Nauka
Chaos zamiast wspomnień. Tak mózg zdradza pierwsze objawy choroby
16 marca 2026

Biały Dom wypuścił na początku marca filmik, który przedstawia państwa uznawane przez USA za wrogie jako kręgle. Utrzymany w radosnym tonie klip szybko stał się wiralem. Propaganda wojny przybiera w nim twarz popkultury, co niepostrzeżenie zamazuje obraz prawdziwych tragedii – jak śmierć dziewczynek z Minab w zbombardowanej szkole.
Rankiem 28 lutego 2026 roku pocisk Tomahawk uderzył w szkołę dla dziewcząt Shajarah Tayyiba w irańskim Minab. Zginęło co najmniej 175 osób. Większość to dzieci. Na początku marca konto Białego Domu na platformie X opublikowało krótki film. Napis „STRIKE” – uderzenie. W materiale wrogie państwa przedstawione są jako kręgle. Przewracają się jedno po drugim, trafione kulą w barwach amerykańskiej flagi. W tle rozbrzmiewa radosna, stadionowa muzyka. Całość utrzymana jest w estetyce transmisji sportowej – jakby oglądało się zapowiedź meczu, a nie zapowiedź śmierci.
I to właśnie ta różnica – między dziećmi pod gruzami a kręglami rozbijanymi w rytm stadionowej przyśpiewki – mówi wszystko o tym, jak wojna jest dziś opowiadana.
Francuski filozof Guy Debord w Społeczeństwie spektaklu z 1967 roku dowodził, że w nowoczesnym świecie obrazy zastępują bezpośrednie doświadczenie. Spektakl to formacja, w której „wszystko, co dawniej było bezpośrednio przeżywane, odsunęło się w reprezentację”.
Jeśli zastosujemy tę kategorię do przekazu Białego Domu, dostrzeżemy, że także przemoc ulega tej samej logice. Jest efektownie zmontowana, opatrzona chwytliwym podkładem muzycznym. Kręgle przewracające się w rytm stadionowych przyśpiewek stają się produktem spektaklu – łatwym do strawienia, polubienia i udostępnienia. Infantylizacja wojny sięga tu zenitu. Nie ma krwi, trumien. Są symbole sportowej rywalizacji: my, dobrzy, strącamy ich, złych. To mechanizm odbierania przemocy jej rzeczywistego znaczenia.
Mechanizm estetyzacji wojny nie jest nowy. Scena z Czasu apokalipsy, gdzie helikoptery atakują wioskę przy dźwiękach „Cwału Walkirii”, podkreślała szaleństwo wojny. Dziś mamy do czynienia z czymś przeciwnym – z radosną otoczką wokół przemocy. Jak pisała przed laty Susan Sontag o wojnie w Zatoce Perskiej, nowa estetyka „precyzyjnych uderzeń” sprawiła, że ludzkie ciało zniknęło z kadru. Zastąpiła ją „inteligentna” technologia, a śmierć stała się abstrakcją. Dziś stała się spektaklem.
Współczesne konflikty obfitują w zapożyczenia z popkultury służące dehumanizacji wroga. Po stronie ukraińskiej upowszechniło się określenie „orkowie” na rosyjskich żołnierzy. To oczywiste nawiązanie do bestialskich stworzeń z Tolkiena. Rosja bywa nazywana „Mordorem”. Te etykiety, choć zrozumiałe w obliczu frustracji wywołanej agresją, odzierają wroga z człowieczeństwa, czyniąc go czystym złem. Ukraińscy etycy mediów apelowali o ostrożność w posługiwaniu się nimi, wskazując, że utrudniają przyszłe pojednanie.
Po stronie rosyjskiej dehumanizacja przybiera radykalniejsze formy. W państwowych agencjach wzywa się do „całkowitego unicestwienia Ukraińców”, a ukraińscy żołnierze określani są mianem „szczurów laboratoryjnych”. Etykietowanie Ukraińców jako „neonazistów” stało się synonimem czystego zła, uzasadniającym działania „wyzwoleńcze”. Rosyjska propaganda nadaje temu wymiar mistyczny, oskarżając ukraińskie siły o okultyzm i satanizm, a najwyżsi urzędnicy mówią o potrzebie „desatanizacji” Ukrainy. Równocześnie pojawia się narracja, że to Rosjanie są ofiarami dehumanizacji – w materiałach propagandowych można znaleźć apele: „My nie jesteśmy orkami, jesteśmy Rosjanami”.
