Prawda i Dobro
Masz ciągle zaległości, choć robisz wszystko? To nie lenistwo
04 kwietnia 2026

Odejście od wiary rzadko jest prostą decyzją. To doświadczenie, które potrafi zachwiać poczuciem sensu i przynależności, ale też otworzyć przestrzeń na coś bardziej osobistego i świadomego.
„Skoro nie jesteś wierzący, odrzuciłeś dogmaty i tyle”. Wiele osób, które odeszło od wiary, wielokrotnie usłyszało to zdanie. Ze zbiorów esejów The Varieties of Atheism pod red. Davida Newheisera można dowiedzieć się, że to uproszczenie. Życie w ramach wspólnoty religijnej nie jest wyłącznie zbiorem przekonań. To sposób życia, z wyobraźnią, etyką, codziennymi relacjami, emocjami, a także poczuciem przynależności.
Publikacja daje możliwość zapoznania się z podobieństwami i napięciami między tradycjami ateistów a wierzących. Zamiast oceny, zadaje pytanie, jak prowadzić poważną rozmowę bez uprzedzeń i uproszczeń.
Długoletnie badania opublikowane w Journal of Affective Disorders wykazały, że osoby wierzące i praktykujące deklarują niższy poziom chronicznego stresu i depresji. Naukowcy zastrzegają jednak, że wcale nie chodzi o samą wiarę w coś, co wychodzi poza granice pojmowania. Najważniejsze są dwa elementy: lepsze relacje z otoczeniem i większa wdzięczność za to, co posiadamy. To właśnie one odpowiadają za wyższą satysfakcję z życia oraz lepszy nastrój.
Badacze z USA sugerują, że wyniki ich analiz nie są argumentem „za religijnością”, tylko swego rodzaju wskazówką, którą możemy rozważyć oraz przyjąć albo odrzucić. A mianowicie, że niektóre mechanizmy: wdzięczność czy wspólnota mogą działać niezależnie od naszego światopoglądu.
Mowa o mechanizmach, których wierzący używają we wspólnocie religijnej, a osoba, która od niej odeszła, może je przełożyć na inne aspekty. Wdzięczność, poczucie sensu i przynależności można „ćwiczyć” na inne sposoby, bo nie są one własnością żadnego wyznania.
Z drugiej jednak strony porzucenie wiary rzadko wiąże się wyłącznie z pobudkami intelektualnymi. Dla wielu ludzi to także utrata bezpiecznych fundamentów, świadomości, że jest się akceptowanym oraz kochanym pod warunkiem przestrzegania określonych reguł. Wiara czasami daje gotowe wskazówki, jak żyć i odpowiedź, na pytanie: kim jestem.
Kiedy jednak przestają one pasować, człowiek czuje, że utracił nie tylko przekonania, ale także wspólnotę, rytuały oraz poczucie sensu. Ten czas przypomina żałobę po stracie czegoś lub kogoś ważnego. Psychologowie często przedstawiają ten proces w taki właśnie sposób w swoich pracach. I to w tym momencie pojawia się ciemniejsza strona.
Nadmierne zanurzenie się w wierze może okazać się pułapką. Szczególnie dotyczy to osób, które funkcjonowały w zamkniętych lub silnie kontrolujących wspólnotach religijnych, często nazywanych sektami.
Takie doświadczenie potrafi odcisnąć piętno na psychice człowieka. Odejście od wspólnoty zwykle wiąże się z utratą bliskich wierzących, co może boleć, niczym śmierć krewnego. Tylko że często jest to konieczne, aby dla niektórych osób możliwe było osiągnięcie większej satysfakcji z życia.
Z tego względu wiele osób, które odeszło od wspólnoty, opisuje życie po porzuceniu wiary jako przejście z miłości opartej na pewnych normach i zasadach do autentycznego uczucia, które polega na tym, kim naprawdę się jest. Zamiast sztywnych ram, jest wolność oraz niepewność i to nie słabość, tylko dorosłość. Martin Hägglund idzie jeszcze dalej.
W książce This Life. Secular Faith and Spiritual Freedom Martin Hägglund pisze, że to skończoność życia nadaje mu wartość. Jeżeli wszystko byłoby wieczne, nasze zaangażowanie i wybory traciłyby znacznie. Dlatego nawet całkowite odejście od religijnej wspólnoty nie musi oznaczać utraty sensu. Może być szansą na uzyskanie prawdziwej wolności oraz głębszego poczucia znaczeń i relacji, które zostaną zbudowane nie na podporządkowaniu się zasadom, tylko na wzajemnym uznaniu naszej skończoności.
Finalnie obie strony — jedna reprezentująca wiarę, a druga jej brak — zmagają się z identycznymi pytaniami: jak radzić sobie z cierpieniem, jak żyć z sensem, a także, w jaki sposób budować bliskie relacje z innymi. Hägglund czy autorzy esejów zebranych w zbiorze pod red. Newheisera nie przekonują, by się zgadzać w pełni ze sobą, lecz aby z góry nie uznawać, że poglądy drugiej strony są niewłaściwe lub złe.
Prawdą jest, że niektóre grupy religijne i głoszone przez nie „prawdy wiary” nie zawsze dobrze służyły ludziom. Były i są wykorzystywane do opresji, przemocy, intelektualnego zamknięcia, a także wykluczenia. Tylko że to samo można powiedzieć o niektórych świeckich ideologiach m.in. komunizmie czy nazizmie, które odbierały człowiekowi jego człowieczeństwo, a następnie unicestwiały.
Warto zatem rozmawiać ze sobą, jak poważni i myślący ludzie, którzy próbują radzić sobie we współczesnym świecie. Bo ateizm i życie po porzuceniu wiary dla wielu osób nie oznacza pustki, lecz inny sposób budowania i szukania sensu. I obie postawy zasługują na bezstronne spojrzenie.
Warto przeczytać: Kraina trzech religii. Tu wiara miesza się z przesądami
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: