Czego uczy nas historia Wyspy Wielkanocnej

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Grupa posągów Ahu Tongariki, Wyspa Wielkanocna (EAST NEWS)
Przeczytanie artykułu zajmie około 10 minut

Czy nie macie czasami ochoty uciec od zgiełku cywilizacji i choć na krótką chwilę rzucić wszystkiego? Pracy, sobotnich zakupów, pielęgnacji roślin doniczkowych? I na moment stać się antropologiem odkrywającym tajemnice przeszłości?

Jeśli tak, to dobrze się składa, bowiem aby rozwiązać zagadkę Wyspy Wielkanocnej, musimy wybrać się w daleką podróż. Tym razem nie będziemy jednak zwykłymi turystami, leżącymi pod palmą z kolorowym drinkiem w ręce. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czego uczy nas historia Wyspy Wielkanocnej, musimy uważnie zbierać tropy, szukać ukrytych znaczeń i włączyć myślenie analityczne.

Znajdująca się na południowym Oceanie Spokojnym Rapa Nui uchodzi za najbardziej tajemnicze miejsce na świecie i jest jednym z najdroższych kierunków lotniczych. Wynika to z położenia wyspy, powszechnie uznawanej za najbardziej odizolowane miejsce na świecie. Od Ameryki Południowej wyspę dzieli 3,8 tys. km, natomiast od Tahiti – 4050 km.

Podróż za jeden uśmiech

Wybierając w wyszukiwarce kierunek Kraków – Wyspa Wielkanocna, otrzymujemy propozycję trwającego 50 godzin lotu z trzema przesiadkami. Cena przekracza 6 tys. zł, w klasie premium będzie to już ponad 16 tys. zł. Druga opcja to lot z Madrytu, reklamowany jako najtańszy na rynku. Tutaj czas lotu, w trakcie którego podróżny pokona 12250 km, wynosi 17 godzin i 30 minut. Cena natomiast oscyluje w granicach 4 – 5 tys. zł. 

Wyspa Wielkanocna na południowym Pacyfiku. Zdjęcie wykonane przez satelitę (PLANET OBSERVER / UIG / EAST NEWS)

A zatem znajdujemy się na pokładzie samolotu zbliżającego się do portu lotniczego Mataveri. Klasa premium zapewniła nam w trakcie lotu obfite posiłki, wygodny fotel i miłą obsługę, od której otrzymujemy informację, że powierzchnia wyspy wynosi 163,6 km2. Aktualna temperatura na wyspie to 22 st. C, natomiast średnia temperatura w skali roku oscyluje między 20 a 25 st. C. Dowiadujemy się także, że lotnisko, na którym za chwilę wylądujemy, znajduje się na liście 40 zapasowych lądowisk dla promów kosmicznych. 

Podziwiając panoramę wyspy z pokładu kołującego samolotu dostrzegamy, że jest ona zasadniczo pozbawiona drzew. Trochę nas to dziwi. Stewardessa informuje nas, że roślinność wyspy stanowią głównie eukaliptusy i akacje sprowadzone z Chile w drugiej połowie XX w. Jak wyczytaliśmy w przewodniku, dawniej na wyspie znajdowały się lasy tropikalne oraz najwyższe w ówczesnym świecie drzewa palmowe. Dziś próżno szukać po nich śladu.

Widok na wulkan Terevaka na Wyspie Wielkanocnej(@KARKOZPHOTO / EAST NEWS)

Po męczącej podróży udajemy się na krótki odpoczynek do malowniczego hotelu składającego się z kompleksu bungalowów, położonego niedaleko wybrzeża Oceanu Spokojnego. Widok zapiera dech, jednak na jego kontemplowanie jeszcze przyjdzie czas, bo za chwilę umówieni jesteśmy z lokalnym przewodnikiem, który pomoże nam w odkrywaniu tajemnic wyspy.

Już samo położenie Rapa Nui przynosi wiele pytań i niejasności. Kim byli jej pierwsi osadnicy, skąd przybyli, w jaki sposób i przede wszystkim dlaczego ryzykowali tak niebezpieczną, niepewną i daleką podróż?

Posągi z Rapa Nui

Jednak zanim zadamy te pytania naszemu przewodnikowi, ruszamy w drogę, aby na własne oczy zobaczyć słynne moai, czyli kamienne monolityczne posągi wykute ze skał wulkanicznych. Według przewodnika, przedstawiają one figury przodków, krewnych oraz starożytnych mieszkańców wyspy. Jest ich 887. Ich wysokość wynosi między 4 a 6 m, a waga to jakieś 10 ton. Najbardziej imponująca jest figura nazywana Paro, która mierzy prawie 10 m i waży blisko 20 ton. 

