Prawda i Dobro
Wojna nie kończy się na froncie. Najwięcej zmienia w ludziach
08 kwietnia 2026

Nie każdą walkę da się wygrać. W świecie ograniczonych zasobów lekarze coraz częściej stają przed pytaniami, które wykraczają poza medycynę. Dotyczą nie tylko życia, ale także godności, sensu i granic ludzkiej odpowiedzialności.
Sala, w której pachnie środkami do dezynfekcji, napięcie lekarzy, ale i samych pacjentów. Na jednym z łóżek leży chory podpięty pod respirator, a tuż obok czeka drugi, bez sprzętu. Bo choć potrzebuje każdy, z powodu niedoboru otrzymają nieliczni. Pogarszający się stan zdrowia pacjentów zderza się z ogromnymi problemami niewydolnej służby zdrowia, nieprzygotowanej na takie sytuacje.
Wśród nich stoi lekarz, który codziennie musi dokonywać trudne decyzje na intensywnej terapii. Kogo podpiąć pod specjalistyczny sprzęt? Jak leczyć: zgodnie ze sztuką lekarską, czy własnym sumieniem, kiedy ma do czynienia z pacjentem w stanie agonalnym? Jak sprawić, aby życia nie traktować jako towar?
To nie są hipotetyczne rozważania. To wydarzyło się naprawdę, w tysiącach szpitali i w wielu krajach. Jedną z takich historii opisał Jim Down, doświadczony lekarz intensywnej terapii z Londynu, w książce Life Support: Diary of an ICU Doctor on the Frontline of the Covid Crisis. Przeplata go czarnym humorem, który staje się dla przeciążonych lekarzy formą obrony, sposobem, by nie stracić równowagi w obliczu narastających problemów systemu ochrony zdrowia.
Wiosną 2020 roku szpital przeszedł w tryb kryzysowy: dużo łóżek i chorych, za mało rąk do pracy, strach przed nowym wirusem i niepewność co do podejmowanych decyzji na intensywnej terapii. Kto ma szansę na wyzdrowienie, a komu tylko przedłużamy agonię? Wśród pacjentów znaleźli się nie tylko zmagający się z COVID-19. Ale także inni chorzy: z udarem, zapaleniem płuc czy nowotworem. Oni również walczą, z problemami zdrowotnymi, strachem, by nie zarazić się wirusem i z samotnością, bo swoich bliskich, z powodu pandemii, mogą usłyszeć jedynie przez telefon.
Decyzje lekarzy wydają się oczywiste: po pierwsze nie szkodzić i działać w najlepszym interesie pacjenta. W czasie pandemii te zasady wybrzmiały jednak ze zdwojoną siłą. Zderzyły się z rzeczywistością, w której brakowało leków, sprzętu i personelu, a liczba chorych rosła szybciej, niż system był w stanie udźwignąć. Co ważne, nie był to jedynie wyjątkowy moment w historii. Podobne napięcia i ograniczenia pozostają z nami do dziś.
Podobne dramaty dzieją się każdego dnia w Afryce, gdzie chorych na HIV, malarię, czy gruźlicę jest bardzo wielu. Tam problemy służby zdrowia mają krytyczny poziom: brakuje sprzętu, leków, działań profilaktycznych, ale przede wszystkim pieniędzy, aby móc zapewnić leczenie i opiekę na odpowiednim poziomie. Kiedy i tak bardzo ograniczone możliwości się kończą, pozostaje opieka paliatywna. Choć istnieją tego typu programy na Czarnym Lądzie, np. w Ugandzie, to jest to jedynie kropla w morzu potrzeb.
W tym miejscu rodzi się pytanie filozoficzne: co to znaczy być człowiekiem w świecie medycyny? Humanizm nie jest górnolotnym hasłem wypisanym na dyplomie, lecz codziennym zmaganiem z pokusą, by nie odpuścić. Sztuka lekarska nakazuje walczyć o zdrowie pacjenta tak długo, jak ma to sens. A jednak równolegle odzywa się sumienie, które podpowiada: dość. By nie przedłużać agonii, by nie odbierać choremu godności i człowieczeństwa.
Decyzje podejmowane na oddziale intensywnej terapii mają więc podwójny wymiar. Są jednocześnie próbą ratowania życia i próbą jego zrozumienia. Pytanie pozostaje niezmienne: gdzie przebiega ta cienka granica, której lekarz powinien się trzymać?
Równolegle do dramatów rozgrywających się w najbiedniejszych regionach Afryki widzimy obraz względnie zamożnej Europy, która również staje przed własną próbą humanizmu. Coraz częściej wybieramy drogę na skróty, a życie zaczyna być traktowane jak coś, co można przeliczyć i ocenić przez pryzmat użyteczności. Zbyt rzadko inwestujemy w łagodzenie bólu, rozwój terapii czy poszukiwanie nowych rozwiązań medycznych. Nie zawsze przykładamy należytą wagę do jakości opieki, do obecności, szacunku i troski wobec chorego. W zamian coraz częściej pojawia się pokusa wyboru rozwiązania najprostszego, czyli eutanazji.
Sławomir Cedzyński w tekście opublikowanym na portalu Holistic News zwraca uwagę, że jako Europejczycy robimy zbyt mało, by realnie wesprzeć osoby cierpiące. Zbyt łatwo akceptujemy sytuację, w której człowiek, przytłoczony bólem lub samotnością, zaczyna postrzegać szybką, wspomaganą medycznie śmierć jako jedyne wyjście.
Zdarzają się sytuacje, kiedy w dążeniu do zakończenia życia, wcale nie chodzi o brak sił w zmaganiu się ze śmiertelną, sprawiającą nieludzki ból chorobą. Zwykle motywacją jest odzyskanie wolności od problemów mentalnych, które wydają się zbyt trudne, aby sobie z nimi radzić: depresją, trudnymi warunkami życiowymi lub poczuciem bycia ciężarem dla innych. A niektóre te trudności można rozwiązać lub zmniejszyć ich skalę poprzez działania systemowe.
Przykładowo, w Kanadzie działa program Medical Assistance in Dying (MAID) i od chwili jego wprowadzenia budzi spore kontrowersje. Jego zwolennicy zwracają uwagę na autonomię pacjenta i jego prawo do decydowania o sobie. Przeciwnicy zaś na ryzyko nadużyć, a także konieczność poprawienia poziomu opieki paliatywnej oraz wsparcia psychologicznego.
I tu pojawia się pytanie: czy w sytuacji, gdy opieka paliatywna jest niedofinansowana, śmierć nie zaczyna być postrzegana jako rozwiązanie prostsze i tańsze dla systemu, dla medyków, a czasem także dla bliskich chorego? A przecież godność nie jest czymś, co można komuś przyznać jednym gestem czy decyzją. Rodzi się w relacji, w obecności drugiego człowieka, który trwa przy chorym, walczy o każdy jego dzień i każdy oddech, nawet wtedy, gdy respirator jest jeden, a potrzebujących wielu.
Autor książki, podobnie jak wielu lekarzy, nie oferuje prostych odpowiedzi. Ich codzienność to przestrzeń niejednoznaczności, między procedurą a wewnętrznym głosem sumienia. Człowieczeństwo w medycynie kryzysowej nie polega na tym, że zawsze udaje się uratować każdego pacjenta.
Wyraża się raczej w gotowości do podjęcia próby, w uważnym spojrzeniu choremu w oczy, nie w liczby i statystyki. W tym, by nie zastąpić empatii decyzją, która kończy życie. Bo w chwili, gdy system zaczyna podpowiadać, że życie drugiego człowieka jest zbyt trudne lub zbyt kosztowne, lekarz przestaje być lekarzem. Staje się księgowym śmierci. A wraz z tym cichnie coś znacznie ważniejszego, samo człowieczeństwo.
Warto przeczytać: Spór o eutanazję w Anglii. Co teraz zrobią brytyjscy Lordowie?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: