody, co skutkuje ekspansją krzewów na suchych torfowiskach.
– podkreślają autorzy badania w magazynie Biogeosciences.
Naukowców niepokoi nie tylko liczba pożarów, ale też ich intensywność, gdyż to właśnie ona wywiera największy wpływ na zmiany zachodzące w ekosystemach. Pożary o niskiej intensywności, do których Arktyka jest przyzwyczajona, pozostawiają większość lasu nietkniętą. Pozwala to na szybką regenerację poszycia i górnych warstw gleby.
Intensywne pożary niszczą drzewa i mogą wyzwalać proces sukcesji wtórnej, polegający na zastępowaniu gatunków wymarłych nowymi. Mogą też doprowadzić do zmiany hydrologii obszaru i przyspieszać topnienie śniegu. Gwałtowne pożary stanowią również ogromne zagrożenie dla lokalnych społeczności i zwierząt.
Z roku na rok obserwuje się pewne wahania, ale na przestrzeni dekad powierzchnia spalonych gruntów w arktycznej części Ameryki Północnej jest mniej więcej dwukrotnie większa niż w połowie XX wieku.
– dodaje Brendan Rogers z Woodwell Climate Research Center.
O wyjątkowości i nieprzewidywalności pożarów w Arktyce w dużej mierze decyduje torf, będący podstawowym składnikiem gleby w tym rejonie. Gdy intensywny pożar dotrze do głębszych warstw torfu, może tlić się tam przez całą zimę. Nawet w sytuacji, gdy ogień na powierzchni już dawno wygasł, wraz z nadejściem wiosny może rozpalić się na nowo.
Co istotne, torf i wieczna zmarzlina zawierają ogromne ilości węgla, będące pozostałością gromadzącej się w tym miejscu przez tysiąclecia materii organicznej. Szacuje się, że torf i wieczna zmarzlina arktyczna przechowują dwa razy więcej węgla niż cała atmosfera Ziemi. Intensywne pożary nawiedzające w ostatnich latach Arktykę przyspieszają rozmarzanie gleby i uwalnianie znacznych ilości dwutlenku węgla do atmosfery. Konsekwencją takiego stanu rzeczy może być przyspieszenie zmian klimatycznych.
Nastąpią zmiany, których nie da się przewidzieć: ludzkość nie doświadczyła stanu klimatu, do którego zmierza planeta. Modelowanie będzie interesujące; istnieje tak wiele różnych scenariuszy zmian
– ostrzega Jessica McCarty z Centrum Badawczego NASA i dodaje, że to, co dzieje się w Arktyce, wpłynie na resztę planety.
Przeczytaj również: To podmorskie kaniony Antarktydy powodują topnienie lodowców
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: