Nauka
Katastrofa sprzed 13 tys. lat. Ślady kosmicznego wybuchu
06 stycznia 2026

Nie chodzi już o to, ile lat przeżyjemy, ale w jakiej kondycji dożyjemy starości. Jak tłumaczy dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska, lekarka od lat zajmująca się medycyną długowieczności i regeneracją organizmu, tempo starzenia zależy od naszych codziennych wyborów, a nie od genów
Anita Różańska: Coraz częściej mówi się o długowieczności, wieku biologicznym i o tym, że możemy spowolnić procesy starzenia. Czy mamy do czynienia z nową dziedziną medycyny, czy raczej z kolejną modą?
Dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska: Medycyna długowieczności funkcjonuje już od kilkunastu lat – to nie jest nowa moda. To dziedzina, która dojrzewa i bardzo dynamicznie rozwija się m.in. w krajach azjatyckich, gdzie możliwości prowadzenia badań naukowych są znacznie szersze niż w Europie. Również w Ameryce Południowej obserwujemy szybki rozwój technologii i badań w tym obszarze.
W medycynie długowieczności nie chodzi o samo wydłużanie życia. Bo nie jest sztuką dożyć 90 lat i przez ostatnie 20 być zależnym od innych, pozbawionym sprawczości i możliwości realizowania życia na własnych zasadach. Sztuką jest żyć długo – ale żyć dobrze. I właśnie na tym koncentruje się medycyna długowieczności: na jakości życia przez całe jego trwanie, także w okresie, który nazywamy starością.
Kiedy w Polsce o medycynie długowieczności zaczęło być głośniej?
Myślę, że przełomowym momentem był okres pandemii COVID-19. Wtedy wiele osób zaczęło szukać rzetelnej wiedzy i zwracać się do lekarzy oraz naukowców z pytaniami: jak wzmocnić odporność, jak zmniejszyć ryzyko zachorowania, jak sprawić, by ewentualna choroba przebiegała łagodniej. Nałożył się na to bardzo szybki rozwój technologii. Dziś, dzięki sztucznej inteligencji analizującej dane setek tysięcy, a nawet milionów ludzi, możemy znacznie szybciej wyciągać wnioski i budować skuteczne, spersonalizowane rekomendacje dotyczące stylu życia i profilaktyki. To realnie przyspieszyło rozwój medycyny długowieczności.
Co właściwie składa się na medycynę długowieczności?
Warto powołać się tutaj na szeroko zakrojone badania. Jedno z nich objęło ponad 9 tysięcy osób w wieku 50+ i analizowało bardzo szeroki zakres czynników: dietę, aktywność fizyczną, predyspozycje genetyczne, relacje społeczne, suplementację i wiele innych elementów stylu życia. Na tej podstawie powstało ponad 400 publikacji naukowych. Ich wnioski są jednoznaczne: nie istnieje jeden czynnik, który determinuje długowieczność. Aż 80 procent jakości i długości naszego życia zależy od nas – i to jest jednocześnie dobra i zła wiadomość.
Dlaczego?
Dobra – bo jeśli weźmiemy odpowiedzialność za siebie, mamy realny wpływ na to, jak długo i w jakiej jakości będziemy żyć. Zła – bo ta wiedza odbiera nam wygodne alibi. Nie możemy być bierni, nie możemy sobie odpuszczać. Za tą odpowiedzialnością kryje się też nasza osobowość: to, na ile chcemy i potrafimy uwierzyć, że mamy wpływ na własne życie. Lekarz nie powinien być kimś, kogo widzimy wyłącznie wtedy, gdy pojawia się choroba. Powinien być raczej przewodnikiem i partnerem w drodze do długiego, dobrego życia.
Bo te 80 procent, na które mamy realny wpływ, nie ma nic wspólnego z cudownymi lekami. Żadna tabletka tego nie załatwi. To są proste schematy, ale często trudne do wdrożenia, bo wymagają zmiany nawyków, przyzwyczajeń i stylu życia. Możliwości mamy ogromne – potrzebujemy wiedzy, edukatorów i czasu.

I tu zaczyna się problem. Wszyscy wiemy, jak funkcjonuje państwowy system ochrony zdrowia, a także to, że sektor prywatny bywa krytykowany za podejście nastawione głównie na zysk. W efekcie często mamy wizytę za wizytą, pacjenta za pacjentem — bez czasu na pogłębioną rozmowę i szukanie przyczyny problemu. Tymczasem znalazłam informację, że umawiając się do pani na wizytę, trzeba nastawić się na to, że będzie długa, bo zadaje pani bardzo wiele pytań. O co pani tak szczegółowo wypytuje swoich pacjentów?
Przede wszystkim proszę — jeśli to możliwe — żeby pacjent przyszedł z aktualnymi badaniami laboratoryjnymi. Bez tego trudno mówić o realnym stanie organizmu. Po drugie, bardzo dokładnie pytam o codzienne rytuały, czyli sen i jego jakość, stres, sposób odżywiania na co dzień, a nie o chwilową dietę, oraz aktywność fizyczną i niekoniecznie chodzi o treningi na siłowni. Ruch to także spacery. Pytam również o relacje społeczne, bo kontakty z innymi mają realny wpływ na poziom stresu i gospodarkę hormonalną.
Wreszcie interesują mnie przebyte choroby, operacje oraz nawyki suplementacyjne. Z moich obserwacji wynika, że często traktujemy suplementy jak remedium na zaniedbania, a to bywa jedynie maskowanie problemu. Na podstawie tych informacji decydujemy o dalszej diagnostyce. Dlatego wizyta jest dociekliwa — jej celem jest znalezienie przyczyny i wychwycenie rzeczy, które można skorygować, zanim staną się realnym problemem zdrowotnym.
Powiedziała pani, że wiek biologiczny jest ważniejszy niż metryka. Jak określa się ten wiek biologiczny?
Wiek biologiczny widać nie tylko w wynikach badań, ale również w zachowaniu i funkcjonowaniu organizmu. Obserwuję pacjenta już od momentu wejścia do gabinetu — zwracam uwagę na jakość chodu, ogólną sprawność, siłę uścisku dłoni, bo to bardzo dużo mówi o kondycji mięśniowej. Patrzę także na jakość skóry.
Dlatego wizyta jest długa i często bywa odkrywcza, a to bardzo mnie cieszy. Pacjenci wracają z badaniami, które nierzadko ujawniają różne nieoczywiste problemy i kierują ich do dalszej diagnostyki u innych specjalistów. Mam nadzieję, że w ten sposób przyczyniam się do tego, że choroba albo w ogóle się nie rozwinie, albo będzie przebiegać w znacznie łagodniejszy sposób.
O co powinniśmy zadbać, jeśli chcemy żyć długo, ale jednocześnie dobrze i zdrowo?
Jeśli chcemy żyć długo i dobrze, musimy działać z wyprzedzeniem. Zacząć od podstaw, które wydają się banalne, a mają ogromny wpływ. Sen jest absolutnie kluczowy – 7 godzin dobrej, jakościowej regeneracji to minimum. Żeby to było możliwe, trzeba ograniczyć niebieskie światło: telefon, laptop czy telewizor w sypialni naprawdę nie są konieczne.
Kolejna sprawa to styl życia: ograniczenie przewlekłego stresu, unikanie wysoko przetworzonego jedzenia i używek oraz regularny ruch. Nie mówię o wyczynowym sporcie – spacer również jest aktywnością. Wraz z wiekiem coraz ważniejsze staje się utrzymanie masy mięśniowej – im jesteśmy starsi, tym bardziej ruch jest nam potrzebny. Mięśnie warunkują sprawność, zdrowie kości i metabolizm. I wreszcie epigenetyka.
Na czym polega epigenetyka?
Bardzo dobrym i przemawiającym do wyobraźni przykładem są badania nad bliźniętami jednojajowymi. To osoby o identycznym materiale genetycznym – genu nie da się usunąć ani zmienić. A mimo to, kiedy obserwuje się ich po kilkunastu latach, różnice potrafią być ogromne.
Jedno z bliźniąt prowadziło styl życia określany jako zdrowy – dbało o sen, regularnie się ruszało, miało względnie stabilne relacje społeczne i umiarkowany poziom stresu – a drugie funkcjonowało w przewlekłym napięciu, odżywiało się nieregularnie, było mało aktywne fizycznie i permanentnie niewyspane. Mimo tego samego wieku metrykalnego różnica wieku biologicznego wynosiła 23 lata. To pokazuje bardzo wyraźnie, czym jest epigenetyka w praktyce. Geny stanowią pewien punkt wyjściowy.
Rozmowę z dr. Barbarą Walkiewicz-Cyrańską możecie również posłuchać na naszym kanale YouTube
Dlatego tak dużo zależy od nas samych.
Tak. Około 80 procent tempa starzenia zależy od nas, a nie od genów. Genetyka daje pewien potencjał – czasem lepszy, czasem gorszy – ale to epigenetyka decyduje, czy ten potencjał zostanie wykorzystany. I jeśli do 80. roku życia pozostaniemy sprawni, aktywni i samodzielni, mamy dużą szansę, że również kolejne lata będziemy mogli przeżyć na swoich warunkach. To właśnie sens medycyny długowieczności – nie walczyć z czasem, ale zmieniać sposób, w jaki się starzejemy.
Jesteśmy psychosomatyczni. Jaki rolę w dbaniu o naszą długowieczność odgrywa psychika?
Psychika jest równie ważna jak sposób odżywiania, aktywność fizyczna czy jakość snu. Ma realny wpływ na funkcjonowanie organizmu – także na procesy epigenetyczne, takie jak metylacja DNA. Sam kod genetyczny, ta „podwójna spirala”, jest niezmienny, ale to, w jaki sposób geny są odczytywane, już nie.
Poprzez styl życia – sposób odżywiania, ruch, suplementację, jakość snu, ale także stan psychiczny – wpływamy na to, czy do DNA dołączają się określone grupy metylowe. To one współdecydują o naszym wieku biologicznym, a nie kalendarzowym.
Dlatego tak istotne jest to, jak myślimy, jakie mamy nastawienie do siebie i do świata, z jakimi emocjami funkcjonujemy na co dzień. Nie chodzi tylko o poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol czy prolaktyna. Przewlekłe napięcie wpływa również na mikrostany zapalne w organizmie (inflammaging), które sprzyjają rozwojowi chorób i przyspieszają biologiczne starzenie.
Myślę, że dziś coraz lepiej rozumiemy, jak ważny jest dobrostan psychiczny. Czasami naprawdę warto odpuścić, zrezygnować z nadmiernej presji i nie generować w sobie nieustannego napięcia – bo to właśnie ono w dłuższej perspektywie obniża jakość życia.
Jak pani zdaniem może wyglądać medycyna długowieczności za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat?
Rozmawiałam na ten temat w gronie przyjaciół, lekarzy i nie tylko. Coraz częściej mówi się o dwóch równoległych kierunkach rozwoju. Pierwszy z nich jest silnie związany z technologią. Zakłada się, że sztuczna inteligencja – na podstawie ogromnych zbiorów danych, takich jak wiek kalendarzowy, stan zdrowia, wywiad rodzinny, styl życia czy sposób odżywiania – będzie w stanie tworzyć bardzo precyzyjne, spersonalizowane programy profilaktyki. Takie systemy mogłyby wskazywać, jakie badania wykonać, co zmodyfikować w diecie, jaką aktywność zwiększyć, a z jakiej suplementacji zrezygnować.
Drugi kierunek zakłada jednak coś bardzo istotnego – że technologia, nawet najbardziej zaawansowana, nie zastąpi człowieka. Nie zastąpi relacji, emocji ani reakcji, które są widoczne tylko w bezpośrednim kontakcie. Podczas rozmowy z pacjentem widzę jego mimikę, rumieńce, reakcję źrenic, przyspieszony oddech, napięcie ciała – sygnały, których żaden algorytm nie wychwyci w pełni. Na nie reaguję natychmiast, w trybie jeden na jeden.
Dlatego wierzę, że przyszłość medycyny długowieczności to mądre połączenie nowoczesnych technologii z uważną, empatyczną obecnością lekarza. Wykorzystujemy to, co daje postęp, ale zawsze w oparciu o człowieka – bo bez relacji i zrozumienia nie da się mówić o prawdziwej jakości życia.
Czy medycyna długowieczności dotyczy tylko dojrzałych osób?
Dla osoby dwudziestokilkuletniej medycyna długowieczności bywa równie abstrakcyjna jak myśl, że w najbliższym czasie może wydarzyć się coś dramatycznego. Ta perspektywa przychodzi zwykle z wiekiem i doświadczeniem – wraz z momentem, w którym zaczynamy zadawać sobie pytania o zdrowie, sprawność i jakość życia oraz szukać na nie odpowiedzi.
Przeczytaj również: Zdrowie zaczyna się w jelitach? Dr Oleszczuk o diecie, stresie i hormonach
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News