Nauka
Skąd mamy wodę na Ziemi? Oto „drugie dno” oceanów
13 marca 2026

Giganci technologiczni chcieliby wirtualnego świata, który zastąpi Ci rzeczywistość. Okazuje się jednak, że Twój organizm posiada nienaruszalny bezpiecznik, którego nic nie złamie. Jeśli cyfrowy awatar spóźni się o mrugnięcie okiem, Twoja świadomość natychmiast to rozpozna i odrzuci iluzję.
Wyobraź sobie, że siedzisz w fotelu, masz na oczach gogle VR, a Twój wirtualny awatar naśladuje każdy Twój ruch. Widzisz cyfrową dłoń, czujesz wibracje kontrolera, a jednak… coś jest nie tak. W głębi duszy wiesz, że ta ręka nie należy do Ciebie. Nowe badanie naukowców ze szwedzkiego Karolinska Institutet, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences, wyjaśnia, dlaczego ten wewnętrzny „wykrywacz fałszu” jest tak precyzyjny. I dlaczego żadna technologia, szukająca sposobów na to, jak oszukać mózg, nie zdoła go na dłuższą metę przechytrzyć.
Zespół pod kierunkiem prof. Henrika Ehrssona i Renzo Lanfranco przeprowadził eksperymenty z wykorzystaniem słynnej iluzji gumowej ręki. W uproszczeniu: uczestnicy mieli w zasięgu swojego wzroku sztuczną rękę ułożoną tak, by imitowała prawdziwą. Z kolei ich prawdziwa dłoń była poza zasięgiem ich oczu. Robot dotykał ich prawdziwej dłoni, a potem sztucznej ręki z różnymi opóźnieniami – od niemal niezauważalnych 18 milisekund (0,018 sekundy) do wyraźnych 150 ms. Naukowcy odkryli, że poniżej progu 31 ms mózg traktuje oba dotknięcia jako jedność i „adoptuje” sztuczną rękę jako własną. Natomiast jeśli robot dotknie sztucznej ręki z opóźnieniem większym niż 31 ms względem prawdziwej ręki, mózg nie daje się oszukać i natychmiast wychwytuje fałsz.
Wystarczy przekroczyć barierę 30 ms, by nasz „system poczucia własnego ja” został w pełni uruchomiony. Im większe było opóźnienie (aż do 150 ms), tym łatwiej było badanym odróżnić swoje ciało od ciała sztucznego.
To odkrycie ma brutalną wymowę dla całego przemysłu immersyjnych technologii. Metaverse, gogle XR, kombinezony haptyczne – te urządzenia operują z opóźnieniami rzędu kilkudziesięciu milisekund, a infrastruktura sieciowa dokłada swoje. Giganci technologiczni marzą o pełnej immersji, życiu w cyfrowych awatarach, pracy i relacjach całkowicie przeniesionych do wirtualnej przestrzeni. Tam pytania o to, jak oszukać mózg, nie musiałyby już padać.
Tymczasem szwedzkie badanie pokazuje, że mózg nie jest w tym równaniu biernym odbiorcą – jest surowym egzaminatorem z biologicznym progiem zaliczenia. Jeśli opóźnienie przekroczy ułamek sekundy, Twój mózg automatycznie odrzuci cyfrowe ciało jako obce. Metaverse ma zatem swoją biologiczną ścianę.
Przez lata w nauce dominował pogląd, że sygnały z naszego ciała – jak oddech czy bicie serca – są przetwarzane głównie podświadomie, gdzieś w tle. Szwedzkie badanie wywraca ten obraz do góry nogami.
Kluczowym odkryciem jest stałość tzw. M-ratio. To wskaźnik mówiący o tym, jaka część obiektywnych informacji o ciele faktycznie dociera do naszej świadomości. Okazało się, że ten stosunek jest niezmienny: niezależnie od tego, jak dużo bodźców w trakcie badania docierało do mózgu, sposób, w jaki mózg przekazywał dane do świadomości, był niezmienny i natychmiastowy. To właśnie dlatego nasze poczucie posiadania ciała jest tak silne i trwałe – świadomość ma do tych danych priorytetowy i stały dostęp. Nie ma tu żadnego „podświadomego trybu turbo”, który technologia mogłaby przechwycić i zastąpić lepszą wersją.
Mózg nadaje sygnałom dotyczącym własnego ciała priorytet w przetwarzaniu świadomym
– tłumaczy prof. Ehrsson.
To właśnie dlatego nasze poczucie bycia „wewnątrz” własnego ciała jest tak natychmiastowe i trwałe.
Jak naukowcy zyskali pewność, że to nie przypadek? Wykorzystali zaawansowany model matematyczny (tzw. drift-diffusion model), który analizuje, jak szybko mózg gromadzi dowody zmysłowe przed podjęciem decyzji. Okazało się, że oba te procesy biegną w identycznym tempie. To kluczowe odkrycie, ponieważ pokazuje, że rozpoznawanie własnego ciała i świadomość tego faktu to nie są dwa oddzielne mechanizmy, z których jeden jest „szybszy” lub „podświadomy”. One dzieją się jednocześnie, na tej samej ścieżce.
Dodatkowo eksperyment kontrolny z drewnianymi klockami zamiast gumowych rąk potwierdził, że ten „uprzywilejowany dostęp” do świadomości dotyczy tylko nas samych. Gdy zadanie nie dotyczyło poczucia własności ciała, mózg nie wykazywał tak szczególnej czujności. Zatem pytanie, jak oszukać mózg, gdy chodzi o sygnały z naszego ciała, wciąż pozostaje otwarte.
Poczucie posiadania ciała jest kluczowe dla budowania i utrzymywania samoświadomości. To właśnie ono pozwala nam odróżnić siebie od świata zewnętrznego
– wyjaśnia dr Renzo Lanfranco, główny autor badania. W tym jednym zdaniu kryje się wniosek, który wykracza daleko poza czystą neurologię.
Big Techy budują przyszłość opartą na założeniu, że człowieka da się przekonać do zamieszkania w symulacji. Tymczasem badanie z Karolinska Institutet mówi coś innego. Mózg przez cały czas nasłuchuje sygnałów, których żadna symulacja nie jest w stanie w pełni odtworzyć. Ciepło dłoni, subtelny nacisk podłogi pod stopami, ból przy uderzeniu łokciem o blat – te sygnały trafiają do świadomości z pierwszeństwem przed wszystkim innym. Bo ewolucja przez miliony lat ćwiczyła mózg właśnie po to, by nigdy nie przegapił informacji z własnego ciała i nie dał się oszukać. Metaverse może być środowiskiem rozrywki lub pracy, ale nie zastąpi rzeczywistości – bo rzeczywistość ma własny kanał priorytetowy do Twojej świadomości, którego nie da się zablokować.
Budowanie poczucia „to jest moje ciało” to dla mózgu gigantyczna operacja, ponieważ musi on w jednym momencie połączyć wzrok, dotyk, temperaturę i pozycję kończyn. To zadanie angażuje tak wiele różnych obszarów mózgu jednocześnie, że wywołuje w nim swego rodzaju „rozbłysk” świadomości. Jest to proces zbyt złożony i wymagający, by mógł odbywać się po cichu, gdzieś w tle naszej uwagi.
Depersonalizacja – stan, w którym człowiek zaczyna patrzeć na własne ręce jak na obce przedmioty – przestaje być tylko terminem z podręczników psychiatrii. Badanie z Karolinska Institutet pozwala nam niemal „zmierzyć” to poczucie obcości. Odkrycia te mogą stać się przełomem w leczeniu schizofrenii, anoreksji czy zaburzeń typu borderline, gdzie pacjenci często zmagają się ze zniekształconym obrazem własnego ciała. Możemy powiedzieć, że ich mózg jest oszukiwany, a szwedzkie badanie może się tu okazać ratunkowym punktem zwrotnym.
Ponad sto lat temu amerykański filozof i psycholog William James pisał, że poczucie „ja” jest nierozerwalnie splecione z doświadczeniem cielesnym. Twierdził, że stała obecność ciała w naszej świadomości tworzy fundament dla wszystkich innych przeżyć. Szwedzkie badanie dostarcza temu spostrzeżeniu solidnych, matematycznych dowodów.
Nie możemy po prostu „wyłączyć” poczucia posiadania ciała ani zepchnąć go do podświadomości. Ewolucja zadbała o to, by sygnały płynące z naszych mięśni i skóry docierały do świadomości z pierwszeństwem przed wszystkim innym. To one informują nas, gdzie kończymy się my, a zaczyna świat zewnętrzny. I to one stanowią barierę, wobec której pytania o to, jak oszukać mózg, pozostają bez odpowiedzi. Nasza cielesność nie jest dodatkiem, który technologia może wkrótce obsłużyć lepiej. To główna architektura przetrwania – i ona zawsze będzie miała ostatnie słowo.
Warto przeczytać: Kamery, skany, cyfrowe portfele. Prywatność staje się luksusem
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Nauka
12 marca 2026

Zmień tryb na ciemny