Szczególnie jaskrawych przykładów dostarcza retoryka Iranu. Podczas rewolucji w 1979 roku ajatollah Chomeini ukuł określenia „Wielki Szatan” na USA i „Mały Szatan” na Izrael. Jedno z najczęściej powracających określeń Izraela to „rakotwórczy guz”. To metafora niosąca przesłanie: nie negocjuje się z nowotworem – trzeba go wyciąć, unicestwić. Ajatollah Chamenei wielokrotnie określał Izrael tym mianem. Porównywał go też do wirusa COVID-19, a na jego oficjalnej stronie opublikowano grafikę z frazą „ostateczne rozwiązanie” – tym samym określeniem, jakiego używali niemieccy naziści.
Równolegle irańscy przywódcy sięgają po klasyczne antysemickie narracje. W maju 2025 roku Kamal Charazi, doradca Chameneiego, oskarżył Izrael o dążenie do utworzenia „Wielkiego Izraela” od Nilu po Eufrat – cel rzekomo wynikający z Tory. Nawiązał do Protokołów Mędrców Syjonu, dodając, że „Żydzi są małą mniejszością, która stara się kontrolować świat”.
Gra w dehumanizację toczy się na wielu frontach. Cel jest ten sam: sprawić, by zabijanie stało się łatwiejsze, a ofiara przestała być postrzegana jako ktoś z twarzą, imieniem i historią.
Jak opisuje portal The Conversation w analizie z 12 marca 2026 roku, film Białego Domu zawiera faktyczne ujęcia z gry Call of Duty, zmontowane z materiałami z rzeczywistych nalotów, opatrzone animacjami „killstreaków”. To celowe budowanie przekazu na fundamencie wirtualnej rozrywki.
Przywołując koncepcje Judith Butler, The Conversation zwraca uwagę na etyczny wymiar zjawiska. Butler pyta: kto zostaje uznany za godnego żałoby? Wprowadza przy tym pojęcie „nieopłakiwalności” – stanu, w którym pewne istnienia są wykluczone ze wspólnoty etycznej, a ich śmierć nie jest stratą. Filmik Białego Domu, zamieniając ludzi w kręgle i awatary, odbiera ofiarom prawo do bycia opłakiwanym.
To język, który młode pokolenia rozumieją intuicyjnie – język celowników, punktacji, leveli. Tymczasem gry od lat starają się krytycznie komentować ten mechanizm. Spec Ops: The Line demaskuje pustkę militarnej fantazji. Najbardziej radykalny przykład innego spojrzenia pochodzi z Polski. This War of Mine studia 11 bit studios odwraca konwencję. Gracz wciela się tu w cywilów próbujących przetrwać w oblężonym mieście. Inspiracją były relacje z oblężenia Sarajewa. Gra pokazuje śmierć z perspektywy ofiar, nigdy sprawców.
W Call of Duty każda śmierć jest czysta i szybka. W This War of Mine zabicie kogoś – nawet w samoobronie – zostawia ślad. Twórcy odrzucili polityczne uwikłanie. Nie chodzi bowiem o to, kto ma rację, ale o to, że wojna zawsze niszczy ludzi.
Oddzielenie strzelca od ofiary ekranem komputera zaciera różnicę między grą a rzeczywistością. Ofiary stają się pikselami. Film Białego Domu wpisuje się dokładnie w tę logikę, ale pozbawia ją krytycznego dystansu. Sekretarz Obrony Pete Hegseth publicznie celebruje operację „Epic Fury”, a Wes J. Bryant, były specjalista od celów w US Air Force, alarmuje w The Conversation:
odchodzimy od zasad i norm, które staraliśmy się ustanowić jako globalna społeczność od II wojny światowej. Nie ma żadnej odpowiedzialności.
W filmiku Białego Domu, gdzie wojna jawi się jako spektakl, mechanizm jest ten sam, co w propagandzie Iranu. Jego celem jest sprawić, by zabijanie stało się łatwiejsze. Różnica polega tylko na formie. Iran robi to jawnie, werbalnie, osadzając przekaz w religijnej retoryce. Rosja odbiera wrogowi samo prawo do istnienia. Ukraina natomiast odpowiada popkulturą – to reakcja na agresję, ale niesie własne ryzyko. Biały Dom z kolei opakowuje przemoc w stadionową muzykę i estetykę gry.
Wszystkie te techniki prowadzą do tego samego: do świata, w którym zbrodnia przestaje być zbrodnią, bo ofiary przestały być ludźmi.
Przeczytaj także: Bukmacherzy przyjmują zakłady o użycie broni jądrowej. Nowa normalność
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: