Mów po chińsku. Skąd moda na sinologię?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Jęz. chiński coraz częściej pojawia się w programie nauczania w państwach zachodnich (RICKY CARIOTI / WASHINGTON POST / GETTY IMAGES)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 2 minut

Zdobywanie wiedzy na temat Chin cieszy się ostatnio ogromnym zainteresowaniem wśród kandydatów na studia, a kierunki dotyczące Dalekiego Wschodu należą do najbardziej obleganych

W ostatnich latach startuje na nie po kilkanaście osób na miejsce. Z czego wynika to zainteresowanie Chinami?

„Zdecydowana większość młodych ludzi wybiera ten kierunek studiów ze względów praktycznych. Planują oni wykorzystywać język chiński w pracy i kontaktach biznesowych” – mówi dr Katarzyna Sarek, sinolożka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i współautorka bloga Skośnym okiem.

Jak twierdzi, boom na sinologię wiąże się bezpośrednio ze wzrostem gospodarczego i politycznego znaczenia Chin. Nie zawsze tak było. „Kiedyś na ten kierunek szły niemal wyłącznie osoby pasjonujące się Chinami, nie zastanawiając się, czy ten język przyda im się w pracy” – wspomina sinolożka.

Najlepsze 30 lat bez demokracji

W ostatnim czasie uwaga świata zwraca się na Wschód nie tylko z powodu tarć między Chinami i Stanami Zjednoczonymi, ale także kontrowersyjnej polityki Pekinu wobec własnych obywateli. Gdy świat obiegły informacje o manifestacjach z Hongkongu, działania protestujących spotkały się z poparciem zachodnich mediów jako próby walki o demokratyzację ustroju. Nic dziwnego, skoro dla Europejczyków i Amerykanów demokracja jest jedną z najwyższych wartości. Ale w przypadku Chińczyków sprawa nie jest tak oczywista.

„Chińczycy uważają, że ostatnie 30 lat to najlepsze 30 lat w najnowszej historii Chin, okres nieprawdopodobnego rozwoju i bogacenia się społeczeństwa. Oni nie mają w tym momencie żadnych podstaw, żeby tę władzę komunistyczną kwestionować i mówić: »Zróbmy sobie demokrację, bo ten system źle funkcjonuje«” – tłumaczy Katarzyna Sarek.

Zawsze mili Chińczycy

Polityka to tylko jedna z płaszczyzn, na której od Chińczyków różnimy się w tak zasadniczy sposób. Sarek, która przez kilka lat mieszkała w Chinach, mówi, że nasz stosunek do niej ma bardzo głębokie korzenie – wynika z kultury, w jakiej się wychowaliśmy. Z tego powodu może to być niezwykle trudna bariera do pokonania dla tych osób z kręgu kultury zachodniej, którym przyjdzie zamieszkać w Państwie Środka.

„Chińczycy mają bardzo duże problemy z mówieniem wprost wielu rzeczy. Zawsze się uśmiechają, zawsze są mili, zawsze są grzeczni, ale tego, co myślą, bardzo ciężko jest się domyślić” – zaznacza sinolożka. Jak się okazuje, o wiele trudniejsze niż nauka języka, który liczy ok. 50 tys. znaków, jest zrozumienie chińskiego kodu kulturowego.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES