Lęk stał się walutą. Kto zarabia na Twoim niepokoju

Jarosław Gibas trzyma kubek w dłoni podczas rozmowy o manipulacji emocjami społecznymi i wpływie lęku na decyzje

Strach nie jest dziś tylko emocją, coraz częściej działa jak narzędzie wpływu. Wzmacnia podziały, zwiększa nieufność i osłabia więzi między ludźmi, wpływając na to, jak myślimy i jakie decyzje podejmujemy. Jarosław Gibas, socjolog i pisarz, wyjaśnia, jak nasza decyzyjność została wciągnięta w globalną grę oraz dlaczego poczucie utraty znaczenia stało się jednym z głównych powodów współczesnego kryzysu relacji.

Anita Różańska: Gdybyś miał postawić diagnozę dotyczącą kondycji naszego społeczeństwa, jak by ona była?

Jarosław Gibas*: Obawiam się, że nie mam nic optymistycznego do powiedzenia. Kondycja naszego społeczeństwa pod wieloma względami się pogarsza. Kiedy przyjrzymy się szumowi medialno-informacyjnemu, można odnieść wrażenie, że jego autorom zależy na tym, byśmy czuli się jak najgorzej. Dlaczego? Bo niepokój jest doskonałym narzędziem. Strach i napięcie wpływają na nasze wybory, decyzje i sposób postrzegania świata. A nasze wybory stały się dziś środkiem płatniczym – walutą w globalnym obiegu. Ktoś na nich zyskuje.

Zarządzanie ludzkim lękiem: dlaczego to działa lepiej niż fakty

Jak działa ten mechanizm?

To strategia, która opiera się na antagonizacji. Wyobraź sobie, że jesteś zwolenniczką opcji X, a ja – opcji Y. Budzimy się rano i sięgamy po media społecznościowe. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że Ty zobaczysz treści potwierdzające X, a ja – treści potwierdzające Y. Dlaczego? Bo nasza decyzyjność jest w grze. Żeby nią zarządzać, trzeba nas utwierdzać w przekonaniach.

Efekt uboczny? Coraz mniej widzimy treści, które mogłyby podważyć naszą postawę. Coraz bardziej się od siebie oddalamy. I coraz mniej się rozumiemy. W ten sposób obniża się jakość naszego życia psychicznego i społecznego. Stajemy się bardziej nieufni, bardziej wrodzy i coraz częściej zakładamy, że ktoś chce nami manipulować. A konsekwencją jest to, że przestajemy czuć się bezpiecznie w zwykłych sytuacjach społecznych. A przecież trudno dobrze funkcjonować w świecie, który postrzegamy jako potencjalnie wrogi.

Narcyz, manipulator, przemocowiec, psychopata – te słowa bardzo często pojawiają się dziś w przestrzeni publicznej i w mediach społecznościowych. Z jednej strony dobrze, że rośnie świadomość toksycznych zachowań. Ale czy ta fala etykiet nie nakręca też spirali strachu?

Przykład z narcyzem jest bardzo dobry. To już słowo-wytrych. Wystarczy wstawić je w tytuł, aby przyciągnąć uwagę. Czy autor wie, o czym pisze – przestaje mieć znaczenie. To się sprzedaje: „trzy słowa, których nienawidzi narcyz”, „strategia, którą pokonasz narcyza”, „uważaj, narcyz odsłania się w tym i w tym”. Czytałem wiele takich materiałów – w większości to bzdury, które nie mają żadnego naukowego uzasadnienia. Ale wraz z tą modą pojawia się pewien społeczny efekt, który nazywam „wskazywaniem brudnym palcem”.

Manipulacja emocjami społecznymi: efekt na „narcyza”

Na czym polega ten efekt?

Jeśli ktoś nam się nie podoba, coś nas w nim drażni – to mówimy: „to narcyz”. Bo przeczytaliśmy o tym w internecie, bo widzieliśmy rolkę, bo coś nam się skojarzyło. Pojawiła się moda na narcyza – nagle wszyscy są narcyzami. Pojawiła się moda na manipulatora – wszyscy stają się manipulatorami. Bardzo lubimy wskazywać innych tym „brudnym palcem” i oskarżać ich o to, jacy są. Tylko – jak zauważył jeden z amerykańskich psychologów – kiedy kierujesz palec w stronę drugiej osoby, trzy pozostałe są zwrócone w twoją stronę. To dobry przykład pokazujący, że gdy kogoś oskarżamy, często pod spodem może kryć się coś, czego nie chcemy zobaczyć w sobie.

Do czego to nas prowadzi?

Zamiast rozmowy i refleksji pojawia się etykieta. A etykieta daje złudzenie wiedzy i kontroli. Tylko że w dłuższej perspektywie zaczynamy patrzeć na relacje przez filtr podejrzeń. Zaczynamy szukać zaburzeń zamiast człowieka. I wtedy rzeczywiście łatwo uruchamia się lęk – bo skoro „wszędzie są narcyzi”, to relacja przestaje być przestrzenią spotkania, a staje się potencjalnym zagrożeniem.

Jarosław Gibas podczas rozmowy o ekonomii strachu społecznego i wpływie lęku na społeczeństwo
*Jarosław Gibas – socjolog, nauczyciel, autor kilkunastu książek oraz warsztatów i szkoleń z obszarów inteligencji emocjonalnej, komunikacji relacyjnej oraz psychologii transpersonalnej i mindfulness./ Fot. Dorota Mrówka

Ekonomia strachu społecznego: kiedy tracisz poczucie wpływu

Lęk, etykiety, algorytmy. Czy widzisz dziś realną możliwość przebudzenia się z tej bańki lęku?

Tak, widzę taką możliwość – i ona jest niezbędna. Zmiana społeczna nie wybucha nagle, ona zaczyna się od małych kroków, od małych środowisk, które zaczynają inaczej myśleć i inaczej patrzeć na świat. To polska teoria socjologiczna, która nazywa się „bąble nowego w morzu starego”. I mam poczucie, że dziś tych bąbli jest już bardzo dużo.

Te „bąble”, o których mówisz, skąd się biorą? Czego mamy dosyć?

Jednym z głównych powodów napięcia, które czujemy, jest zjawisko odbierania znaczenia. Nie chodzi tylko o niesprawiedliwość społeczną, ale o niesprawiedliwość psychologiczną – o moment, w którym zaczynamy mieć wrażenie, że nasze życie mniej znaczy.

Jak tego doświadczamy?

Stoisz w urzędzie i przechodzisz drogę przez mękę, a ktoś obok załatwia wszystko w 15 minut, bo „zna kogo trzeba”. Albo masz podobny potencjał jak ktoś inny, ale startujecie z zupełnie innych poziomów, bo różnią was pieniądze, układy, pozycja. Wtedy rodzi się poczucie: to nie zależy ode mnie. Moja wartość jest ustalana gdzieś poza mną.

Jeśli odbiera nam się znaczenie, tracimy fundament poczucia sensu. Dlatego główna linia podziału przebiega dziś między tymi, którzy czują, że odebrano im znaczenie, a tymi, którzy to znaczenie rozdają i odbierają. Jesteśmy już bardzo „nasączeni” tym doświadczeniem niesprawiedliwości psychologicznej. Ta zupa naprawdę zaczyna wrzeć. I dlatego zmiana nie tylko jest możliwa – ona jest nieunikniona.

Rozmowę z Jarosławem Gibasem można również obejrzeć na naszym kanale YouTube


Lęk a relacje: dlaczego coraz mniej sobie ufamy

Często, gdy tracimy poczucie sensu, słyszymy: „skup się na sobie”. Czy zwrot w stronę „ja” nie odbywa się dziś kosztem „my”?

Samo zwrócenie się ku sobie nie jest niczym złym. Jeśli rozumiemy to jako życie egosyntoniczne – czyli w zgodzie z własnym wewnętrznym obrazem siebie – to jest to bardzo zdrowe. To oznacza, że przestajesz robić rzeczy sprzeczne z tobą, zaczynasz pytać o sens, o to, czy żyjesz w zgodzie ze sobą. To jest potrzebne. Problem zaczyna się wtedy, gdy „ja” całkowicie wypiera „my”. A wszystkie badania pokazują jedno: jesteśmy istotami społecznymi. Najbardziej spełnieni czujemy się w relacjach – niekoniecznie romantycznych, ale w dobrych, żywych więziach z innymi ludźmi.

Jeśli koncentracja na sobie odbywa się w oderwaniu od wspólnoty, łatwo wchodzimy w egocentryzm. Moja wolność, moje potrzeby, mój komfort – bez uwzględnienia tego, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. A wtedy „ja” przestaje budować, a zaczyna rozbijać relacje.

Rozmawiamy o lęku, o utracie znaczenia, etykietach i o tych „bąblach”, które mogą zapowiadać zmianę. Ale dziś, tu i teraz, co każdy z nas może zrobić, żeby coś drgnęło?

Uruchomić jeden mały bąbelek u siebie. Ale nie deklaracją, tylko działaniem. Zacząć od świadomości. Wysłuchać siebie: czego naprawdę potrzebuję? Czy gonię za cudzymi celami? Czy moje życie ma dla mnie znaczenie? To jak w samolocie – najpierw zakładasz maskę sobie. Bez tego nie pomożesz nikomu. A potem tę samą świadomość przenieść na relacje.

Słuchać ludzi, mówić uczciwie, wchodzić w prawdziwe interakcje. Nie z lęku, nie z automatu, nie z bańki algorytmu. Kiedy masz świadomość, przestajesz być łatwym celem manipulacji. I jeśli każdy z nas zrobi ten jeden mały krok, te bąbelki zaczną się pojawiać coraz częściej. A wtedy zmiana przestaje być teorią – zaczyna być procesem.

Przeczytaj również: Algorytm zmienia Twoje poglądy. Cicho, skutecznie, bez Twojej zgody


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Anita Różańska

Redaktor treści audiowizualnych


Specjalistka od słów i obrazów. Od lat związana z mediami - telewizją, internetem i produkcją wideo. Z zawodu dziennikarka, z pasji twórczyni biżuterii.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.