Gigantyczne posągi są przedmiotem wielu lokalnych legend. Obecnie są szare, jednak kiedy były rzeźbione, miały kolor żółto-pomarańczowy  (EAST NEWS)

Widok jest imponujący, choć – jak się dowiadujemy – posągi kilkaset lat temu prezentowały się zupełnie inaczej. W tej chwili są szare, jednak kiedy były rzeźbione, miały kolor żółto-pomarańczowy, a platformy, na których stały, obłożone były czerwonymi kamieniami; w zagłębienia mające symbolizować oczy wkładano biały koral z domieszką obsydianu barwiącego na ciemny kolor źrenice posągów.

Rozwikłanie tajemnicy tych zjawiskowych figur wiąże się z naszym wcześniejszym pytaniem o pierwszych osadników wyspy. Wśród wielu teorii koncepcją rozpalającą masową wyobraźnię jest ta zapoczątkowana przez pisarza i paleoastronautę Ericha von Dänikena, który twierdził, że  Wyspy Wielkanocne zamieszkiwały istoty pochodzące z cywilizacji pozaziemskiej. Koronnym argumentem pisarza był brak w tamtym czasie i miejscu technologii umożliwiającej pozycjonowanie oraz przesuwanie moai. Jego zdaniem, to właśnie istoty pozaziemskie odpowiedzialne są za pojawienie się na wyspie posągów.

Według miejscowych legend, posiadały one magiczną siłę, dzięki której miały moc poruszania się, zatem żadna technologia kosmiczna nie była potrzebna – w zupełności wystarczała ich własna magia.

Na chwilkę pozwalamy, aby świat magicznych zaklęć przejął nad nami kontrolę, i gotowi jesteśmy przysiąc, że przed sekundą jedna z figur puściła do nas oko i odrobinę przesunęła się w prawo. Jednak szybko wracamy do rzeczywistości, słuchając kolejnych informacji przekazywanych przez naszego przewodnika. 

Teraz poznajemy fakty poparte wieloletnimi badanami antropologów, genetyków, archeologów i historyków. Aktualnie środowiska naukowe w miarę zgodnie uznają, że pierwsi ludzie przybyli na Wyspę Wielkanocną z Polinezji między X a XIII w. n.e. Motywy skłaniające ich do tak odległej podróży nie są do końca znane. Wśród hipotez wymienia się przeludnienie, chęć ekspansji terytorialnej, głód. Natomiast miejscowe legendy mówią o kataklizmie na obszarze Pacyfiku, który przeżyli tylko ludzie na dwóch łodziach będący pierwszymi mieszkańcami wyspy.

Symbole wyryte na jednym z głazów znajdujących się w Parku Narodowym Rapa Nui. Według naukowców, pierwsi ludzie przybyli na Wyspę Wielkanocną z Polinezji między X a XIII w. n.e.  (DEAGOSTINI / FORUM)

„Pępek świata” – bo tak wyspa była nazywana przez Polinezyjczyków -zamieszkany był przez jedno plemię, składające się z 10 – 11 klanów.

Miejscowe legendy głoszą, że pierwotną grupą zamieszkującą wyspę byli długousi. Ich nazwa pochodziła od nienaturalnie długich małżowin usznych, sięgających aż do ramion – był to efekt celowego rozciągania uszu od najmłodszych lat. Długousi stanowili elitę społeczną kapłanów i to właśnie za ich sprawą na wyspie pojawiły się posągi. Znacznie później na wyspę przybyli krótkousi, stanowiący grupę rolników i robotników. Między tymi grupami doszło następnie do ostrego konfliktu, który przyczynił się do upadku cywilizacji Rapa Nui. 

Zaczynamy mieć wrażenie, że nasz przewodnik z równą powagą traktuje fakty naukowe, jak legendy i podania. Czy uda nam się z tych dziwnych opowieści wyłuskać suche fakty, które będą niezbędne do odkrycia tajemnic wyspy?

Wielkanocna niedziela 1722 roku 

Ląd, widać stały ląd! – tak zapewne zakrzyknął holenderski marynarz pełniący wachtę na bocianim gnieździe. Był niedzielny wielkanocny poranek 1722 roku. Marynarze na zlecenie Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej już od wielu miesięcy poszukiwali na Oceanie Spokojnym nowego kontynentu – Terra Australis.

„Europejską” nazwę wyspie nadał admirał Jacob Roggeveen. Jednak, jak informuje nas przewodnik, mieszkańcy wyspy utożsamiają ją z dominacją białego człowieka, erą kolonialną. Dlatego nadal używają pierwotnego określenia Rapa Nui, co oznacza „Wielką Ziemię”.

Według szacunków Roggeveena, wyspę w tym czasie zamieszkiwało 2 – 3 tys. osób. Holenderska ekspedycja po tygodniu pobytu odnotowała, że na terenie wyspy znajdują się zadziwiające posągi, klimat wyspy jest sprzyjający, gleba urodzajna, a wyspa – prawie całkowicie pozbawiona drzew.

W ocenie admirała, posągi zostały wykonane z gliny, dlatego też Holendrzy nie widzieli w nich większej wartości. Współcześni mieszkańcy wyspy twierdzą, że pobyt Holendrów na wyspie skończył się starciem z tubylcami, z których kilku zostało zastrzelonych. Ostatecznie Roggeveen wraz ze swoją flotą odpłynął w dalszą podróż, kierując się w stronę Dżakarty.

Holendrzy byli pierwszymi Europejczykami, którzy odwiedzili Rapa Nui –
w niedzielny wielkanocny poranek w 1722 roku
(HISTORIA GRAPHICA COLLECTION / EAST NEWS)

Wiele lat później do brzegów wyspy docierają dwa hiszpańskie statki. Jest rok 1770, Hiszpanie na wyspie spędzają pięć dni, w międzyczasie dokonując pomiarów wybrzeża. Wtedy też wyspie nadano nową nazwę Isla de San Carlos oraz zawłaszczono ją w imieniu króla Hiszpanii Karola III Hiszpańskiego. W ocenie żeglarzy, ziemia na wyspie w tamtym okresie była kompletnie jałowa. 

Gdy w 1774 roku na wyspę dociera James Cook, część posągów jest przewrócona, a jej mieszkańcy cierpią głód. Botanik Cooka po powrocie opisał glebę wyspy jako „ubogą”. Według naszego przewodnika, sytuacja ekonomiczna panująca wówczas na wyspie miała związek z walkami, jakie długousi prowadzili z krótkouchymi w latach 1722 – 1774. Główną przyczyną walk było przeludnienie oraz coraz mniej płodna gleba, co skutkowało masowym głodem. Według miejscowych legend w walkach zwyciężyli krótkousi, którzy nie tylko wymordowali populację długouchych, ale także zjadali ciała swoich wrogów.

Robi nam się trochę nieprzyjemnie, pytamy zatem przewodnika, czy są jakieś rzetelne dowody na akty kanibalizmu zachodzące na wyspie.

Oczywiście, że są, odpowiada. Na przykład nazwa jaskini Ana Kai Tangata, czyli „jaskinia, gdzie zjada się ludzi”. Przewodnik wyraża gotowość do zabrania nas do tego miejsca, ale my odpowiadamy: „Może innym razem” . I gdy się nam wydaje, że dzisiaj nie usłyszymy już nic bardziej szokującego, nasz przewodnik zaczyna opowieść o zagładzie społeczeństwa wyspy.

Zagłada autochtonicznej populacji wyspy

Trudno dokładnie ustalić, co działo się później na wyspie. Wiadomo, że w pierwszej połowie XIX w. wiele statków przepływało w jej pobliżu, jednak brak dokumentów, które by podawały nowe informacje na temat Rapa Nui. Wiemy, że wśród statków, które odwiedziły wyspę w latach 1804 – 1825, były dwa okręty rosyjskie i jeden brytyjski.

Przypuszcza się, że wizyty „z zewnątrz ” miały negatywny wpływ na autochtoniczną społeczność Rapa Nui. Nawet jeśli pozostajemy w sferze domniemań, łatwo można się domyślić, jakie były skutki tych kontaktów. Biały człowiek w trakcie ekspansji kolonialnej był nie tylko wyposażony w śmiercionośną broń, podążały za nim także bakterie, zarazki, chęć dominacji, a także dobra materialne, które – według legend – wymieniał na miejscowe kobiety, w wyniku czego na wyspie szerzyły się epidemie chorób wenerycznych.  

Pewne jest natomiast, że czasy kolonialne przyniosły wyspie kolejne dramaty. Pewnego grudniowego popołudnia 1862 roku peruwiańscy piraci zaatakowali wyspę i przez wiele miesięcy wywozili jej mieszkańców do niewolniczej pracy.

Jak informuje nas przewodnik, do 1863 roku z wyspy wywieziono, lub zabito, łącznie 1,5 tys. mieszkańców. W 1877 roku populacja wyspy wynosiła zaledwie… 110 osób.

