Social media boją się łez. Smutek stał się nowym tabu

Szczęśliwa kobieta przy komputerze, której social media odbierają prawo do smutku

Czy w świecie, który obsesyjnie promuje szczęście na żądanie, mamy jeszcze prawo do smutku? Słyszymy, że mamy być „pozytywni”, „produktywni” i „wdzięczni”. Ale czy rezygnując z całego spektrum emocji, nie tracimy czegoś o wiele głębszego niż chwilowa przyjemność?

Smutek to błąd w systemie?

Współczesne media społecznościowe stały się świątynią kultu szczęścia. Liczy się tylko to, co sprawia radość i przyjemność. Scrollujesz TikToka czy Instagrama i widzisz ten sam scenariusz: uśmiechnięte twarze, troska o siebie sprowadzona do zakupów i podróży, szybkie patenty na „pozbycie się negatywnych emocji”. Prawo do smutku nie istnieje. Smutek to tabu – błąd w systemie, który trzeba jak najszybciej „naprawić”.

Każdy sposób na „wyłączenie” smutku jest dobry – im skuteczniejszy tym lepszy. Antydepresanty ratują życie, gdy mówimy o poważnych zaburzeniach. Problem zaczyna się tam, gdzie tabletka, motywacyjny podcast albo algorytm dobierający „poprawiające nastrój” treści stają się substytutem przeżycia żałoby, kryzysu czy życiowego zakrętu. Zamiast zapytać „co mnie boli?”, uczymy się pytać: „co to mi najszybciej wyłączy?”.

Soma – pastylka szczęścia XXI wieku

Pogoń za lajkami i dopaminą przypomina mechanizm, który Aldous Huxley przewidział już w 1932 roku w Nowym wspaniałym świecie. Tam społeczeństwo osiągnęło idealną stabilność dzięki „somie” – pigułce, która natychmiast usuwa wszelki dyskomfort. Wystarczy jedna pastylka, żeby zniknęły lęk, smutek, niepokój. Żeby człowiek dopasował się do swojej roli w idealnie funkcjonującym społeczeństwie. Jak wyjaśnia jeden z bohaterów powieści:

Ludzie są szczęśliwi; otrzymują wszystko, czego zapragną, a nigdy nie pragną czegoś, czego nie mogą otrzymać. (…) są tak uwarunkowani, że praktycznie nie są w stanie postępować inaczej, niż powinni. A jeśli coś nie gra, pozostaje soma.

Dziś soma ma wiele twarzy. Antydepresanty dla milionów ludzi, którzy nie chcą czuć smutku. TikTok i Instagram, które filtrują rzeczywistość. Algorytmy AI, które podpowiadają „content”, unikając wszystkiego, co mogłoby zaboleć. Świat obiecuje nam szczęście niemal za darmo. Alle Huxley pokazał, że nie ma nic za darmo.

Co tracimy, gdy rezygnujemy z niedoskonałości?

Nowym wspaniałym świecie obywatele są szczęśliwi, zdrowi i bezpieczni. Nie znają jednak głębszych uczuć. Nie ma prawdziwej miłości, nie ma sztuki, która porusza, nie ma walki o sens. Jest tylko przyjemność i stabilność. Tylko Dziki domaga się czegoś więcej: prawa do ryzyka, błędu, cierpienia. W słynnej scenie mówi do Mustafy Monda, że chce „Boga, poezji, prawdziwego niebezpieczeństwa, wolności, cnoty, grzechu”. Mond odpowiada, że w istocie domaga się on „prawa do bycia nieszczęśliwym”.

Konsumpcyjne szczęście, szczęście „na kliknięcie”, jest wygodne, ale wymaga rezygnacji z całego spektrum emocji. Żeby nigdy nie bolało, trzeba zredukować głębię relacji, unikać ryzyka, nie zadawać za trudnych pytań. W efekcie prawo do smutku staje się nie tylko osobistym wyborem, ale też aktem sprzeciwu wobec logiki świata, który najchętniej sprzedałby nam wieczny uśmiech w abonamencie.

Smutek, poczucie utraty, rozczarowanie sobą i innymi – to emocje, które pełnią funkcję „systemu alarmowego”. Informują, że coś ważnego wymaga naszej uwagi. Rezygnując z tych uczuć, tracimy możliwość prawdziwego rozwoju.

Smutek uczy nas empatii. Ból buduje odporność. Rozczarowanie zmusza do refleksji. W świecie, gdzie wszystko jest „dobre” i „przyjemne”, relacje stają się powierzchowne. Nie ma już miejsca na konflikt, który prowadzi do głębszego zrozumienia. Nie ma też miejsca na wielką sztukę, która rodzi się z napięcia, tęsknoty czy bólu.

„Szczęście bez łez” jako nowe zniewolenie

Huxley przestrzega, że świat, który „załatwia” za nas wszystkie trudne emocje, w gruncie rzeczy odbiera nam podmiotowość. Zaczynamy żyć cudzym scenariuszem szczęścia, gonić za tym, co „powinno” cieszyć – karierą, wspaniałym ciałem, lajkami – zamiast sprawdzić, co naprawdę jest nasze. Jeśli nie wolno nam być smutnymi, wściekłymi to zagubionymi – to czy naprawdę wolno nam być sobą?

Rezygnując z niedoskonałości, rezygnujemy też z wolności. Prawdziwa wolność to bowiem wybór – nawet jeśli bywa bolesny. Konsumpcyjne szczęście to natomiast nowe zniewolenie: uzależnienie od zewnętrznych bodźców, od lajków, od kolejnej tabletki czy scrolla. Huxley już niemal wiek temu ostrzegał, że najstraszniejsza tyrania nie przyjdzie w formie bólu, lecz w formie przyjemności. Nie będzie wielkiego brata z pałką. Będzie uśmiechnięty świat, w którym nie będziesz chciał niczego więcej.

Przeczytaj również: System „wie lepiej”. Tak oddajemy wolność za bezpieczeństwo


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.