Prawda i Dobro
Kilka głosek zmienia życie. Dlaczego niektóre imiona mają łatwiej
28 marca 2026

Jeszcze niedawno uznawano je za relikt przeszłości. Dziś wracają w momencie, gdy coraz więcej młodych ludzi zmaga się z samotnością, wykluczeniem i problemami psychicznymi. Stare książki mogą dać dzieciom coś, czego nie oferuje świat online: przypomnieć, czym jest lojalność, przyjaźń i odpowiedzialność za drugiego człowieka.
„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – pisał Alexandre Dumas w Trzech muszkieterach. W swoich książkach (Dwadzieścia lat później, Wicehrabia de Bragelonne) stworzył swoisty manifest braterstwa, lojalności i odwagi cywilnej. Dzisiaj, w świecie indywidualizmu, brzmi on niemal jak herezja. Ktoś powie: archaizm.
Archaizmem stały się też dla części dzisiejszych medialno-politycznych autorytetów wartości, które kształtowały naszych rodziców i dziadków. Przestarzałe, zaczerpnięte z pachnących kurzem książek o pożółkłych kartach, których rozdziały są, o zgrozo, dłuższe niż post na Facebooku.
Język książek naszych dziadków, rodziców rzeczywiście bywa trudny, zapomniany, niezrozumiały. Nie ma w nich młodzieżowych słów roku. Opisy przyrody u Karola Maya czy Alfreda Szklarskiego bywają nieco dłuższe niż odcinek przeciętnego podcastu przyrodniczego na YouTube, a Tomasz Wilmowski ze swoją męską odpowiedzialnością i troską o Sarę Allan zdaje się nie pasować do świata dzisiejszych redpilli, inceli i nieokreślonej liczby płci. I całe szczęście.
Dane WHO na koniec 2025 roku są jednoznaczne: co siódmy nastolatek na świecie w wieku 10–19 lat zmaga się z zaburzeniem psychicznym. Jeden ze znanych psychologów zauważył niedawno, że wśród młodych ludzi zanurzonych pół na pół w rzeczywistym i wirtualnym świecie pojawił się nowy model bardzo poważnego wykluczenia: wyrzucenie przez rówieśników z grupy na Discordzie, ze wspólnej gry online. I nagle dzieciak dla kolegów/koleżanek nie istnieje, nie ma go na czacie to i też nie ma go w życiu ważnej dla niego wspólnoty.
Kiedyś „ty gruby z nami nie grasz” bolało kilka godzin, do kolejnej zabawy, do kolejnego spotkania. Dziś, gdy ten świat wirtualny staje się substytutem rzeczywistości, to wykluczenie jest trwałe i potrafi boleć tygodniami.
Wobec nie tylko wirtualnej rzeczywistości, w której dzieciaki widzą w sieci podziały, hejt, wykluczenie, snobizm, narcyzm, w której głębsze więzi sprowadzają się do lajka pod zdjęciem, książki naszych rodziców, dziadków mogą być silną bronią, szczepionką uodporniającą najmłodszych. W niezwykle silny, sposób działający na wyobraźnię pokazują, że przyjaźń jest najważniejszą siłą, mocniejszą niż broń palna, że można być słabym fizycznie, a jednocześnie silnym i dobrym.
Weźmy, chociażby Winnetou, którego rodzice czytali mi do poduszki, gdy byłem za młody, by rozróżniać litery, i opowiadali o dramatycznych losach czerwonoskórych. Kilka lat temu w Niemczech, za sprawą jakichś aktywistów, Winnetou Karola Maya stał się przedmiotem publicznej debaty o „kolonializmie kulturowym”; debaty, w której pojawiły się głosy o ograniczenie dostępności książek o wielkim wodzu Apaczów w szkołach i edukacji publicznej.
A przecież Winnetou, Skarb w Srebrnym Jeziorze, Old Surehand i inne z serii powieści Karola Maya, który sam siedział w więzieniu za oszustwa, to przepięknie napisany, aktualny i dzisiaj manifest o szacunku ponad różnicami kulturowymi, rasowymi i religijnymi. Niemiecki pisarz stworzył wodza Apaczów Mescalero – Winnetou (i jego szlachetną siostrę Nszo-Czi) oraz Old Shatterhanda, białego trapera, połączył ich więzami krwi i na kanwie ich przygód pokazał, że są wartości, które mogą pokonać chciwość, rasizm i nienawiść.
Indianie, kowboje, złoczyńcy, góry, lasy, pustynie, rzeki, parostatki, miasteczka, hacjendy. Bohaterskie czyny i odwieczna walka dobra ze złem. Okazało się, że to wszystko jest ponadczasowe.
– opisywał w 2019 roku Mikołaj Foks na portalu Aleteia wrażenia ze wspólnego słuchania z dziećmi audiobooka o przygodach wodza Apaczów.
A postacie stworzone przez innego z autorów, Julesa Verne’a, które z książek rodziców weszły w świat mojego dzieciństwa? W Tajemniczej Wyspie bohaterowie, by przetrwać, muszą stworzyć zalążki cywilizacji od zera, dzięki współpracy, wspólnej wiedzy, kreatywnemu myśleniu. Z kolei Dzieci kapitana Granta, Dwa lata wakacji, 20 000 mil podmorskiej żeglugi: wszystkie te powieści przygodowe promują: odwagę, lojalność, uczciwość i ciekawość świata.
Wreszcie Alfred Szklarski z jego wspaniałym cyklem Przygód Tomka (a także Jana Smugi, bosmana Nowickiego, Sary i psa Dingo). Tomasz Wilmowski, młody chłopak z pozostającej pod zaborami Polski (świetny jest opis lekcji w carskiej szkole i cichego sprzeciwu młodych) podróżuje po świecie, spotykając Masajów, Aborygenów, Inuitów i w każdym widzi wartościowego, równego sobie człowieka. Nie ciekawostkę egzotyczną, której można zrobić sweet focie i wrzucić filmik na TikToka.
Można by tak długo wymieniać. Kornela Makuszyńskiego z jego Przyjacielem wesołego diabła czy Szatanem z 7 klasy, Adama Bahdaja z Wakacje z duchami, Stawiam na Tolka Banana, Podróż za jeden uśmiech, pisarza, którego bohaterowie w serii niezwykłych zdarzeń uczą się przyjaźni, odpowiedzialności, samodzielnego myślenia i solidarności.
Albo główne postacie kowbojskiej sagi Wiesława Wernica o Karolu Gordonie i doktorze Janie, którzy najzwyczajniej w świecie, na bardzo Dzikim Zachodzie pomagają słabszym, reagują na niesprawiedliwość, a przede wszystkim są honorowi.
Pewnie jeszcze nie raz usłyszymy od różnego rodzaju „mądrych autorytetów”, że język tych książek jest dla dzieci za trudny, że dzisiejszy świat wymaga „innych wartości”, a te powieści są przestarzałe, bo przecież świat poszedł dalej. Trochę poszedł. I mocno się przy tym pogubił.
Książki z młodości naszych rodziców archaiczne nie są. I tak naprawdę, przy odrobinie dobrej woli i zaangażowania mogą być doskonałym mostem w relacjach dorosły i dziecko. Wystarczy wziąć starą książkę i powiedzieć: „poczytajmy”. Pokazać, jak sposób myślenia Szatana z 7 klasy może pomóc w świecie fejkniusów, jak Winnetou czy Tomasz Wilmowski rozumieli szacunek dla człowieka mimo różnic.
A d’Artagnan i spółka pokazują, jak bardzo ważną wśród relacji jest przyjaźń, że dobro nie jest słabością, ale wbrew przeciwnościom potężną siłą. I że „jeden za wszystkich” nawet dziś, mimo wszystko, wciąż ma sens.
Przeczytaj również: Jacek Piekara: Wiedźmin miał zginąć, zanim powstał
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: