Psychonauci – narkotyki i współczesny umysł

Jesteśmy świadkami renesansu psychodelików. Dziś, podobnie jak w latach 50. i 60. XX wieku, substancje te przynoszą obietnicę przekształcenia kondycji ludzkiej.

Od początku XXI wiek pojawia się coraz więcej badań nad terapeutycznym wykorzystywaniem substancji psychodelicznych. Jednej z nich, 5-MEO-DMT (pozyskiwanej z wydzielin gruczołowych ropuchy koloradzkiej), nadano niedawno przydomek  „boskiej cząsteczki”. Badania kliniczne wykazały, że wywoływane przez nią doświadczenia leczą z depresji i znacząco poprawiają jakość życia pacjentów. Światowi influencerzy i publicyści, od festiwalu Burning Man po Davos, stali się jej ewangelistami. W 2019 roku Mike Tyson przyznał w podcaście Joe’go Rogana, że palenie wydzielin ropuchy z pustyni Sonora doprowadziło go do wglądu, który odmienił jego życie. W 2021 roku Hunter Biden, syn prezydenta Stanów Zjednoczonych, opublikował wspomnienia o własnym procesie wychodzenia z uzależnienia, gdzie paleniu tej samej substancji pod okiem szamana przypisał utrzymanie się w abstynencji przez rok. Jak sam przyznał: „Było to głębokie doświadczenie, które scaliło moje życie w jeden odnowiony byt”.

W momencie największej popularności tak wielu samozwańczych szamanów oferowało jad płaza jako doskonałe remedium na wszelkie choroby, że życie całej populacji ropuch sonorańskich, zamieszkujących południowo-zachodnie pustynie Stanów Zjednoczonych i północnego Meksyku, zostało zagrożone. Na szczęście naukowcy opracowali właśnie proces wytwarzania 5-MEO-DMT w formie syntetycznej.

Polecamy: Dlaczego ludzie lubią psychodeliki?

„Kultura narkotykowa”

Narkotyki bardzo dobrze przyjęły się pośród przedstawicieli naszego gatunku. Na słynnej liście  „Ludzkich Uniwersaliów”, sporządzonej przez antropologa Donalda E. Browna, odnajdujemy je jako: „techniki lub substancje zmieniające nastrój oraz świadomość”. Autor uznaje je za jeden z podstawowych składników ludzkiej kultury, razem z muzyką, rozwiązywaniem konfliktów, językiem i wspólną zabawą. Badania archeologiczne wskazują, że ludzkość zna psychodeliki co najmniej od epoki neolitu; dowodzą tego naskalne malowidła biegających istot przypominających grzyby z jaskini Tasili Wan Ahdżar w Algierii.

Za rozkwit badań naukowych nad psychodelikami przyjęło się uważać lata 50. i 60. XX wieku. Pojawiają się jednak opinie, że to wiek dziewiętnasty charakteryzował się silnym wpływem narkotyków na naukę i kulturę. Mike Jay w swojej książce, „Psychonauts: drugs and the making of the modern mind”, przekonuje, że to wówczas idee i odkrycia najszybciej przepływały między sferą codzienności, medycyny praktycznej  i nauki. Lekarze i naukowcy szkolili się w uważnej samoobserwacji, a narkotyki, które wywoływały nieznane wcześniej stany świadomości, były bodźcem do maksymalnego wykorzystania ich potencjału opisowego. Nierzadko stawali się również poetami lub pisarzami, a swoje narkotyczne doświadczenia pomagały im w rzucaniu nowego spojrzenia na funkcjonowanie społeczeństwa.

Twórcą terminu „psychonauata” był Ernst Jünger, legendarny pisarz i zapalony entomolog. Miał on określać osobę, która: „chwyta sny, tak jak inni zdają się ścigać motyle”. Przez „sny” rozumiał on sesje po przyjęciu substancji zmieniających świadomość. Jünger był duchowym mentorem Alberta Hofmanna, odkrywcy LSD (jednej z najaktywniejszych substancji o właściwościach halucynogennych), który pomógł spopularyzować ten termin, a swój szczyt popularności zawdzięcza psychodelicznej kontrkulturze lat 60. ubiegłego wieku.

W poszukiwaniu nowoczesnego umysłu

Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły światu nową dyscyplinę naukową, jaką była psychologia. Jej adepci, korzystając również substancji psychoaktywnych, poczynili ogromne postępy w rozróżnianiu procesów myślenia i percepcji. Beneficjentami zmian byli również pisarze i artyści, dla których narkotyki stały się portalem do wewnętrznego świata utkanego z marzeń i snów.

„Nowoczesność” nie jest terminem, który odnosi się do konkretnej epoki lub jednego zestawu wartości. Zazwyczaj definiowało ono nowy etap dla cywilizacji, okres gwałtownych zmian – gdy tradycja zostaje przyćmiona przez nowe sposoby funkcjonowania w codzienności. Szybkość postępu w XIX wieku była bezprecedensowa, a narkotyki stały się silnymi symbolami zarówno marzeń, jak i koszmarów. Dobrze zdawał sobie z tego sprawę Zygmunt Freud, austriacki neurolog oraz twórca psychoanalizy, który szczególnie upodobał sobie działanie kokainy. 

Okres długiej nowoczesności był dokładnie badany przez kanadyjskiego filozofa Charlesa M. Taylora, który w swoich pracach śledził drogę dojrzewania człowieka: od średniowiecznego światopoglądu, w którym miejsce w rzeczywistości określał boski plan, do świeckiej nowoczesności, gdzie tożsamość jest czymś, co sam musi konstruować. W swoim najbardziej znanym dziele: „Źródła podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej” (1989), Taylor wymienia charakterystyczne cechy nowoczesnego umysłu: „poczucie własnego wnętrza, wolność, indywidualność i osadzenie w naturze, jako domeny dla nowoczesnego Zachodu”. Uderzające jest, jak cechy wymienione przez filozofa korelują z wartościami cenionymi przez dziewiętnastowiecznych psychonautów.

Warto dodać, że w tym historycznym ujęciu dwudziestowieczne tabu narzucone na odkrywanie własnego „ja” za pomocą substancji psychoaktywnych oraz „wojna z narkotykami” rozpoczęta przez rząd Nixona, jawi się jako irracjonalna i niepotrzebna przerwa w ludzkiej pogoni za nowoczesną jaźnią.

Współczesna nauka a psychodeliki

Współczesna nauka upatruje ich siły w mechanizmie neuroplastyczności, który klasyczne psychodeliki są w stanie indukować. Czym jest neuroplastyczność? W dużym uproszczeniu zjawisko to polega na stymulacji wzrostu dendrytów neuronów poprzez aktywację receptorów 5-HT2A. W rezultacie pozwala nie tylko uwolnić się od starych i nieużytecznych schematów mentalnych, ale również wypracować i utrwalić nowe poglądy u osoby chorej. Choć sam proces pozostaje wciąż słabo rozpoznany, naukowcy zajmujący się badaniem mózgu dostrzegają w procesie neuroplastyczności ogromny potencjał – szczególnie w przypadku terapii uzależnień, zaburzeń odżywiania,  depresji lekoopornej, a także niepokoju i lęków związanych z wchodzeniem w terminalną fazę choroby.

Jaka przyszłość psychodelików?

Narkotyki są dziś zarówno fetyszyzowane, jak i demonizowane, a sprzeczne postawy wobec ich akceptacji odzwierciedlają linię podziału między konkurującymi ze sobą wersjami nowoczesności. Psychodeliki są jednym ze sposobów poszukiwania wyższego stanu świadomości, ale właśnie z powodu ich ogromnego potencjału, należy również rozpoznać niebezpieczeństwa, które kryją się w ich sile przywoływania mrocznych i wypartych wspomnień.

Media i kultura popularna coraz śmielej prezentują psychodeliki, jako sposoby na zoptymalizowanie wydajności pracy. Prezesi firm z Doliny Krzemowej zachęcają wpatrzonych w nich studentów do przyjmowania minimalnych dawek psychodelików – mikrodawkowania – aby wzbić się na wyżyny własnej kreatywności i dostarczyć kolejny nowatorski produkt swojej firmie. Dla dziewiętnastowiecznych psychonautów angażowanie substancji psychoaktywnych w tak prozaiczne projekty byłoby kolejnym symptomem duchowego spustoszenia Zachodu, który traktuje psychodeliki jako ucieczkę od traumatycznych konsekwencji nowoczesności. 

Źródła:

Opublikowano przez

Mateusz Schuler

Autor


Dziennikarz, filozof, Ślůnzok. Autor artykułów poświęconych filozofii techniki oraz etyce środowiskowej. Zainteresowany historią kapitalizmu oraz alternatywnymi ruchami politycznymi. W przeszłości prowadzący audycję radiową z muzyką eksperymentalną w tle. Mieszka w Katowicach.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.