Cmentarz Hanga Roa. Do 1863 roku z wyspy wywieziono, lub zabito, łącznie 1,5 tys. mieszkańców (THERIN – WEISE / ARCO IMAGES / FORUM)

Dzień nieubłaganie dobiega końca, promienie  zachodzącego słońca delikatnie skrzą się w tafli Oceanu Spokojnego, a my musimy wracać do hotelu. Wyspa wydaje się rajem na ziemi, dlatego trudno uwierzyć, że była ona świadkiem tak potwornych wydarzeń. To był dzień pełen wrażeń, informacje dosłownie buzują nam w głowie. Żegnamy naszego przewodnika i udajemy się do hotelowej restauracji na wieczorny posiłek.

Tajemnice, legendy i fakty

Po obfitej kolacji siadamy na ganku naszego bungalowu z kieliszkiem czerwonego chilijskiego wina w ręce. Chcemy uporządkować wiadomości, znaleźć jakiś klucz, który pomoże nam odpowiedzieć na ważne dla nas pytania: czego uczy nas historia wyspy; jakie są związki między ochroną środowiska a walkami plemiennymi; czy faktycznie głód na wyspie był tak dotkliwy, że jej mieszkańcy zmuszeni byli do kanibalizmu; jaki związek z tym wszystkim mają posągi moai.

Chwilowo nadmiar informacji powoduje w głowie kompletną pustkę. Z ratunkiem przychodzi nam internet. Zaczynamy od wpisania w wyszukiwarkę hasło: „wpływ nieracjonalnego gospodarowania zasobami naturalnymi na środowisko”. Otrzymujemy pakiet informacji o współczesnej antropopresji. Zmieniamy parametry wyszukiwania, wpisując: „zmiana środowiskowa a upadek cywilizacji”. Wydaje się, że tym razem wyniki wyszukiwania będą pomocne w rozwiązaniu zagadki. 

Mała turystka obserwuje ocean w Zatoce Hanga Roa (REUTERS / ROMINA AMATO / FORUM)

Czytamy o relacji między środowiskiem naturalnym a powstaniem i upadkiem cywilizacji. Fakty historyczne wskazują, że aktywność cywilizacji prowadziła często do zmiany środowiskowej, która z kolei stawała się powodem zagłady. Znaczący wpływ na upadek niektórych starożytnych cywilizacji miał m. in. sposób gospodarowania zasobami odnawialnymi, takimi jak drewno, czyli wszelakiego rodzaju porostami, krzewami i drzewami.

To daje dam do myślenia. Brak poszycia leśnego był jedną z pierwszych rzeczy, jaką zauważyliśmy na wyspie. Czytamy zatem dalej. Jak informuje nas internet, dobrze zbadany i opisany jest przypadek jednej z najstarszych cywilizacji rolniczych, jaką była cywilizacja sumeryjska w południowej części Mezopotamii.

Udokumentowane historycznie początki tej cywilizacji datuje się na co najmniej 5300 r. p.n.e. Istotą jej aktywności było stworzenie olbrzymich systemów irygacyjnych, które umożliwiały efektywną produkcję rolniczą. Plonowanie jęczmienia ok. 2400 r. p.n.e. wynosiło, jak się szacuje, 2537 l/ha. Jest to produktywność porównywalna z obecnie osiąganym poziomem w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Jednakże już 300 lat później była ona o 40 proc. mniejsza, a w 1700 r. p.n.e. plon wynosił 897 l/ha.

Zasadniczą przyczyną zmniejszenia się wielkości plonów jęczmienia było wzrastające zasolenie gleb spowodowane wysoce efektywnym systemem nawadniania pól. Jednocześnie dzisiaj uznaje się to za najistotniejszy czynnik upadku cywilizacji sumeryjskiej.

W naszej głowie zaczynają pojawiać się pierwsze odpowiedzi. Czy to możliwe, że problemy na wyspie związane były z nieracjonalnym sposobem gospodarowania zasobami?

Przeszukując zasoby internetu, znajdujemy informacje dotyczące cywilizacji kreteńskiej, która była jednym z ważniejszych starożytnych centrów kulturowych w rejonie Morza Śródziemnego, a upadła z powodu rozwoju cywilizacji regionu Mezopotamii, co z kolei było związane z nadmierną wycinką drzew.

