Molestowanie własnego życia. Przestańmy popychać wskazówki zegara

Stary zegar z kiełkującą rośliną jako symbol wyjścia z traumy, jaką jest toksyczna presja produktywności.

Jeśli każda Twoja wolna chwila musi być „użyteczna”, prawdopodobnie nieświadomie niszczysz to, co w Tobie najcenniejsze. Toksyczna presja produktywności potrafi się zagnieździć w każdej sferze życia i okłamywać Cię, że wszędzie tam jest nieodzowna.

Twój czas nie jest surowcem do przerobienia

Kiedy ostatni raz nic nie robiłeś? Nie odpoczywałeś, nie regenerowałeś się, nie „ładowałeś baterii” – tylko po prostu byłeś, bez funkcji i bez celu? Większość z nas musi się przy tym pytaniu zatrzymać dłużej, niż by chciała.

Psychoterapeuta Piotr Fijewski mówił o tym w audycji Klubu Trójki poświęconej relacjom człowieka z czasem, rozprawiając się z toksyczną presją produktywności. Punktem wyjścia do tej rozmowy było stwierdzenie, które trudno wyrzucić z głowy: 

Popychamy wskazówki zegara albo je powstrzymujemy. Jedno i drugie jest przejawem molestowania własnego życia.

Słowo „molestowanie” uderza z premedytacją – bo przecież chodzi tu o krzywdzenie czegoś bezbronnego i własnego. O to, że traktujemy własne godziny jak surowiec do przerobienia, a nie jak materię, w której się mieszka.

Dlaczego toksyczna presja produktywności to molestowanie życia?

Mechanizm jest przewrotny. Chcemy, żeby życie było bogatsze, więc ładujemy w każdą jednostkę czasu jak najwięcej. Weekendowy wypad z napakowanym harmonogramem, poranny podcast, audiobook w korku, newsletter w kolejce do kasy. I w pracy i poza pracą wpadamy w pułapkę toksycznej presji produktywności. Cel jest szlachetny: więcej przeżyć, dać życiu barwy, więcej sensu. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie.

Przestajemy doświadczać i stajemy się praktycznie tylko kolekcjonerami wydarzeń

– mówił Fijewski. Można zwiedzić dwadzieścia miast w rok i nie pamiętać żadnego zapachu. Można być na setce koncertów i na żadnym nie zadrżeć. Przeżycie czegoś ważnego wymaga czasu – nie w sensie godzin w kalendarzu, ale uwagi, obecności, zatrzymania się w tym, co właśnie trwa.

Łatwo skupiamy się na celach, a cele – jak zauważył Fijewski – z definicji są w przyszłości. W rzeczywistości, której jeszcze nie ma. Przez kilkanaście godzin na dobę żyjemy więc w pewnym sensie wirtualnie: gonimy za czymś, co nie istnieje, mijając to, co jest. Toksyczna presja produktywności wywraca nam hierarchię tego, co ważne tu i teraz.

175 sosów sałatkowych i depresja

Barry Schwartz, amerykański psycholog i autor książki Paradoks wyboru, opowiadał podczas swojego wykładu na konferencji TED o wizycie w supermarkecie. W jednym sklepie naliczył sto siedemdziesiąt pięć rodzajów sosu do sałatek – nie licząc oliw i octów balsamicznych, z których można komponować własne.

Schwartz przekonuje, że ta erupcja wyboru – wbrew pozorom – nie wyzwala, a paraliżuje. Gdy opcji jest zbyt wiele, odkładamy decyzję na jutro. A jutro nigdy nie nadchodzi. Ale nawet jeśli wybierzemy – i wybierzemy dobrze – czujemy się gorzej, bo wyobrażamy sobie wszystkie alternatywy, które porzuciliśmy. Koszt alternatywny niszczy satysfakcję nawet z trafnej decyzji. Bo wisi nad nami toksyczna presja produktywności, która wmawia nam, że musimy wszystko gruntownie przeanalizować i wziąć pod uwagę każdą opcję, bo wybór musi być idealny. A przecież nie musi.

W świecie nieskończonych opcji nie ma już wymówek. Zostaje tylko poczucie własnej porażki. Eksplozja depresji klinicznej w ostatnim pokoleniu, na którą Schwartz dosadnie zwraca uwagę – nie wzięła się przecież znikąd. Jedną z jej przyczyn w opinii psychologa jest rozczarowanie własnymi decyzjami i tendencja do obwiniania siebie przy nadmiarze opcji.

Czego żałuje się na końcu

Australijska pielęgniarka Bronnie Ware spędziła lata przy łóżkach umierających i zapisała ich wyznania w książce The Top Five Regrets of the Dying. Nietrudno się domyślić, że żadne z nich nie brzmiało: „żałuję, że za mało pracowałem”. Brzmiały inaczej: „Żałuję, że nie miałem odwagi żyć po swojemu”. „Żałuję, że straciłem kontakt z przyjaciółmi”. „Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym”.

Te zdania nie są sentymentalnymi sloganami. Są to swego rodzaju dowody rzeczowe, mówiące nam, że życie rozlicza się nie z celów, ale z sensu. Nie z osiągnięć, ale z obecności. Ta różnica na co dzień wydaje się abstrakcyjna – a pod koniec życia staje się bardzo klarowna. Wtedy toksyczna presja produktywności jest już tylko mglistym wspomnieniem, ale jej skutki są dojmujące.

Jak pokonać toksyczną presję produktywności i odzyskać spokój?

Jest coś buntowniczego w tym, co proponuje Fijewski:

Mam prawo do marnowania czasu i to prawo jest święte.

Kultura, w której żyjemy, traktuje to zdanie jak herezję. Każda wolna chwila ma być wykorzystana, aktywna i produktywna. Nawet odpoczynek staje się zadaniem do odhaczenia.

Tymczasem czas zwalnia – mówi Fijewski – gdy wchodzimy w kontakt z procesami naturalnymi. Gdy słuchamy własnego oddechu. Gdy patrzymy na ogień. Gdy siedzimy przy kimś bliskim bez agendy. Poranna kawa wypita bez telefonu. Spacer bez celu i bez słuchawek. Zmywanie naczyń jako jedyna czynność, nie tło dla podcastu.

Rytuały to takie elementy naszej codzienności, które pozwalają duszy – jak mówił Fijewski, nawiązując do buddyjskiej metafory – dogonić ciało, które gnało cały dzień przed siebie w toksycznej presji produktywności.

Maksymalna liczba opcji nie jest dobrą opcją

Schwartz zakończył swój wykład obrazem rybki w akwarium. Łatwo pomyśleć: biedna, ograniczona, bez możliwości. Ale im dłużej się patrzy, tym wyraźniej można dojść do wniosku, że rybka coś wie. Że rozbicie akwarium – sprawienie, by wszystko było możliwe – nie daje wolności, ale paraliż.

Potrzebujemy ram, ograniczeń, rutyny. Nie dlatego, że jesteśmy słabi – ale dlatego, że tylko w określonej przestrzeni możliwe jest prawdziwe zamieszkanie. Pełnia nie bierze się z maksymalnej liczby opcji. To może brzmieć jak paradoks, ale taka jest prawda, bo pełnia bierze się z głębi, z jaką przeżywa się to, co się wybrało.

Każda filiżanka kawy, każde spojrzenie w oczy komuś bliskiemu, każdy oddech wzięty świadomie – to nie są przerwy między ważnymi rzeczami. To są właśnie te ważne rzeczy.

Warto przeczytać: Produktywność, która niszczy. Taka jest cena pogoni za sukcesem


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Jarosław Kumor

Starszy redaktor


Dziennikarz i autor podcastów specjalizujący się w tematyce psychologicznej, społecznej i religijnej. Twórca Dobrego Podcastu oraz założyciel i redaktor naczelny portalu Siewca.pl. Na co dzień analizuje media cyfrowe i trendy w komunikacji. Doświadczenie zdobywał w Polskim Radiu Kielce, Tygodniku Niedziela oraz w portalu Aleteia, Łączy rzetelność informacyjną z umiejętnością prowadzenia pogłębionych rozmów oraz tworzenia angażujących treści audio i online. Odpoczywa przy książkach – od popularnonaukowych po literaturę faktu – przemierzając mazowieckie trasy rowerowe oraz kibicując Koronie Kielce, Liverpoolowi i Barcelonie.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.