Kreta ok. 2000 r. p.n.e. stała się głównym dostawcą drewna dla pozbawionego tego zasobu regionu Mezopotamii. Ponadto po potężnym trzęsieniu ziemi i zniszczeniu Knossos rodzimy surowiec wykorzystywany był do odbudowy miasta. Równolegle nastąpił znaczący wzrost populacji kreteńskiej. Wszystko to spowodowało wyczerpanie się zasobów drewna i jednocześnie wyjałowienie gleby, co doprowadziło do przemieszczenia się centrum cywilizacyjnego do Mykonos w południowej Grecji. Przyjmuje się, że w owym czasie istniały tam jeszcze wystarczające zasoby lasów.  

Ruiny pałacu w Knossos na Krecie, centrum kultury minojskiej (WORLD HISTORY ARCHIVE / EAST NEWS)

To właśnie czynnik środowiskowy doprowadził do wylesienia Grecji kontynentalnej oraz wielu jej wysp. Starożytne centrum straciło na znaczeniu, aby w rezultacie przenieść się w region bogaty w owym czasie w drewno, czyli do Azji Mniejszej.

Antropopresja na Wyspie Wielkanocnej

Sięgamy po drugi kieliszek wina. Elementy układanki zaczynają powoli składać się w całość. Wyłania się pewien obraz, jednak nadal w nim czegoś brakuje. Jak mówił nasz przewodnik, posągi moai były rzeźbione w pozycji leżącej. Jednak nie wytłumaczył nam, w jaki sposób je przesuwano czy pozycjonowano. Nagle do głowy wpada nam pewna myśl.

Jej weryfikacja zabiera dłuższą chwilę, gdyż artykułów na temat posągów z Rapa Nui jest w sieci bardzo wiele, co więcej, podają one sprzeczne informacje. Jednak w końcu udaje nam się trafić na taki, która potwierdza nasze przypuszczenia. Stawiamy zatem następującą hipotezę dotyczącą Wyspy Wielkanocnej.

Rano Kao, wielki krater wulkaniczny w zachodniej części Wyspy Wielkanocnej (AVALON / REPORTER)

Po dotarciu na wyspę pierwszych osadników – tutaj z pewną śmiałością przyjmujemy, że byli to Polinezyjczycy – zaczyna się stopniowa wycinka drzew, co zresztą wydaje się całkiem naturalne. Mieszkańcy budują domy, łodzie, a co najważniejsze, używają lian z drzew palmowych do transportu i pozycjonowania posągów. Życie na wyspie toczy się tak jak w wielu innych podobnych społecznościach.

Prawdopodobnie po jakimiś czasie na wyspę docierają nowi osadnicy, możliwe, że byli to właśnie legendarni krótkousi. Populacja wyspy się zwiększa, wycinka drzew trwa nadal. Możemy przypuszczać, że życie na wyspie przebiega w miarę harmonijnie, aż do chwili, gdy jej mieszkańcy muszą zmierzyć się ze skutkami antropopresji. Masowa wycinka drzew prowadzi do wyjałowienia gleby. Kiedy żywności ubywa, a mieszkańcy cierpią skrajny głód, zaczynają się wewnętrzne konflikty, które w późniejszym okresie przeradzają się w wojnę domową. Możliwe, że to właśnie wtedy dochodzi do aktów kanibalizmu.

Czego uczy nas historia Wyspy Wielkanocnej?

Tancerki w trakcie tradycyjnego tańca (AVALON / REPORTER)

Wyspa Wielkanocna to najbardziej odizolowane miejsce na naszym globie. Możemy śmiało stwierdzić, że w odległej przeszłości wyspa stanowiła własny makrokosmos. Gdy doszło do antropopresji, mieszkańcy nie mieli dokąd uciec, nie mieli także możliwości wezwania pomocy. Doprowadziło to do bratobójczej konfrontacji, powodowanej instynktem przetrwania.

Wydaje się, że historia Wyspy Wielkanocnej może stanowić doskonałą metaforę tego, co może się przydarzyć, gdy zniszczymy zasoby naszej planety. Podobnie jak mieszkańcy Rapa Nui, nie będziemy mieli dokąd uciec i nikt nie przyjdzie nam z pomocą. Co prawda, mówi się teraz o kolonizacji Marsa czy poszukiwaniu planety zdolnej zapewnić ludziom bezpieczne schronienie w razie katastrofy, ale to ciągle futurologia. W tej sytuacji konieczne jest podjęcie bardziej zdecydowanych działań na rzecz ochrony środowiska i wprowadzenie zasady racjonalnej eksploatacji zasobów, tak by mogły korzystać z nich także przyszłe pokolenia. Warto pamiętać, że również nasze „małe” decyzje mogą, w pewnym stopniu, zdecydować o szansach przetrwania ludzkości.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn